Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242585.35 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791222 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 51.10km
  • Czas 01:42
  • VAVG 30.06km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 184m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śmieszkonesans

Czwartek, 6 września 2018 · dodano: 06.09.2018 | Komentarze 20

Ależ miło i jesiennie było dziś rano. Chłodek, mroczek, a nade wszystko mgła, ale taka fajna - gdzieś tam migocząca na horyzoncie, jednak nie włażąca mi pod koła, z przyzwoitym poziomem widoczności (jak na mgłę, oczywiście). Przypomniało mi to o istnieniu lampek rowerowych - do tej pory od końca zimy woziłem je tylko pro forma, jak się okazało - nienaładowane. Myślę, że jakiś rasowy pro w tym momencie złapałby się za głowę, że niepotrzebnie obciążałem sobie dwa kółka tymi kilkoma gramami przez tak długi czas :) 

Nawet wiało dziś przyzwoicie - ani mocno, ani słabo, choć na tych polach na wschód od Poznania dość odczuwalnie, jednak to już nie ten paskudny gorący letni podmuch, a jeszcze nie ten przejmujący zimny, późnojesienno-zimowy. Podsumowując: można było kręcić dziś bez większego marudzenia, czyli jakoś tak... dziwnie :)

Wyjątkowo miałem wybrany cel podróży - szukając jakiejś luki między jednym a drugim remontem, postanowiłem ocenić stan postępów budowy pewnego cosia. W tym celu ruszyłem przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Żerniki, Tulce, Krzyżowniki, Kleszczewo, przejechałem nad S5 i pojawiłem się na odnawianej aktualnie drodze do Gowarzewa. Droga jak droga, równiutki asfalt zawsze cieszy, ale mnie interesowało bardziej to, co drogowcy wymyślą tym razem w temacie DDR-ek, bez których jak wiadomo świat istnieć nie może. No i tak: ogólnie plus za to, czego obawiałem się najbardziej - pas dla rowerów NIE JEST z kostki. Połowa sukcesu. Jednak im bardziej zerkałem, tym więcej widziałem, co niekoniecznie było dobre dla mojej psychiki :) Otóż bowiem ścieżka (jeszcze w budowie) zaczynać się będzie najpierw po lewej stronie drogi, jeśli patrzy się od strony Kleszczewa, by po chwili w niewyjaśniony sposób skierować nas na stronę prawą, którą pędzić sobie będziemy z kilometr, aż nagle z powodu nagłego pojawienia się nieprzewidzianej przez projektanta przeszkody, czyli budynku mieszkalnego stojącego tu zapewne kilkadziesiąt lat, znów z musu zjechać na lewo na... kilkadziesiąt metrów, żeby ponownie przywitać ścieżkę z drugiej strony. Ot, polski standard. Dodam jeszcze, że już oczyma wyobraźni zerkam na tę przyszłą barierkozę, a i widoczny na zdjęciu rów wskazuje na to, że niedługo będzie tu płynęła rzeczka, dzięki której żaden samochód nie zostanie zmiażdżony przez agresywnego kolarza. Mam już dla niej nawet roboczą nazwę - Śmieszkówka.

Czepiam się? Owszem :) Zobaczymy jak wyjdzie w praniu, gdy już skończą budowę - obym był złym prorokiem. Jednak widzę już w tej chwili co najmniej dwa miejsca do potencjalnego mandaciku, szczególnie podczas jazdy w odwrotną stronę.

Wróciłem sobie spokojnie, bez głupot, przez Tulce, Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Starołękę i Lasek Dębiński, czyli prawie swoimi śladami, co widać na Relive.




  • DST 54.35km
  • Czas 01:52
  • VAVG 29.12km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 277m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Biedrusko i bogatopoznańsko :)

Środa, 5 września 2018 · dodano: 05.09.2018 | Komentarze 14

Wciąż wieje z północy, więc w dalszym ciągu połowa moich tras to przepychanie się przez miasto w tę i z powrotem. Podczas powrotu było ok, bo dopełzłem do Wartostrady, ale sam "początek" (czyli dobrych kilkanaście kilometrów), z Dębca przez Górecką, Hetmańską, Głogowską, centrum, Sołacz, Piątkowo i Morasko, to istna rzeź i walka o życie jak tylko się dało między samochodami. Na tym etapie średnia na poziomie żałosnych 26 km/h była naprawdę dobrym rezultatem.

Jednak zostałem raz pozytywnie zaskoczony, bo już na pierwszym kilometrze, na zjeździe ze ścieżki przy Czechosłowackiej, uprzejmie zwolnił i przepuścił mnie kierowca dostawczaka firmy Koloprter. Byłem w takim szoku, że ze trzy razy podziękowałem. Brawo dla tego pana, miejskiemu rodzynkowi :)



Odetchnąłem pełnym cycem dopiero gdzieś na wysokości Radojewa i - o dziwo - na DDR-ce przy granicy Poznania. Pisałem już o niej, więc nie ma co rozwijać tematu - jest bardzo, ale to bardzo przyzwoita, choć fragmentami wciąż (ile to już trwa?) nieoczyszczona (czyżby czekano na... wiosnę?), a ślimak pod drogą (postarałem się zawrzeć go na Relive) wciąż mnie fascynuje.

W Biedrusku jak zwykle trzeba było z kolei dostać nagłej zaćmy i nie widzieć kilku antyrowerowych wynalazków, podobnie jak w Promnicach, choć tam przez zakazy było to bardziej skomplikowane. A już nie było mocy na "słynne" Owińska, których lepiej nie opisywać, a spojrzeć na to zdjęcie, będącą czystą owińskowością...

Można zakląć pod nosem, pozwalam :)

Potem już lepiej - Czerwonak, Koziegłowy, Gdyńska. remonty przy Bałtyckiej i dostałem się jakoś do wspomnianej Wartostrady. Tym bajkowym traktem wróciłem do domu. Niestety średniej uratować się nie dało. No bo jak, jeśli jak nie korki, to na samym Dębcu...

Emeryten party to nic zdrożnego, wręcz przeciwnie, ale czemu tu, a nie gdzieś na działeczce, ewentualnie przy użyciu poduszek z pozycji blokowych parapetów?  :)

Na koniec fotki ze spacerów z Kropą (dla fanklubu). Wczoraj bowiem (a i dziś) odkryliśmy nowe rejony trzy kilometry od domu. Jakby co - to wciąż Poznań :)




Poszalałem z tymi zdjęciami na początku miesiąca, trzeba się będzie zacząć ograniczać :)




  • DST 53.20km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.02km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 355m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z D do 2D (Dębiec - Dębogóra)

Wtorek, 4 września 2018 · dodano: 04.09.2018 | Komentarze 12

Dziś wpis jeśli chodzi o treść krótki, bo mi się nie chce :) Czyżby syndrom wypalenia BS-owego w końcu i mnie dopadł? :) A może to te koszmarne korki, które znów zawitały na ulice i uwalają chęć do jazdy oraz do pisania o niej, a przy okazji średnią? Kto wie...

Trasa to prawie to samo coś, co zaliczyłem ostatnio w kierunku północno-wschodnim, ale odwrotnie: z Dębca przez Hetmańską, Wartostradę, Hlonda (w końcu da się nie jechać pod prąd), Chemiczną, Gdyńską, Koziegłowy, Kicin, Mielno, Kliny, Dębogórę, znów Kliny, Wierzonkę, znów Dębogórę, znów Wierzonkę, potem Kobylnica, Janikowo, Bogucin, Bałtycka i Wartostradą do domu.

No właśnie, dotarłem do momentu wyjaśnienia tytułu oraz wyrażenia "prawie to samo". Dziś bowiem w końcu odważyłem się w Klinach skręcić w bok, wiedząc co prawda z góry, że będę musiał zawrócić, jednak doskonały asfalt, jak i genialny widoczek na horyzoncie, nęciły.

Kilometr dalej, w Dębogórze, niestety wyglądało to już tak:

Do tej samej miejscowości dotarłem jeszcze z drugiej strony (na Relive widać to dość dobrze), niestety finisz wyglądał z grubsza podobnie. Ciekawa to wieś, do której jedzie się niczym król, a porusza po niej jak po miejscu, gdzie ten sam podmiot chadza piechotą :)

Podczas nawrotki spojrzałem jeszcze w mądre oczy kolejnego nowo poznanego ziomka.

A katedra na Śródce wciąż stoi, sprawdziłem :)




  • DST 52.80km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.33km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 301m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sacrum i bezmózgum

Poniedziałek, 3 września 2018 · dodano: 03.09.2018 | Komentarze 11

No to wróciła szara, zwykła rzeczywistość - upierdliwy wiaterek, korki, zasmrodzone ulice,... Roku szkolny witaj :/ A i tak nie jest najgorzej, bo studenci jeszcze się nie zjechali, więc na razie trauma półgwizdkowa. Co by nie gadać o upalnym lecie, to drogowe pustki są jedynym jego atutem.

Wiało dziś ze wschodu, a tam - gdziekolwiek bym się nie udał - remonty i zamknięte drogi. Od jakiegoś czasu odpuściłem sobie jedną z moich klasycznych pętelek przez Gowarzewo i Siekierki, bo lepiej bez czołgu się w tamte rejony nie zapuszczać. Pozostała mi więc wersja w tę i z powrotem, czyli z domu przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Szczytniki, Kamionki, Borówiec, Gądki i w Robakowie nawrotka swoimi śladami, tak jak na Relive.

W Borówcu aż się cofnąłem na poniższy widok. Proboszcz płakał, jak zatwierdzał :)

Używanie pojęcia "sacrum" (za Wikipedią: "Według religii judeochrześcijańskiej sacrum to głównie cecha Boga. Jest on epicentrum świętości, jego istotą, objawia się on jako Dobro Najwyższe. Zaznacza się jego potęgę, transcendencję i wzniosłość") w temacie zachowania ciszy (tę uwielbiam, więc nawet jestem za) jeszcze jakoś tam się pewnie na siłę mieści w kanonie, ale nieśmiecenie? Na moje to po prostu kultura, ale co ja tam wiem :) I w sumie nie jestem pewien, czy jeśli z mojego łańcucha skapnęła jakaś kropelka smaru, to czy to już było profanum? Jedna tablica, a tyle zagadek i pytań... :)

No i jeszcze wizualizacja pierwszego dnia dowożenia pociech do szkoły. Jak zwykle nastąpił wysyp możliwości tępotatusiów i bezmózgomamuś...


W sumie to lubię te kosztowne stojaki na DDR-kach. człowiek sobie stanie, odpocznie, no i nie musi inwestować w rowerowe nóżki, które w szosie pasują jak pięść do nosa... :)




  • DST 53.40km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.23km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 253m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kolonizując

Niedziela, 2 września 2018 · dodano: 02.09.2018 | Komentarze 13

Dziś już nie było tak eeee... różowo (w sumie czemu jest to kolor oznaczający coś fajnego, jeśli na sam jego widok zbiera się człowiekowi na wymioty?) jak wczoraj - wiatr wrócił, ale tym razem znów go pochwalę choćby za jedno: był mocny, ale wiał niezmiennie z północnego wschodu, bez jakichś swoich standardowych wariacji, więc jechało się dzięki temu nawet spoko. A poza tym temperatura i poziom zachmurzenia niezwykle sympatyczne, niech żyją, żyją nam.

Z powodu podmuchów znów musiałem przemieścić się z południa na północ Poznania, a potem wrócić, jednak połączenie dwóch czynników: niedziela + Wartostrada (dziś tylko kawałek) złagodziło potencjalne katusze. Miałem też niestety świadomość, iż jest to ostatni dzień z pustymi drogami, bo od jutra zaczyna się sezon na korki. No nic, spieszmy się kochać pod tym względem miesiące wakacyjne, tak szybko odchodzą...

Trasę zrobiłem dziś po prostu w tę i z powrotem: z domu przez Drogę Dębińską (strażacy i policja pozwolili mi warunkowo przejechać przez zamkniętą dla ruchu z powodu samochodu, który ot tak sobie wypadł z drogi na zakręcie, drogę, czyli klasyczna niedziela, niedzieleczka, niedzelunia po aktywnej sobocie, soboteczce, soboteczuni), zachodnią część Wartostrady, Maltę, Miłostowo, Bogucin, Janikowo, Kobylnicę do Biskupic-Jerzykowa, gdzie po chwili ko(ntemp)lacji nad Jeziorem Kowalskim zawróciłem i pomknąłem swoimi śladami.

Zawsze gdy jechałem ulicą Gnieźnieńską w Poznaniu, moje zainteresowanie budził specyficzny budynek przy niej leżący. Mur pruski, dość nietypowe wieżyczki oraz oryginalny styl wskazywały na wybitnie historyczny rys budowli, ale nie potrafiłem wydedukować co zacz. Pogrzebałem więc trochę i już wiem :) Uwaga, będzie nieco milusiego szwargotu - jest to część Kolonii Karlsbunne, czyli osiedla powstałego w celu poprawy warunków bytowania robotników, z inicjatywy spółdzielni Deutsche Arbeiter-Wohnungsgenossenschaft (mniam, mniam, te niemieckie zbitki słowne). Po I Wojnie Światowej (rok 1919) osiedle odkupiło HCP, czyli Ceglorz, a teraz - jak widać - panuje tam lekki syf, ale też bez przesady. Odremontować i będzie perełka, podobnie jak jest nią znaczna część zapomnianej poznańskiej dzielnicy o nazwie Główna. Rekomenduję ja :)

Jeszcze dwie moje ulubione scenki z polskich ścieżek rowerowych. Tutaj pismo obrazkowe jak widać jest zdecydowanie za trudne do ogarnięcia...

...a tu niedzielnialsi wyruszyli zdobywać rowerowy świat, więc cała Wartostrada oczywiście ich, tak samo jak prędkość jazdy, w granicach 10 km/h. Obyło się tym razem bez ofiar :)

Na koniec sympatyczne pozdrowienia od sympatycznej załogi całkiem sympatycznego wozu :)

Tutaj Relive dla zainteresowanych.




  • DST 54.30km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.74km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 291m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pietruszka smakowita

Sobota, 1 września 2018 · dodano: 01.09.2018 | Komentarze 15

Ja poproszę o cały miesiąc, ba!, o cały taki rok, jaki był dziś dzionek do jazdy. Genialna, ale to naprawdę genialna temperatura (rano osiemnaście stopni), cudownie zachmurzone niebo, a nade wszystko - słaby wiatr! Rzecz prawie tu niespotykana, więc tym bardziej trzeba ją odnotować w annałach. Lubię to.

Dzięki temu jechało mi się dziś rewelacyjnie. Pewnie gdybym nie pokonywał miasta z południa na północ, a potem z północy na południe, jechałoby się nawet wybitnie, ale marudzić nie zamierzam. Pysk mi się dziś cieszył, że można po prostu poruszać się do przodu, a nie walczyć non stop z przednimi i bocznymi podmuchami, bo jak wiadomo najczęściej inne nie występują :)

Zrobiłem "pietruszkę" (nać + korzeń, co widać na Relive, jak i na wklejonej mapce), z Dębca przez Hetmańską do Wartostrady, z niej Bałtycką do wyjazdu na Bogucin, Janikowo i Kobylnicę, następnie moim ulubionym leśnym traktem do Wierzonki, wjazd do Karłowic i zjazd z nich, a w końcu powrót przez Kicin, Mielno, Koziegłowy, Gdyńską i znów Wartostradę do domu.

Zgłupiałem tylko w jednym miejscu, na styku Wartostrady z DDR-ką na ulicy Hlonda, zaraz przed burzonym i budowanym od nowa moście Lecha, choć też nie w jego bezpośredniej okolicy. Zdębiałem, gdy ujrzałem to:

Teraz zagadka: co autor miał na myśli, informując o "przejściu drugą stroną ulicy"? Dodam, że znajduje się ona jakieś sześć pasów ruchu dalej, a pomiędzy znajdziemy jeszcze barierki łamane na pas zieleni. Tak to wygląda z drugiej strony:


Generalnie cieszy mnie każda zamknięta DDR-ka, ale w tym przypadku tylko w jedną stronę jest się z czego radować. Dziś musiałem po prostu pojechać pod prąd, bo inaczej się nie dało. Oczywiście skończyło się na wciśniętym klaksonie przez jakiegoś nadgorliwca, dla którego stanowi on zapewne substytut mózgu. A dla planistów - wielkie brawa za poziom abstrakcji oraz za zmuszenie do ryzykowania życiem :/

Na koniec podsumowanie paskudnego, bo gorącego i wietrznego sierpnia. Większość przejechałem szosą, ale zdarzyły się też i wypady crossem. Wyszło tego łącznie 1738 kilometrów ze średnią 29,43 km/h. Była w tym jedna stówa, mikra i zrobiona wyjątkowo, bo aktualnie priorytetem są spacery z psem - samych rejestrowanych wykonałem ich w poprzednim miesiącu na około 140 kilometrów.




  • DST 53.60km
  • Czas 01:47
  • VAVG 30.06km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 231m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Łubudubnie

Piątek, 31 sierpnia 2018 · dodano: 31.08.2018 | Komentarze 28

Jesień trwa. Chłodno (czyli fajnie), pochmurno (czyli fajnie), wietrznie (czyli niefajnie). W sumie wychodzi więc dwa do jednego, ale to zwycięstwo jakieś takie mało przekonujące. Jednak jeśli się weźmie pod uwagę, że jeszcze niedawno największym problemem było to, że do zrobienia jajecznicy nie trzeba było używać patelni, a jedynie pozostawić jajka na chwilę na dworze, wartość dodana jakby wzrasta :)

Wiatr był mocny, ale w miarę przewidywalny, czyli pomóc nie chciał, ale też nie przeszkadzał non stop, a nawet przez dwa czy trzy kilometry pomagał. Duł z zachodu i południa, więc na swoją ostatnią sierpniową trasę wybrałem lekko zmodyfikowane "kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Stęszew - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Wpadły dziś dwie nowe dożynki. Jedna w Łęczycy, taka... dziadygowa :) Przyznam, zacna.
Rolnik znalazł żonę, czyli dożynki na czasie
A druga, choć pierwsza dziś w kolejności, ze Szreniawy. Tutaj ewidentnie autorom spodobało się "łubudubu, łubudubu, niech nam żyje..." :)
Dożynkowe łubudubu
Jako że dzięki centralnemu i rozsądnemu planowaniu, czyli wklejaniu zdjęć również z PBS, udało mi się zaoszczędzić trochę transferu w tym miesięcu, więc jeszcze kilka fotek z Wielkopolskiego Parku Narodowego, gdzie przedwczoraj wybraliśmy się tym razem we trójkę (ach, te wolne dni w tygodniu, genialna sprawa), robiąc grubo ponad dziewięć kilometrów. Troszkę obrazków znad Kociołka...



...z kibla Napoleona...

...oraz z drugiej strony kąpieliska na Osowej Górze (bo na plażę nie można wejść z psem). 





Ludzi mało, WPN jak zwykle piękny... Jakkolwiek by dziwnie brzmiało hasło "Mosina turystycznie", coś w tym naprawdę jest :) Dwadzieścia kilometrów od centrum Poznania i mamy inny świat.


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 53.10km
  • Czas 01:49
  • VAVG 29.23km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 280m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rogożynki

Czwartek, 30 sierpnia 2018 · dodano: 30.08.2018 | Komentarze 27

Gdy łopoczące flagi przy pierwszej napotkanej stacji benzynowej pokazały mi kierunek wiatru - z grubsza wschodni, a tak naprawdę zarówno północny, jak i południowy, wiedziałem, że cisnąć dziś nie ma sensu, bo i tak gdzieś (gdzie "gdzieś" oznacza z grubsza dwie trzecie trasy) zostanę przezeń uwalony. Więc spokojnie, tempem wybitnie emeryckim, zrobiłem dawno nietestowany miks - z Dębca przez Hetmańską, Rondo Starołęka, Starołęcką, Czapury, Wiórek, Rogalinek, Rogalin, nawrotka w Radzewicach, znów Rogalin i Rogalinek, następnie Mosina, Puszczykowo, Łęczyca, Luboń i do domu. Dokładnie tak, jak na Relive.

Bardzo, ale to bardzo podoba mi się wyremontowany odcinek Hetmańskiej nad Wartą - gładziutki asfalt (szkoda jedynie, że tylko z jednej strony), dogodny zjazd na dwie strony Wartostrady... Raz jeszcze brawa za (w końcu!) to udogodnienie.
Przej(e)dziem Wartę...
Na Starołęckiej zdziwił mnie dość mały ruch i znaki mówiące o objazdach. Jak się okazało, kilka dni temu nastąpiła tam awaria wodociągu, przez co ulica została częściowo zamknięta dla ruchu, co mnie o tyle ucieszyło, że w ogóle nie przejmowałem się tamtejszą DDR-ką. Nie tylko zresztą ja, bo jednym z niewielu samochodów, które mnie wyprzedziły był.. radiowóz. Widocznie strajk wciąż trwa, bo nawet się nie zatrzymali, a stówka została w kieszeni :)

Z innych atrakcji - w Łęczycy dziadygi tym razem nie było, za utrudnienia miały dziś o dwa koła więcej :/ 
Śmieszka? A co to?
W temacie dożynek już się w sumie poddałem, bo mikro jakoś w tym roku z nimi było. Do dziś. Gęba mi się ucieszyła, bo w Rogalinku upolowałem najbardziej dorodny zestaw tego sezonu :)
Chrumo i muu(do)żynki
Dożynka, wersja z rejestracją
Najlepsza dożynka tego roku
Poziom wykonania - mistrzowski. Zadbano nawet o detale - kierownicę, fotel, a także rejestrację. Brawo, Rogalinek :)
:(:)
}:---


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 56.30km
  • Czas 01:56
  • VAVG 29.12km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 221m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

F16-wind

Środa, 29 sierpnia 2018 · dodano: 29.08.2018 | Komentarze 16

Kolejny ze wpisów z cyklu "ekspres reporterów". Może wieczorem coś dopiszę, a na pewno dodam Relive, bo na razie nie ma na to czasu.

Dziś jak zwykle walka z wmordewindem, który magicznym zrządzeniem losu zmienił się z południowo-wschodniego w pierwszej, na północno-zachiodni w drugiej połowie wypadu. Legendy do tego, w którym akurat ja kierunku jechałem, chyba nie muszę dodawać :) A trasa to "ślepa kiszka", czyli kompletnie abstrakcyjne COŚ, z domu przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Borówiec. Kamionki, Daszewice, Babki, Czapury, Głuszynę, Szczytniki, znów Koninko, Jaryszki, Krzesiny, Starołękę i Lasek Dębiński. Jako że filmiku nie ma, zastępczo wklejam na końcu mapkę z Endo.

Przez połowę drogi towarzyszyły mi zamiennie: jeden, dwa i trzy F16. Przypadek? :)

Edit: oto Relive :)




  • DST 57.20km
  • Czas 01:57
  • VAVG 29.33km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 149m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Noce i dnie

Wtorek, 28 sierpnia 2018 · dodano: 28.08.2018 | Komentarze 23

Wczoraj w pracy nastąpił wielki dzień (a w sumie wieczór) - kompleksowy przegląd klimatyzacji, która robiła wszystko, tylko nie to, do czego miała służyć. Co prawda rychło w czas, ale lepiej późno, niż wcale. Zimą będzie chłodzić aż miło :) Jednak jakiekolwiek naprawy w moim przybytku codziennych pracowniczych rozkoszy nie mają jak odbywać się w godzinach jego otwarcia, więc trzeba było spędzić trochę czasu podczas (tym razem padło na mnie, ile można się wymigiwać?) pilnowania pana fachmana, który - trzeba przyznać - zrobił swoje na wysokim (dosłownie) poziomie, coś tam regulując, odsysając, pompując i czyniąc jeszcze masę kosmicznych rzeczy. I tak zszedł czas do północy, a że o tej godzinie komunikacja miejska może i jakaś jeździ, ale korzystanie z niej może skończyć się na przykład małym mordobiciem (raz to przerabiałem, pozdrawiam w tym miejscu narąbanych w trzy dupy debili w szalikach Cracovii, spotkanych kilka lat temu), to miałem akurat dwa wyjścia - stracić iks złociszy na nocną taksę, lub z wiatrem w kłakach polecieć do domu rowerem miejskim. Wybrałem oczywiście bramkę numer dwa, tym samym inicjując dzisiejsze rowerowanie na godnym dystansie nieco ponad czterech kilometrów :)

Oj, tu jak zwykle powinno być dużo cudzysłowów :) Miejski może i pasuje, "rower" mniej, tak samo jak "polecieć". Raczej podpełznąć. Jedyny bowiem dostępny sprzęt piszczał, trzeszczał i skrzeczał tak okrutnie, że pewnie obudziłem połowę Wildy i ze dwie trzecie Dębca. Jednak dumnie - z koszyczkiem, a jak - dotarłem do celu, generalnie chwaląc sobie nocną jazdę po mieście - pusto, cicho, bezpiecznie, a co najważniejsze - bezwietrznie! Czemu nie może być tak za dnia...?

Oto mój nocny bolid na chwilę przed zaparkowaniem. Przyznać trzeba, że stopka działała w nim całkiem sprawnie, jeśli mam szukać pozytywów :)

Za to już dzienna jazda poszła bardziej standardowo, czyli wiało :) Mocno i dziś już nieprzewidywalnie. To znaczy przewidywalnie - niemal ciągle w pysk :) Wykonałem zachodniego cosia, z Poznania przez Plewiska, Skórzewo, Wysogotowo, Dąbrowę, Serosław, Więckowice, Fiałkowo, Dopiewo, Palędzie, Dąbrówkę i Plewiska do domu. Z braku drzew na trasie próbowałem się chować od powiewów w kukurydzy, ale nie pomogło, choć momentami była ona całkiem imponująca :)

Relive tutaj.