Info
Suma podjazdów to 784363 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj7 - 10
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.40km
- Czas 01:46
- VAVG 30.23km/h
- VMAX 53.60km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 251m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jesienna perfekcyjność. Plus WPN-owość
Piątek, 19 października 2018 · dodano: 19.10.2018 | Komentarze 3
Dla niektórych może być to zadziwiające, ale ten dość smętny i szary dzień był dla mnie prawie perfekcyjny na rower. Jako że z powodu wolnego dnia mogłem ruszyć później niż zazwyczaj, po kawie i śniadaniu, to nie przeszkadzała mi (a nawet bardzo się podobała) niewysoka temperatura, no i kluczowym stał się element najważniejszy - wiatr. Nie męczył! Co prawda dmuchał w pysk, a potem w pysk, jednak słabiutko. Super. Wrażenia nie zepsuła nawet delikatna mżawka, która przywitała mnie gdzieś w połowie trasy, ale szybko się pożegnaliśmy :)
Trasę wykonałem północno-zachodnią, bo niby stamtąd miało wiać. Czyli najpierw miasto - z Dębca przez Hetmańską, Grunwald, Jeżyce, Golęcin, następnie skręt w Koszalińską i kolejny test odpowiedzialności służb porządkowych. O dziwo - zdany. Tamtejsza DDR-ka wciąż jest regularnie czyszczona, nawet przy mnie, bo mijałem się ze sprzętem przypominającym papamobile do dmuchania :)
Następnie Psarskie, Kiekrz, hopka w Rogierówku, Kobylniki, Sady, Swadzim (czyli SS-ka), Batorowo, Lusowo, Zakrzewo, Plewiska i do domu. Cały czas miałem na plecach... oponę. Ale spokojnie, nie bawiłem się w cyrkowca - kupiłem sobie wczoraj zwijaną, mieszczącą się do plecaczka. A wziąłem ze sobą, bo nie byłem pewny, czy moja stara guma po wczorajszej panie trochę jeszcze pożyje. Odpukać - wychodzi na to, że tak.
Relive - TUTAJ.
A w Lusowie napotkałem Dariusza, który akurat jechał w przeciwnym kierunku. Po znalezieniu miejsca do zatrzymania zeszło na rozmowach ponad pół godziny. Miło było usłyszeć, że mój nowy rower dobrze się prezentuje, a i "słynnego" tematu bajkczelendżów nie ominęliśmy :) Gadało się fajnie, ale ja miałem w planach jeszcze jeden etap dzisiejszego, krócej kończącego się dnia, więc każdy pokręcił w swoją stronę. Pozdro!
Ten późniejszy plan to wypad z Kropką do Wielkopolskiego Parku Narodowego. Zrobiliśmy łącznie ponad osiem kilometrów Nadwarciańskim, a że się nie spieszyłem, tylko podziwiałem jesienny klimat tego pięknego traktu, to kilka fociszy na koniec (musiałem się ratować PBS-em, więc... szalejemy).














- DST 52.30km
- Czas 01:50
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 61.20km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 289m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Będzie pana zadowolona...
Czwartek, 18 października 2018 · dodano: 18.10.2018 | Komentarze 17
Zanim o rozwinięciu tytułu, trochę o dzisiejszej trasie, na której jeszcze przed wyjazdem postawiłem spory znak zapytania, choć z małą nadzieją, iż zamieni się on w piękny, tryumfalny wykrzyknik. Ale po kolei.
Mniej już smarkając (chyba powoli wykańczam gnoja, więc na razie wstrzymałem się z kuracją proponowaną wczoraj przez kolegę Kamila), ale wciąż w dalekiej od ideału formie, ruszyłem dość późno, bo przed dziewiątą, myśląc sobie, że spokojnie, pewnie na styk, ale do pracy zdążę. Wiało z południowego wschodu, skierowałem się więc przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo Stare i Nowe do miejsca, gdzie miało nastąpić klu programu. Jakieś trzy tygodnie temu bowiem (opisywałem tę traumę kilkukrotnie) zaczęto robić rzeź na mojej ukochanej pętelce, czyli "kondominium". Miałem nikłą nadzieję, iż taki okres jest wystarczający na wylanie choć najcieńszej warstwy asfaltu, a co za tym idzie - umożliwienie mi jazdy. Tymczasem - niestety :/ "Zryć potrafiom, a jusz naprawić siem nie spieszom"- jakby pewnie napisał na jakimś wiejskim forum zirytowany mieszkaniec gminy Stęszew, natomiast ja bym podpisał się pod tym dwoma kołami. 
Zawróciłem jak niepyszny, bo telepanie się przez siedem kilometrów taką tarką zdecydowanie mi się nie uśmiechało...
Wróciłem swoimi śladami, ale że zabrakło mi kilometrażu (jakichś trzech kilometrów) do pięciu dych, zaliczyłem sobie przy okazji Osową Górę, wykręcając przy okazji sympatycznego fałmaksa, a dodatkowo jeszcze hopkę w Starym Puszczykowie. Może to nie góry, ale zmęczyć się było można. Tym bardziej, że powrót był... pod wiatr (łapy opadają, zmienił się centralnie na północno-zachodni), co widać na Relive.
No i teraz tytuł.. Na rondzie w Luboniu coś mi zaczęło dziwnie falować pod tyłkiem (nie, to nie problemy gastryczne), a początkowo nie mogłem ogarnąć czy z przodu, czy z tyłu. No i nie ma co ukrywać, lekko się odzwyczaiłem od awarii, od kiedy mam Treka. Jednak niestety, stało się - jakieś dwa kilometry przed domem, przy barakach na Opolskiej, musiałem się zatrzymać i stwierdziłem, że przednie koło ma powietrza mniej niż zero. Klasyczna, nieunikniona prędzej czy później pana. Tym samym pożegnałem fabryczną dętkę (sprawdziłem markę - tajwański (!) wynalazek o nazwie Cheng Shin Tube, chyba nie do dostania w Polsce), która wytrzymała co najmniej 11 tysięcy kilometrów, co jak na szosę i moje doświadczenia jest wynikiem kosmicznym. Fabryczna opona Bontragera jeszcze się trzyma, ale dziś zapobiegliwie kupiłem rezerwę, już innej marki, bo na Jeżyce nie mam czasu podskoczyć.
Przy okazji miałem w końcu (dobrze, że tak późno, póki co jedynie się brudziła i lekko porysowała) możliwość przetestowania możliwości malej, a konkretnej pompeczki Lezyne, którą wynegocjowałem po kosztach w momencie zakupu roweru. Poezja - dzięki patentowi z wężykiem spokojnie da się dopompować do jakichś siedmiu atmosfer, a może i więcej. Jak zgubię - będę płakał :)
Wieczorem na spokojnie sprawdzę, czy w oponie nie ma dziury, bo już w sumie najwyższy czas na takową. A do pracy zdążyłem... Noo, prawie :)
- DST 52.30km
- Czas 01:47
- VAVG 29.33km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 227m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Smarkokalipsa
Środa, 17 października 2018 · dodano: 17.10.2018 | Komentarze 10
Ciężko być smarkaczem - gorzej się jeździ, trzeba mieć przy sobie zapas chusteczek, ale są też plusy: nie czuć spalin, a dźwięk wydobywający się z nosa może być substytutem dzwonka, choć nie do końca, bo ten, zgodnie z przepisami, powinien być "nieprzeraźliwy" :)
Z musu musiałem (masło maślane) ruszyć wcześnie, bo po ósmej, czyli w chłodku. Wiem, to nie pomaga w leczeniu, ale co zrobić? :) Nie pomagał również wiaterek, niewiejący mocno, ale jak prawie zawsze dostosowany pod klienta - najpierw z południa i wschodu, a gdy zawróciłem to już różnie, byle nie sprzyjać.
Trasa to "muminek" : Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom. Wolno, ale do celu.
Zawsze, gdy jesienią nadchodzi sezon na grzybobrania, oczy me zadziwia specyficzny paradoks - miejscowość o sielskiej i spokojnej nazwie Głuszyna Leśna staje się swoistym Mielnem, tylko nie takim dla Sebixów, a dla grzybiarzy. I sens owej nazwy jakby się zatraca :)
A tu panorama październikowej wersji śmieszki w Łęczycy. Dziś dodaję ją nie bez powodu, gdyż to właśnie tu, około godziny 8:40 rano, nastąpiła premiera serialu "Dziadyga - rezurekcja". Godnie, mocno i ze stabilną prędkością około 15 km/h, jego główny bohater minął mnie z szelmowskim, dziadygowym wyrazem twarzy. Tak mnie zaskoczył, że nie zdążyłem zrobić pamiątkowej foty :)
- DST 52.60km
- Czas 01:47
- VAVG 29.50km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 151m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Na psa urok + śmieszka, psia mać!
Wtorek, 16 października 2018 · dodano: 16.10.2018 | Komentarze 17
Jednak – jak się
okazuje – praca człowiekowi nie służy. Ledwo się w niej
pojawiłem, a już zacząłem kichać, prychać i smarkać. Wniosek
jest jedyny słuszny – robota szkodzi :)
Ale że od zawsze
leczę się przez ruch, to nie przeszkodziło mi to w porannym
wyjeździe. Doszło jedynie kilka chusteczek do tylnej kieszonki, no
i znów postanowiłem się nie przemęczać, coby nie forsować
zdrowia. A skoro słodziak-wiaterek zdecydowanie nie chciał
współpracować, to nawet nie miałem dylematu.
Jaki jest kolejny
plus jesieni, prócz braku upałów? Późne wschody słońca, na
które się można gapić i gapić :)
Postanowiłem
sprawdzić, jak ma się sytuacja z remontem w Gowarzewie. W tym celu
ruszyłem z domu przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny,
Jaryszki, Żerniki, Tulce i pojawiłem się we wspomnianej
lokalizacji. Tam, hmmm, zaskoczenia nie było – rozpierducha wciąż
trwa i trwa mać. Podobno ostatnio odnaleziono tam jakieś
cmentarzysko, więc coś czuję, że jeszcze się drogowcy pobujają.
A że już byłem,
gdzie byłem, i dalej jechać nie mogłem, bo nie było drogi,
postanowiłem ponownie (bo raz już testowałem, ale w odwrotnym kierunku) sprawdzić, jak będzie
wyglądała ścieżka prowadząca do Kleszczewa. Oczywiście jadąc po ludzku, szosą. Generalnie jest tak
samo beznadziejnie, jak wydawało się za pierwszym razem, co już
opisywałem latem – to znaczy pierwsze dwa kilometry będzie można
przejechać w miarę cywilizowanie, wydzielonym asfaltem. Potem nagle (ups, kto by to przewidział?) wyrastają… domy. Konkretnie dwa. Jak rozumiem fakt, iż są tam
kilkadziesiąt lat, nie wzruszyło wcześniej planistów, którzy
sobie wymyślili, że najlepszym wyjściem będzie przejazd na drugą
stronę ulicy i kurs śmieszką przez dokładnie… sto metrów, po
czym znów trzeba wrócić na poprzedni tor. Na… siedemset metrów,
bo potem slalomik zaczynamy od nowa. Oj, wesoło tam będzie, już to
widzę :)

Tu koniec, tam, gdzie domy, początek. Większa część DDR-ki po drugiej stronie. Sto metrów rodzimego absurdu.
Wróciłem przez
Nagradowice, Krzyżowniki, Tulce, a reszta już swoimi śladami z
małymi korektami. Tak jak na Relive.
A teraz historia,
która zahacza o granice Poznania. Bo do nich należy kawałek niby
to DDR-ki, niby to chodnika, którą zawsze jadę, żeby ominąć
koszmarne płyty w Krzesinach. Tam dziś zobaczyłem z daleka
szwendającego się kurdupla, na moje oko zagubionego.
Zatrzymałem się i
po chwili głaskałem taki oto śliczny pychol :)
Zmartwiło mnie
tylko jedno – piesek miał obrożę (bez żadnego identyfikatora),
ale brak było właściciela. Ewidentnie wydawał się zagubiony i co
chwilę wlatywał na drogę (raz musiałem nawet zjechać, żeby
zatrzymać nadjeżdżający samochód), więc zszedłem z roweru i
razem z nim przy nodze przeszliśmy do najbliższych zabudowań,
gdzie zadzwoniłem do pierwszego domu, pytając czy ktoś kojarzy
opiekuna, bo przy takiej opiece jeszcze trochę (niedużo) czasu i
nie będzie miał pupila, a pasztet. Niestety za wiele się nie
dowiedziałem – miła lokatorka powiedziała jedynie, że kojarzy
czworonoga i że od niedawna wylatuje on skądś ”tam” (czyli z
kilku posesji położonych między polami). I faktycznie, miłośnik
głaskania pomachał mi ogonem i poleciał we wskazanym kierunku. Już
na zgłębianie tematu czasu nie miałem, ale z chęcią odnalazłbym
bezmózga, który nie potrafi upilnować istoty, która powinna być
pod jego opieką. Cięty na to jestem, więc pewnie skończyłoby się
na ostrej wymianie słów. Przeszła mi też przez głowę myśl,
żeby zapakować pieska pod pachę i wrócić z nim na Dębiec (Kropa
pewnie byłaby zachwycona), ale się powstrzymałem. Może w
przyszłości, jeśli znów spotkam go na tej drodze :)
Aha, dowiedziałem się od pani, że mam "dobre serduszko", hehe :)
- DST 51.35km
- Czas 01:45
- VAVG 29.34km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 211m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rowo-wo
Poniedziałek, 15 października 2018 · dodano: 15.10.2018 | Komentarze 10
Wszystko, co dobre, za szybko się kończy, a to, co złe - za szybko się zaczyna i trwa za długo.
Tak, wróciłem do regularnej bytności w pracy :/ Znów trzeba wstać wcześnie, znów latać z wywieszonym jęzorem, żeby zdążyć z tym, co ważne (rower i pies) i z tym, co jest kompletnie nieistotne dla ludzkości (robota). Ech :/
No to co... Z wyspania się nici, komfort wyjazdu o ósmej rano też nie powala, bo zrobiło się ciepło, ale dopiero pod koniec - jednak i tak te jedenaście stopni można uznać za przyzwoite jak na drugą połowę października. A że wiaterek już na starcie mnie uświadomił, że ostatnie, na co ma ochotę, to mi pomagać, to odpuściłem jakiekolwiek ciśnięcie i spokojnym, spacerowym tempem zrobiłem swoje.
Wciąż duje ze wschodu i południa, stąd wybór trasy: "muminek" z domu przez Dębinę, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Sypniewo, Głuszynę, Babki, Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę i Luboń do domu.
Wciąż warto kręcić nad Wartą. Bo ładnie (póki co).
Do kolekcji miejscowości przyszłościowo odgórnie wyklętych doszło moje ulubione Puszczykowo :) Ta naklejka jak poniżej pojawiła się na wjeździe od strony Mosiny, ale za późno ją przyuważyłem, a hamowanie przed sznurkiem pędzących aut było dość ryzykowne, więc czaiłem się, żeby sprawdzić, czy jest również przy granicy z Łęczycą. Była, więc nawet się poświęciłem, zostawiłem rower w rowie (w sumie odpowiednie miejsce, analizując nazewnictwo) i przeskoczyłem na drugą stronę ulicy w celu sfocenia. Czemu? Bo jutro już pewnie tego tu nie będzie, znając życie :)
A czy to pochwalam? Niekoniecznie, ale jest zabawnie :)
- DST 51.85km
- Czas 01:42
- VAVG 30.50km/h
- VMAX 53.20km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 232m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wie-yeah :)
Niedziela, 14 października 2018 · dodano: 14.10.2018 | Komentarze 13
Ale fajnie dziś wiało! :)
Tak, naprawdę to napisałem. Wiatr był całkiem solidny, ale sprawiedliwy - stały, z południowego wschodu, bez wariacji. Nie powiem, zdziwko było, gdy podczas powrotu nie musiałem z nim walczyć. Brawo (wyjątkowo) dla tego pana. Lub pani. Niepotrzebne skreślić.
Wykonałem po raz kolejny w przeciągu kilku dni opatentowane zielone (bo drzew wciąż sporo, mimo wycinek) kółeczko: z Dębca przez Luboń (Armii Poznań jak zwykle z olaniem DDR-ki), Łęczycę, Puszczykowo, Rogalinek, Rogalin, Świątniki, Mieczewo, Kórnik, Borówiec, Koninko, Jaryszki, Krzesiny, Starołękę i Lasek Dębiński do domu.
Czemu lubię tę trasę? A co będę pisał... W zamian focisze :)


Choć ten widok akurat jest dość smutny...
A czemu nienawidzę tej trasy? A co będę pisał... W zamian fota :) 
Ten jeden cholerny, prawie kilometrowy odcinek Zemsty Adolfa, z niewiadomych przyczyn omijany przez drogowców, psuje mi całą przyjemność jazdy. Może za pięćdziesiąt lat (wersja optymistyczna) się w końcu doczekam tu remontu...
A tego właśnie widoku chcą mnie/nas pozbawić urzędasy z województwa i Puszczykowa, pod pretekstem poszerzenia drogi (wcale nie ruchliwej) i - co najgorsze - rozbudowy śmieszki...
Dziś w Poznaniu odbył się któryś tam Poznański Maraton. I... nie przeszkadzał mi. W przeciwieństwie do przeróżnych bajkczelendży zablokowane jest tylko miasto, a nie połowa miejscowości w powiecie i poza nim. Poza tym, mimo mojej osobistej niechęci do męczarni zwanej bieganiem, czuję szacun dla ludzi, którzy potrafią zmierzyć się z tym dystanem. Tu liczy się siła człowieka, a nie drogi sprzęt - teoretycznie mógłby go ukończyć nawet wytrenowany bezdomny, pod warunkiem, że ktoś opłaci mu pakiet startowy :) Inną sprawą są "amatorzy", którzy przypadkowo tak mają ustawiony plan zwiedzania świata, iż gdzie się pojawią, tam jakiś maraton, a co za tym idzie - kasiura. Niniejszym pozdrawiam kolejnego Kenijczyka, który dziś wygrał. Cóż za przypadek :)
Relive tutaj.
- DST 58.20km
- Czas 01:56
- VAVG 30.10km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 236m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Objeżdżając pięćdziesiąt baniek
Sobota, 13 października 2018 · dodano: 13.10.2018 | Komentarze 17
Na pogodę zdecydowanie dziś nie mogę narzekać. Temperatura idealna, bezchmurne, lecz słonecznie nienachalne niebo, nawet wiatr po prostu... wiał, ani mocno, ani słabo, ale przede wszystkim stabilnie. Super. Za to to, co działo się na drogach, można jedynie nazwać wprost - samochodową sraczką. Niby październikowa sobota, a korki w Luboniu, Mosinie i Puszczykowie jak na Zakopiance w lipcu. Czemu? Nie mam pojęcia. Za to nawet nie chcę myśleć, ile przez nie straciłem ze średniej.
Wykonałem "pętelkę szubieniczą", czyli : Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - nawrotka na hopce i w Żabnie skręt na Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń.

Będąc w Sowińcu, postanowiłem spróbować w końcu zrobić zdjęcie rezydencji niejakiego pana Świtalskiego, tego od Żabek, Elektromisu, Eurocashu czy wczesnej Biedronki. No ale niestety - mimo że objechałem teren na ile się dało, to... się nie dało. Mur jest tak szczelny i wysoki, że musiałbym się na niego wspiąć, a że akurat słuchałem sobie audiobooka Roberta Małeckiego, gdzie ochroniarze pewnego biznesmena masakrowali głównego bohatera, to jakoś nie miałem ochoty próbować :) Mam więc tylko fotkę sprzed głównej bramy i jedną ze skromnym sprzętem latającym z dziedzińca.

Natomiast jakby ktoś był zainteresowany kupnem, to śmiało - pięćdziesiąt milionów euro i po sprawie :)
- DST 54.20km
- Czas 01:52
- VAVG 29.04km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 301m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wywiadowczo
Piątek, 12 października 2018 · dodano: 12.10.2018 | Komentarze 15
Gdy rano zacząłem się zastanawiać, dokąd dziś pokręcić, przypomniałem sobie, że doszły do mnie przecieki, sugerujące, iż w weekend nastąpi ślunsko-wielkopolski desant na moje ulubione, pięknie położone nad Wartą, ale mało znane (na szczęście) Radzewice. Postanowiłem więc, że sprawdzę, czy wciąż jest zainstalowany pomost w tamtejszym rzecznym porcie, bo to właśnie on miał stać się celem podróży.
Ruszyłem po dziewiątej, optymistycznie nastawiony do jazdy, bo nie wiało mocno. Jak się okazało, złe miłego początki, bo z chwili na chwilę jego siła rosła, a co najgorsze, zmienił się i kierunek - z wschodniego na południowy. Tym samym znów trafił mi się PW (permanentny wmordewind), który skopał mi koncertowo średnią. No ale cóż zrobić, skoro akurat z tym nic nie mogę zrobić? :)
Trasa to po prostu w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice, tam nawrotka. A misja wywiadowcza zakończyła się pełnym sukcesem - pomost jest, Warta jest, miejsce do konsumpcji izotoników jest :) Tylko toi-toi-a, tylko toi-toi-a, że tak zaśpiewam, żal. Bo już nie ma.



Na śmieszce w Łęczycy mijałem się dziś z trzema dziadygami, ale żadnym właściwym!
Tutaj Relive, niestety lekko spaczony przez wariacje Endo.
- DST 53.10km
- Czas 01:46
- VAVG 30.06km/h
- VMAX 53.60km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 207m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kórnikółko
Czwartek, 11 października 2018 · dodano: 11.10.2018 | Komentarze 16
Wczorajsze celebrowanie kolejnych osiemnastych urodzin "lekko" mi się przeciągnęło, więc na wczesny poranny rowerowy zryw nie było za bardzo szans :) Ale - główka pracuje - wolne wzięte, a co za tym idzie bezstresowy wyjazd mógł nastąpić troszkę przed południem.
Wiało mocniej niż dzień wcześniej, jednak paradoksalnie bardziej przyjaźnie, bo przynajmniej z jednego kierunku - południowo-wschodniego. Na takie coś jestem w stanie się zgodzić, szkoda tylko, że niewiele mam do powiedzenia :) Ruszyłem w kierunku Lubonia, który wyjątkowo pokonałem wzdłuż koszmarnej Armii Poznań, z jej abstrakcyjną DDR-ką. Przynajmniej na taką wyglądała z daleka, bo oczywiście pojawić się na niej nie miałem zamiaru. Za to już nie było bata na zakaz jazdy rowerem w Łęczycy i musiałem popływać sobie wśród liści.
Kawałek dalej, przy Grobli w Puszczykowie, ponownie ze smutkiem przyuważyłem poniższy komunikat, na co najmniej kilkunastu drzewach:
I chyba niestety wygląda na to, że urzędasy wygrają i zieleń tu zniknie... :( A wystarczyłoby po prostu wyciąć... śmieszkę. Jednak jakoś, o dziwo, mało kogo to przekonuje.
Potem - już bez smutnych konstatacji - zrobiłem kółko: przez Wartę, Rogalinek, Mieczewo, Kórnik, koszmarem płytowo betonowym do Borówca, następnie Koninko, Jaryszki, Krzesiny, Starołęka i Lasek Dębiński do domu.
Pogoda wciąż rewelacyjna. Coś mi tu śmierdzi - pewnie jak się skończy, to dostaniemy niezłym rykoszetem... Oby nie za szybko :)
Na koniec Relive.
- DST 53.00km
- Czas 01:48
- VAVG 29.44km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 163m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Powrotowo
Środa, 10 października 2018 · dodano: 10.10.2018 | Komentarze 59
Powrót na stare śmieci należał do takich najbardziej klasycznych i zaczął się od mega korka na Dolnej Wildzie. Ominąłem go jadąc przez Lasek Dębiński, ale już wiedziałem, że jestem u siebie :) No i wiaterek - obiecywano mi tu solennie, że jak znów zawitam do WLKP, to nie będzie mi przeszkadzał, co może by i było prawdą, bo nie duł silne (jednak i nie słabo), ale już to, w jaki sposób zmienił się z południowo-wschodniego na północno-zachodni jak tylko zawróciłem, jest tylko jego kwaśną tajemnicą. W każdym razie solenne dzięki za niemal sto procent wmordewindu, takie prezenty niech sobie pogoda w cztery litery (N+E+W+S) schowa :)
Trasa to "muminek" (Relive później): dom - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Głuszyna - Babki - Daszewice - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. Brakowało górek, ale, do cholery, Wielkopolska tez może być ładna. O! :)

I jak w końcu, jest to rzepak czy nie jest? :)






