Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242649.45 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791284 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 62.10km
  • Czas 02:04
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 52.10km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 120m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przed pracą naLewka

Sobota, 9 maja 2020 · dodano: 09.05.2020 | Komentarze 11

Spokojnie, wbrew tytułowi nie pojechałem dzisiaj do roboty będąc pod wpływem, a nawiedziłem pewną rzeźbę w pewnym miasteczku :) Choć w pracy wylądować musiałem, nie ma zmiłuj.

Pogoda dziś naprawdę zrobiła się zacna, choć momentami było mi ciut za ciepło. Jednak póki nie ma upałów, da się wyżyć. Podobne odczucia mieli zapewne wszyscy rowerzyści, których spotkałem po drodze jakiś miliard. A może nawet dwa.

Z trasą nie kombinowałem (TUTAJ Relive), tylko wykonałem w tę i nazad w kierunku północno-zachodnim: z Poznania przez Plewiska, poznańskie Junikowo, Wysogotowo, Batorowo i Lusowo do Tarnowa Podgórnego, gdzie zrobiłem małą objazdówkę centrum i wróciłem praktycznie swoimi śladami. Będąc niezmiernie zadowolony z jakości nowego asfaltu w Batorowie oraz już mniej z tego na śmieszce między Lusowem a Tarnowem - bo tam zadziwiająco miesza się fajny standard z polską bylejakością (wysokie krawężniki i jakieś abstrakcyjne kąty proste przy wjeździe i zjeździe).
DDRzepakówka :)
DDR-ka Lusowo - Tarnowo Podgórne
W samym Tarnowie jak zwykle zatrzymałem się przy jednym z najbardziej oryginalnych pomników w Polsce. 
Pomnik... lwa w Tarnowie Podgórnym. Trzeba mieć wyobraźnię :)
Większość już wie, ale może ktoś jeszcze nie miał okazji dowiedzieć się, że to coś to... lew :)

Z innej menażerii - udało się raz jeszcze spotkać (chyba) znajome żurawie...
Para żurawi pasąca się w trawie
Żurawie bliżej, czyli mniej ostro
...oraz przydybać perliczki przy jakimś obejściu.
Wyścigi :)
Perliczka w pełnej krasie
Sympatycznie się jechało, w końcu. Reszta dystansu to dojazd do centrum, i prócz stałych elementów po drodze...
Stary Browar oraz Hotel Andersia, Poznań
...zerknięcie na postępy budowlane na terenie dawnego PKS-u. Nie ma co, szybko to idzie, a widok nie razi.
Teren po dawnym PKS, Poznań
A przedtem miły obowiązek - zamiast godzinnego spaceru, przydomowy kwadrans wymęczenia psa w ramach Misji Kijek. Pies po tym ma język gdzieś na wysokości tylnych łap :)
Obowiązkowa przebieżka
Codzienna Misja Kijek :)




  • DST 63.10km
  • Czas 02:10
  • VAVG 29.12km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 184m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Minimalistycznie

Piątek, 8 maja 2020 · dodano: 08.05.2020 | Komentarze 6

Dzisiaj wpis szybki i w sumie z niewielką ilością treści, bo znów nadszedł radosny czas ślęczenia w pracy. Grr :)

Wyjazd trochę po dziewiątej, w warunkach temperaturowych bardzo sympatycznych - prawie dwadzieścia stopni, słońce, słaby wiatr... Wrrróóćć! Miał być słaby wiatr, a było jak zwykle :) Ale i tak, w porównaniu z dniami ostatnimi, było przyzwoicie.

Z trasą dziś troszkę pokombinowałem, generalnie trzymając się kierunku południowo-zachodniego. Czyli z Dębca przez Luboń, Komorniki, Szreniawę, Rosnówko, Dębienko, Krąplewo, Joankę, Trzcielin, Lisówki, gdzie nastąpiła nawrotka, znów Trzcielin, Konarzewo, Chomęcice, Rosnowo i Komorniki do domu. Tak jak na Relive.

Gdzieś tam mi z boku po polu przeleciał zając, nade mną przeleciał myszołów, ale oczywiście ani jednego, ani drugiego nie zdążyłem uchwycić. Za to zatrzymałem się na chwilę nad Jeziorem Dębno.
Jezioro Dębno
Podjechałem sobie pod bramę Domu Pomocy w Lisówkach. Oczywiście zamkniętego na cztery spusty.
Brama do zamkniętego DPS-u w Lisówkach
Jak wiadomo, jest to aktualnie wycieczka jak do Czarnobyla, ale boczną drogę doń prowadzącą bardzo sobie cenię, za ten oto klimat:
Kwitnąca zieleń w drodze do Lisówek
Się sączy
Koniec jazdy szosą na dziś
Wielkopolski standard
W sumie jazda bez fajerwerków, ale najgorzej nie było.

Reszta dystansu to dojazd do roboty, lekko zasiekami (a nawet pod zakaz, bo inaczej się nie da, żeby zdążyć) w kierunku centrum, bo w końcu robią DDR-kę na Dolnej Wildzie. W końcu, bo nawet ona (będzie z asfaltu, to już nie czasy prezydenta Grobelnego) będzie lepsza niż stan dotychczasowy. A za samym miastem nawet się stęskniłem, czasem człowiek potrzebuje wrócić na chwilę do cywilizacji :)
Widok na Poznań od strony Wildy




  • DST 52.50km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.12km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 107m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pandemia pod palemką

Czwartek, 7 maja 2020 · dodano: 07.05.2020 | Komentarze 16

Postanowiłem wykorzystać ten jeszcze jeden wolny dzionek na maksa. Czyli... pospać. Udało się. Miałem też jeszcze jednego motywatora, żeby dłużej poleniuchować - słuchałem sobie w radio jednym uchem analizy konstytucjonalistów, tak samo zszokowanych tym, co się aktualnie wyprawia, jak ja. Ale może o tym później. Najpierw rower.

Wyruszyłem w samo południe, wyjątkowo znając cel - było nim Jezioro Niepruszewskie, jeszcze tej wiosny nieodwiedzone. A plaża w Zborowie jest jedną z moich ulubionych miejscówek w okolicach Poznania, tym bardziej intrygującą, że położoną na zachodniej pustyni. Normalnie oaza.

Trasa to z grubsza w tę i z powrotem: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Fiałkowo - Zborowo (nawrotka) - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Czas na fotki. Na początek oczywiście rzepak :)
Te kolory się nie nudzą :)
Rzepakowa droga
Nowy asfalt na drodze do Zborowa
Oraz kultowe miejsce zaraz nieopodal, czyli w Fiałkowie :)
Poznań Główny wymaga renowacji :) - Fiałkowo
Bliżej nieokreślony drapieżnik (zapewne myszołów) na niebie.
Bliżej nieokreślony drapieżnik na niebie
No i czas na moją ulubioną owocową plażę, jak zwykle niezbyt obleganą :) Chyba klimatem broni się sama, a woda jak zwykle jest tam niespotykanie czyściutka.
Cytrynka :) - Jezioro Niepruszewskie, Zborowo
Arbuzik :) - Jezioro Niepruszewskie, Zborowo
Bananek :) - Jezioro Niepruszewskie, Zborowo
Jabłuszka :) - Jezioro Niepruszewskie, Zborowo
Czyściutka woda - Jezioro Niepruszewskie, Zborowo
Na pomoście - Jezioro Niepruszewskie, Zborowo
Za daleko, żeby ocenić co leci - Jezioro Niepruszewskie, Zborowo
Samotny walczak :) - Jezioro Niepruszewskie, Zborowo
Do zobaczenia :) - Jezioro Niepruszewskie, Zborowo
Nie napisałem jeszcze, że mocno wiało? Spokojnie, nie obejdzie się bez tego. Znów mam na to dowód, zdobyty dość przypadkowo :)
Kompletnym przypadkiem dowód na to, że wiało :) - Jezioro Niepruszewskie, Zborowo
Latał też koło mnie szalony piesek :)
Szalony piesek :)
Tyle rzeczy fajnych, wróćmy na ziemię. Natrafiłem na kumulację czystego politycznego zła - nie mogłem sobie odmówić :)

Tym zgrabnym manewrem wróciłem do pierwszego akapitu. Od razu zaznaczam, że nie trzeba czytać tego, co poniżej, już o rowerze nie będzie :) Po prostu bardziej dla siebie muszę napisać kilka słów o tym kabarecie, który mamy niemal na żywo, niestety nie za darmo. Gdy przeczytam sobie to za kilka lat, będę miał szybkie przypomnienie tych absurdalnych czasów.

Krótki komentarz, bo na więcej indywidua z Polskiej Zjednoczonej PRawicy nie zasługują. Podsumowanie wydarzeń od wczorajszego wieczora: dwóch szeregowych posłów dogadało się, że odwołają wybory, do których jeden z nich chciał wcześniej dążyć za wszelką cenę, urągając logice i przyzwoitości. Podpisali sobie świstek, przesądzający a priori o tym, że Sąd Najwyższy (formalnie, zgodnie z trójpodziałem władzy, niezależny od polityków - buahahaha) uzna głosowanie za nieważne, ot tak, z góry. W najbliższy weekend będzie jednak cisza wyborcza przed wyborami, których... nie będzie. Nie wiadomo co z drugą turą za dwa tygodnie, ale pewnie zostanie odwołana. W konsekwencji tego, co PiS chciał wykonać jeszcze dzień wcześniej, a co nie mogło się udać, Poczta Polska ma wszystkie nasze dane (na co nie było mojej zgody), Sasin zmarnował masę kasy ze wspólnego budżetu na druk "kart wyborczych", a TVP na instrukcję, jak to się będzie głosowało kopertowo (widziałem to co najmniej dwa razy). Odpowiedzialność za ten burdel? No bez żartów, kto miałby go za to skazać, skoro już wszystko, co możliwe jest pod kontrolą władzy? A przecież wystarczyło od razu ogłosić stan klęski żywiołowej i byłoby łatwiej, a na pewno bardziej logicznie. Z naszej - rowerowej i ruchowej - perspektywy dobrze, że tak się nie stało, bo nie byłoby dyskusji o "niezbędnych potrzebach życiowych", tylko jasny zakaz, którego nie dałoby się obejść. Ale z szerszej perspektywy kraju? A zresztą, co mi do tego, ręce mam czyste - ostrzegałem od "zawsze". PiS i przystawki same się nie wybrały - mamy to, na co widocznie zasługujemy.

Z ciekawością obejrzę dziś "Wiadomości" (popcorn by się przydał) i dowiem się, co telewizyjna gadzinówka pocąc się wymyśli, żeby udowodnić, iż reklamowane przez nich jeszcze dzień wcześniej majowe wybory korespondencyjne jednak były nie do zrobienia, mimo że twierdzono inaczej. Zresztą już wiem, czego się dowiem od partyjnych przydupasów (bo to nie są dziennikarze) - winna jest (jakże by inaczej) opozycja :)




  • DST 52.70km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.23km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 120m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Klasyk po zmianach

Środa, 6 maja 2020 · dodano: 06.05.2020 | Komentarze 23

Najpierw kilka słów o nowym wyglądzie BS-owego edytora. Miałem tę przyjemność zostać zaproszonym do zabawy wersją testową (dzięki!), ale niewiele wniosłem do tematu. Poddałem się, jako humanista z krwi i kości, podczas dyskusji, bo mimo że było to wersja nieskończona, zawierająca trochę fixów w backendzie, a placeholdery oraz niektóre encje w kodzie były zapewne do poprawy (czy jakoś tak, hehe), to nie rozumiałem połowy tego, co chłopaki pisali :) Potem w ogóle zmieniło się miejsce dyskusji, więc również zostałem zaatakowany nagła zmianą :)

To, co dla mnie było ważne, to możliwość wklejania zdjęć z PBS-a (jest, a nie było, więc super). Odświeżony wygląd generalnie jest bardzo OK (szczególnie porządek na własnym koncie), choć trzeba będzie się przestawić, natomiast żałuję, że nie udało mi się przekonać do pozostawienia poprzedniego sposobu wyświetlania wycieczek znajomych i nieznajomych (góra-dół), według mnie o wiele bardziej przejrzystego. Nie rozumiem też, czemu jeśli klikam tylko na znajomych, mam po lewej pasek z wycieczkami innych. No i zdecydowanie brak wyraźnego napisu widocznego od razu, kto jest autorem wycieczki. Mała ikonka z avatarem na samym dole nie jest najbardziej fortunnym pomysłem. Jednym słowem: jest dobrze, ale jeszcze bym dopracował detale :)

Co do dzisiejszego dzionka - po dwóch dniach pracy miałem W KOŃCU wolne. Ile można robić? :) Wyspałem się, zjadłem (!) i ruszyłem, wiedząc, że cudów dziś nie wykonam - wiatr temu oczywiście winny, solidniejszy niż w ostatnich dniach. Kręciłem więc spokojnie i bez spiny. Emocje za to gwarantowane były z innej strony - najpierw wpieprzył mi się z podporządkowanej pod koła dziadek w Seicento (bałem się, że uszkodzę), któremu się do tego jeszcze coś zacięło i miałem przymusowe hamowanie. Potem wyprzedziło mnie kilku gazeciarzy, a pod wiaduktem na Górczynie dżentelmen w Porshe nagle sobie przypomniał, że jedzie nie w tę stronę, więc zawrócił na podwójnej ciągłej, nadrabiając stracony czas nagłym testowaniem przyspieszenia do setki, połączonym z paskudnym pierdzeniem silnika. A to był dopiero drugi kilometr. Na szczęście potem już się uspokoiło.

Trasa północno-zachodnia: Poznań - Plewiska - Junikowo - Skórzewo - Wysogotwo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Było Lusowo, są (już klasyczne) fotki znad jeziora. W końcu otworzyli część przy ośrodku wypoczynkowym, można było sobie pozwiedzać.
Wodny parking - Jezioro Lusowskie
Powalony mikroświat - Jezioro Lusowskie
Łódkowy łuk tryumfalny :) - Jezioro Lusowskie
Wciąż stoi - Jezioro Lusowskie
Cień fitness - Jezioro Lusowskie
Łodź na niespokojnych falach - Jezioro Lusowskie
Pochylona perspektywa - Jezioro Lusowskie
Panorama - Jezioro Lusowskie
Rozsypujący się pomost - Jezioro Lusowskie
Nawet rzepak się znalazł :)
Rzepak musi być - Jezioro Lusowskie
A jeśli komuś owego rzepaku i złomu mało, to proszę bardzo :)
Raz jeszcze barwy wielkopolskiej wiosny
Mijanka z emerytociągnikiem :)
A teraz czas na to, co psu zostało brutalnie zabrane (foch(, czyli spacer :)




  • DST 65.35km
  • Czas 02:18
  • VAVG 28.41km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 197m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Marzecomaj

Wtorek, 5 maja 2020 · dodano: 05.05.2020 | Komentarze 14

Mamy normalnie idealny marzec! Słonecznie, choć i mały deszczyk się trafił, lekko powyżej dziesięciu stopni na plusie, mocny wiatr. Nie jest źle.

A nie! Przecież to już maj :) No to tyłka pogoda dziś nie urywała, skoro tak.

Znów ruszyłem na czczo, czas się przyzwyczajać. Ponownie ubrany w kolekcję jesień-zima, ale bez długopalczastych rękawiczek. Zawsze to coś. Kierunek zachód, z północnymi wariacjami, czyli jeden ze standardów zawierających sporą (zbyt sporą) ilość miejskich atrakcji. Czyli: Dębiec - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Kobylniki - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Dąbrowa - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Jedno jest pewne: rzepak nie jest marcowy :)
Ciągle jest klimacik
Polska w pigułce:
Polska w pigułce :/Znów na wszelki wypadek uwiarygodnię wiatr...
Wiało, wiało, wiało...
...oraz zasunę klasykiem z Koszalińskiej :)
DDR-ka na Koszalińskiej w Poznaniu
Zatrzymałem się na chwilkę nad Jeziorem Strzeszyńskim. 
Jezioro Strzeszyńskie, Poznań
Pomost nad Strzeszynem, Poznań
Napotkane istoty: sympatyczny pływający pan (pytałem, nie morsuje, to "dopiero" pierwsze pływanie na powietrzu w tym roku. Brrr) oraz kaczka, która miała wszystko gdzieś.
W tle późny mors, z przodu kaczka mająca wszystko gdzieś :)
Jednak łaskawie podniosła na chwilę dziób. Po czym znów poszła spać. Zazdro :)
Kaczka krzyżówka, łaskawie racząca podnieść dziób :)
Za Swadzimiem odkryłem wiadukt pod "eską", pełen fascynujących bazgrołów. Jedne klasyczne...


...inne bardziej zastanawiające, niemal metafizyczne :)


Do pracy pojechałem dziś rowerem, dystans wliczony do całości.




  • DST 52.10km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.21km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 120m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szopka :)

Poniedziałek, 4 maja 2020 · dodano: 04.05.2020 | Komentarze 10

No i zaczęło się. Powrót do pracy miałem mieć w miarę łagodny, coby szoku nie przeżyć, a tu niespodzianka - okazało się, że muszę się pojawić ze względów logistycznych o dwie godziny wcześniej. Dowiedziałem się o tym na... kwadrans przed wyjazdem. No ale sorry, trzeba mieć priorytety, więc warunkowo się zgodziłem, pod warunkiem, że najpierw jednak załatwię swoje pięć dyszek.

Przez to wszystko wróciła nienormalność - wyjazdy na czczo. Cóż, czas sobie przypomnieć codzienność :)

Trasa południowo-zachodnia, lekko kombinowana: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosno - Drużyna Poznańska - Borkowice - Bolesławiec - Dymaczewo Stare - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.

W Luboniu zakwitłem za jakimś mobilnym żurawiem na kołach - niestety, moje paniczne sugestie, żeby przyspieszył choć o połowę, żeby jechał te 10 km/h, spełzły na niczym. Dziękuję więc za całkowite skopanie średniej :) Wiaterkowi (niezbyt silnemu) zmiennemu "pode mnie" również :)

Wpis na szybko, więc bez głębszych treści i jakichś cywilizowanych zdjęć. To też powrót do (nie)normalności :)
Widoczek na hopki Wielkopolskiego Parku Narodowego (daleko w tle)
DDR-ka w Łęczycy
Dawno mnie nie było w okolicach Drużyny Poznańskiej, ale miałem zamiar za lasem skręcić w prawo. Hmmm... lasem. No tak :/
Za lasem trzeba było skręcić w prawo. Hmmm, jakim lasem? :/ - Drużyna Poznańska
Fajna, klimatyczna stodoła. Rozklekotana, taka, jakie pamiętam z dzieciństwa. Cud, że jeszcze stoi.
Stara, rozklekotana szopa na wsi - jak z dzieciństwa
A, na łęczycką śmieszkę wrócić dziadyga. Ale nie ten pierwotny, tylko jakiś nowszy model - Dziadyga 2.0? :)

TUTAJ Relive, a ja lecę do roboty. Bez roweru jeszcze dziś.




  • DST 52.40km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.07km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 124m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pandemiczne ostatki

Niedziela, 3 maja 2020 · dodano: 03.05.2020 | Komentarze 15

Dzisiaj była jedna z ostatnich okazji, żeby się wyspać. Oczywiście skorzystałem, bo jak inaczej? :) Do tego ciężkie chmury widoczne za oknem średnio motywowały do działania, tak samo jak pogodynki, które solidarnie mówiły: w końcu lunie. Finalnie oczywiście nic takiego się nie zdarzyło, ale przecież prognozy nie są po to, żeby im ufać, tylko żeby meteorolodzy mogli zarobić troszkę pieniążków za wróżenie :)

Wiało (wiaaaaaaałoooo) mocno z zachodu, znów więc czekała mnie walka na tamtejszych pustyniach. Zresztą jaka walka? Odpuściłem na starcie, tak jak wczoraj, a w sumie nawet bardziej. Za to mogłem na luzie wykorzystać moją "jeziorną" pętelkę: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Junikowo - Kopanina - dom. TUTAJ Relive.

Jest okazja do kilku fotek, to wkleję. Póki jeszcze mam na to chwilę pandemicznego czasu :)
Aleja drzew za Plewiskami
Wiało :)

Jeden z klasycznych motywów - kanałek prowadzący do Jeziora Lusowskiego w Lusówku:
Bez roweru psującego widok :), Lusówko
Kanałek dopływowy do Jeziora Lusowskiego, Lusówko
Cumowanko, Lusówko
Obok ciekawa reklama "budy" z Tarnowa Podgórnego :)


Moja ulubiona droga Lusówko - Lusowo...
Ulubiona droga Lusówko - Lusowo
Barwy wiosny
A na horyzoncie fabryka śmierdzieli - Imperial Tobbaco...
Fabryka śmierdzieli - Imperial Tobacco
No i czas na jeziorko z pozycji plaży w Lusowie. O dziwo pustej.
Jezioro Lusowskie, plaża w Lusowie
Za to nie zabrakło kota na... smyczy :)
Kot na... smyczy
No i klasycznie łabędzia.
W pełnej krasie
Szyjoskręt :)
Który pokazał w końcu jedyne słuszne podejście do życia :)
I to jest prawidłowe podejście! :)
Tyle :) Od jutra czas na...

W związku z powyższym wpisy będą już o wiele skromniejsze.




  • DST 53.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 148m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Suchowiększość

Sobota, 2 maja 2020 · dodano: 02.05.2020 | Komentarze 16

Dzisiaj udało się przejechać suchym kołem. Nooo, prawie, bo gdzieś w połowie wypadu doznałem zaszczytu lekkiego pokropienia, ale wbrew obawom nie przerodziło się to w jakiś mocniejszy opad. Za to wiało konkretnie (przynajmniej tam, gdzie byłem, czyli na polach, polach oraz jeszcze polach), więc nawet nie starałem się walczyć – bo po co, skoro i tak stoi się na przegranej pozycji?

Trasa zachodnia: Poznań – Luboń – Wiry – Łęczyca – Luboń – Komorniki – Szreniawa – Rosnowo – Chomęcice – Konarzewo – Trzcielin – Dopiewo – Dopiewiec – Palędzie – Plewiska – Poznań. TUTAJ Relive.

Focić nie było za bardzo czego - nuuuuuda: rzepak oraz jakieś dziwne drzewka.
Klasyczny wiosenny, wielkopolski motyw kolorystyczny
Dziwne drzewka. Bardzo dziwne :)
Po drodze praktycznie bez żadnych przygód. Wyjątek był jeden, potwierdzający fakt, iż rodacy wracają do swojej drogowej (nie)normalności. Ich przedstawicielem był jakiś Szeryf Lubonia, który na ulicy Poznańskiej, bocznej, z małym ruchem, strąbił mnie, machając łapkami niczym jakiś domorosły hiphopowiec, sugerując zapewne, że po lewej mamy DDR-kę. Otóż nie mamy, bo to chodnik z dopuszczeniem rowerów, ale to zapewne zbyt skomplikowane dla niektórych istot niemyślących. Tym samym już wiem, że świat się wcale nie zmienił – debile tylko znów po miesiącu okupowania kanapy zaczęli wyłazić na powierzchnię. Niestety, nie byłem w stanie dogonić owego klaksoniarza, a szkoda, bo się nawet lekko stęskniłem za takimi akcjami. Pozdrowiłem tylko serdecznie werbalnie, sugerując, hmmm, oddalenie się w te pędy, motyla noga :)

Aha, jeszcze na Głogowskiej przyuważyłem pana Krzysia :) Wisi chłopak tam zapewne nielegalnie, bo prawo zakazuje umieszczania banerów na wiaduktach bez zgody administratora, a nie zakładam, żeby w tym przypadku taka wydana była – raczej zadziałali tu samowolnie ludzie ze sztabu B[x]saka lub jego miłośnicy. Mają przecież teraz sporo wolnego czasu, skoro szkoły zamknięte :)

Czas na podsumowanie kwietnia: w trudnych czasach spod znaku Krótkiej Higieny Życia Psychicznego (na razie wyciszonej) udało się wykręcić różnymi rowerami 1626 kilometrów, ze średnią niemal równą 28 km/h. Jednak zdecydowaną wygraną kwietnia jest Kropa, z którą udało się łącznie przejść grubo ponad 180 kilometrów. Aha, właśnie sobie uświadomiłem, że zapomniałem podsumować też marzec (ups) – tam rowerowania było trochę więcej (1774 ze średnią 27,7 km/h), ale spacerów trochę mniej – 160 kilometrów. Nie da się ukryć, że łażenie wymagało kreatywności, w związku z genialnymi działaniami niektórych, których logika boli...

...ale po włączeniu było już zdecydowanie łatwiej :) Dzisiaj też. Pies jeszcze korzysta, od przyszłego tygodnia będzie niestety to o wiele rzadsze.
Za kijkiem płynie Warta :)
Mobilna kosiarka :)




  • DST 55.10km
  • Czas 01:50
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 148m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Majówka deszczówka

Piątek, 1 maja 2020 · dodano: 01.05.2020 | Komentarze 16

Nie powiem, żebym został zaskoczony porannym deszczem. Miało padać i bardzo dobrze, że zaczęło. Przyroda odetchnie, a i my również, bo rządzący będą mieli jeden argument mniej w temacie zamykania lasów, tyle że tym razem zapewne rozsądnego.

Odespałem sobie, po raz kolejny. Oj, będzie mi tego brakowało. A że wciąż kropiło to miesiąc rozpocząłem od d...eszczu strony i wybrałem się na spacer, przy okazji odbierając od Teściowej zapas truchła dla psa :) Na Dębinie tłumów na szczęście nie było, za to natrafiłem na radiowóz. Policjanci bardzo mili (bez maseczek), powiedzieli "dzień dobry" i docenili kijek w pysku Kropy :)

Po powrocie, gdy na moje oko szosy już wyschły, mogłem zbierać się na rower. Oj, miałem nadzieję, że uda się to wykonać suchą stopą. Jak było? Hm :)

Początkowo aż za fajnie. Podejrzane :) Pod niezbyt mocny (!) południowo-zachodni wiatr zacząłem wykonywać "pandeminium" - z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Krosinko i Dymaczewo docierając do Będlewa.
Las przed Będlewem
Drzewa żywe, drzewa martwe

DDR-ka w Łęczycy
A za nim już wiedziałem, że będzie "ciekawie".
No to już wiedziałem, że na sucho nie dojadę
Przejaśnienia były, ale nie u mnie :)
Nie było wyjścia - trzeba było skorzystać z gościnności przydrożnej wiaty :)



Przy okazji zapoznając się z ludową mądrością :)

Po kilku minutach ruszyłem, bo przestało lać. Na chwilę. Potem znów zaczęło. Ale już byłem kompletnie przemoczony, więc w sumie było mi obojętne. A co się stało przy okazji? Ano wiatr się zmienił na... północno wschodni. Grrr. Ale jakoś udało się dokręcić, przez Zamysłowo, Stęszew, Trzebaw, Szreniawę i Komorniki do domu. Nawet udało się dogonić trójkę szoszonów.

No nie było lekko, ale ważne, że maj jakoś tam rowerowo rozpoczęty. Jedno muszę stwierdzić - wyjazd na krótko nie był najlepszym pomysłem :)

A na koniec szpaki...
Szpaki dwa
...i motywy z Dębiny.
Kret w lesie :) - Las Dębiński, Poznań
Na szerokości - Las Dębiński, Poznań
Mostek - Las Dębiński, Pozmań
Na te barwy  warto było czekać - Las Dębiński, Poznań




  • DST 53.20km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.02km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 129m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nie tylko czas ucieka :)

Czwartek, 30 kwietnia 2020 · dodano: 30.04.2020 | Komentarze 28

Ostatni dzień miesiąca, a zarówno ostatni dzień przyzwoitej pogody. Od jutra deszcze, wiatry, zimno, takie tam. Majówka :) No ale chyba w aktualnej sytuacji to najlepsze, co może być. Choć grillowce i tak na bank znajdą jakiś sposób i moment, żeby zasmrodzić parki i lasy. Przynajmniej te, przy których jest łatwo zaparkować.

Dzisiaj szosowałem, ale kompletnie bez spiny, celebrując ostatnie dni, gdy mogłem się wyspać i ruszyć bez pośpiechu. A że wiało niby ze wschodu, a de facto zewsząd, to tym bardziej mi się ambitnym być nie chciało :)

Trasa to południowa "pętelka szubieniczna": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Mosina - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Droga krzyżowa :)
Ruch już klasyczny, czyli masakryczny. Jakoś szybko ten koronawirus zniknął. Ale na jednych z miliarda lubońskich czerwonych świateł przyuważyłem tablicę tym bardziej pocieszającą:

Mam nadzieję, że to oznacza, iż są zaawansowane plany zakładające zrównanie Lubonia z ziemią i postawienie w jego miejscu czegoś przydatnego :) Na przykład lasu.

A właśnie - na odcinku pomiędzy Żabnem a Baranowem, gdy jechałem sobie spokojnie 30 km/h na godzinę, zauważyłem na bocznej ścieżynce, że kibicowały mi dwie dorodne łanie jelenia (a to kawał zwierza, nie sarenki). Oczywiście dałem po hamulcach, ale zanim wyjąłem aparat, już było dawno po zdjęciu - oczywiście płochliwe czworonogi przestraszyły się człowieka. I słusznie. Pozostało jedynie zrobić fotkę tego miejsca.
Leśne parkowanie
Droga ku lepszemuJeszcze kilka zdjęć ze spaceru - zaliczyliśmy dziś minimalny kawałek WPN-u w Łęczycy i lubońskie Żabie Doły. Choć na moje te doły są Kacze, ale chyba pierwsza wersja jest prawidłowa. Na początek tyłek uciekającego dzika. Niestety, tylko tyle się udało uwiecznić. No nie miałem dziś szczęścia ;)

Hop. hop, do lasu
Jeleń upolowany :)
Hotelik
Nawet przepisowe odległości z grubsza zachowane :)
W połowie ruina, czyli zakłady Lubanta w Luboniu
Kapitan Kropa czuwa! :)
Mewa śmieszka, lekko skołowana
Łabędź, pełen chill :)