Info
Suma podjazdów to 791174 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec22 - 45
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 32.10km
- Czas 01:17
- VAVG 25.01km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 112m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut zmylający
Czwartek, 25 października 2018 · dodano: 25.10.2018 | Komentarze 11
Rano przywitała mnie kompletna padaka. Mokra, zimna i wietrzna. Przy kawie spojrzałem sobie jeszcze na prognozy, żeby zweryfikować, czy jest tak tylko nad moim domem, czy może nad całą Wielkopolską i niestety zostałem pozbawiony złudzeń. W głowie zaś zaczęła mi się przewijać mało sympatyczna wizja chomika.
Jednak jakoś po dziesiątej padać przestało, co wychwyciłem swym łapczywym wzrokiem zerkającym co chwilę za okno. W mig więc zaprzęgłem crossa, ubrałem zestaw z kolekcji "antyPRO-jesień-zima" i ruszyłem. Po dziesięciu minutach już... płynąłem, bo oczywiście znów zaczęło lać. Nie żebym się nie spodziewał, ale liczyłem, że zmyła okaże się bardziej wiarygodna. Jednak stwierdziłem, że skoro już jadę, to dojadę, choć na więcej niż gluta czasu (na trzynastą trzeba było lecieć do pracy) ani ochoty nie miałem.
Pierwsze co mnie zmasakrowało to korki - od Lubonia przez Komorniki i Szreniawę (czyli praktycznie większość dzisiejszej trasy widocznej na Relive). już nie mówiąc o Głogowskiej, na której musiałem zawrócić, bo koras spowodowany jakąś kolizją ciągnął się na dobrych kilka kilometrów. Tak to już jest, że najmniejszy deszcz powoduje, że na drogi wyjeżdżają tysiące ludzi, którzy wcale by tego nie musieli robić, wyłączając przy okazji myślenie. No i mamy niezły burdel.
Doszedł to tego wciąż masakrujący wiatr, który w połączeniu z zacinającym deszczem zrobił ze mnie miazgę. Choć nie powiem, były też momenty bez opadów. Ze dwa :) Można się było zatrzymać i wypłukać buty.
Najważniejsze jednak, że minimalne minimum wykonane. Zresztą plułbym sobie w brodę, gdybym odpuścił, przecież aż tak tragicznie nie było. Poza tym wstyd by mi było przed zawodowcami tego typu, co to kręcą zima nie zima, jesień nie jesień, słota czy upał, swoimi szlakami. Cześć i chwała bohaterom! I bohaterkom :)
Aha, udało się dziś obyć bez gleby - z najbardziej prozaicznego powodu: DDR-ek było jak na lekarstwo.
- DST 52.40km
- Czas 01:51
- VAVG 28.32km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 383m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Odbytowo
Środa, 24 października 2018 · dodano: 24.10.2018 | Komentarze 9
Zacznę od plusów - było dziś trochę cieplej niż wczoraj, nie padało, a słońce sympatycznie grzało plecki.
A co do minusów... Hmm, ile ma maksymalnie znaków treść wpisu na BS? :) No ale dobra, katował nie będę i skupię się jedynie na: korkach, remontach, objazdach, śmieciarkach, światłach, debilnych kierowcach... Na razie starczy - standardowy kursik po mieście w pigułce. A czekał mnie on z powodu północno-zachodnich podmuchów.
No właśnie, wiatr. Wiał nawet mocniej niż wczoraj, co było dość ciężkie, ale jednak wykonalne. Hurra :/ Jako że wybrałem dziś do jazdy szosę, to momentami na otwartych przestrzeniach mogłem być pomylony z nisko latającą zmutowaną jaskółką, tak mną miotało. A zapewne i kwiliłem podobnie jak ona :) A podczas powrotu, gdy liczyłem na pomoc wietrzyska, nie było dane mi jej zaznać dłużej niż przez chwilę, bo dominowały boczne kuksańce, tak zwane zboczki. Tym samym wyjazd uznaję za odbyty (skojarzenie z pewną częścią ciała zamierzone) i nic więcej.
A na koniec łyżka dziegciu wobec rowerowej rzeczywistości. Tak jak ostatnio mile zaskakiwał mnie fakt oczyszczania DDR-ki przy Koszalińskiej, tak dziś napotkałem taki oto widok:

Przy Niestachowskiej zresztą nie było wiele lepiej... Nie wiem czy to efekt wczorajszych nawałnic, czy po prostu wybory, wybory i po wyborach, fakt jest faktem - ślisko było jak cholera, a ja pomny wczorajszej gleby nie zamierzałem fundować sobie powtórki z rozrywki, więc chwilę po zrobieniu tych fotek zjechałem na jezdnię. I o dziwo nie usłyszałem żadnego klaksonu - prawdziwe święto :)
TUTAJ Relive.
- DST 35.30km
- Czas 01:24
- VAVG 25.21km/h
- VMAX 43.50km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 157m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut glebowy
Wtorek, 23 października 2018 · dodano: 23.10.2018 | Komentarze 17
Jednak się udało. Przeżyć ten dzisiejszy mikry mikrowypad :)
Dzień miałem wolny, teoretycznie więc mogłem sobie pozwolić na dłuższe spanie. Ale gdzieś w tyle głowy miałem świadomość, że jak nie wstanę w miarę wcześnie, to nie pojeżdżę, bo około dziesiątej według prognoz miało zacząć lać. Z drugiej strony - gdy zobaczyłem jak wieje, mój zapał "lekko" spadł :)
Finalnie zaprzęgłem crossa przed dziewiątą i ruszyłem na południe, starając się utrzymać w pionie, co łatwe nie było. Minąłem Luboń, dojechałem do Łęczycy, gdzie zatrzymałem się na chwilę ocenić stan nawierzchni. Wtedy jeszcze z góry.
W Puszczykowie wjechałem na chwilę do lasu - jak widać większych różnic między obowiązkową, przymusową DDR-ką a leśną ścieżynką jest... dość znikoma.
Zrobiłem kółko dokoła Mosiny i znów pojawiłem się na wspomnianej śmieszce. I... mam to, czego się obawiałem, a nawet wykrakałem - mimo ostrożnej jazdy, wystarczyła chwila nieuwagi przy hamowaniu i leżałem na dywaniku, podziwiając wszystkie możliwe jesienne kolory liści. Ładne były, trzeba przyznać :/
A po chwili, gdy się ogarniałem, przejechał koło mnie... dziadyga. Mam podejrzenie, że z zadowolonym wyrazem twarzy :)
W Luboniu zaczęło padać, a w Poznaniu już lało, więc przez ostatnie kilka kilometrów uprawiałem rower wodny.
Puszczykowska Grobla wciąż jeszcze prezentuje się tak:
Słowo "jeszcze" nie jest przypadkowe :/ Wciąż żadnych dobrych wiadomości w temacie...
Po południu na chwilę przestało padać, przeszło mi więc przez myśl, żeby dokręcić do pięciu dych. Jednak wybrałem spacer z psem i kurs do Lidla. Do Lidla. Ram pam pam pam.
Relive TUTAJ.
- DST 53.30km
- Czas 01:51
- VAVG 28.81km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 230m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Przed rewolucją
Poniedziałek, 22 października 2018 · dodano: 22.10.2018 | Komentarze 23
Na szczęście o
jeden dzień (a przynajmniej kilka godzin) opóźniła się
zapowiadana pogodowa rewolucja październikowa. Dzięki temu udało
mi się dziś jeszcze pokręcić we w miarę cywilizowanych
warunkach, nawet szosą, a nie czołgiem. Co prawda przy pięciu
stopniach na (chyba) plusie jakość jazdy była równa motywacji,
czyli na poziomie zera, ale jakoś doczłapałem do domu, mimo że
standardowo wiatr mnie śledził i zmienił się złośliwie z południowo-wschodniego
na zachodni gdy wracałem. Tym samym znów przez większość czasu miałem przy sobie
najbardziej wiernego, lecz znienawidzonego towarzysza – wmordewind.
Trasa to ”muminek”:
Poznań – Luboń – Łęczyca – Puszczykowo – Mosina –
Rogalinek – Sasinowo – Wiórek – Czapury – Babki – Głuszyna
– Sypniewo – Koninko – Jaryszki – Krzesiny – Starołęka –
Lasek Dębiński – dom. Tym razem w długich rękawiczkach i bez
pośpiechu.
Już dziś po
południu ma padać i mocno wiać, a taka aura ma się utrzymać
przez co najmniej kilka dni. Nie wiem więc, czy uda mi się
pokręcić, jednak liczę choćby na jakieś gluty (już wiem, ze
jeśli się zdarzą, to będzie to czysta walka o przeżycie). Dzisiaj jeszcze w miarę bezpiecznie przejechałem po
obowiązkowej (z powodu równoległego zakazu) śmieszce w Łęczycy.
Niesprzątanej, zasyfionej, ale suchej. Od jutra wróżę jeżdżącym po niej na węższych oponkach rowerzystom istnego glebobrania.
Jeszcze obrazek z
wyborów, który zapomniałem wczoraj wkleić. Byłem bowiem w
jeszcze jednej komisji, gdzie napotkałem takiego oto Cerbera
Wyborczego (zdjęcie specjalnie jest ucięte, bo zapewne nie miałbym
zgody na użycie wizerunku):
Dumny jak paw, z
zaciętym wzrokiem, na baczność obserwował i pilnował urny niczym
wartownik przy grobie Nieznanego Żołnierza. Twardy był – nawet
na moje testowe ”dzień dobry” nie było reakcji. Sądząc po
wieku oraz aparycji to człowiek z misją i do dziś zbiera dowody na
to, iż Tusk z Putinem razem sypali trotyl do silnika tupolewa oraz
sadzili brzozę. Ale czy tym razem przyłapał kogoś na czymś
podobnym (a może nawet gorszym?) – tego nie wiem :)
- DST 54.45km
- Czas 01:45
- VAVG 31.11km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 156m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Grupowo. Na wybory!
Niedziela, 21 października 2018 · dodano: 21.10.2018 | Komentarze 11
Tytuł można też czytać bez kropki i dużej litery po niej. Ale o tym później.
Dzisiejszy dzionek był chyba ostatnim dzwonkiem przed ukazaniem się prawdziwej twarzy tak zwanego "piździernika". Od jutra ma wiać, padać, generalnie gnoić. Dziś na szczęście jeszcze było przyzwoicie, choć zimno (siedem stopni!) i generalnie mało sympatycznie.
Ruszyłem koło dziewiątej trzydzieści, już po starcie żałując, że nie wziąłem rękawiczek z długimi palcami. Z Dębca skierowałem się do Plewisk, a następnie Gołusek, co było o tyle odważną decyzją, iż spodziewałem się tam wciąż remontu. A tu... szok. Pozytywny. 
Gładziutki asfalt, oddany świeżo przed wyborami. Jeśli tym mają skutkować, to niech będą co rok, ale tylko pod warunkiem, że nikt nie wpadnie na budowę abstrakcyjnych DDR-ek, tak jak kawałek dalej, koło Do/u/piewa. Tam na szczęście nie zdążono :)
Akurat miałem okazję "podziwiać" ten kretynizm nie sam. Bowiem przed Dopiewcem dopadło mnie trzech kolarzy, których od razu polubiłem, bo pozdrowili. A - jak wiadomo - nie jest to codzienność. Pozwoliłem więc się podłączyć pod sympatyczną grupę i po wykonaniu razem kilkunastu kilometrów (Dopiewo - Konarzewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - Zakrzewo), w tym daniu dwóch dłuższych zmian, odłączyłem się w końcu. Choć żałowałem, że czasu na większe eskapady nie miałem.
Pozostała mi już tylko samotna walka z wiatrem (oczywiście się zmienił) i powrót przez Dąbrowę, Skórzewo oraz Plewiska do domu. Tak jak na Relive.
A po południu na wybory. Swoje zrobiłem, ale przy okazji chciałem pogratulować logiki temu, kto wymyślił przezroczyste urny wyborcze, przez które widać, na kogo część ludzi oddała głosy, a co nie kolidowało mu z ciszą wyborczą. Brawo :)
Oddałem jeden ze swoich głosów zgodnie z wytycznymi - miały się przecinać minimalnie dwie linie. No to się przecinają :)
A ten, kto jeszcze nie był - zdąży. Warto - żeby potem nie marudzić, że źle i ble.
- DST 53.70km
- Czas 01:53
- VAVG 28.51km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 135m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zagania(ra)jąc
Sobota, 20 października 2018 · dodano: 20.10.2018 | Komentarze 11
Brr, jesienne
piękności i słodkości powoli zaczynają się kończyć. Wczoraj
była poezja, dziś coś w rodzaju bardzo łagodnego (jeszcze)
koszmarku – nie było co prawda zbyt zimno, ale solidny już wiatr
zdecydowanie zamrażał chęć do jazdy. Oczywiście o tym, że
zmienił się z klasycznie zachodniego na nieklasycznie
północno-zachodni po nawrotce, chyba wspominać nie muszę :)
Trasę wykonałem w
wersji: Poznań – Plewiska – Skórzewo – Dąbrowa – Zakrzewo
– Sierosław – Więckowice – Fiałkowo – Do/u/piewo –
Dopiewiec – Palędzie – Dąbrówka – Plewiska – Poznań.
Powolutku, na zmarzlucha, ale do celu. Relive TUTAJ.
Fotka na początek znana i lubiana, ze Skórzewa:
Wklejam tylko po to, żeby się na głównej nie pokazywała ta, która będzie za chwilę, nie tylko naruszająca ustawę o ochronie języka polskiego, ale być może (?) grożąca banem :) Oto właśnie ona, zrobiona ze sto metrów wcześniej. Zauroczyło mnie przesłanie.
Raz, że musiałem odpalić googlelator i sprawdzić, co oznacza termin "zaganaria" (już wiem!), dwa, że dowiedziałem się, iż istnieje takie coś jak Motor Skórzewo. Jak widać - ruch kibicowski ma prężny, a celtyczek zamiast "o" wskazuje, że ideologicznie mocno ukierunkowany, jak zresztą od lat w całej Polsce, i nie tylko w niej.
Przy okazji - idąc za ciosem - postanowiłem po powrocie uwiecznić na Dębcu coś, co tu niedawno wróciło, a co - jak sądziłem - ucichło. Mamy ciszę wyborczą, więc nie będę wskazywał, dzięki czemu m.in. sraczka spod znaku białej kiły syfi od jakiegoś czasu mury coraz odważniej.

Przy okazji zagadka edukacyjna - czy ktoś wie, co oznaczają powyższe cyferki i literki powyżej? Mnie akurat ten temat interesował "od zawsze", więc kojarzę, z czym to się je i jak odszyfrować bazgroły neonazioli, w tym kraju - ze względu na jego historię - tym bardziej irracjonalne. Nie jest to takie skomplikowane, jak się wydaje, ale - trzeba przyznać - mało intuicyjne. Nagrodą może być na przykład czarny wąsik albo pięć piw :)
- DST 53.40km
- Czas 01:46
- VAVG 30.23km/h
- VMAX 53.60km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 251m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jesienna perfekcyjność. Plus WPN-owość
Piątek, 19 października 2018 · dodano: 19.10.2018 | Komentarze 3
Dla niektórych może być to zadziwiające, ale ten dość smętny i szary dzień był dla mnie prawie perfekcyjny na rower. Jako że z powodu wolnego dnia mogłem ruszyć później niż zazwyczaj, po kawie i śniadaniu, to nie przeszkadzała mi (a nawet bardzo się podobała) niewysoka temperatura, no i kluczowym stał się element najważniejszy - wiatr. Nie męczył! Co prawda dmuchał w pysk, a potem w pysk, jednak słabiutko. Super. Wrażenia nie zepsuła nawet delikatna mżawka, która przywitała mnie gdzieś w połowie trasy, ale szybko się pożegnaliśmy :)
Trasę wykonałem północno-zachodnią, bo niby stamtąd miało wiać. Czyli najpierw miasto - z Dębca przez Hetmańską, Grunwald, Jeżyce, Golęcin, następnie skręt w Koszalińską i kolejny test odpowiedzialności służb porządkowych. O dziwo - zdany. Tamtejsza DDR-ka wciąż jest regularnie czyszczona, nawet przy mnie, bo mijałem się ze sprzętem przypominającym papamobile do dmuchania :)
Następnie Psarskie, Kiekrz, hopka w Rogierówku, Kobylniki, Sady, Swadzim (czyli SS-ka), Batorowo, Lusowo, Zakrzewo, Plewiska i do domu. Cały czas miałem na plecach... oponę. Ale spokojnie, nie bawiłem się w cyrkowca - kupiłem sobie wczoraj zwijaną, mieszczącą się do plecaczka. A wziąłem ze sobą, bo nie byłem pewny, czy moja stara guma po wczorajszej panie trochę jeszcze pożyje. Odpukać - wychodzi na to, że tak.
Relive - TUTAJ.
A w Lusowie napotkałem Dariusza, który akurat jechał w przeciwnym kierunku. Po znalezieniu miejsca do zatrzymania zeszło na rozmowach ponad pół godziny. Miło było usłyszeć, że mój nowy rower dobrze się prezentuje, a i "słynnego" tematu bajkczelendżów nie ominęliśmy :) Gadało się fajnie, ale ja miałem w planach jeszcze jeden etap dzisiejszego, krócej kończącego się dnia, więc każdy pokręcił w swoją stronę. Pozdro!
Ten późniejszy plan to wypad z Kropką do Wielkopolskiego Parku Narodowego. Zrobiliśmy łącznie ponad osiem kilometrów Nadwarciańskim, a że się nie spieszyłem, tylko podziwiałem jesienny klimat tego pięknego traktu, to kilka fociszy na koniec (musiałem się ratować PBS-em, więc... szalejemy).














- DST 52.30km
- Czas 01:50
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 61.20km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 289m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Będzie pana zadowolona...
Czwartek, 18 października 2018 · dodano: 18.10.2018 | Komentarze 17
Zanim o rozwinięciu tytułu, trochę o dzisiejszej trasie, na której jeszcze przed wyjazdem postawiłem spory znak zapytania, choć z małą nadzieją, iż zamieni się on w piękny, tryumfalny wykrzyknik. Ale po kolei.
Mniej już smarkając (chyba powoli wykańczam gnoja, więc na razie wstrzymałem się z kuracją proponowaną wczoraj przez kolegę Kamila), ale wciąż w dalekiej od ideału formie, ruszyłem dość późno, bo przed dziewiątą, myśląc sobie, że spokojnie, pewnie na styk, ale do pracy zdążę. Wiało z południowego wschodu, skierowałem się więc przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo Stare i Nowe do miejsca, gdzie miało nastąpić klu programu. Jakieś trzy tygodnie temu bowiem (opisywałem tę traumę kilkukrotnie) zaczęto robić rzeź na mojej ukochanej pętelce, czyli "kondominium". Miałem nikłą nadzieję, iż taki okres jest wystarczający na wylanie choć najcieńszej warstwy asfaltu, a co za tym idzie - umożliwienie mi jazdy. Tymczasem - niestety :/ "Zryć potrafiom, a jusz naprawić siem nie spieszom"- jakby pewnie napisał na jakimś wiejskim forum zirytowany mieszkaniec gminy Stęszew, natomiast ja bym podpisał się pod tym dwoma kołami. 
Zawróciłem jak niepyszny, bo telepanie się przez siedem kilometrów taką tarką zdecydowanie mi się nie uśmiechało...
Wróciłem swoimi śladami, ale że zabrakło mi kilometrażu (jakichś trzech kilometrów) do pięciu dych, zaliczyłem sobie przy okazji Osową Górę, wykręcając przy okazji sympatycznego fałmaksa, a dodatkowo jeszcze hopkę w Starym Puszczykowie. Może to nie góry, ale zmęczyć się było można. Tym bardziej, że powrót był... pod wiatr (łapy opadają, zmienił się centralnie na północno-zachodni), co widać na Relive.
No i teraz tytuł.. Na rondzie w Luboniu coś mi zaczęło dziwnie falować pod tyłkiem (nie, to nie problemy gastryczne), a początkowo nie mogłem ogarnąć czy z przodu, czy z tyłu. No i nie ma co ukrywać, lekko się odzwyczaiłem od awarii, od kiedy mam Treka. Jednak niestety, stało się - jakieś dwa kilometry przed domem, przy barakach na Opolskiej, musiałem się zatrzymać i stwierdziłem, że przednie koło ma powietrza mniej niż zero. Klasyczna, nieunikniona prędzej czy później pana. Tym samym pożegnałem fabryczną dętkę (sprawdziłem markę - tajwański (!) wynalazek o nazwie Cheng Shin Tube, chyba nie do dostania w Polsce), która wytrzymała co najmniej 11 tysięcy kilometrów, co jak na szosę i moje doświadczenia jest wynikiem kosmicznym. Fabryczna opona Bontragera jeszcze się trzyma, ale dziś zapobiegliwie kupiłem rezerwę, już innej marki, bo na Jeżyce nie mam czasu podskoczyć.
Przy okazji miałem w końcu (dobrze, że tak późno, póki co jedynie się brudziła i lekko porysowała) możliwość przetestowania możliwości malej, a konkretnej pompeczki Lezyne, którą wynegocjowałem po kosztach w momencie zakupu roweru. Poezja - dzięki patentowi z wężykiem spokojnie da się dopompować do jakichś siedmiu atmosfer, a może i więcej. Jak zgubię - będę płakał :)
Wieczorem na spokojnie sprawdzę, czy w oponie nie ma dziury, bo już w sumie najwyższy czas na takową. A do pracy zdążyłem... Noo, prawie :)
- DST 52.30km
- Czas 01:47
- VAVG 29.33km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 227m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Smarkokalipsa
Środa, 17 października 2018 · dodano: 17.10.2018 | Komentarze 10
Ciężko być smarkaczem - gorzej się jeździ, trzeba mieć przy sobie zapas chusteczek, ale są też plusy: nie czuć spalin, a dźwięk wydobywający się z nosa może być substytutem dzwonka, choć nie do końca, bo ten, zgodnie z przepisami, powinien być "nieprzeraźliwy" :)
Z musu musiałem (masło maślane) ruszyć wcześnie, bo po ósmej, czyli w chłodku. Wiem, to nie pomaga w leczeniu, ale co zrobić? :) Nie pomagał również wiaterek, niewiejący mocno, ale jak prawie zawsze dostosowany pod klienta - najpierw z południa i wschodu, a gdy zawróciłem to już różnie, byle nie sprzyjać.
Trasa to "muminek" : Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom. Wolno, ale do celu.
Zawsze, gdy jesienią nadchodzi sezon na grzybobrania, oczy me zadziwia specyficzny paradoks - miejscowość o sielskiej i spokojnej nazwie Głuszyna Leśna staje się swoistym Mielnem, tylko nie takim dla Sebixów, a dla grzybiarzy. I sens owej nazwy jakby się zatraca :)
A tu panorama październikowej wersji śmieszki w Łęczycy. Dziś dodaję ją nie bez powodu, gdyż to właśnie tu, około godziny 8:40 rano, nastąpiła premiera serialu "Dziadyga - rezurekcja". Godnie, mocno i ze stabilną prędkością około 15 km/h, jego główny bohater minął mnie z szelmowskim, dziadygowym wyrazem twarzy. Tak mnie zaskoczył, że nie zdążyłem zrobić pamiątkowej foty :)
- DST 52.60km
- Czas 01:47
- VAVG 29.50km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 151m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Na psa urok + śmieszka, psia mać!
Wtorek, 16 października 2018 · dodano: 16.10.2018 | Komentarze 17
Jednak – jak się
okazuje – praca człowiekowi nie służy. Ledwo się w niej
pojawiłem, a już zacząłem kichać, prychać i smarkać. Wniosek
jest jedyny słuszny – robota szkodzi :)
Ale że od zawsze
leczę się przez ruch, to nie przeszkodziło mi to w porannym
wyjeździe. Doszło jedynie kilka chusteczek do tylnej kieszonki, no
i znów postanowiłem się nie przemęczać, coby nie forsować
zdrowia. A skoro słodziak-wiaterek zdecydowanie nie chciał
współpracować, to nawet nie miałem dylematu.
Jaki jest kolejny
plus jesieni, prócz braku upałów? Późne wschody słońca, na
które się można gapić i gapić :)
Postanowiłem
sprawdzić, jak ma się sytuacja z remontem w Gowarzewie. W tym celu
ruszyłem z domu przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny,
Jaryszki, Żerniki, Tulce i pojawiłem się we wspomnianej
lokalizacji. Tam, hmmm, zaskoczenia nie było – rozpierducha wciąż
trwa i trwa mać. Podobno ostatnio odnaleziono tam jakieś
cmentarzysko, więc coś czuję, że jeszcze się drogowcy pobujają.
A że już byłem,
gdzie byłem, i dalej jechać nie mogłem, bo nie było drogi,
postanowiłem ponownie (bo raz już testowałem, ale w odwrotnym kierunku) sprawdzić, jak będzie
wyglądała ścieżka prowadząca do Kleszczewa. Oczywiście jadąc po ludzku, szosą. Generalnie jest tak
samo beznadziejnie, jak wydawało się za pierwszym razem, co już
opisywałem latem – to znaczy pierwsze dwa kilometry będzie można
przejechać w miarę cywilizowanie, wydzielonym asfaltem. Potem nagle (ups, kto by to przewidział?) wyrastają… domy. Konkretnie dwa. Jak rozumiem fakt, iż są tam
kilkadziesiąt lat, nie wzruszyło wcześniej planistów, którzy
sobie wymyślili, że najlepszym wyjściem będzie przejazd na drugą
stronę ulicy i kurs śmieszką przez dokładnie… sto metrów, po
czym znów trzeba wrócić na poprzedni tor. Na… siedemset metrów,
bo potem slalomik zaczynamy od nowa. Oj, wesoło tam będzie, już to
widzę :)

Tu koniec, tam, gdzie domy, początek. Większa część DDR-ki po drugiej stronie. Sto metrów rodzimego absurdu.
Wróciłem przez
Nagradowice, Krzyżowniki, Tulce, a reszta już swoimi śladami z
małymi korektami. Tak jak na Relive.
A teraz historia,
która zahacza o granice Poznania. Bo do nich należy kawałek niby
to DDR-ki, niby to chodnika, którą zawsze jadę, żeby ominąć
koszmarne płyty w Krzesinach. Tam dziś zobaczyłem z daleka
szwendającego się kurdupla, na moje oko zagubionego.
Zatrzymałem się i
po chwili głaskałem taki oto śliczny pychol :)
Zmartwiło mnie
tylko jedno – piesek miał obrożę (bez żadnego identyfikatora),
ale brak było właściciela. Ewidentnie wydawał się zagubiony i co
chwilę wlatywał na drogę (raz musiałem nawet zjechać, żeby
zatrzymać nadjeżdżający samochód), więc zszedłem z roweru i
razem z nim przy nodze przeszliśmy do najbliższych zabudowań,
gdzie zadzwoniłem do pierwszego domu, pytając czy ktoś kojarzy
opiekuna, bo przy takiej opiece jeszcze trochę (niedużo) czasu i
nie będzie miał pupila, a pasztet. Niestety za wiele się nie
dowiedziałem – miła lokatorka powiedziała jedynie, że kojarzy
czworonoga i że od niedawna wylatuje on skądś ”tam” (czyli z
kilku posesji położonych między polami). I faktycznie, miłośnik
głaskania pomachał mi ogonem i poleciał we wskazanym kierunku. Już
na zgłębianie tematu czasu nie miałem, ale z chęcią odnalazłbym
bezmózga, który nie potrafi upilnować istoty, która powinna być
pod jego opieką. Cięty na to jestem, więc pewnie skończyłoby się
na ostrej wymianie słów. Przeszła mi też przez głowę myśl,
żeby zapakować pieska pod pachę i wrócić z nim na Dębiec (Kropa
pewnie byłaby zachwycona), ale się powstrzymałem. Może w
przyszłości, jeśli znów spotkam go na tej drodze :)
Aha, dowiedziałem się od pani, że mam "dobre serduszko", hehe :)






