Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239634.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.30km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 129m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Tr(z)ek

Sobota, 15 czerwca 2019 · dodano: 15.06.2019 | Komentarze 7

Dzisiaj nastąpiła kumulacja dwóch czynników pogodowych, których nienawidzę najbardziej - silnego, zmiennego wiatru z dokuczliwym upałem. W związku z tym na tym kończę swój opis wrażeń z jazdy, bo gdybym zaczął się rozwijać, to ustawa o ochronie języka polskiego poszła by się je...chać :) Dodam tylko, że nawet nie walczyłem - nie mam już na to nerwów ani zdrowia, skupiłem się na doczłapaniu do pięciu dych. I tyle.

Trasa nieskomplikowana: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Gowarzewo - Trzek - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive, nieco ucięty na początku, bo telefon zgłupiał, prawdopodobnie od tego, o czym pisałem w pierwszym akapicie :)

Na Dębinie pierwsza szosowa fota z powalonym niedawno drzewem w tle...

...w Tulcach jakieś farfocle (nawiedzenie trwa) pokazywały, że faktycznie wiało...

...nad Żernikami coś latało...

...a buszowanie w zbożach nie pomagało w ochłodzie.

No i cel dzisiejszego wypadu, znaleziony w sumie spontanicznie, bo niedawno droga była jeszcze w remoncie. Wieś o nazwie Trzek...

...po małej korekcie, dostosowanej do marki roweru, na którym tu zawitałem :)




  • DST 62.70km
  • Czas 02:11
  • VAVG 28.72km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 226m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Fajfusowość

Piątek, 14 czerwca 2019 · dodano: 14.06.2019 | Komentarze 3

Przyzwoita temperatura utrzymała się i dziś - supcio. Wiało solidnie i nieprzewidwalnie - niesupcio. Finalnie wyszedł miks fajności z niefajnością, czyli jakaś fajfusowość.

Ruszyłem po ósmej, jak zwykle niewyspany, mając w głowie świadomość, że czeka mnie walka z miejskim organizmem, co nigdy nie nastraja optymizmem. Przeczucia miałem dobre, bo już kilkaset metrów od domu stanąłem w korku, który ciągnął się do połowy Drogi Dębińskiej. Potem nie było wcale lepiej, ale już z innych względów - coś mnie podkusiło, żeby zawitać na Ratajach, gdzie co prawda ostatnio lekko ucywilizowano DDR-ki, ale sygnalizacja jak gówniana była, tak została. Tym samym na odcinku dwóch kilometrów stałem co najmniej dziesięć razy.

Trasa dzisiejsza to "pietruszka": Dębiec - Starołęka - Rataje - Malta - Główna - Janikowo - Kobylnica - Wierzonka - Karłowice - Dębogóra - Mielno - Kliny - Kicin - Koziegłowy - Gdyńska - Wartostrada - Dębiec. Tu Relive, dzisiaj bez zdjęć, bo niechcący po skopiowaniu na kompa skasowałem je sobie z telefonu. Brawo ja :)


Z zadowoleniem zweryfikowałem stan DDR-ki na Hetmańskiej po ostatnim remoncie. Jest godnie, szkoda tylko, że kasy z budżetu obywatelskiego nie starczyło na całą długość ulicy. Ale spokojnie, powolutku. Cieszy, że w końcu w Poznaniu człowiek jest bez stresu, że gdy budują coś dla rowerów, to będzie dało się po tym jeździć. To miła zmiana. Niestety na wiochach wciąż strach się bać.


Do pracy jechałem dziś Czarnuchem (dystans doliczony do całości), tak wyliczając czas, żeby zdążyć. Było na styku, bo znalazłem mini raj przy Dolnej Wildzie i zeszło mi trochę na babraniu się w błocku powstałym z kurtynowego prysznica :) 

No i na koniec - podróba Kropy, która w Mielnie, jak klasyczny wiejski kundel, wybiegła za mną, ujadając niczym co najmniej jakiś doberman. Oczywiście po moim hamowaniu nastąpił szybki odwrót :)

Dla porównania - oto oryginał, z dzisiejszego patyczkowania przed robotą :)




  • DST 62.60km
  • Czas 02:13
  • VAVG 28.24km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 153m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lusowanie

Czwartek, 13 czerwca 2019 · dodano: 13.06.2019 | Komentarze 5

Z zapowiadanych wczoraj kataklizmów wyszło jedno wielkie - za przeproszeniem - pierdnięcie. W nocy co prawda w Poznaniu była jakaś burza, ale na sucho. W sumie dobrze dla kwestii rowerowych, lecz dla przyrody niekoniecznie.

Plusem dzisiejszego dzionka była zdecydowanie temperatura - idealny ideał. Po ostatnich przeżyciach związanych z afrykańskimi upałami było wręcz bosko/diabelsko/niepotrzebne skreślić. Ale że - jak wiadomo - normalnie może być jedynie przez kilka dni w roku, to w zamian pojawił się (który to już raz?) mocny wiatr niby to z zachodu, a de facto i z południa, i z północy, bez żadnych przewidywalnych reguł. W związku z tym wynik finalny jest, jaki jest.

A nawet sobie wymyśliłem, że jak zrobię trasę w tę i z powrotem, to logika wymusi męczarnie w jedną, a radość w drugą stronę. To mi się zachciało logiki - oczywiście ona w tym przypadku nie działa :)

Trasa: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrowa - Batorowo - Lusowo i nawrotka. We wspomnianym Lusowie nastąpił główny punkt programu, czyli chwila relaksu nad tamtejszym jeziorem, gdzie panowała cisza i spokój, zakłócana jedynie upojnymi dźwiękami śpiewających i tokujących ptaków.



Cisza była zresztą gwarantowana już na wejściu. Ciekawy tylko jestem tylko tego miejsca w niedzielę. przy temperaturze 30+, około godziny 14 :) Aha, zakazu nie złamałem, grzecznie sobie podreptałem dróżką w kierunku wody.


Ja chcę normalności! Takich kilkunastu "dobrych dzionków" - umiarkowanego ciepła, słabego wiatru, braku deszczu. Wiem, za dużo wymagam :)

Relive TUTAJ.

Do dystansu doliczam dojazd i powrót z pracy.




  • DST 52.75km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.51km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 203m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Preapokalipsa

Środa, 12 czerwca 2019 · dodano: 12.06.2019 | Komentarze 11

Nic mnie tak nie motywuje do wczesnego wstawania jak perspektywa tego, że jeśli tego nie zrobię, umrę. No dobra, trochę przesadzam, ale że wrócę z łbem o wielkości zbuntowanego ula i podejrzeniem udaru, to już na pewno :)

Tym samym wyczołgałem się z łóżka w okolicach 6:30. Dawno już zapomniałem, że taka godzina istnieje. Kawka, ogarnięcie psa i w drogę. Już było grubo ponad 20 stopni na plusie, czyli na styku przeżywalności :) Spoko, po nawrotce trzy dychy zrobiły się normą. Udało się więc wykonać preapokaliptyczny wypad.

Miałem co prawda myśl o wyruszeniu Czarnuchem w las, ale zadziałała logika przeżycia - jeśli to zrobię, to co prawda ładnie skryję się w lasach WPN-u, ale i tak będę musiał wrócić do Poznania, przez zakorkowany i nasłoneczniony Luboń, tylko że dużo później niż w wypadku jazdy szosą. Decyzja była więc prosta.

Z trasą nie kombinowałem: ruszyłem z Poznania przez Luboń, Wiry, Łęczycę, Puszczykowo, Rogalinek, Rogalin i Świątniki do Mieczewa, gdzie zawróciłem i ponownie jak mucha w smole poczłapałem do domu, a docelowo do pracy.

Starałem się jechać w cieniu. Częściowo się nawet udawało, ale najczęściej nie :)


Wpadłem też na chwilę na salony. Pałac w Rogalinku stoi jak stał, dęby również :)


Spotkałem też twardego zawodnika, o którym już kiedyś wspominałem. I wciąż nie mogę wyjść z podziwu nad determinacją tego Pana, który pokazuje jeżdżąc przez cały rok, że w temacie rowerowania wszystko dzieje się w głowie - a my, fizycznie zdrowi, szukamy jedynie wymówek. 

Aha, specjalnie ruszyłem dokładnie swoim śladem do Puszczykowa, mając mikroskopijną nadzieję na znalezienie zguby, czyli połowy pompki. Oczywiście nic takiego nie nastąpiło, mimo googlowania terenu na poziomie najwyższym. Zapewne zadziałało rodzime podejście do tematu, na zasadzie: "o, widzę, że ktoś zgubił jakiś - być może dla niego ważny - element rowerowy, który do niczego mi się nie przyda. To se wezmę".

Po południu zostałem zbombardowany takimi oto smsami. Trzema w ciągu godziny, znaczy: troszczą się, ale system mają do dupy :)

Nie, nie mogę - wieczorem pracuję. Drzew już prawie nie ma. Dziękuję za takie ostrzeżenie :)

Relive TUTAJ.




  • DST 53.75km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.32km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 224m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wypompowany

Wtorek, 11 czerwca 2019 · dodano: 11.06.2019 | Komentarze 6

Pewnie jeśli napiszę, że dziś był nieziemski upał, nie będę oryginalny. W sumie stanę się konformistą, więc... Może tak - nie potrzebowałem dzisiaj zimowego zestawu ciuchów :)

W związku z sytuacją pogodową udało mi się wstać całe pół godziny wcześniej. A wyjazd nastąpił w środku nocy, czyli o ósmej. Jakoś o trzy za późno, żeby kręcić w komforcie :)

Udało się jakoś przeżyć (choć do gorąca doszedł paskudny wiatr, kompletnie nie chłodzący, za to wkurzający) dzięki wybranemu kursowi, głównie przez WPN i Rogaliński PK, czyli z Poznania przez Luboń, Wiry, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Rogalin, Rogalinek i Świątniki do Radzewic, tam nawrotka i powrót swoimi śladami, choć z pominięciem Mosiny. 

Cel - jak zwykle, gdy kursowałem w te rejony - był jeden: port w Radzewicach, gdzie na chwilę usiadłem, obejrzałem grążele, obmyłem łapy i... zbierałem się do powrotu, bo każda sekunda była jak szansa na przeżycie w ataku nuklearnym. Cenna :)




W Luboniu spotkałem anarchistę 60+. Swój człowiek, szacun :)

A poniższe zdjęcie nie ma w sobie nic ciekawego, prócz jednego elementu - to ostatnie, na którym widnieje w całości moja super hiper fajna pompka Lezyne.

W domu zorientowałem się, że musiała się jakoś odkręcić jej dolna część, a ja nawet nie zauważyłem momentu, gdy odpadła - upał i słuchawki na uszach widocznie zrobiły swoje :/ Niniejszym mam zupełnie bezużyteczne... pół wypasionego sprzętu do pompowania szos. Użyłem go do tej pory... raz (jednak co dobre opony to dobre opony). Wielka szkoda, bo był do tej pory najlepszy, jaki miałem. No właśnie - miałem. Chlip :/

Relive TUTAJ.




  • DST 63.25km
  • Czas 02:15
  • VAVG 28.11km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 173m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jeżu malusieńki oraz żappieprz

Poniedziałek, 10 czerwca 2019 · dodano: 10.06.2019 | Komentarze 12

Oj, dzisiaj zdecydowanie nie był pogodowo dobry dzień. No bo jak by taki mógł być, niech mi się we łbie nie poprzewraca po wczorajszym!

Plus - rano nie było jeszcze ukropu. W zamian zaproponowano silny, zmienny wiatr, który doprowadzał mnie do szału, bo upierdliwy był strasznie, a pomóc nie chciał ani przez chwilę. Cóż, codzienność to wredna bestia.

Trasa dzisiejsza to wschodnia wariacja: dom - Las Dębiński - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Borówiec - Kamionki - Szczytniki - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Zakwitło tulipanami (cud, że z moim męskim daltonizmem je w ogóle zauważyłem)...

...samoloty latały w kierunku słońca...
W stronę słońca
...mosty nad ekspresówką stały tam, gdzie stały ostatnio... :)

Ciekawie zrobiło się dopiero na Krzesinach, na jednokierunkowej uliczce Tarnowskiej. Czekało mnie tam gwałtowne hamowanie oraz nawrotka, na następujący widok:

Siedział sobie taki na środku, mając wszystko w kolcu, szczególnie ruch samochodowy, może nie jakiś specjalnie wielki w tym rejonie, ale jednak istniejący. Nie miałem sumienia go tak zostawić, więc zaparkowałem rower i zająłem się próbami eksmitowania kurdupla w wybranym przez niego teoretycznie kierunku, czyli tam, gdzie spoglądał.
Akcja
Nie ma co ukrywać, nie szło mi :) Brania na ręce z oczywistych nie ryzykowałem, starałem się więc podziałać delikatnie stopami. Ani rusz. W międzyczasie stworzyłem koreczek, jakiego by się nie powstydził Lepper w swoich najlepszych czasach, jednak w miarę starałem się go udrażniać, niczym doświadczony wahadłowy. No i w końcu, po grubo ponad dziesięciu minutach, sukces!

Jednak chodziło o kompletnie odwrotny kierunek. Co się naprychał, to jego, ale sądzę, że się opłacało - lepiej być poirytowanym jeżem w cieniu niż rozgrzanym placuszkiem na słońcu :) A w ogóle to uroczy był. Lub była :)
Jeżu malusieńki... :)
Tematów zwierzęcych nie koniec na dziś. Byłem strasznie głodny, więc w Borówcu musiałem zatrzymać się w Żabce po Snickersa.

Czynność jak czynność, ale z drugim dnem. Od jakiegoś czasu jestem aktywnym użytkownikiem Żappki, więc wleciało kolejne osiem żappsów :) Mam już ich grubo ponad osiemset, więc mogę dostać... małą kawkę. Albo Kinder Niespodziankę. Szał ciał normalnie :) Jednak moim celem jest kanapka Tomcio Paluch, za jakieś 1600 żappsów - jeszcze z rok i się uda. Pewnie niektórzy prędzej dotrą na księżyc :)

Niemniej jednak plusik dla Żabki, nie za program, który tyłka zdecydowanie nie rwie, ale za kreatywność w nazewnictwie :)

A jutro... burze i upały :/

Aha. dystans zawiera dojazd w tę i z powrotem Czarnuchem do pracy. Inaczej bym nie zdążył, przez pewnego kolczastego ziomka :)




  • DST 52.70km
  • Czas 01:41
  • VAVG 31.31km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 202m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dobrý den

Niedziela, 9 czerwca 2019 · dodano: 09.06.2019 | Komentarze 4

Tak, to był kolejny z tych wyjątkowych dni, które zaliczam do kategorii dobrych. A nawet bardzo dobrych. Ciepło w godzinach porannych trzymało się jakoś w ryzach, słońce świeciło, ale nie masakrowało, no i wiatr wyjątkowo nie irytował. Co prawda zawinął się kilka razy "pode mnie", żebym sobie nie myślał, że mogę na legalu mieć go pół na pół, ale... Nic to. Fajnie było! :)

Dobra była też trasa, oczywiście moje ukochane "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Jak mówią ci, którzy są mocni w terminologii rowerowej i nie wahają się jej używać, nóżka podawała. Gdyby nie Luboń i Komorniki, mogło być jeszcze lepiej, ale nie ma co narzekać. No bo... fajnie było :) Potrafię to przyznać? Potrafię :)

Jest jednak i łyżka (a w sumie chochla) dziegciu - od jutra przez cały tydzień mają być ultra upały mieszane z burzami :(

Fotki najpierw klasyczne...


...a następnie to rodem z Wielkiej Brytanii...

...oraz te z cyklu "Polska na rowery". Czyli, tłumacząc na ludzkie: galerie zamknięte, sensu życia brak, to co, poblokujemy obowiązkowe drogi pieszo-rowerowe? :)


Masakra, no nie? :)

Na szczęście robiłem je nie podczas mojego wyjazdu, tylko wypadu z Kropą (już się należało obowiązkowo, bo od prawie tygodnia nie było czasu na dłuższy psacer) w okolice WPN-u - jednak nie chciałem ryzykować swojego zdrowia psychicznego, więc wybraliśmy spokojniejsze i mało uczęszczane rejony - od Łęczycy w górę do Wirów. Też było fajnie :)
Zielono mi - WPN
Telemark - WPN
Aleja pięknych poległych - WPN
Ścieżkologia - WPN
Mieszkanie plus, edycja motyl namiotnik - WPN
Szorowanie jęzroem - WPN
Co to za dziwny zwierz? - WPN
O takie lato walczylim - WPN
Na jednej nóżce - WPN




  • DST 63.05km
  • Czas 02:06
  • VAVG 30.02km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 158m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Życiowo

Sobota, 8 czerwca 2019 · dodano: 08.06.2019 | Komentarze 11

Dzisiaj, mimo silnego wiatru, dało się żyć. Życie polegało na tym, że temperatura ledwo sięgała dwudziestu kresek, czyli ani łeb nie pękał, ani człowiek się nie przylepiał do asfaltu, ani nawet nie miał ochoty włączyć Antarktydy do województwa wielkopolskiego. Cudowne to uczucie.

Do tego było milusio, gdyż słońce prawie nie wychodziło zza chmur. w perspektywie była obawa o jakąś burzę, jednak jedynie teoretyczna, czyli w sumie idealne dla mnie warunki. Mógłbym mieć takie cały rok, prócz oczywiście mojego ulubionego elementu, który dość odważnie huśtał dziś nawet sygnalizacją świetlną.

Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Normalnie letnie widoczki już się powoli pojawiają. Stogi zawsze cieszą :)

Tak samo jak klasyczny widoczek na WPN.
Żeby nie było za różowo, już na czwartym kilometrze, w Luboniu, poszła z moich ust cała armia pań lekkich obyczajów, gdy ledwo uskoczyłem przez jakąś troglodytką omijającą nierówności na swoim pasie, pasem moim. Bez krępacji i ze zdziwieniem, że o ssso chozzzi?

Jeszcze kącik ornitologiczny. Był i kruk..

...i bocian, który pokazał mi zadek...

...i struś :) Całkiem pożywny :)

Do całości doszedł jeszcze dystans do i z pracy, bo postanowiłem wybrać się do niej Czarnuchem. Podczas powrotu, jadąc przez Dębinkę, ze smutkiem zauważyłem, że poddało się siłom natury jedno ze starych drzew. Mam nadzieję, że zostanie tu już na zawsze jako pomnik i potrzebny tu mikrosystem.





  • DST 53.60km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.71km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 124m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Chwila ulgi plus Polska (wciąż) w ruinie

Piątek, 7 czerwca 2019 · dodano: 07.06.2019 | Komentarze 4

Muszę szczerze przyznać, że zostałem mile zaskoczony porannymi wartościami temperatury. Te 22 stopnie na plusie oraz lekki, leciutki deszczyk to komforcik w porównaniu z tym, co chwilowo poszło sobie w pi...ekarnik :) 

Oczywiście było fajnie tylko do momentu, gdy w połowie drogi oraz walce z wiatrem zawróciłem i stwierdziłem, że też mi wieje w pysk. Postanowiłem więc olać wynik i skupić się jedynie na łapaniu powietrza, które nie parzy. Powolutku zrobiłem swoje, poczłapałem, wróciłem.

Trasa to zachodnie kółeczko: Poznań - Plewiska - sewisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Niby to wersja mało kolizyjna jeśli chodzi o ruch samochodowy, a tymczasem po pierwszych trzech kilometrach miałem już na koncie z dziesięć nagłych hamowań (co na szosie nie wychodzi jak wiadomo intuicyjnie), a w Plewiskach klasyczny megakorek.

Uwielbiam zapach mokrych (ale tylko delikatnie) opon o poranku :)

W Więckowicach zatrzymałem się na chwilę przy ruinach Pałacu Bielińskich. Szkoda tego, co czas i komuna z nim zrobiła bo mój rekonesans (po raz pierwszy dookoła) pokazał, że architektonicznie jest całkiem ciekawie. No nic, nadzieja w jakimś zagranicznym inwestorze, tak jak to miało miejsce w Sudetach, gdzie Niemcy wraz z Holendrami uratowali niemało perełek, które przez kilkadziesiąt lat były rozkradane i niszczone...




Przy pobliskiej szkole zaintrygowała mnie zagadka - co tu się wydarzyło i skąd się wzięli łowcy głów? :)

No i muszę pamiętać, żeby 8 czerwca około godziny 10:00 omijać szerokim łukiem te okolice :)




  • DST 54.70km
  • Czas 01:53
  • VAVG 29.04km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 184m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wietrzenie piekarnika

Czwartek, 6 czerwca 2019 · dodano: 06.06.2019 | Komentarze 4

O dziwo nasi kochani spece od pogody pomylili się na korzyść. Wczoraj jeszcze twierdzili, że od rana czekają nas burze oraz opady, dziś, gdy się obudzili i zerknęli w niebo, stwierdzili - zgodnie ze swoją naturą bystrzaków - że jednak jest słońce i myk-myk skorygowali zagrożenie na godziny popołudniowe.

Na szczęście też lekko przesadzili z temperaturą - było CIUT mniej gorąco niż ostatnio, więc kręciłem w temperaturach oscylujących koło "zaledwie" 28 stopni. Niestety z wiatrem nie zrobili nic, a może nawet mniej - wiał bowiem konkretnie, mocno i w ogóle nie pomocnie, raz z południa, raz ze wschodu. Zdemotywował mnie kompletnie, więc od startu do mety olałem mocniejsze ciśnięcie.

Wykonałem trasę wschodnią: dom - Las Dębiński - Starołęcka - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - dom. Tutaj Relive, zawierający m.in. pod koniec grupę przedszkolaków-samobójców :)

Po raz kolejny łapy mi opadły na ten widok:



Niestety, Nadleśnictwo Babki od jakiegoś czasu z mojego ulubionego (od co najmniej dziesięciu lat byłem zachwycony, że pięknie utrzymują lasy, nie masakrując ich przy okazji) stało się znienawidzonym. Gdzie się nie ruszyć, tam wycinka. Ostatnio nawet byłem na spacerze w okolicach Daszewic - śmiało można by tam kręcić sceny do "W pustyni i w puszczy"... No ale nic, mamy dupną zmianę, mamy od dwóch lat nowego nadleśniczego, możemy sobie zasadzić drzewko z prezydentem, a dorodne okazy lecą jeden po drugim, do tego w sezonie lęgowym, co jest barbarzyństwem...