Info
Suma podjazdów to 799329 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Sierpień22 - 17
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 107.00km
- Czas 03:29
- VAVG 30.72km/h
- VMAX 57.30km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 445m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Seta kościelna, czyli miś na dziś
Środa, 7 sierpnia 2019 · dodano: 07.08.2019 | Komentarze 19
Za zrobienie jakiegoś wspólnego dystansu z kolegą BUS-em wstępnie zbieraliśmy się od jakiegoś czasu, ale wciąż nie pasował któryś z terminów. W końcu jednak udało się zgrać i na wolną środę zaplanować wypad. To znaczy wrrróćć, ja tylko dałem znać, że mi pasuje, ustaliliśmy, że robimy stówę, mamy na nią ze wszystkim maks cztery godziny, a wybór szlaków zostawiłem towarzyszowi, który z natury nie rusza się z domu bez zamiaru zrobienia czegoś w granicach 100+.
Zbiórka została ustalona na punkt dziewiątą rano i niczym w zegarku każdy z nas pojawił się o tej godzinie na Rondzie Śródka (dotarłem tam oczywiście głównie Wartostradą), z którego bez zbędnych formalności udaliśmy się na wschód, czyli ulicą Warszawską, a następnie wzdłuż DK92. I tu, jako że z BUS-em jechałem już któryś raz, dość intuicyjnie poszła nam synchronizacja sposobu jazdy - ja, który jednak wolę zatrzymywać się na czerwonym, chcąc nie chcąc stawałem, a kolega mający do tego tematu, hmm, bardziej luźne podejście, swoimi sposobami mijał skrzyżowania. I każdy był zadowolony, bo jeden mógł oszczędzać siły na dalszą drogę, a drugi (to ja!) z musu cisnąć na pedały, żeby nadrobić różnicę :)
Tak było przez jakieś trzydzieści kilometrów - w tym czasie udało się minąć Swarzędz, Jasin, Paczkowo, Kostrzyn, Siedlec i dotrzeć do Nekli, gdzie nastąpił pierwszy przystanek. I to... przy kościele. Ale za to jakim! Na tyle specyficznym, że aż żal było go dokładnie nie obejrzeć, bo bardziej przypomina cerkiew niż typowe katolickie świątynie.
Po zaparkowaniu udało się wyhaczyć pewnego jegomościa koszącego trawę dookoła przybytku. A skoro już tam był, to nie omieszkałem zapytać, czy zamknięty kościół na pewno musi być zamknięty :) Okazało się, że niekoniecznie, owym jegomościem okazał się (sprawdziłem potem w necie, bo był w cywilu) proboszcz, który sam z siebie poleciał na plebanię po klucze i od strony zakrystii wprowadził nas do środka. A tam wiele smaczków, które naprawdę warto zobaczyć, zaczynając od rozet, przez bardziej klasyczne witraże, aż po zabytkowe obrazy, zawierające interesujące wschodnie motywy.




Co ciekawe, budynek nie jest specjalnie stary, bo budowany w latach 1899-1901, na miejscu drewnianej świątyni z XVIII wieku, jednak większość elementów pochodzi właśnie z tamtego okresu. Oprowadzający nas duchowny okazał się całkiem dobrze zorientowany, za co mu chwała, jak i za samą chęć pokazania tego, co najciekawsze. Rzadko chwalę za coś księży, więc tym bardziej brawa :)
Jedyne, co pozostało zagadką, to pytanie: skąd pomysł na taki bizantyjski wygląd?



Trochę czasu zeszło, trzeba było więc lekko przyspieszyć - do kolekcji zdjęć doszedł jeszcze tylko zabytkowy sprzęt przy niekielskim OSP...
...a my świetną leśną drogą dotarliśmy do Czerniejewa, gdzie oczywiście nie zamierzaliśmy korzystać z polskiej myśli technicznej.

Całkiem imponujący kościół Jana Chrzciciela został tym razem ominięty...
...lecz pałacu w Czerniejewie olać się, co zrozumiałe, nie dało. Przepiękny kompleks budynków, które powstawały od 1771 roku, wciąż robi wrażenie, choć ostra renowacja by się przydała, nie ma co ukrywać :)


Jednak i tak najbardziej urzekł mnie zagadkowo brzmiący Szlak Misiów, który odkryłem za mostkiem, sugerując się podróbą Uszatka :)


Dalsza część trasy to znów znakomity asfalt oraz wynalazki, których się wystrzegaliśmy.
Przez Wierzycę i wieś idealną dla propagandystów pewnej rządzącej partii...
...dojechaliśmy do Pobiedzisk, w których nakarmione zostały żappsy, do tego w cenach promocyjnych :) A dalej już świetna trasa przez Puszczę Zielonkę do Tuczna. Tamże zobaczyłem jedne z piękniejszych koni, jakie zdarzyło mi się "upolować".
Końcówka, czyli ostatnie 25 kilometrów, to już dobrze objeżdżone rejony - Karłowice, Wierzonka, Kobylnica, Janikowo, Bałtycka, Główna i do Śródki, gdzie nastąpił rozjazd - mnie czekał jeszcze kawałek po bruku i potem Wartostradą do domu.
BUS - dzięki za walkę, motywację do sety oraz za pomysł na trasę, było ciekawie, do tego udało się zdobyć "bonusa" w postaci kompleksowego odwiedzenia kościoła w Nekli, pustego, czyli najciekawszego. Wiatr momentami był upierdliwy, ale jakoś udało się wycisnąć przyzwoitą średnią. Szkoda tylko, że pod koniec już łeb mi pękał, bo zrobiło się dla mnie zdecydowanie za ciepło. Na całe szczęście udało się przejechać bez zagrożenia burzami - te przyszły do Poznania dopiero po południu.
Zdecydowanie pozytywny wyjazd :)
Poniżej trasa, a Relive TUTAJ.
- DST 62.40km
- Czas 02:08
- VAVG 29.25km/h
- VMAX 52.60km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 205m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wydrokindżał
Wtorek, 6 sierpnia 2019 · dodano: 06.08.2019 | Komentarze 10
Ponownie dzisiaj główną "atrakcją" wypadu był wiatr, łaskawie pomagający (a może bardziej - mniej przeszkadzający) przez jakąś jedną piątą jazdy, a przez resztę centralnie uwalający. No życie. Do tego powoli robi się znów ciepło (dla mnie za ciepło) - fuj!
Trasa to klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Pisać za bardzo nie ma o czym, bo skończyło się na powolnym człapaniu, więc jedynie dwie smętne fotki :)

W sumie lepiej bawiłem się na spacerze z psem, bo znów udało mi się odbierając nadgodziny spełnić swój proczworonożny obowiązek. Dzisiaj ponownie Dębina, ale tym razem misja pod kryptonimem "kindżał" oraz "wydra" :)





Do pracy zaś podjechałem testowo nie Czarnuchem, a staruszkiem STR-em, który został chwilowo reanimowany - po wymianie linek i klocków da się nim jeździć bez większego ryzyka. Tylko po co? :)
- DST 61.00km
- Czas 02:05
- VAVG 29.28km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 135m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Niby sympatico
Poniedziałek, 5 sierpnia 2019 · dodano: 05.08.2019 | Komentarze 13
Dzisiaj jazda mogłaby być całkiem sympatyczna, bo temperatura znakomita i słońce takie nieśmiałe, gdyby nie wiatr, który zachowywał się z grubsza tak samo jak wczoraj - upierdliwie i złośliwie. Wiem, nic nowego nie napisałem, ale troszkę zasłużonej żółci się należy gnojowi za to, że znów nie zamierzał pomagać w temacie walki o średnią, a wręcz chciał ją sprytnie uwalić. W sumie się udało :)
Trasa to znów sporo miejskich klimatów, poszerzonych o te swarzędzkie, wcale nie lepsze, a fragmentami nawet gorsze. Trasa: Dębiec - Wartostrada - Malta - Warszawska - Antoninek - Swarzędz - Jasin - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiecki - dom.
Przygód - na szczęście - zabrakło, czyli nuuuuda :)

Relive TUTAJ.
Dystans zawiera drogę do pracy, ale jeszcze przed nią udało mi się zrobić pięciokilometrowy spacer z Kropą po Dębinie, dziś fantastycznie pustej. Za to po raz pierwszy widziałem tu taaaaaką rybę (to ten podłużny cień widoczny w prawym dolnym rogu).
Pies za to w nastroju klasycznym :)


Relive z Dębiny - TUTAJ.
- DST 55.20km
- Czas 01:53
- VAVG 29.31km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 170m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
OSP-ale
Niedziela, 4 sierpnia 2019 · dodano: 04.08.2019 | Komentarze 14
Mimo wolnej niedziel byłem ograniczony czasowo, ale jakoś udało się zarówno w miarę wyspać, jak i zrobić swoje pięć dych przed południem. To jak godzenie żywiołów niemalże.
W końcu udało mi się wykonać plan, z którego ostatnio wycofywałem się przez korki już podczas jazdy, czyli pojechać tam i z powrotem na północ, przez całe miasto i dalej, żeby sprawdzić, jak pozmieniały się okolice trasy na Oborniki. Nie żeby było tam coś interesującego (wręcz przeciwnie), ale czasem trzeba zrobić obchód podwórka.
Tym samym dzisiejszy kurs to glizda w wersji: Dębiec - Hetmańska - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Obornicka - Suchy Las - Jelonek - Złotniki - Złotkowo - Chludowo, tam objazd wsi i nawrotka praktycznie swoimi śladami.
Z braku większych atrakcji, obowiązkową fotę z rowerem zrobiłem przy OSP w Chludowie. Gdzieś trzeba było :)

Przy okazji wyhaczyłem ulicę przy której śmiało mogliby mieszkać rodzimi artyści, piłkarze i spora grupa polityków.
W tym czasie kibicowały mi dwa kropkopodobne stwory :)
W sumie jechałoby się całkiem miło i sympatycznie, gdyby nie wiatr, który wczoraj chwaliłem, a dzisiaj już tylko przeklinałem. Miał pomagać przy powrocie, a tymczasem... Oto ujęcie, gdy jechałem na północ...
...a to w tym samym miejscu podczas powrotu. Dziękuję, wredny gnoju! Moja skopana średnia również :)
O tym, że dawno mnie nie było w tych rejonach, niech świadczy fakt, że w międzyczasie powstał za Złotkowem pałac prezydencki za niemieckie pieniądze :)
A tu moje ulubione oznakowanie w Poznaniu, na Moście Narutowicza, tym razem sfocone z drugiej strony niż zazwyczaj - po raz kolejny jednak wybaczyłem kierowcom, że jechali po drodze pieszo-rowerowej, zgodnie z oznakowaniem umieszczonym po prawej. Niech mają :)
Tu zagadka - po co jest ta sygnalizacja, jeśli weźmie się pod uwagę, iż nie ma tu (znów Złotkowo) żadnego styku z inną drogą, a najbliższa zebra jest kilkaset metrów dalej? Od razu mówię, że nie znam odpowiedzi :)
No i na koniec ulica Dmowskiego i pozostałości po jednej z wielu antyrowerowych zemst Grobelnego. W sumie jaki patron, takie realia - arcypolskość w pigułce :)
Relive TUTAJ.
- DST 65.00km
- Czas 02:09
- VAVG 30.23km/h
- VMAX 54.30km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 246m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Sierpienie
Sobota, 3 sierpnia 2019 · dodano: 03.08.2019 | Komentarze 12
Wbrew możliwym tytułowym skojarzeniom, nie cierpiałem dziś podczas jazdy, a wręcz przeciwnie - pogoda jest na początku sierpnia na tyle znakomita, że kręci się z przyjemnością. Nie ma upałów, póki co nie pada, wiatr wieje mało upierdliwie... Zacnie.
Pewnie gdyby nie odcinek miejski (kolejny już raz), byłoby jeszcze fajniej, choć i tak dziś względem wczorajszego dzionka było o piekło lepiej - większość aut jakby wyparowało z ulic, a na czerwonym stałem jedynie gdzieś w 80% możliwych przypadków, a nie w stu :)
Trasa to sprawdzone północno-zachodnie kółeczko: Dębiec - Górecka - Hetmańska - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Kobylniki - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań. Tak jak na Relive, które pokazuje pod koniec szaleństwo Endo :)
Zaliczyłem oczywiście Koszalińską, a jak :) Mam słabość do tej pięknie położonej w lesie długiej ulicy, na której nie może się obyć bez klasycznej foty. Dziś z lekko innej perspektywy.
Reszta bez zmian - czyli polna nuda.
Od Strzeszyna do Kiekrza kręciłem z pewnym szoszonem na karbonie, który usilnie (która to już osoba?) namawiał mnie na spd. Argumenty jak zwykle logiczne, ale kto powiedział, że rowerem musi rządzić logika? :) A gdy zbliżaliśmy się do przejazdu kolejowego na Psarskim i zobaczyliśmy zamknięte rogatki, zaczęliśmy gadać o tym, że najgorzej, gdy ten się otwiera, a po sekundzie zamyka ten sto metrów dalej. I... zostało wykrakane. Bo dokładnie tak było.
Do dystansu doszedł jeszcze dojazd do pracy.
Przypomniałem sobie, że zapomniałem :) O czym? O podsumowaniu lipca. Miesiąc to był specyficzny - zaczęty w górach, potem z awarią szosy i tygodniem eksplorowania wielkopolskich lasów, a gdy wróciłem na wąskie koła, to zamiennie były albo upały, albo wiatr. Jakoś się jednak udało uzbierać te 1815 kilometrów, z nieciekawą średnią na poziomie 27,7 km/h. Spacerów z Kropą wyszło jakoś mniej, bo tylko 55 km, ale miesiąc miałem wybitnie zarobiony.
- DST 72.20km
- Czas 02:32
- VAVG 28.50km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 231m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobotnio i turystycznie
Piątek, 2 sierpnia 2019 · dodano: 02.08.2019 | Komentarze 8
Dzisiejszy wypad zawiera jedno kluczowe słowo: korki. Co z tego, że pogoda była sympatyczna, nie wiało specjalnie, nie padało i takie tam, skoro głównie stałem?
No właśnie. Czekam na odpowiedź :) W sumie to nie czekam, ale jakoś trzeba zamknąć pierwszy marudzący wątek.
Pierwotnie miałem wykonać - w związku z północnymi podmuchami - trasę w tę i z powrotem, ale gdy już przepchałem się przez cały Poznań na osi S-N (Dębiec - Górecka - Hemtańska - Górczyn - Jeżyce - Golęcin - Obornicka) i przez Suchy Las dopchałem do miejsc nieco luźniejszych, stwierdziłem, że nie ma opcji, wracam naokoło, z wiatrem bocznym, ale mimo wszystko mniej szkodliwym dla mózgu. Tym samym do domu dotarłem zaliczając miejscowości: Jelonek, Złotniki, Sobota, Bytkowo, Rokietnica, Starzyny, a następnie poznański Kiekrz, Strzeszyn, ponownie Golęcin, Jeżyce, Grunwald i Górczyn.
Znów byłem dziś o dzień za wcześnie :)
Klasyczna fotka z Koszalińskiej, dziś z innej strony.
Natomiast cała reszta z grubsza wyglądała tak:

Później jeszcze rowerem do pracy - na Dolnej Wildzie zostałbym placuszkiem, ale takim uprzywilejowanym placuszkiem, bo miałem pierwszeństwo na przejeździe rowerowym. Kierowca przynajmniej miał na tyle przyzwoitości, żeby zapytać, czy wszystko ok i przeprosić.
Reszta kilometrów to krótkie oprowadzanie bikestatsowego Axassa po centrum, bo kolega wybrał się z Łodzi na maraton w Kórniku, jako punkt przesiadkowy wybierając właśnie Poznań. Mam nadzieję, że miasto się podobało (wstępnie wiem, że tak, ale o szczegółach przeczytam dopiero za kilka dni), choć mój Czarnuch był tu zdecydowanie bardziej praktyczny niż szosa :)
- DST 54.10km
- Czas 01:48
- VAVG 30.06km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 202m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Za jelonkiem
Czwartek, 1 sierpnia 2019 · dodano: 01.08.2019 | Komentarze 9
Dzisiaj wpis ekspresowy. Czasem trzeba, gdy trzeba :)
Fajna pogoda się zrobiła, nie było za
gorąco i zbyt słonecznie, pojawił się co prawda delikatny deszczyk, ale
nie przeszkadzał zbytnio w jeździe. Nie wiało też jakoś specjalnie
mocno, a to, że klasycznie jechałem najpierw pod, a potem też pod
podmuchy, przecież nie jest niczym nowym :)
Trasa to
"kondominium" w wersji: Poznań - Komorniki - Szreniawa - Trzebaw -
Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina -
Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.
Najfajniejszym momentem był ten, gdy wyprzedził mnie pewien jelonek, za którym udało mi się pokręcić kilka kilometrów do granic Stęszewa. Szkoda, że tylko tam, bo ów Bambi-gigant cudownie utrzymywał 40 km/h i aż było szkoda się z nim rozstawać :)
Oto Jasio Jelonek (John Deere) w całej okazałości. Nie sądziłem, że nadejdą czasy, gdy będę zachwalał takie drogowe zawalidrogi. Dziękuję, Unio :)
- DST 62.50km
- Czas 02:09
- VAVG 29.07km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 255m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Mielnolonka
Środa, 31 lipca 2019 · dodano: 31.07.2019 | Komentarze 8
W nocy padało, nad ranem przestało. Układ idealny. Tak dla przyrody, jak i dla mnie.
Dzięki deszczom i zmianie jakiegoś tam frontu upały poszły w pi...ach. Kolejna mila informacja.
No a podczas jazdy jedynie raz, przez jakieś kilkanaście minut, jechałem w kapuśniaczku. Może być, narzekać nie będę.
Tylko dwa elementy mnie dziś irytowały: oczywiście wiatr, jak wiadomo wybitny strateg, który śledził mnie tylko po to, żeby wiedzieć, kiedy zmienić kierunek podmuchów (udało mu się to skutecznie), oraz miejskie atrakcje typu czerwone świata, troglodyci za nic mający słowo "podporządkowane", czy na przykład śmieciarki blokujące drogę.
Trasa dzisiejsza to zmodyfikowana pietruszka bez naci: Dębiec - Wartostrada - Malta - Warszawska - Antoninek - Bałtycka - Janikowo - Kobylnica - Wierzonka - Dębogóra - Mielno - Kicin - Koziegłowy - Gdyńska - Wartostrada - dom.
Podczas wizyty na Malcie usiadłem sobie na chwilę koło Klemensa i popatrzyłem na jeziorko.

Po raz kolejny miałem okazję "podziwiać" nowy wynalazek antyrowerowy w Kozidupach, to jest Koziegłowach, tym razem od drugiej strony, co nie zmieniło odbioru jego całokształtu.


I oto kwintesencja logiki istnienia takich abstrakcji: gdybym zdecydował się jechać śmieszką, miałbym czerwone. Jadąc ulicą - mam zielone. Jeśli ktoś mi jest w stanie udowodnić (zakładając pełnię władz umysłowych) przy użyciu racjonalnych argumentów, że istnienie DDR-ki mi ułatwia życie, to śmiało, można próbować. Jestem otwarty na dyskusję :)
W samym Poznaniu. przy wyjeździe z Wartostrady na Most Rocha, też zakwitła już jakiś czas temu ciekawa instalacja:
Na zdjęciu tego nie widać, ale kąt jest taki, że nasi miejscowi miłośnicy dwóch kółek wolą jechać objazdem w błocku. Ja jedynie notorycznie zahaczam pedałem o deski :)
Tymczasem w Mielnie, jak to w Mielnie latem. Cisza, spokój, sielanka :)...
...z okazji deszczu bliżej dróg powychodziły ssaki leśne...
...a widok niemieckiej fabryki z wystającymi kominami zawsze będzie budził mroczne skojarzenia. No niestety.
I tym samym miesięczny limit fotek został wyczerpany niemal do końca. Skoro nie przechodzi na kolejne miesiące, to niech ma za swoje :)
Do dystansu doliczyłem dojazd do pracy.
- DST 62.30km
- Czas 02:11
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 204m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Na spalonym
Wtorek, 30 lipca 2019 · dodano: 30.07.2019 | Komentarze 10
Także i dziś zapowiadane na rano burze przeszły bokiem. Nie mam zamiaru płakać z tego powodu, wręcz przeciwnie - po raz kolejny doceniam niemal stuprocentową omylność pogodynek, pod warunkiem, że mylą się w ten właśnie sposób.
Za to karny k...oszyk (taki na bidon) za podawanie błędnie kierunku wiatru. Dziś, gdy już przepchałem się przez połowę Poznania, z Dębca przez Hetmańską, Grunwald, Jeżyce i Golęcin, zaliczając wszędzie czerwone fale, następnie przez Koszalińską dotarłem do Kiekrza, a tam zobaczyłem, że jednak ów kierunek się zmienił i teraz po tym, jak wiało mi w pysk (na szczęście nie aż tak mocno, jednak gdybym wiedział, nie zaliczałbym miejskich atrakcji), będzie wiało mi w pysk, straciłem wenę i postawiłem na rekreacyjne człapanie nóżka za nóżką, zaliczając klasyczny powrót przez Rogierówko, Kobylniki, Sady, Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo, Dąbrowę, Wysogotowo i Plewiska do domu.
Foty dwie, również klasyczne, bo wiele więcej z tych, głównie polnych szlaków nie wymodzę.

Ostatnio coś było o tym, że pod Poznaniem mamy sporo okazji do poodpoczywania sobie na zamkniętych rogatkach. Dzisiaj na Psarskim, mimo żem doświadczony życiem i dość odporny rowerzysta, skończył się mój limit wytrzymałości i musiałem puścić w powietrze wiązankę. Po tym bowiem, jak przed dobre dziesięć minut grzecznie czekałem przed szlabanem, aż łaskawie pojawił się towarowy, udało mi się ruszyć tylko po to, żeby po stu metrach stanąć przed... kolejnym przejazdem, tym razem podziwiając po jakimś czasie IC-ka... Widać to na Relive.
No i jeszcze taka oto sytuacja...
Jak wyszukałem później w necie, to trup ciężarówki, która przewoziła słomę, z niewiadomych przyczyn się zapaliła i przy okazji zjarała jakieś trzydzieści hektarów pola. Na szczęście kierowca się bezpiecznie katapultował. Cała sytuacja na drodze między Skórzewem a Plewiskami odbyła się w piątek, a smród spalenizny wyraźnie dało się czuć jeszcze dzisiaj, już nie mówiąc o dziurach w w asfalcie, które pozostaną tu pewnie jeszcze na długo.
Dziś już podjechałem w tej parówie do pracy. Starałem się nie wykonywać gwałtownych ruchów, żeby nie utonąć. Wyszło tak sobie.
- DST 52.50km
- Czas 01:52
- VAVG 28.12km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 30.5°C
- Podjazdy 217m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zakazana parówa
Poniedziałek, 29 lipca 2019 · dodano: 29.07.2019 | Komentarze 16
W nocy spotkała mnie zemsta (tylko nie wiem czyja) za możliwość wczorajszego wyspania się - dziś o 5:30 nad ranem pies zasygnalizował, że ma rozwolnienie, więc tyle miałem z komfortu powtórzenia owego wyczynu. Gdybym wiedział, jak będę cierpiał później podczas jazdy przez ukrop, wypiłbym kawę i ruszył od razu, zamiast dosypiać. No ale tego nie zrobiłem, więc mam za swoje.
Było nie tylko gorąco, ale i wietrznie, jednak tak inaczej niż wczoraj, gdy podczas powrotu powiewy pomagały - tym razem tylko przeszkadzały, mimo że flagi pokazywały co innego. Jednak to, co na ich poziomie, a to, co metr-półtora nad ziemią, to widocznie dwie różne bajki. Ta druga z elementem horroru, czyli średnią i topiącą się parówą :)
Trasa to glizda w tę i z powrotem: z Dębca przez Wartostradę, Chemiczną, Gdyńską, Koziegłowy. Czerwonak, Owińska i Bolechowo do Murowanej, tam nawrotka. TU Relive.
Każdy, kto jechał przez Owińska, wie, z czym się to je. Albo inaczej: wie, jaki odruch zbliżony do konsumpcji ma rowerzysta, zmuszony do abstrakcyjnych zachowań, żeby jakoś ogarnąć zakazy jazdy na dwóch kółkach, którymi upstrzone są te okolice. Wymiotny. Ale Owińska od niedawna nie są same! Co bowiem mamy jako element centralny, zachęcający do odwiedzin Murowanej Gośliny? Ano rower.
A co nas wita zaraz po wjechaniu do miasteczka? Proszę bardzo:
A od jakiegoś czasu nurtuje mnie sprawa przystanku w Bolechowie. O tego:
Jak to widzę: zapewne włodarz tej miejscowości otrzymał propozycję od miłych, łysych gentlemanów, że za darmo pomalują, oczyszczą, użyją nazwy kojarzonego pozytywnie przez Wielkopolan klubu i będzie git. A że przy okazji gratis powstanie celtyczek? Oj tam, oj tam, kto będzie wiedział, o co chodzi? :)
Do pracy dziś już nie jechałem rowerem, bo dotarłbym w stanie ciekłym :)






