Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242521.15 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791174 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 51.35km
  • Czas 01:45
  • VAVG 29.34km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 211m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rowo-wo

Poniedziałek, 15 października 2018 · dodano: 15.10.2018 | Komentarze 10

Wszystko, co dobre, za szybko się kończy, a to, co złe - za szybko się zaczyna i trwa za długo.

Tak, wróciłem do regularnej bytności w pracy :/ Znów trzeba wstać wcześnie, znów latać z wywieszonym jęzorem, żeby zdążyć z tym, co ważne (rower i pies) i z tym, co jest kompletnie nieistotne dla ludzkości (robota). Ech :/

No to co... Z wyspania się nici, komfort wyjazdu o ósmej rano też nie powala, bo zrobiło się ciepło, ale dopiero pod koniec - jednak i tak te jedenaście stopni można uznać za przyzwoite jak na drugą połowę października. A że wiaterek już na starcie mnie uświadomił, że ostatnie, na co ma ochotę, to mi pomagać, to odpuściłem jakiekolwiek ciśnięcie i spokojnym, spacerowym tempem zrobiłem swoje.

Wciąż duje ze wschodu i południa, stąd wybór trasy: "muminek" z domu przez Dębinę, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Sypniewo, Głuszynę, Babki, Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę i Luboń do domu. 

Wciąż warto kręcić nad Wartą. Bo ładnie (póki co).

Do kolekcji miejscowości przyszłościowo odgórnie wyklętych doszło moje ulubione Puszczykowo :) Ta naklejka jak poniżej pojawiła się na wjeździe od strony Mosiny, ale za późno ją przyuważyłem, a hamowanie przed sznurkiem pędzących aut było dość ryzykowne, więc czaiłem się, żeby sprawdzić, czy jest również przy granicy z Łęczycą. Była, więc nawet się poświęciłem, zostawiłem rower w rowie (w sumie odpowiednie miejsce, analizując nazewnictwo) i przeskoczyłem na drugą stronę ulicy w celu sfocenia. Czemu? Bo jutro już pewnie tego tu nie będzie, znając życie :)

A czy to pochwalam? Niekoniecznie, ale jest zabawnie :)




  • DST 51.85km
  • Czas 01:42
  • VAVG 30.50km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 232m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wie-yeah :)

Niedziela, 14 października 2018 · dodano: 14.10.2018 | Komentarze 13

Ale fajnie dziś wiało! :)

Tak, naprawdę to napisałem. Wiatr był całkiem solidny, ale sprawiedliwy - stały, z południowego wschodu, bez wariacji. Nie powiem, zdziwko było, gdy podczas powrotu nie musiałem z nim walczyć. Brawo (wyjątkowo) dla tego pana. Lub pani. Niepotrzebne skreślić.

Wykonałem po raz kolejny w przeciągu kilku dni opatentowane zielone (bo drzew wciąż sporo, mimo wycinek) kółeczko: z Dębca przez Luboń (Armii Poznań jak zwykle z olaniem DDR-ki), Łęczycę, Puszczykowo, Rogalinek, Rogalin, Świątniki, Mieczewo, Kórnik, Borówiec, Koninko, Jaryszki, Krzesiny, Starołękę i Lasek Dębiński do domu.

Czemu lubię tę trasę? A co będę pisał... W zamian focisze :)



Choć ten widok akurat jest dość smutny...

A czemu nienawidzę tej trasy? A co będę pisał... W zamian fota :)

Ten jeden cholerny, prawie kilometrowy odcinek Zemsty Adolfa, z niewiadomych przyczyn omijany przez drogowców, psuje mi całą przyjemność jazdy. Może za pięćdziesiąt lat (wersja optymistyczna) się w końcu doczekam tu remontu...

A tego właśnie widoku chcą mnie/nas pozbawić urzędasy z województwa i Puszczykowa, pod pretekstem poszerzenia drogi (wcale nie ruchliwej) i - co najgorsze - rozbudowy śmieszki...

Dziś w Poznaniu odbył się któryś tam Poznański Maraton. I... nie przeszkadzał mi. W przeciwieństwie do przeróżnych bajkczelendży zablokowane jest tylko miasto, a nie połowa miejscowości w powiecie i poza nim. Poza tym, mimo mojej osobistej niechęci do męczarni zwanej bieganiem, czuję szacun dla ludzi, którzy potrafią zmierzyć się z tym dystanem. Tu liczy się siła człowieka, a nie drogi sprzęt - teoretycznie mógłby go ukończyć nawet wytrenowany bezdomny, pod warunkiem, że ktoś opłaci mu pakiet startowy :) Inną sprawą są "amatorzy", którzy przypadkowo tak mają ustawiony plan zwiedzania świata, iż gdzie się pojawią, tam jakiś maraton, a co za tym idzie - kasiura. Niniejszym pozdrawiam kolejnego Kenijczyka, który dziś wygrał. Cóż za przypadek :)

Relive tutaj.




  • DST 58.20km
  • Czas 01:56
  • VAVG 30.10km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 236m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Objeżdżając pięćdziesiąt baniek

Sobota, 13 października 2018 · dodano: 13.10.2018 | Komentarze 17

Na pogodę zdecydowanie dziś nie mogę narzekać. Temperatura idealna, bezchmurne, lecz słonecznie nienachalne niebo, nawet wiatr po prostu... wiał, ani mocno, ani słabo, ale przede wszystkim stabilnie. Super. Za to to, co działo się na drogach, można jedynie nazwać wprost - samochodową sraczką. Niby październikowa sobota, a korki w Luboniu, Mosinie i Puszczykowie jak na Zakopiance w lipcu. Czemu? Nie mam pojęcia. Za to nawet nie chcę myśleć, ile przez nie straciłem ze średniej.

Wykonałem "pętelkę szubieniczą", czyli : Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - nawrotka na hopce i w Żabnie skręt na Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń.


Będąc w Sowińcu, postanowiłem spróbować w końcu zrobić zdjęcie rezydencji niejakiego pana Świtalskiego, tego od Żabek, Elektromisu, Eurocashu czy wczesnej Biedronki. No ale niestety - mimo że objechałem teren na ile się dało, to... się nie dało. Mur jest tak szczelny i wysoki, że musiałbym się na niego wspiąć, a że akurat słuchałem sobie audiobooka Roberta Małeckiego, gdzie ochroniarze pewnego biznesmena masakrowali głównego bohatera, to jakoś nie miałem ochoty próbować :) Mam więc tylko fotkę sprzed głównej bramy i jedną ze skromnym sprzętem latającym z dziedzińca.


Natomiast jakby ktoś był zainteresowany kupnem, to śmiało - pięćdziesiąt milionów euro i po sprawie :)




  • DST 54.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 29.04km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 301m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wywiadowczo

Piątek, 12 października 2018 · dodano: 12.10.2018 | Komentarze 15

Gdy rano zacząłem się zastanawiać, dokąd dziś pokręcić, przypomniałem sobie, że doszły do mnie przecieki, sugerujące, iż w weekend nastąpi ślunsko-wielkopolski desant na moje ulubione, pięknie położone nad Wartą, ale mało znane (na szczęście) Radzewice. Postanowiłem więc, że sprawdzę, czy wciąż jest zainstalowany pomost w tamtejszym rzecznym porcie, bo to właśnie on miał stać się celem podróży.

Ruszyłem po dziewiątej, optymistycznie nastawiony do jazdy, bo nie wiało mocno. Jak się okazało, złe miłego początki, bo z chwili na chwilę jego siła rosła, a co najgorsze, zmienił się i kierunek - z wschodniego na południowy. Tym samym znów trafił mi się PW (permanentny wmordewind), który skopał mi koncertowo średnią. No ale cóż zrobić, skoro akurat z tym nic nie mogę zrobić? :)

Trasa to po prostu w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice, tam nawrotka. A misja wywiadowcza zakończyła się pełnym sukcesem - pomost jest, Warta jest, miejsce do konsumpcji izotoników jest :) Tylko toi-toi-a, tylko toi-toi-a, że tak zaśpiewam, żal. Bo już nie ma.




Na śmieszce w Łęczycy mijałem się dziś z trzema dziadygami, ale żadnym właściwym!

Tutaj Relive, niestety lekko spaczony przez wariacje Endo.




  • DST 53.10km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.06km/h
  • VMAX 53.60km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 207m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kórnikółko

Czwartek, 11 października 2018 · dodano: 11.10.2018 | Komentarze 16

Wczorajsze celebrowanie kolejnych osiemnastych urodzin "lekko" mi się przeciągnęło, więc na wczesny poranny rowerowy zryw nie było za bardzo szans :) Ale - główka pracuje - wolne wzięte, a co za tym idzie bezstresowy wyjazd mógł nastąpić troszkę przed południem.

Wiało mocniej niż dzień wcześniej, jednak paradoksalnie bardziej przyjaźnie, bo przynajmniej z jednego kierunku - południowo-wschodniego. Na takie coś jestem w stanie się zgodzić, szkoda tylko, że niewiele mam do powiedzenia :) Ruszyłem w kierunku Lubonia, który wyjątkowo pokonałem wzdłuż koszmarnej Armii Poznań, z jej abstrakcyjną DDR-ką. Przynajmniej na taką wyglądała z daleka, bo oczywiście pojawić się na niej nie miałem zamiaru. Za to już nie było bata na zakaz jazdy rowerem w Łęczycy i musiałem popływać sobie wśród liści.

Kawałek dalej, przy Grobli w Puszczykowie, ponownie ze smutkiem przyuważyłem poniższy komunikat, na co najmniej kilkunastu drzewach:

I chyba niestety wygląda na to, że urzędasy wygrają i zieleń tu zniknie... :( A wystarczyłoby po prostu wyciąć... śmieszkę. Jednak jakoś, o dziwo, mało kogo to przekonuje.

Potem - już bez smutnych konstatacji - zrobiłem kółko: przez Wartę, Rogalinek, Mieczewo, Kórnik, koszmarem płytowo betonowym do Borówca, następnie Koninko, Jaryszki, Krzesiny, Starołęka i Lasek Dębiński do domu.

Pogoda wciąż rewelacyjna. Coś mi tu śmierdzi - pewnie jak się skończy, to dostaniemy niezłym rykoszetem... Oby nie za szybko :)

Na koniec Relive.




  • DST 53.00km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.44km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 163m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powrotowo

Środa, 10 października 2018 · dodano: 10.10.2018 | Komentarze 59

Powrót na stare śmieci należał do takich najbardziej klasycznych i zaczął się od mega korka na Dolnej Wildzie. Ominąłem go jadąc przez Lasek Dębiński, ale już wiedziałem, że jestem u siebie :) No i wiaterek - obiecywano mi tu solennie, że jak znów zawitam do WLKP, to nie będzie mi przeszkadzał, co może by i było prawdą, bo nie duł silne (jednak i nie słabo), ale już to, w jaki sposób zmienił się z południowo-wschodniego na północno-zachodni jak tylko zawróciłem, jest tylko jego kwaśną tajemnicą. W każdym razie solenne dzięki za niemal sto procent wmordewindu, takie prezenty niech sobie pogoda w cztery litery (N+E+W+S) schowa :)

Trasa to "muminek" (Relive później): dom - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Głuszyna - Babki - Daszewice - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. Brakowało górek, ale, do cholery, Wielkopolska tez może być ładna. O! :)


I jak w końcu, jest to rzepak czy nie jest? :)




Góroostatki

Wtorek, 9 października 2018 · dodano: 09.10.2018 | Komentarze 35


Nastąpił moment pożegnania się z górkami. Można było być trochę dłużej, ale jak się okazało, nie można było, więc dziś nastąpił powrót :)

Na ostatni trip wybrałem kreatywną destynację :) A po ludzku, nie korpo-hipstersku: ruszyłem rowerem tam, gdzie mi się zachciało, bez wstępnych założeń. A że zachciało mi się najpierw ruszyć na południe, to ulicą Sudecką dotarłem do jednej z niewielu naprawdę fajnych DDR-ek w Jeleniej Górze, prowadzącej w linii prostej do granicy z Łomnicą.

Było dość wcześnie, więc widoczki dopiero się kreowały i tyłka nie urywały.

Ale i tak byłem zadowolony, że widzę cokolwiek, gdyż kawałek wcześniej sytuacja wyglądała tak:

Prostą - niczym życie duchowe szarego, brudnego kibola Lecha, Legii, Śląska czy nawet Karkonoszy Jelenia Góra - drogą...

...dotarłem do Karpacza, ale że wiało mi w pysk i ruch samochodów był spory, stwierdziłem, że pchać do góry się nie będę i zawróciłem do Ścięgien, a następnie Miłkowa, stamtąd z kolei kierując się na Sosnówkę, spodziewając się jak zwykle pięknej panoramy tamtejszego zbiornika wodnego na tle gór. No ale niestety – dopiero ustępujące ze szczytów mgły pozbawiły mnie tej możliwości.

Za to zapoznałem się z koleżankami :) Uprzedzę fakty i zdradzę, że nie ostatnimi tego dnia.

Minąłem Podgórzyn i Zachełmie, pojawiłem się w jeleniogórskim Sobieszowie i zacząłem realizować plan, który zrodził mi się podczas kręcenia. Najpierw jednak sfociłem mój ukochany Chojnik, czyli zamek powstały jakby z zaprzeczeniem zasad grawitacji i ludzkiego rozsądku.

Planem owym była wspinaczka przez Jagniątków do Michałowic. Czyli kilka dobrych kilometrów rzeźni, ale na szczęście z perspektywą zjazdu swoimi śladami.



Przez chwilę towarzyszył mi nawet świniodzik, eee, to jest słodki piesek :)

Na górze, prócz widokowej poezji…

...trafiła się kolejna sympatyczna fauna – jeszcze dekadę temu widok tu nie do pomyślenia. I nie do pogłaskania :)


Czas gonił, więc i tak już zdeka przedłużony wyjazd skróciłem jak mogłem, z Sobieszowa wracając najkrótszą trasą przez Cieplice, by w końcu zameldować się w centrum.


Tym samym zakończyłem niedługi, ale owocny w pogodę i rowerowanie, górski wypad. Później postaram się jeszcze dokleić mapki dla zainteresowanych przy każdym wpisie oraz nadrobić w końcu zaległości.

EDIT: Jeszcze zdjęcie dla pewnego przyjezdnego Morsa, coby się nie wymądrzał w temacie właściwych nazw nadawanych przez autochtonów :)

EDIT 2: Tu Relive. No i przy każdym wpisie dodaję obiecane mapki.


Kategoria Góry


Z ogniem w... :)

Poniedziałek, 8 października 2018 · dodano: 08.10.2018 | Komentarze 11


Kolejny dzionek z piękną październikową pogodą. No trafiło się jak ślepej kurze ziarno, ale jeśli jest takie życie bezokiego drobiu, to w sumie nawet mógłbym nim zostać :)

Wiało najpierw ze wschodu, potem z północy i zachodu, zresztą nieważne, bo po prostu w pysk, ale na szczęście słabo. Czyli po wielkopolsku, ale jednak po sudecku :)

Wyjechałem po dziesiątej (w końcu urlop), najedzony, dokawowany, a nawet wyspany. Z Jeleniej ruszyłem w kierunku Łomnicy i Karpnik, wciąż w asyście słynnych cycuchów, bliżej i dalej.


Następnie zaatakowałem Przełęcz Pod Średnicą. Trafił mi się ciekawy motywator :)

Serpentynka za serpentyką i dotarłem do Gruszkowa, a w końcu do samej góry, skąd spojrzałem na świat, skąd pochodzę :)


Potem już świetny zjazd do Kowar, które objechałem sobie dokoła i wyjechałem do trasy na Ścięgny.


Zahaczyłem jeszcze o Karpacz i srrruuu, przez Mysłakowice i znów Łomnicę do Jelonki.

Dziś nie było żadnej partyjnej konwencji, a szkoda, bo chętnie bym się pobrechtał tym razem z platfusów :)

Jak zwykle Relive - tutaj.


Kategoria Góry


Rudawy, Miedzianka i "Magajwer"

Niedziela, 7 października 2018 · dodano: 07.10.2018 | Komentarze 13


Z tęsknoty obrałem dzisiejszego poranka jeden z moich ulubionych kierunków, czyli Rudawy. Zawsze mnie cieszy, gdy podczas wypadów do Jeleniej zawieje ze wschodu, bo pojawia się ku temu okazja. Dziś wiało ze wschodu, a podczas powrotu... z zachodu, ale nie marudzę, bo dmuchało wciąż w pysk, ale jednak słabo :)


Z Jeleniej ruszyłem przez Łomnicę, Wojanów, Bobrów, Trzcińsko, Janowice. Zerkając na pięknie kolory jesieni, ładnie skrzący się Bóbr i wysoko położone Sokoliki.




A że już bylem, gdzie bylem, poszedłem za zewem trolla... :)

...i wjechałem sobie do Miedzianki. Czyli krainy Wygasłych Browarów, z jednym prężnie działającym :) Po wspięciu się na górę nie od parady, zatrzymaniu się na, hmmm, rynku, zawróciłem sobie, rozpędzając do 65 km/h.





Powrót nastąpił przez ponownie Janowice i Trzcińsko, potem Przełęczą Karpnicką do Karpnik, Krogulca, Bukowca, Mysłakowic i Łomnicę do Jeleniej.


W Wojanowie spotkałem samochód nie byle kogo. Nie wiem czy widać na fotce, ale na boku jest napisane: "Auto naprawa Magajwer". Jak widać, do niczego tu nie można mieć zastrzeżeń, prócz może znajomości języków obcych :)

A po południu wybrałem się na... regionalną konwencję PiS :) Lepszego kabaretu wymarzyć sobie nie mogłem. Panie z publiki szalały i chichotały jakby znów miały sześćdziesiąt lat, panowie partyjni kłaniali się sobie nisko i gaworzyli jak na polu minowym, a poza tym lewactwo się szerzyło w ustach partyjnych ludków wszem i wobec, o dziwo nie ja byłem adresatem, a ultra prawactwo z PO. Warto było się pojawić, taki show za darmo nieczęsto się zdarza :)

Zaległości na BS i komentarze postaram się nadrobić jutro, bo padam na pysk. W końcu urlop nie jest od tego, żeby odpoczywać, prawda? :)

Relive tutaj.


Kategoria Góry


Porębane :)

Sobota, 6 października 2018 · dodano: 06.10.2018 | Komentarze 22

Jak urlop, to pierwszy wybór zazwyczaj jest jeden – moje górki :) Wczoraj wieczorem wylądowaliśmy więc w Jeleniej Górze, a dziś rano można się było przywitać z rowerowym zombie, który o dziwo wciąż jest w stanie "jeżdżalnym”, choć coraz mniej. Ale i tak wielkie brawa dla niego za wytrzymałość na mnie w tym wieku :)

Z pogodą trafiłem idealnie. Dziwne :) Nawet wiatr, mimo że zmienił kierunek i miałem go w pysk i w pysk, był słaby. Zresztą Sudety to nie Poznań, jak wiadomo, nie ma się najczęściej czym przejmować :)

Z trasą nie kombinowałem, tylko wybrałem się do Szklarskiej Poręby. Czemu? Bo tak :) A że mogę ją (trasę) wykonywać po ciemku i z zamkniętymi oczami, to za wiele nowości w tym wpisie nie zawrę. Ruszyłem koło dziesiątej, zaczynając od Cieplic, by z nich prosto dostać się na Stawy Podgórzyńskie, gdzie wykonałem zwyczajową sesję.


Następnie dołem Zachełmia i przez Sobieszów...

...dotarłem do Piechowic, z których już rzut beretem - czyli banalne sześć kilometrów pod górę - i byłem na miejscu. Po drodze najpierw wyprzedził mnie młody szoszon, z którym zamieniłem kilka zdań, ale że nie chciałem go na swoim trupie spowalniać, to popędził dalej, ale w Szklarskiej Średniej znów się zrównaliśmy. Ku mojemu niezmiernemu zdziwieniu :)


Gdy robiłem zapas oscypków, zagadał mnie jeden z turystów, czy nie wiem przypadkiem, gdzie tu jest wypożyczalnia rowerów. Nie wiedziałem początkowo czy to pocisk wobec mojego super hiper pro ultra sprzętu mtb, czy szczera ciekawość (okazało się, że to drugie), ale i tak odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że… nie wiem :) Na szczęście Pani Oscypkowa pokierowała zainteresowanych w odpowiednie miejsce.

Chwilę relaksu zrobiłem sobie przy stacji Szklarska Poręba Górna. Łaskawie dałem również sobie zrobić selfie :)



Zjazd ze Szklarskiej Górnej to poezja, na szczęście mało znana, więc ruch tam znikomy i można się rozpędzić (dziś 60+ na zakręcie).


Końcówka to jeszcze zaliczenie Pakoszowa, a reszta swoimi śladami.

Po południu podjechaliśmy sobie na Stawy Podgórzyńskie. I co? Tam spotkaliśmy zajadającą sobie na tarasie restauracji Maję Włoszczowską. Jak widać w Jelonce nawet jak człowiek chce się odciąć od roweru, to nie ma jak :)

Relive tutaj.


Kategoria Góry