Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239634.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.75km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.51km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 180m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Go east

Sobota, 6 kwietnia 2019 · dodano: 06.04.2019 | Komentarze 7

Oj, ciężko się było rano zwlec z wyra, bo co najmniej pięć razy mieliśmy w nocy pobudkę. Kropa bowiem musiała wczoraj ukradkiem coś zeżreć, gdyż zafundowała nam kuchenne - czyli gastryczne - rewolucje, a mówiąc wprost: nocne rzyganie. W końcu na szczęście sytuacja się ustabilizowała, lecz nie tylko ona rano się snuła, ale i ja. W moim przypadku wyjścia nie było, ogarnąć się musiałem, bo sobota pracująca, a kręcenie samo się nie wykona, natomiast pies wciąż jakiś nieswój. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe.

Niestety huragan wrócił na swoje z góry upatrzone pozycje i znów napieprza mocno ze wschodu. Wynik dzisiejszy więc ponownie dupy nie rwie, ale pocieszające jest to, że choiaż temperatura się ustabilizowała i nie ma ciągot do ekstremów w jedną czy drugą stronę.

Wykonałem - za zdrowie Kropy - takiego oto wschodniego pieska: Dębiec - Las Dębiński - Starołęcka - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - dom.



Na koniec - z cyklu "ze świata absurdu (czyt. DDR-ek)" - Starołęcka, czyli postrach kolarzy. Dzisiaj wszyscy spotkani solidarnie ją olewali, co oznacza, że jakieś pokłady normalności w narodzie wciąż drzemią :)

A tu, w Borówcu - zgodnie z oznakowaniem po prawej - jedna z najlepszych dróg pieszo-rowerowych koło Poznania. Tylko nie wiem, co na niej robi samochód :) 

Uwielbiam, jak urzędasy nie potrafią zrobić czegoś zgodnie z - nie ma co ukrywać - niezbyt skomplikowanymi przepisami. Rowerzyści mają dzięki temu łatwiejsze życie, a nawet nadgorliwy policjant musiałby się poddać, gdyby chciał mnie tu zatrzymać. Bo za co - stosowanie się do znaku drogowego? :)




  • DST 51.60km
  • Czas 01:46
  • VAVG 29.21km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 224m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lepszość

Piątek, 5 kwietnia 2019 · dodano: 05.04.2019 | Komentarze 4

Nie szalejąc z przesadnym optymizmem, trzeba dziś stwierdzić fakt - pogoda była zacna. Oczywiście prócz wiatru, bo ten trzymał swój rzeźniczy poziom, jednak i tak wydaje się, iż jechało się lżej niż wczoraj. Co prawda to wrażenia przypalanego codziennie żelazkiem przez tatusia dziecka, które cios kończący się zaledwie wybiciem zębów traktuje jak pieszczotę, ale jednak... :)

Z trasą nie kombinowałem za bardzo, tylko wykonałem w tę i nazad, z jedynie małymi korektami. Ruszyłem z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, Rogalin i Świątniki do moich ulubionych Radzewic, a wróciłem z grubsza tak samo, tylko olałem Mosinę i skróciłem drogę przez Puszczykowo, przejeżdżając znów przez felerny przejazd kolejowy (są znicze). 

W Radzewicach jak zwykle chwila relaksu. Jest już zainstalowany pomost.


No i przyuważyłem pierwszego w tym roku imigranta :)

W Świątnikach dopadło mnie dwóch szoszonów, ładnie pozdrowili, ale finalnie i tak do Radzewic ja prowadziłem peleton. Chłopaki chyba jednak dopiero zaczynali sezon, bo nawet nie musiałem oglądać się za siebie, sprawdzając czy siedzą mi na kole - wystarczyły przeraźliwe dźwięki wydobywające się z łańcuchów :)

Poza tym w końcu można się było cieszyć kręceniem - ciepło takie, jakie lubię (kilkanaście stopni, nie więcej, nie mniej), słońce nie prażące, a pozytywnie nastawiające, jeśli tylko mi skorygują wiatr, nie będę w ogóle marudził.


Relive TUTAJ.




  • DST 53.15km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.22km/h
  • VMAX 55.80km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 216m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przewietrzony Kórnik

Czwartek, 4 kwietnia 2019 · dodano: 04.04.2019 | Komentarze 23

Mam nadzieję (wiem, wiem, czyją jest matką), że to już jeden z ostatnich dzionków, gdy muszę skupiać się bardziej na utrzymaniu w pionie niż na samej jeździe. Póki co jednak huragan trwa, a co za tym idzie cierpienia me są wciąż te same jak ostatnio, więc rozwijał się za bardzo nie będę, bo ile można?

Dzisiaj ponownie wykonałem przewietrzony Kórnik, czyli zgrabne kółeczko w wersji: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Mieczewo - Kórnik - Borówiec - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - Dębiec.

Przygód nie było za wiele, choć już samo kręcenie pod wiatr to przygoda, że hej :) Na szczęście znów trochę ratował mnie las...

...tam, gdzie był.


Największe emocje - jak zwykle - były u Adolfa. Przez ten kilometr nawet nie da się kląć, bo grozilo to przygryzieniem języka :)

Na przejeździe kolejowym w okolicach Koninka wyjątkowo nie stałem, bo... Hmm. Ktoś chyba o czymś zapomniał.

A skoro już jesteśmy przy kolei. Przejeżdżałem dziś przez przejazd w Puszczykowie, na którym odbyła się wczoraj ta tragedia


Teren jest już posprzątany. Szkoda wielka ludzi, którzy tu zginęli przez - niestety - świadome olanie przepisów przez kierowcę karetki (co wyszło na nagraniu). Spieszyć się nie musiał, bo nie jechał na sygnale, bez pacjentów. Inna sprawa, że gdyby zamiast systemu pozostawiony był tam dróżnik, może udałoby się zareagować. Jedyny z tego plus (choć to złe pojęcie), że takie sytuacje może zmuszą innych do myślenia przed wykonaniem podobnego manewru... :/




  • DST 51.45km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.06km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 196m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wietrzny muminek

Środa, 3 kwietnia 2019 · dodano: 03.04.2019 | Komentarze 4

Muminki się cieszą radością i życiem...

Pewnie tak, bo nie muszą jeździć rowerami przy takim wietrze, trolle jedne! :)

Ja niestety wyjścia nie mam - nałóg to nałóg. A że pogoda niby była ładna, to wymówek nie było. Tym samym mam za sobą kolejny rzeźniczy wypad z gatunku "utrzymałem się w pionie, hurrra!". Jednak przyznać muszę lojalnie - wczoraj było gorzej.

Wykonałem tytułowego "mumina", czyli trasę z Dębca przez Dębinę, Starołękę, Jaryszki, Koninko, Szczytniki, Sypniewo, Głuszynę, Babki, Czapury, Wiórek, Rogalinek, Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę, Luboń i do domu.


Uwielbiam te rejony, ale dziś marzyłem jedynie o powrocie. Udało się.

Zdziwiła mnie po drodze tylko jedna rzecz - w Rogalinku, w którym nie byłem może maks dwa miesiące, wyrosło takie coś:

Nie, nie śmieszka, ona tam była od dawna, od kiedy pamiętam znakomicie wygląda z pewnego oddalenia. Od środka nie wiem :) Chodzi mi o te domki - cóż za tempo powstawania! Chyba jednak bałbym się mieszkać w czymś takim. Przy tych wiatrach... :)




  • DST 53.30km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.33km/h
  • VMAX 54.40km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 217m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lasuszukanie

Wtorek, 2 kwietnia 2019 · dodano: 02.04.2019 | Komentarze 11

Chciałbym, naprawdę bardzo chciałbym kiedyś zacząć wpis od zdania: oj, jak bardzo... NIE wiało.

No ale niestety. Jaki koń jest, każdy widzi.

Dziś była rzeźnia. Według prognoz podmuchy dochodziły do ponad 50 km/h, co zdecydowanie jestem w stanie organoleptycznie potwierdzić. W sumie 100 km/h też bym potwierdzić, tak gnoiło. W związku z tym jedynym wyjściem było szukanie ochrony wśród drzew, których na szczęście jeszcze trochę w okolicach Poznania zostało. Z dużym akcentem na "jeszcze".

Szosą do lasu tak nie za bardzo, ale tereny południowe i wschodnie mają dwa błogosławieństwa: Wielkopolski Park Narodowy oraz Rogaliński Park Krajobrazowy. I dzięki nim jakoś udało się dziś przeżyć, gdyż właśnie przez te tereny, a konkretnie: Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Rogalinek, Rogalin, Świątniki i Mieczewo, dotarłem do Kórnika.

Gdzie las był, tam był. Szyszkowanie trwa w najlepsze.

Od tego momentu było już łatwiej, bo wiało z boku, a nawet czasem w plecy. Skierowałem się przez Skrzynki do Borówca, zaliczając przy okazji zemstę Adolfa, czyli tamtejsze płytowisko. W Borówcu sympatyczne pamperki z grubsza mi uświadomiły, gdzie mogły trafić drzewka z poprzedniego zdjęcia.

Następnie przez pola - Koninko, Jaryszki, Krzesiny i Starołękę - dotarłem do Dębiny i skierowałem się do domu.

Plan na dziś - przeżyć - wykonałem. I w sumie cieszyłem się, że nie miałem czasu na więcej, bo te pięć dych wystarczyło mi w zupełności, żeby kilkaset razy zadać sobie pytanie: po cholerę mi ten rower? :)

Relive TUTAJ.

Posumowanie marca, w 90% z grubsza tak wietrznego, jak początek kwietnia: przejechane 1705 kilometrów, wszystkimi możliwymi rowerami: na początku miesiąca góralem-trupem po rodzinnych Sudetach, kilka wyjazdów crossem w deszczu, no i oczywiście szosą, w tym jedna stówa, której już nigdy nie chcę powtarzać, czyli kurs przez koszmarne okolice Sieradza i Zduńskiej Woli. Średnia wyszła masakryczna, ale biorąc pod uwagę warunki, nie marudzę: 27,3 km/h.




  • DST 53.65km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.51km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 246m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śmieszko aprilis

Poniedziałek, 1 kwietnia 2019 · dodano: 01.04.2019 | Komentarze 10

Dziś rano pogoda była idealna. Pod warunkiem, że analizowało się ją z pozycji obserwowania jej zza zamkniętego okna w mieszkaniu. Gdy już jednak wyściubiło się z niego nos, wrażenia zmieniły się z plusa na minus. Niemal dosłownie, bo mimo siedmiu stopni musiałem założyć znów długopalczaste rękawiczki i zimowy zestaw ciuchów. No nie o taki pierwszy kwietnia walczylim :)

Wszystkiemu winien - oczywiście - silny wiatr. Mimo że zmienił kierunek na północno-wschodni, co dawało jakąś nadzieję na lekkie uspokojenie, zrobił się jeszcze gorszy niż ostatnio, a na pewno chłodniejszy. Do tego pomógł, owszem, ale tylko raz, gdy zmieniłem nagle drogę i nie zdążył zareagować. Wynik finalny więc jest jaki jest :/

Wykonałem północną pętelkę, z Dębca przez dawno niekręconą Wartostradę, Śródkę, Hlonda, Gdyńską, Koziegłowy i Mielno do Wierzonki, tam wjazd i zjazd do Karłowic, a powrót przez Kobylnicę, Janikowo, Miłostowo, Główną, znów Śródkę i Wartostradą do domu.

Co cieszy - kwitnąca powoli zieleń! No i słońce, które dawało dziś jedynie efekt wizualny,



Relive TUTAJ.

Na koniec kilka klasycznych fotek. O proszę, oto pieszy z funkcją bycia rowerem cargo:

Tu człowiek środka. Istny centrysta, można by rzec. Wyprzedzenie takiego to istna loteria, bo a nuż się poglądy zmienią na lewo lub prawo i...

No i piesek!

Wszystko to tylko z jednego dzionka ze śmieszkami w tle. I to nie prima aprilis, a szara polska DDR-kowa rzeczywistość :)




  • DST 57.90km
  • Czas 02:04
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 53.40km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 280m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Niedzielna Sobota oraz Wirówka w WPN-ie

Niedziela, 31 marca 2019 · dodano: 31.03.2019 | Komentarze 14

Temat zmiany czasu (przynajmniej w tę stronę) pominę, po co się denerwować? :) Przejdźmy od razu do elementów, które mniej bolą.

Wczoraj pogodna była (podobno) idealna, a ja gniłem w pracy, dziś, gdy trafiło mi się wolne, znów na pierwszy plan wszedł wiatr, pozwalający sobie na za dużo i zbyt śmiało. W związku z tym plan był jedyny: odbębnić swoje pięć dych plus i zapomnieć o kwestiach rowerowych.

Udało się. W bólach.

Duło niby z północnego zachodu (bo w praktyce: z zewsząd), ruszyłem więc z Dębca właśnie na północ, czyli przez całe miasto. Niedziela była handlowa, więc ruch samochodowy jakiś tam był, ale nie on męczył, a non stop czerwone światła. Przez nie jakoś doczłapałem się przez Górczyn, Grunwald, Jeżyce i Piątkowo do Moraska, gdzie - przy zaliczeniu wjazdów i zjazdów - obrałem drogę na Suchy Las.


Następnie przez Jelonek i Złotniki do Soboty, stamtąd do Rokietnicy, skąd po raz pierwszy zaliczyłem "makdonaldsową" serwisówkę do Starzyn, a wróciłem do domu szlakiem przez Kiekrz, ulicę Słupską, wzdłuż D92 do Bułgarskiej...


...i znów zaliczając Górczyn przywiany zostałem na Dębiec.

Na terenie widocznego powyżej stadionu odbywał się zlot miłośników kotów rasowych. Prócz więc tłumów pieszych na śmieszkach, z atrakcji wymienić mogę próbę zabójstwa mojej skromnej osoby przez jakąś tępą dzidę w aucie, z telefonem przy pysku, która tak zmyślnie wjeżdżała na parking, że ja - jadący po DDR-ce - byłem zapewne powietrzem w jej percepcji. Uratowało mnie nagłe hamowanie, a to coś, co widocznie jedną z dwóch szarych komórek zostawiło w domu, nawet nie zauważyło, że odpowiadałoby za upaćkanie asfaltu moją juchą.

Relive TUTAJ.

Po południu swoje dostała Kropka. Udało się zrobić sporą ilość kilometrów po WPN-ie, tym razem eksplorując tereny między Wirami a Szreniawą. Czyli istna Wirówka. Zaczyna być ładnie, choć to jeszcze nie "to", bo kolorów brak (za wyjątkiem końcówki, gdy wyszło słońce). Starałem się patrzeć aparatem w górę, szukając ptaków, ale zamiast tego napotkałem inne ciekawostki, a także ze dwa enty (jeden wciąż żywy, drugi już średnio) :) Jakby co - prócz fotek Relive tu :)
Herszt - WPN
Trawka! Zielona! - WPN
Napotkany ent - WPN
Hmm... - WPN
Szczęście - WPN
Bonanza - WPN
U siebie - WPN
Dobranoc... - WPN
Tylko kolorów jeszcze brak - WPN
Cyrkowo - WPN
Tylko parowozu tu brak - WPN
Swojsko - WPN
W stronę słońca - WPN
Małe Shire :) - WPN




  • DST 51.60km
  • Czas 01:46
  • VAVG 29.21km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kondominium i wężowisko

Sobota, 30 marca 2019 · dodano: 30.03.2019 | Komentarze 7

Chyba idzie dobre. Dzisiaj co prawda nie odczułem tego za bardzo na własnym przykładzie, bo sobotę miałem pracującą i ruszyć musiałem skoro świt (czyli przed dziewiątą rano), gdy pogoda się jeszcze nie rozkręciła (maksymalnie było dziesięć stopni), ale zapewne już miliardy rodaków, które zdecydowały się odkurzyć swoje piszczące i ćwierkające rumaki, bo "sezon" się zaczyna, już tak.

Udało mi się wykonać jedynie klasyczne "kndominium" w wersji: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Szreniawa - Komorniki - Poznań i nic więcej. Jechało(by) się lepiej, gdyby wiaterek się zdecydował, skąd chce dmuchać, prócz tego, że mi w pysk, ale poza tym było całkiem sympatycznie. Może nie ideał, ale coraz lepiej :)

Co ciekawe, stałem nie tylko na wahadle w Witoblu (wciąż kopią w ziemi i kopią moją ukochaną trasę potencjalną śmieszką), ale tam, gdzie aktualnie w tygodniu już można - dzięki otwartemu niedawno odcinkowi S5 - przejechać bez problemu, czyli w Komornikach. Ewidentnie ludożerka trasnportowała się ze wsi do poznańskich galerii, bo wzmożony ruch był tylko w jedną stronę. W sumie lepsze to niż zapychanie lasów i ścieżek miliardami istot, które nie mogą się odnaleźć w dni wolne od handlu. Jutro mam nadzieję na to samo :)

Choć nie brakło i dzisiaj dość ciekawych egzemplarzy, na przykład w Łęczycy :)

Tamże - zawsze zwarty i gotowy, a dziś nawet kulturalnie nieblokujący śmieszki - dziadyga :)

Przed robotą udało mi się jeszcze nawiedzić z Kropą ukochaną Dębinkę, w godzinach lekko przedpołudniowych jeszcze dość pustą. Pies zadowolony, choć już ewidentnie ma "mój" syndrom i męczy się ciepłem :)

Za to wykazała się prawdziwym instynktem łowcy i zaczęła szczekać na coś, co kłębiło się nad wodą, a co ja bym przeoczył. Okazało się nim istne wężowisko - co najmniej dwa piękne, długie zaskrońce oraz niezliczona ilość wężowych kurdupli. Żałowałem, że nie mam przy sobie aparatu, bo ciężko było się dostać bliżej, poza tym nie chciałem niepokoić tych przepięknych gadów. Zdjęcie zrobiłem więc tylko z komórki, średnie jakościowo.




  • DST 51.85km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.03km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 168m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Heheszkowo, lecz nieśmiesznie

Piątek, 29 marca 2019 · dodano: 29.03.2019 | Komentarze 15

Kolejny rowerowy dzionek niewiele różniący się od poprzednich. W roli głównej wciąż upierdliwy wiaterek z zachodu, niezdecydowany co do wariacji niczym hipster podczas podejmowania życiowej decyzji: czy wybrać do kawy mleko bez laktozy, czy jednak być częścią świata banalnego i wypić z mlekiem zwykłym. Do tego chmurki, umiarkowane ciepełko i takie tam.

W sumie jest lepiej niż było do tej pory, ale do ideału sporo brakuje. Jednak nie ma co narzekać - to, co wchodzi aktualnie w nogi podczas walki z wiatrem, pewnie w te idealne miesiące (kwiecień, maj, czerwiec, o lecie zapomnieć, wrzesień i październik) się przyda. Oby.

Wykonałem - żeby ominąć kilka wahadeł - kombinowaną zachodnią pętelkę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Głuchowo - Chomęcice - Konarzewo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Plewiska - Poznań.

Tytułowe heheszki to oczywiście śmieszki. Temat rzeka, a w sumie bagno. Brzydkie, śmierdzące i podstępne. Dziś kompilacja dwóch z nich, niemal rocznik bieżący, bo wybudowanych w roku 2018. Jedna to ta często się u mnie pojawiająca, z Komornik, z rodzimym krawężnikowym wjazdem, nazwanym przeze mnie himalajskim.

Druga to coś, co do tej pory omijałem z daleka (przynajmniej od momentu formalnego otwarcia), lecz nadszedł i ten moment, wymuszony ryciem asfaltu w centrum Dupiewa. Co prawda wjechałem tylko na kawałek, żeby porobić fotki, ale odhaczam jako zaliczone :)


I jedyna rozsądna perspektywa, z której powinno się to gówno oglądać.

Ciężko mi stwierdzić, jak długo będą mnie jeszcze takie rzeczy irytować. To znaczy chyba wiem - albo do momentu, gdy Holandia lub Dania dokonają Anschlussu ziem polskich i zrównają te antyrowerowe wynalazki z ziemią, lub gdy odgórnie ktoś tu kiedyś wpadnie na pomysł, że jazda ma być przyjemnością, a nie męczarnią i wyda zakaz robienia nas w w DDR (Dymać, Dymać Rowerzystów). Najbardziej boli mnie to, że nikt, absolutnie nikt, nie ma kontroli nad tym, co jakiś samorządzik na zadupiu wymyśli - co z tego, że miasto Poznań ma swoje standardy, konsultowane z zainteresowanymi, gdy kilkanaście kilometrów poza jego granicami kwitnie trzeci świat i człowiek musi bardziej koncentrować się na tym, żeby nie rozwalić sprzętu, a nie na przyjemności z uprawiania najpiękniejszego ze sportów...

Ech! :/




  • DST 53.00km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.14km/h
  • VMAX 53.70km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 226m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na Arenie

Czwartek, 28 marca 2019 · dodano: 28.03.2019 | Komentarze 4

Na początek pozytywnie: nie było dziś aż TAK źle :) Tylko trochę. 

Wiatr wciąż muli i muli, tak po swojemu, bo niemal nieodczuwalnie podczas postoju, a sekundę po ruszeniu pojawia się to specyficzne szumienie i niewidzialna ściana rusza razem z nami, tylko w przeciwną stronę. Do momentu, gdy my ową stronę zmienimy, wtedy oczywiście podąża naszym śladem.

Jednak to nie powiewy były dziś największym upierdliwcem. Były nimi korki, które trafiły mi się już na Dębcu, potem ciągnęły kawałek przez Górecką, a gdy dojechałem do Hetmańskiej, musiałem szukać alternatywy, bo pewnie stałbym jeszcze do teraz.

Tym samym, robiąc lekki skok w bok, odwiedziłem sobie Arenę. Obiekt ten, w momencie otwarcia, czyli jeszcze w pierwszej połowie lat 70., był może innowacyjny jak na polskie warunki, ale aktualnie trąci myszką, a zaplanowana renowacja co roku jest odwlekana. A szkoda, bo choć jest w Poznaniu sporo alternatyw (choćby genialna Sala Ziemi na Targach), to sądzę, że przy rozsądnym planie dałoby się z tego zrobić całkiem sympatyczny obiekt.


Jakoś doczłapałem się przez czerwone, czerwone, a potem czerwone, do Golęcina, z którego w końcu mogłem (po kilkunastu kilometrach) zacząć jechać, a nie stać. Koszalińska to aktualnie jedna z moich ulubionych tras, o dziwo nawet tam, gdzie jest DDR-ka, bo akurat ta trzyma poziom. Klasyczna fota oczywiście musiała zostać zrobiona:

Od tego momentu zaczęła się przyjemność z jazdy. Minąłem Strzeszynek, Psarskie, Kiekrz, wspiąłem się do Rogierówka i zjechałem do SS-ki w Sadach i Swadzimiu, a wróciłem sobie przez Lusowo, Zakrzewo, serwisówki i Plewiska do domu. I nawet zdążyłem do pracy.

Powoli, bardzo powoli, pojawiają się w końcu kolory na krzakach i pojedynczych drzewach. Niech żyją, żyją nam! :)

Relive TUTAJ. Uwaga, zawiera koreczki.

PS. Jakby ktoś chciał fachowej porady w temacie: czy warto obudować telefon i montować szkło ochronne, to odpowiadam: warto :)