Info
Suma podjazdów to 791174 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec22 - 45
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.20km
- Czas 02:06
- VAVG 25.33km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 146m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zniechęcacz
Wtorek, 4 grudnia 2018 · dodano: 04.12.2018 | Komentarze 57
Największym pozytywem dzisiejszego wyjazdu było to, że... w ogóle do niego doszło :) A poza tym - jedna wielka męczarnia, walka z cholernie silnym wiatrem, mokrymi ulicami, korkami i innymi upierdliwościami, które jakby się skumulowały, żeby mi przekazać, że to całe rowerowanie jest w sumie g...rosza (nie)warte, przecież jest tyle ciekawszych zajęć w życiu... No ale nie ze mną to numery, gnojek, tak łatwo się nie dam!
Wykonałem (crossem, bo rano jeszcze lekko padało), a bardziej wyrzygałem, zachodnie kółeczko, z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice (zapomniałem, ze tam zakwitł jakiś remont), Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Dąbrówkę, serwisówki i Plewiska do domu. Przewiało mnie z każdej strony, bo oczywiście kierunki podmuchu były tylko dwa - wmordewind oraz wmordewind, ale finalnie jakoś dojechałem. I na tym zakończmy opisywanie tej traumy :)

Jako że pod tyłkiem miałem czołg, postanowiłem kontrolnie (i zapewne ostatni raz w życiu) pyknąć się nowiusieńką, oddaną we władanie miliardom rowerzystów jakieś tydzień czy dwa temu śmieszką wzdłuż obwodnicy Dopiewa, które za pomysł jej wybudowania będzie już u mnie zawsze Dupiewem. Kosteczka turkoce aż miło, barierki oczywiście są, piktogramy biją po oczach...

...ale mnie najbardziej zaciekawił ten właśnie fragment stykowy z drogą.
Wykonawcy nawet zapewne chcieli obniżyć podjazd, ale... jakoś nie wyszło. Ups :)
Byłem, zobaczyłem, będę olewał - czyli zgodnie z założeniami :) Za to położony równolegle pusty asfalcik trzyma poziom - polecam!
Relive TUTAJ.
- DST 53.00km
- Czas 02:01
- VAVG 26.28km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 189m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pan/kon/dominium
Poniedziałek, 3 grudnia 2018 · dodano: 03.12.2018 | Komentarze 19
Na początek zagadka - co się dzieje człowiekowi, któremu udaje się trafić na lukę między opadem nocnym, porannym i tym przedpołudniowym, wycyrklować prawie idealnie dwie godziny między deszczem, który według prognoz miał przestać padać, a tym, który dopiero ma zacząć, ubierze się odpowiednio na rower, a nawet zdąży wyprowadzić psa i sięgnąć po dwa kółka?
Żeby nie trzymać w napięciu odpowiadam - odkrywa on (ów anonim) w tylnym kole panę, której wieczorem nie było, więc się jej nie spodziewał. Tym samym czas mi (bo chodziło o mnie, co za zaskoczenie) się skurczył o dobre dziesięć minut, z czego wymiana gumy trwała chwilę, a szorowanie łap - zdecydowanie dłużej :) Widziałem jednak w tym jeden plus - zawsze lepiej, jak dętka pójdzie w domu niż na dworze. I za to stwierdzenie dodaję sobie te 0,00000002% do skali optymizmu :)
Gdy w końcu ruszyłem, to kałuże częściowo obeschły, jednak warunki były dalekie od komfortowych - mokro, buro, dość wietrznie. Mimo to cieszyłem się, że w ogóle jadę. Minąłem dość płynnie (o dziwo!) Luboń, przez ścieżkę w Łęczycy dotarłem do Puszczykowa...
...a następnie do Mosiny, gdzie wpadłem na pomysł wykonania miliardowego podejścia do tematu spod hasła "czy może już jakimś cudem da się wykonać moje ulubione 'kondominium'". Nie dawałem sobie wielkich nadziei, ale że te umierają ostatnie, to doczłapałem sobie przez Krosinko i Dymaczewo do granic absur... to znaczy objazdu, gdzie jak zwykle przywitało mnie wahadło. Jednak tym razem zaraz za nim zauważyłem, że jeden z pasów jest częściowo zrobiony, więc postanowiłem kontynuować eksperyment.
I - ku memu zdziwieniu - prócz kilku takich niespodzianek...
...jest całkiem ok. Nawet w Łodzi. Radujmy się :) 
Praktycznie do samego Stęszewa asfalcik gładki i pusty niczym słowotok premiera. Pięknie, prawda? No ale niestety - tak jak już kiedyś pisałem, dowiedziałem się u źródła, że zakwitnie tu śmieszka - na całej długości :( Na razie do tego momentu na szczęście daleko, ale już powstają jej podwaliny, a pewnie polecą i kolejne drzewa, żeby zrealizować ten debilny pomysł. Na dzień dzisiejszy więc w ten sposób wyraziłem swoje zdegustowanie:
To powyżej to wersja oficjalna. Zamieszczam też tę bardziej z serduszka, więc proszę o zamknięcie oczu wszystkich czytających ten wpis małoletnich, mimo lekkiego ocenzurowania :) Właśnie skończyłem "Ślepnąc od świateł" Żulczyka (rewelacja), więc dość naturalnie przyszedł mi ten sposób przekazu :)
Powrót już prostą drogą, przez Trzebaw, Rosnówko, Szreniawę i Komorniki do domu. Wiatr się oczywiście zmienił na boczny, ale kręcąc crossem mam na to ciut większą tolerancję. A za deszcz na ostatnich kilometrach specjalne podziękowania dla pękniętej dętki.
Kondominium powoli wraca, i - póki nie zrobią DDR-ki - będzie wciąż moją ulubioną podpoznańską trasą.
Relive TUTAJ.
Jutro znów deszcz, niestety z mojej analizy wynika, że na wyhaczenie podobnej dziury jak dziś szanse są bardzo małe, by nie napisać, że zerowe.
- DST 51.40km
- Czas 02:02
- VAVG 25.28km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 207m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Mi to lotto
Niedziela, 2 grudnia 2018 · dodano: 02.12.2018 | Komentarze 10
Dzisiejszy rowerowy
dzionek sponsorować miało lotto. Kładąc się bowiem wczoraj spać
nie wiedziałem, czy w godzinach porannych drogi będą na tyle
przejezdne, że uda mi się we w miarę bezpiecznych warunkach
pokręcić przed pracą.
Gdy otworzyłem
oczy, za oknem zobaczyłem nieśmiało świecące słońce. Dobry
znak. Niestety spacerek z Kropą lekko mnie sprowadził na ziemię, gdyż to ”zero plus” na termometrze nie załatwiło całkowicie
sprawy gdzieniegdzie śliskich dróg, postanowiłem więc odczekać
jeszcze pół godziny, a w tym czasie odskrobałem crossa z całego
syfu, który pozostał po ostatnim wyjeździe. Wybór bowiem tylko
tego sprzętu dawał jako takie nadzieje, że wrócę w całości.
Ruszyłem koło
dziewiątej, od razu stawiając czoła nie tylko jeszcze mokrym (ale
już tylko fragmentami oblodzonym) ulicom, ale przede wszystkim
wmordewindowi z gatunku ”umiarkowany z plusem”. Na szczęście na
początek jednak miałem od niego chwilę oddechu, bo zacząłem od
małego kursu po Lasku Dębińskim.

Od Starołęki
zaczęła się klasyczna trasa w tę i nazad, bez żadnych korekt. Po
wyjeździe z Poznania zaliczyłem Czapury, Wiórek, Sasinowo,
Rogalinek, Rogalin, Świątniki i w końcu Radzewice, w których
zawróciłem.
Po drodze
podziwiałem coraz śmielej pojawiający się na Warcie śryż…
...jednak kumulację
fajności miałem w ulubionych Radzewicach, tam jak zwykle
zawitałem do rzecznego portu, gdzie lekko zasmucił mnie widok
usuniętego pomostu. Jednak poza nim – bajka. Trochę zimna, ale
bajka :)




Były też i takie
momenty.
Jak zwykle w okresie
od grudnia do końca lutego cieszę się z każdego wyjazdu, bo
czasem to istna walka. Dziś została ona po raz kolejny wygrana,
choć w mało imponujących warunkach :) Jednak analiza prognoz na
kolejne dni zmusza do pesymizmu – deszcz, deszcz, a poza tym
jeszcze deszcz… Chomik już zaciera łapki.
Tutaj Relive.
- DST 53.70km
- Czas 01:58
- VAVG 27.31km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura -3.0°C
- Podjazdy 202m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Sinusoida
Sobota, 1 grudnia 2018 · dodano: 01.12.2018 | Komentarze 17
Tytułowa sinusoida
to chyba jedyne słowo, które pasuje mi do dzisiejszego wyjazdu. Ze
szczególnym uwzględnieniem członu ”sin”, bo w pewnym momencie
zadałem sobie pytanie – za jakie grzechy? :)
Gdy wstawałem,
lekko po wpół do ósmej rano, zerknięcie za okno spowodowało, że
ryj mi się uśmiechnął – wbrew prognozom bowiem nie zobaczyłem
tam ulic zamienionych w lodowisko, a zwykłe, przejezdne trakty. Dla
pewności jeszcze zweryfikowałem temat podczas krótkiego spaceru z
psem i pełen nieplanowanego optymizmu zabrałem się przygotowania
do wyjazdu, a w końcu przeszedłem do czynu.
Początkowo wydawało
się, że czeka mnie całkiem sympatyczny wyjazd – było co prawda
te minus cztery na termometrze, ale powoli się już do takich
wartości zacząłem przyzwyczajać, do tego wiatr już nie miażdżył
tak jak ostatnio. Dość zgrabnie minąłem Luboń, zjechałem do
Łęczycy, przedarłem się przez Puszczykowo, ciesząc się, że w
ogóle jadę. Aż tu nagle, gdzieś przed granicą Mosiny, zaczęło
prószyć. Ok, pewnie zaraz przeleci, uspokajałem się. Niestety…
Na asfalt zaczęło nawiewać śniegu, pojawiały się wysepki lodu,
co przy wąskich oponkach było zdecydowanie średnio komfortowe.
Decyzja mogła być jedyna słuszna – zawracam. Rodziła się
również w głowie opcja powrotu pociągiem lub autobusem
podmiejskim, jednak stwierdziłem, że luzerem nie będę i jakoś
dam radę.

Zwolniłem z grubsza
o połowę i wzdłuż Mocka dotarłem do Puszczykowa, gdzie częściowo
drogą, częściowo śmieszką zacząłem ostrożną podróż
powrotną. No i, przy zachowaniu sporej dozy rozsądku, okazało się,
iż da się jechać. 
Były nawet fragmenty, gdzie dzięki drzewom
(ponownie – chwała im!) w ogóle śnieg nie dotarł.
Gdy wspinałem się
ulicą Łęczycką do Wirów, ze zdziwieniem stwierdziłem, że te
okolice zostały potraktowane o wiele lepiej, postanowiłem więc
zrobić eksperyment i sprawdzić, jak będzie wyglądała sytuacja na
głównych drogach Komornik i Lubonia, którymi finalnie doczłapałem
do Poznania, a w sumie to pod sam dom. Tam stwierdziłem, że na
liczniku jest dopiero spory glut, czyli lekko ponad 35 km, czasu
przed pracą jeszcze trochę mam, mój rowerowo uzależniony mózg
dodał jedno do drugiego i… Tym samym kręciłem dalej, ale już
tylko małe kółko dokoła Lubonia, z zahaczeniem ponownie o Wiry. To był zdecydowanie akt desperacji, bo w normalnych warunkach jazda przez te okolice to tortury porównywalne z dźganiem miękkimi podusiami.
Finalnie skończyłem
na jedynym słusznie dystansie, kilka momentów sprawiło, że mimo
mrozu było mi nawet ciepło, a średnia zeszła na nie tylko daleki,
ale nawet na ostatni istotny plan. Ważne jest jedno – otworzyłem
grudzień na dwóch kółkach, czego w sumie się nie spodziewałem,
więc sinusoida kończy się górką :) A Relive TUTAJ.
No i jak zwykle
podsumowanie poprzedniego miesiąca – łącznie wszyło 1577 km, ze
średnią 28,7 km/h, na co złożyła się znakomita pierwsza połowa
listopada oraz koszmarna druga (wichury, mrozy, deszcze). Kręcenie
głównie odbywało się szosą, ale były i epizody crossowe.
Odbyte, zapomniane.
- DST 54.20km
- Czas 01:52
- VAVG 29.04km/h
- VMAX 53.40km/h
- Temperatura -3.0°C
- Podjazdy 215m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Paszczakowo
Piątek, 30 listopada 2018 · dodano: 30.11.2018 | Komentarze 17
Muszę przyznać, że było dziś CIUT lepiej niż wczoraj - czyli już nie Buka, a maksymalnie Paszczak :) Ze dwa stopnie cieplej (czyli minus trzy), wiatr niestety porównywalny, czyli mocny, ale mimo wszystko jechało się jakoś lżej. I niech nikt nie mówi, że nie jest mi bliskie (uwielbiam podwójne zaprzeczenia) motto "always look on the bright side of life" :)
Skoro Paszczak, to musiało być coś okrągłego. I w ten sposób wykonałem kółeczko w wersji: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Mieczewo - Kórnik - płyyyyyyytyyyyy od Skrzynek do Borówca - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom.
Kilka kilometrów, od Rogalina do świateł w Kórniku, kręciłem sobie z sympatycznym kolarzem z Puszczykowa (dzięki temu i zmianom udało się jakoś przetrzymać najgorszy wmordewindowy etap), który w tym mrozie założył sobie coś koło stówki do Środy i z powrotem. Jako że ostatnio na tapecie w BS jest temat spd-ów, to dopytałem, czy nie jest mu zimno w tym rodzaju obuwia - jak się okazało może być całkiem komfortowo, pod warunkiem, że wyda się coś około sześciu stów. W związku z tym wciąż podtrzymuję swoje zdanie i pozostaję przy platformach :)
Z rzeczy przyziemnych: DDR-ka w Łęczycy o dziwo wciąż pozostaje czysta, ciekawe jak długo?
A jadąc przez Puszczykowo (które uwielbiam pod każdym względem, tylko nie tym dwukołowym) postanowiłem uwiecznić, jak ciężkie życie mieliby tamtejsi rowerzyści, gdyby stosowali się do durnych przepisów. W tym celu nawet zjechałem na chwilę na rozklekotany chodnik, przepraszam, specjalnie oznaczoną drogę pieszo-rowerową, cyknąć fotkę.
Jak się po tym jeździ? Nie mam pojęcia, a nie było kogo zapytać :) W każdym razie niedawno odświeżono znaki, co oznacza, że urzędasy mają tu spore poczucie ponurego humoru. Ciągnie się toto aż do skrzyżowania za granicą miejscowości, raz zanikając, raz wracając, jednym słowem - polskie standardy w pełnej krasie :)
Relive TUTAJ.
Wszystko (czyli prognozy) wskazują na to, że grudzień zacznę na chomiku :( Weekend mam pracujący, a na noc i godziny poranne zapowiadany jest śnieg i mżawka, a co za tym idzie - gołoledź, A od poniedziałku ocieplenie i... deszcze. Chlip :(
- DST 51.00km
- Czas 01:53
- VAVG 27.08km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura -3.0°C
- Podjazdy 276m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Buka
Czwartek, 29 listopada 2018 · dodano: 29.11.2018 | Komentarze 11
No dobra, czas to przyznać wprost - są pewne granice, do których docieram, wyznaczających moment, gdy jazda przestaje być przyjemnością, a zaczyna być męczarnią. I właśnie te minus pięć stopni w chwili wyjazdu, a całe minus trzy pod jego koniec, to z grubsza ten moment. Sama temperatura byłaby jeszcze ewentualnie do przyjęcia, ale już przez koszmarnie zimny i mocny wiatr zostałem zmiażdżony psychicznie i fizycznie oraz zamieniony w sopelek.
Trasa leciała według schematu: dom - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo -Łęczyca - Luboń - Poznań. Czyli... klasyczny "muminek", tyle że dzisiaj była to raczej Buka :) 
Jak widać, po tym spotkaniu zamarzła nawet woda w Lasku Dębińskim :) A przy okazji - z całej ferajny w Muminkach to moja ulubiona postać, co sporo - jak sądzę - tłumaczy :)
Znów najprzyjemniejszym momentem był ten, gdy wylądowałem w domu. Co za czasy :)
Rozpisywać się dalej nie ma sensu, bo bym się namarudził o ciężkiej i bezsensownej jeździe, a i tak skończył z bluzgami na temat lubońskich korków. Więc jedynie Relive na koniec.
- DST 52.10km
- Czas 01:50
- VAVG 28.42km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura -2.0°C
- Podjazdy 236m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Trójpak
Środa, 28 listopada 2018 · dodano: 28.11.2018 | Komentarze 14
Łatwe to nie było, ale się udało. Założyć trzy pary skarpet :) Co prawda musiałem odnaleźć jakieś stare, rozklekotane adidasy, żeby stało się to wykonalne, jednak mój eksperyment pokazał, że się da. Dzięki temu jakoś przeżyłem te minus trzy na starcie i delikatne zero na finiszu.
W sumie nie jechało mi się dziś najgorzej - zimno jak zimno, ale wiatr nie miażdżył, tylko lekko gnoił, jednak cisnąć i tak nie zamierzałem - w końcu mrozy są od tego, żeby delektować się jazdą, hehe :)
Ruszyłem po ósmej, najpierw zaliczając obowiązkową Starołęcką, gdzie jak zwykle zakwitłem na miliardach potencjalnych stopów, z zamkniętymi rogatkami włącznie. A gdy już ruszyłem, to... stanąłem, żeby przepuścić pieszych na zebrze, a przy okazji zrobiłem miejsce dla włączających się samochodów z podporządkowanej. Bardzo się to nie spodobało taksiarzowi, który ewidentnie miał zamiar zignorować uprzywilejowanych na pasach, co zakomunikował mi moim ulubionym dźwiękiem klaksonu. Wytłumaczyłem co i jak gestami, ale że z natury jestem osobą niezwykle uczynną i troskliwą, to pozwoliłem mu jeszcze poćwiczyć wciskanie tego niezbędnego elementu wyposażenia olewając położoną kawałek dalej DDR-kę :) Zawsze to jakaś forma ruchu, praca jest siedząca, więc się przyda. Podziękowań nie odnotowałem :)
Wydostałem się z Poznania drogą przez Krzesiny i Jaryszki, by pojawić się na tych jałowych polach, które wypełniają przestrzenie między autostradą a eską. 

W Robakowie (tym słynnym, od rzeźni) wciąż jestem na etapie testowania nowej śmieszki. Nie tylko ja (sorry za jakość zdjęć) zresztą :)
Stwierdziłem, że wyedukuję ludzi na wsi i podczas wyprzedzania rzekłem spokojnym głosem: "halo, halo, to jest ścieżka dla rowerów, chodnik jest obok!". W odpowiedzi usłyszałem przerażone: "łojej", a następnie coś w stylu: "Але я не знав!". No tak... :) A jakieś dwieście metrów dalej...
Tu już nawet nie próbowałem tłumaczyć, bo wystarczyło mi jedno spojrzenie na te dziwne rysy, pół słowiańskie, pół mongolskie, żeby wiedzieć, kto zacz :) Cóż, widocznie na Ukrainie coś takiego jak asfalt dla rowerów to wciąż rzecz niespotykana.
Wspomniana DDR-ka w sumie aż taka zła nie jest, prócz jakieś cholernej mody z tych okolic, nakazującej budować tego typu przybytki raz po prawej, raz po lewej, raz po prawej, raz po lewej... Tu nie jest inaczej. Chodzą legendy, że ktoś kiedyś jechał tym kawałkiem po drugiej stronie, ale czy to prawda - nie mam pojęcia :)
Dachowa, Robakowo, Szczodrzykowo, chwila nad stawem położonym koło gospodarstwa rolnego, gdzie zawsze jest masa ciekawego ptactwa...
...następnie Śródka, Krzyżowniki, Nagradowice, Komorniki, Tulce, Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Starołęka, Lasek Dębiński i do domu. Tak jak na Relive.
Cóż, kolejny rowerowy dzień zaliczony. Przyjemności z tego za wiele nie było :)
- DST 52.20km
- Czas 01:51
- VAVG 28.22km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 133m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Fasolówka :)
Wtorek, 27 listopada 2018 · dodano: 27.11.2018 | Komentarze 10
Minus dwa - taka wartość przywitała mnie z rana, gdy ruszałem. Niecałe dwie godziny później pławiłem się już w ciepełku, bo zero na termometrze to już jest coś. Mimo to czułem, jak smar zamarza mi na łańcuchu, a dwie pary skarpet założone na nogi to za mało co najmniej o jeszcze jedną. Na szczęście dziś wiatr nie był jakoś specjalnie upierdliwy, przynajmniej jeśli chodzi o siłę, bo to, że najpierw walił w pysk, żeby po nawrotce walić w pysk, było rzeczą oczywistą jak to, że słońce wciąż wschodzi. Choć w tym temacie musiałem zaufać doświadczeniu, a nie empirii, gdyż nad całym Poznaniem i okolicach zaległ smog, a powietrze znów zaczęło cuchnąć mokrymi skarpetami i przepoconymi butami. Oddychać można było dopiero na wolnych przestrzeniach, czyli polach, z których zaczynał się z kolei unosić zapaszek powoli gnijących buraków.
Wykonałem jedno z zachodnich kółek: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Dąbrowa - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Do/u/piewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Trasa została lekko skorygowana, bo gdy na Wołczyńskiej stanąłem w korku, to perspektywy na jego opuszczenie przed pracą były nikłe, więc zawróciłem i pokręciłem objazdem.
Wczoraj znalazłem chwilę czasu na wymianę klocków hamulcowych z tyłu, po raz pierwszy od momentu zakupu roweru, czyli po kilkunastu tysiącach kilometrów. Kurde, zapomniałem jakie to fajne - tak wciskać klamkomanetkę i się zatrzymywać. Fenomenalna sprawa :) Z radości pobawiłem się tą opcją kilkanaście razy po ruszeniu, niemal jak Jaś Fasola w pokoju 426 :)
Od jutra jeszcze zimniej :/
Tutaj Relive.
- DST 52.00km
- Czas 01:54
- VAVG 27.37km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 280m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Podbram(k)owo
Poniedziałek, 26 listopada 2018 · dodano: 26.11.2018 | Komentarze 13
To ten, tego... Byłoby na tyle w temacie zaciskania zębów, gdy należało pochwalić ładną aurę, żeby ta wredota nie zechciała się zepsuć. Przez dwa ostatnie dni nie chwaliłem, mimo że było całkiem spoko, a i tak przyszło to, co dziś - zimno (choć jeszcze lekko powyżej zera), na szczęście wciąż sucho, ale za to wiatr znów zaczął się popisywać i swoją siłą robić z półotwartej lodówki istny zamrażalnik. Co - w połączeniu z wykonaniem połowy kursu przez miasto - dało wynik zaiste emerytalno-rentowy.
Trasa to klasyczna "pietrucha" w wersji: Dębiec - Wartostrada - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Kliny - Mielno - Wierzonka - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Bogucin - Główna - Bałtycka - Wartostrada - Dębiec.
Gdy byłem w Wierzonce, zdecydowałem - za namową Grigora - zatrzymać się na chwilę przy tamtejszym kolosie, czyli gospodarstwie rolnym. Niestety, nie dość, że wszystko pozamykane na trzy, a nawet cztery spusty, to jeszcze zakazy wstępu, a w środku jakieś szemrane towarzystwo. Postanowiłem nie ryzykować, tym bardziej, że akurat w słuchanym audiobooku Żulczyka tłumaczono coś za pomocą miksu z robienia kotleta z twarzy z pokazywaniem, że klamka niekoniecznie zawsze oznacza element przy drzwiach :) Zrobiłem tylko foty z daleka, spróbowałem odczytać, co jest na jednej z tablic (nie do odszyfrowania) i poleciałem dalej.

Aha, zawsze lubiłem te kółeczka na starych bramach :)
Na moim ulubionym odcinku prowadzącym do Kobylnicy postanowiłem zatrzymać się na chwilę koło lasu. Taaaa... :/
Tutaj Relive.
- DST 53.55km
- Czas 01:47
- VAVG 30.03km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 173m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Modelowo
Niedziela, 25 listopada 2018 · dodano: 25.11.2018 | Komentarze 14
Dzisiaj - podobnie jak wczoraj - było paskudnie :) Znów niezbyt mocny wiatr, temperatura powyżej zera i takie tam, choć muszę przyznać, że dość mokre drogi i spore zachmurzenie w trakcie wyjazdu pozwoliły mi na nieco mniejszy wyrzut sumienia podczas pisania poprzedniego zdania. A ono z kolei ma nie prowokować aury, zgodnie z teorią, iż jak chwalę pogodę, to ona w zamian postanawia się skopać :) I niestety wychodzi na to, że jednak nie mam z tym nic wspólnego, bo od jutra podobno wraca mróz...
Trasa to wschodni miszmasz: dom - Lasek Dębiński - Starołęcka - Głuszyna - Sypniewo - Koninko - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczytniki - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom.
Tutaj Relive.
Z zaskoczeniem zauważyłem, że z opisywanym niedawno remontem kasztanowej alei na granicy poznańskiego Sypniewa i Koninka uporano się w mig - co prawda ładny asfalt jest jedynie do połowy drogi, ale lepsze to niż nic.

Po południu udało się jeszcze zdążyć zaliczyć coś, na co ostrzyłem sobie od jakiegoś czasu szczerbate ząbki, a mianowicie zorganizowaną w Zespole Szkół Komunikacji przez Poznański Klub Modelarzy Kolejowych z okazji Katarzynek wystawę makiet i miniatur, zawierającą tę najsłynniejszą, ze stacją Międzychód Letnisko. Genialna sprawa i wielki szacun dla organizatorów i hobbystów, bo każda makieta miała swój osobny nadzór, kontrolę ruchu, a nawet zamykane szlabany na rogatkach, o dbałości o szczegóły nie wspominając :)










No i przy okazji udało się (na razie z dołu) podpatrzeć coroczną atrakcję na Placu Wolności.

EDIT (po godzinie 23 tego samego dnia): tak mnie zauroczyły te mikro składy, że zrobiłem krótki filmik z modelarskich odwiedzin:
Niestety dzieciarni z niego nie dało się usunąć :) Ale trzeba przyznać, że wyjątkowo dawała radę, bo nie wrzeszczała, a skupiała się na podziwianiu.






