Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239634.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.40km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.07km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 153m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

KHŻP - gadzinówka

Wtorek, 7 kwietnia 2020 · dodano: 07.04.2020 | Komentarze 27

Dobra, czas przestać się szczypać ze słowami. Naprawdę starałem się być tolerancyjny dla władzy od czasu ”ataku" koronawirusa. Żeby nie jątrzyć i nie sugerować niekorzystnych dla społeczeństwa postaw analizowałem i pisałem jedynie o nieścisłościach, które nam zafundowała. Tych nielogicznych, wręcz szkodliwych dla zdrowia, będących czystymi paradoksami, do tego zależnymi od interpretacji osób nie zawsze kompetentnych. Chwaliłem jednocześnie rzeczy słuszne – zakaz grupowania się czy zamknięcie miejsc, które z natury przyciągają tłumy, w tym wiele – nie ma co ukrywać – osób niepełnosprawnych psychicznie, nierozumiejących rzeczy podstawowych. Gryzłem się w język i omijałem kwestie typowo polityczne. Wydawało mi się, że działa to w obie strony – w końcu tak władza, jak i społeczeństwo, aktualnie powinny mieć jeden cel: walkę z pandemią.

Ale czas powiedzieć: dość z tolerancją dla chamstwa. Wczorajsze powtórzone głosowanie, łamiące podstawowe zasady prawa wyborczego powoduje, że jako obywatele ponownie zostaliśmy potraktowani niczym bezmyślne bydło, które może sobie beczeć gdzieś w oddali, ale i tak pastuchy zrobią swoje. Starałem się nie używać wyrażeń typu ”po trupach do politycznego celu”, ale niestety to się potwierdziło. Może nie wprost, bo niby głosowanie korespondencyjne jest bezpieczniejsze niż klasyczne, ale prawda jest oczywista chyba dla każdego: ono w ogóle nie powinno się odbyć w majowym terminie. Niestety, wszystko wskazuje, że mamy stan zbliżony do klęski żywiołowej – a rząd zrobił wszystko, żeby ograniczyć nasze prawa starając się go uniknąć. Z jednej strony się cieszę, bo wtedy żadne pole manewru w obronie choćby naszej potrzeby samotnego wychodzenia już nie ma prawa bytu, ale albo rybka, albo akwarium – stan wyjątkowy i zakazy, albo brak zakazów i ufność w ludzki rozsądek, bez łamania prawa, które ma się w nazwie partii.

To, co rząd wczoraj zrobił przeraża konstytucjonalistów. To, co zrobił wcześniej, zakazując całkowicie wchodzenia do lasów, nie mogło zostać wykonane na podstawie walki z Covid-19. To, że podobno zdarzają się mandaty za spacery jest niezgodne ze stanem, jaki w Polsce obowiązuje. To, że każdy solowy wyjazd na rower wiąże się z mniejszym czy większym stresem, jest nam znane z autopsji.

Podsumowując: to, że władza nam mówi, że to jednak słońce krąży wokół ziemi, nie może powodować, że staje się to prawdą. Bądźmy po prostu racjonalni i rozsądni – nie wychodźmy w grupach, nie spotkajmy się, trzymajmy dystans, poczekajmy, aż w końcu debilne zakazy się skończą, jeśli chcemy – to tylko moje zdanie – jeźdźmy na rowerach, byle solo. W wielu krajach jest to wciąż propagowane jako najzdrowsze (vide: Holandia). Przestrzegajmy prawa, skoro już jest, ale niech to wynika po prostu z troski o innych, a nie z powodu drakońskich kar, które też są dyskusyjne – dodam, że w konstytucyjnym stanie wyjątkowym wynoszą one MAKSYMALNIE pięć tysięcy, a nie minimum. No i pamiętajmy, że władzę kiedyś trzeba będzie rozliczyć za jej czyny. Najgorsze jednak jest to, że opozycja jest tylko delikatnie mniej żałosna niż ona, więc alternatywa jest średnia.

Aha, dobrym podsumowaniem jest zachowanie poznańskich policjantów (TU link), przyłapanych na… grillowaniu nad Maltą. Grupowo. W pracy.

No, to się wykrzyczałem :) Sorry, musiałem. Żeby lekko zluzować, moje autorskie, wykonane na szybko podsumowanie tych naszych niemy(ty)ch bohaterów, którym jest po prostu dobrze jak jest. A może nawet lepiej niż było. Z lekkim przymrużeniem oka.

Co do rowerowania, Dzisiaj podjechałem sobie do Podłozin i z powrotem. Spokojnie, jak zwykle zaspokajając swoją Krótką Higienę Życia Psychicznego. Zatrzymałem się przy zakazie wchodzenia do lasu, zrobiłem kilka fotek przy moim ulubionym krzyżu (naprawdę mi się podoba, to nie ironia)...
Z perspektywą zakazu - Podłoziny
Kliamtyczny krzyż - Podłoziny
Drogi dzieci, oto las. Siedziba Covid-19
...i już miałem spadać, gdy zauważyłem nagrodę dnia dzisiejszego – jaszczurkę żyworodną. Nie chciałem jej stresować, posiedziałem więc tylko chwilę i dałem jej robić swoje. Nie ma co, piękna to gadzina, choć ciężka do uchwycenia.
W pełnej krasie - jaszczurka żyworodna
No i foch :) - jaszczurka żyworodna
W końcu twarzą w twarz :) - jaszczurka żyworodna
Idę na spacer z psem. To jak wyjście na wojnę. Może wrócę :)




  • DST 55.10km
  • Czas 02:02
  • VAVG 27.10km/h
  • VMAX 56.60km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 255m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

KHŻP: półśrodkowo

Poniedziałek, 6 kwietnia 2020 · dodano: 06.04.2020 | Komentarze 59

Na dzisiaj zapowiadany był silny zmienny wiatr, co w praktyce niestety się potwierdziło. Wiało mi mocno z południa, gdy jechałem na południe, ze wschodu, gdy na wschód, a z północny, gdy na północ. Nie ma co, koronawirus czy nie, pewne rzeczy są niezmienne. Choć nie wiem, czy akurat takiej stabilizacji oczekuję od rzeczywistości :)

Naturalnym by było ruszyć w takiej sytuacji do lasu. No to...

Aaaaaaa, nie :(

No to wybrałem sobie półśrodek. Trasę taką, gdzie mogłem popatrzeć na drzewa, a jak wiadomo o to pod Poznaniem nie zawsze jest łatwo. Finalnie dokręciłem stałymi szlakami do Żabna, a po nawrotce zaliczyłem jeszcze Baranowo i Sowiniec. Tyle szczegółów, bo Krótka Higiena Życia Psychicznego jedno, a realia drugie :) Choć wciąż chyba wygrywa interpretacja spod znaku rozsądku, gdyż pierwszym samochodem, który zauważyłem po ruszeniu był... radiowóz. Reakcji brak.

No nie da się ukryć, że jakiś tam zakaz jest :/


"Las poczeka, dbaj o zdrowie!". Kompletny absurd - przecież do lasu chodzi się właśnie po zdrowie, w przeciwieństwie do przebywania w zasmrodzonych miastach :/ No nic, moim półśrodkiem było zatrzymanie się przy drodze między Żabnem a Batorowem, oparcie roweru m.in. o drzewo (bez włażenia dalej), powdychanie powietrza i posłuchanie ptaków. Nie powiem, żebym specjalnie się dotlenił, ale lepsze to niż nic :)


Aha, z pola walki z pademią - OSP w Żabinku czuwa i się nie poddaje! Wie, w jaki sposób zwalczyć gnoja!

Aż się dziwię, ze rząd nie poszedł jeszcze tą drogą :)

A właśnie, właśnie. Chwilę przed wyjazdem zacząłem słuchać w radio naszego ukochanego pana premiera. I tak jak jeszcze kilka miesięcy temu można było traktować tę czynność jak niezły kabaret, tak teraz jest stresik niczym przy wysokobudżetowym horrorze. Na szczęście dziś nie było nowych genialnych pomysłów, skupiono się na wzajemnym gnojeniu między sobą. Ufff. Ale spokojnie, mam przeczucie, że będzie jeszcze dla nas (kochających zdrowy, odpowiedzialny ruch) wesoło.




  • DST 53.30km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.05km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 255m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

KHŻP: tym razem całkiem kocieszna :)

Niedziela, 5 kwietnia 2020 · dodano: 05.04.2020 | Komentarze 17

Dzisiaj u mnie będzie więcej patrzenia niż czytania. Rozpisałem się ostro ostatnimi czasy, chcąc tak siebie, jak i innych pocieszyć w temacie mniej lub bardziej absurdalnych, a częściowo słusznych, poczynań rządu podczas walki z koronawirusem. Wydaje mi się, że na razie wszystko jest jasne (choć jak wiemy nie jest to pewne - ot, polska rzeczywistość) - jeździć możemy, byle solo (koniecznie!), byle nie po lasach, byle unikać kontaktu z innymi osobami podczas uprawiania najlepszego ze sportów. Nie miałem okazji jeszcze przed żadnym policjantem czy strażnikiem się tłumaczyć, ale dobrze mieć w zanadrzu jeszcze jakiś powód do wyjścia z domu, prócz tego z czego legalnie korzystamy - zaspokojenia Krótkiej Higieny Życia Psychicznego.

Czyniąc to dziś odwiedziłem Radzewice. Kombinując chyba słusznie, że porty rzeczne nie są objęte żadnym zakazem i będę mógł tam chwilę posiedzieć, patrząc na przyrodę, bo od kiedy skutecznie jest mi to utrudniane, to moja potrzeba kontaktu z nią jeszcze wzrosła. Dotarłem tam jedną z wielu opatentowanych wersji dojazdowych, zaliczając Starołękę, Wiórek, Rogalin, Mosinę i Luboń, ale szczegółów na wszelki wypadek nie będę podawał :) Jazda powolna, jak to ostatnio, w stroju "półcywilnym", z mijanką oraz wyprzedzanką zaledwie kilku kolarzy - większość ładne kręciła solo, choć były i pary, ale raczej starające się zachować odstęp, za co dzięki - może dzięki temu żaden rządowy nadgorliwiec nie wpadnie na pomysł, że najlepsze dla naszego zdrowia jest zakazanie ruchu. A to - co pokazują realia - jest całkiem możliwe. Nie dawajmy więc pretekstu.

Na miejscu cisza, spokój, gdzieś w dali (niestety za daleko) latał myszołów i czapla. Uwielbiam ten klimat.
Pusto - i o to chodzi! - Radzewice
Widok na okolice Rezerwatu Krajkowo, Radzewice
Look znad łoooodki :) - RadzewiceZerknięcie na drugi brzeg, Radzewice
Znad szuwar - Radzewice
Port rzeczne chyba nie są zakazane? -Radzewice
Warta jakaś taka czystsza się wydaje, Radzewice
Najlepsze czekało mnie jednak kiedy już się zwijałem. Gdy wspinałem się pod górkę prowadzącą do drogi zauważyłem pewnego kurdupla, który zerkał na mnie dość niepewnie, chodząc w tę i z powrotem.
Tygrys na razie czujny :) - Radzewice
Potem zaczęły działać moje namowy i ciekawość :)
Ciekawość zaczyna wygrywać - Radzewice
Prawdziwy miłośnik kolarstwa :) - Radzewice
A tu już zostałem rozwalony całkowicie. I jak tu nie uwielbiać zwierząt? :)
Czysta słodycz - Radzewice
Już bez barier :) - Radzewice
Zostałem rozłożony na łopatki :) - Radzewice
Oj, żal się było rozstawać, ale trzeba było :) Dobrze, że Kropa nie jest zazdrosna o głaski, choć po powrocie buty mi nieufnie obwąchała :)

Jeszcze kilka obrazków z trasy. Tu widok na czyste zło, czyli las. Jak wiadomo to z niego pochodzi koronawirus :)
Tam z tyłu to las - czyste zło :) - Czapury
Na szczęście Nadleśnictwo Babki wiedziało o tym wcześniej i prowadzi od kilku lat skuteczną walkę z zarazą :) Tak więc momentami był zakaz wejścia prawie na pustynię.
Faktycznie, zakazane. Nawet resztki lasu - Nadleśnictwo Babki
Po południu jeszcze trzeba było wybiegać psa. Tak jak wczoraj, kierunek funeralny. I znów wyszedł abstrakt rządowych pomysłów - to w okolicy jedyne miejsce, gdzie można się ruszyć w tym celu, więc ludzi z czworonogami jak mrówków. Mogliby się rozejść po okolicznych terenach zielonych, ale jak wiadomo nie mogliby, Tak więc nie dość, że z Żoną, mieszkając razem, musimy łazić dwa metry od siebie, to narażamy się na kontakt z tymi, których zapewne w innej sytuacji w życiu byśmy się nie spotkali. Tak, to miało sens. Jeśli złapię tego wirusowego gnoja, to nie na rowerze, tylko zaspokajając podstawowe potrzeby psa.

Na koniec przydomowy kącik ornitoligiczny :)

Mewa, gołębie oraz kawka:
Mewa, gołębie oraz kawka
Kwiczoł:
Kwiczoł, dość niewyraźny
No i sójka.
Sójka pokazuje, gdzie ma ludzkość




  • DST 52.30km
  • Czas 01:56
  • VAVG 27.05km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 172m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

KHŻP plus grobbing

Sobota, 4 kwietnia 2020 · dodano: 04.04.2020 | Komentarze 19

Byłem dziś na rowerze. Ponownie motywowany Krótką Higieną Życia Psychicznego, niczym innym.

O inne motywacje przestałem się troszczyć, gdyż jak pokazała praktyka, póki co więcej nie trzeba. Służby okazały się wyjątkowo trzeźwo myślące – mijałem dziś jeden radiowóz policyjny, jeden straży miejskiej i jeden straży gminnej. Na widok poruszającego się ulicami oraz drogami publicznymi samotnego rowerzysty nie było żadnej reakcji. Brawo. Za to oklaksonił mnie jeden cywil na głębokim zadupiu, ale że zrobił to już po mijance, nie zdążyłem zareagować i z bezpiecznej odległości dowiedzieć się, jakie ma argumenty. Szkoda też, że akurat nie jechała gdzieś policja, bo teren był zabudowany, więc mandacik za niesłuszne użycie pikacza się należał.

Trasa zachodnia, bez szczegółów. Wywiało mnie (nawet dosłownie, bo wciąż duje) gdzieś w okolice Dopiewa. Jazda znów spokojna, praktycznie bez chwili walki o wynik, prócz obowiązkowego dokręcenia do fałmaksa.

Zatrzymałem się (prócz świateł) tylko dwukrotnie, oczywiście bez kontaktu z kimkolwiek: raz, żeby przypomnieć sobie, jak to jest móc legalnie pobyć obok drzew…
Tu chyba jeszcze można?
Powąchać drzewo - rarytas
...oraz by sprawdzić, czy WPN zrobił cokolwiek, żeby poinformować potencjalnych mandatowiczów (to park, a nie zwykły las, musiał wydać osobne oświadczenie), którzy mogli nie wiedzieć o zamknięciu tego terenu dla ludzi, a pozostawienia dla myśliwych. Nic, tylko zabezpieczony parking. Ciekawe, czy to byłby jakikolwiek argument w konfrontacji z leśnym ludem?

Niestety, wyjaśniła się zagadka, która od wczoraj nurtowała część z nas – większość miast pozamykała też tereny leśne, niebędące parkami, dostosowując się do rządowej abstrakcji na poziomie komunalnym. Co oznacza, że co najmniej przez tydzień nie będę miał okazji do tego, co uważam za największy skarb Dębca – bliskiego kontaktu z przyrodą. Bo tu niestety prawo jest precyzyjne i tego akurat trzeba przestrzegać, jakkolwiek irracjonalne się wydaje.

Ale! Ma się swoje sposoby na wybieganie psa :) Jako że jechać z nim nie mam już za bardzo gdzie, zrobiliśmy solidną godzinkę spaceru po okolicach… cmentarnych. Ale nie chodzi o współczesne jego rozumienie, z terenem ograniczonym i zamkniętym. To ruiny nekropolii, praktycznie zapomniane przez człowieka (wstyd!) przylegające do linii kolejowej, o których pisałem m.in. TUTAJ. Sam cmentarz to element, który po prostu trzeba przejść, a obok są nieużytki, łąki itp. Nie zakazane. No to skorzystaliśmy :)
Pies nie prezes, wybiegać się musi
Ze wskazaniem
Zapomniany cmentarz, czyli ani las, ani park
Pełne skupienie :)
Póki jeszcze nie ma zakazu patrzenia na tory...
Zresztą nie tylko my. Pies i człowiek musi się ruszać na świeżym powietrzu, to nie kot i jego prezes – i tu nie ma zgody na żaden debilny zakaz, więc z uśmiechem pozdrowiłem dwójkę niezależnych biegaczy, którzy wykonywali jogging między grobami, czyli de facto prawdziwy grobbing :) Ot, jak się kończą durne pomysły.
Genialny rządowy pomysł jak leśnym zakazem ożywić zapomniane cmentarze :/
A takie tabliczki - zresztą chyba od zawsze niezgodne z prawem - wyjątkowo chętnie dziś olewaliśmy. Bo szanujemy zieleń, dlatego wyprowadzamy na nią psy.
Taki zakaz w dzisiejszych czasach administracja może sobie włożyć w koronowirusa
No i jest tak jak przewidziałem – osiedlowe uliczki, ostatnio puste, zapełniły się ludźmi spacerującymi z psami po trawnikach i chodnikach. To, co w tym tygodniu było wielką zaletą zakazu grupowania się, czyli możliwość przejścia lasem i brak jakiejkolwiek międzyludzkiej interakcji, jest już niemożliwe. Mamy za to kumulację potencjalnych bliskich kontaktów. Nietrudno było to przewidzieć, ale do tego trzeba używać mózgu. Niepopularna czynność tam w górze.




  • DST 52.20km
  • Czas 01:58
  • VAVG 26.54km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 138m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

KHŻP: misja Poznań Główny

Piątek, 3 kwietnia 2020 · dodano: 03.04.2020 | Komentarze 41

Na początek kwestie rowerowe, bo tu jeszcze jest jakiekolwiek pole manewru. O tych innych będzie później.

Krótkiej Higieny Życia Psychicznego odcinek kolejny za mną. Po wczorajszym wysłuchaniu słów rzecznika policji (wspomnienie w poprzednim wpisie) i upewnieniu się, że policja wie jeszcze mniej niż my, a przede wszystkim ma jeszcze więcej wątpliwości (to znaczy my, a już na pewno ja, ich nie mamy - nie ma zakazu jazdy rowerem innym niż miejski po miejscach, które nie są umieszczone w ostatnim rozporządzeniu), ruszyłem dziś nastawiony optymistycznie. Argumentami mogłem sypać jak z rękawa.

Na wszelki wypadek jednak miałem w pakiecie kilka niezbędnych dla życia codziennego misji, które w razie "w" mogłem wymienić jakimś nadgorliwcom. No i w głowie plan tak wymyślonej krótkiej wycieczki, żeby gdzieś w jej połowie być w okolicach... Poznania. A że takowy jest również w Fiałkowie, to już nie moja wina :)

Tak mnie to zmyliło, że kompletnie niechcący wpadło znów pięćdziesiąt kilometrów, m.in. przez Plewiska, Zakrzewo, Więckowice, Dopiewo czy Palędzie. Oj, ja zagubiony :)

I teraz najważniejszy przekaz tego wypadu. Dwa radiowozy, zero reakcji. Choć nie powiem, emocje były podczas mijanek :)


Sama jazda kompletnie rekreacyjna i powolna, żeby nikt mi nie zarzucił, że trenuję. A nawet gdyby mi się chciało walczyć, to wiało tak, że i tak by nic z tego nie było.

W Plewiskach dogonił, a nawet przegonił mnie Jurek - miał prawo, bo dysponował co najmniej dwoma kołami więcej, czyli był w pracy. Zeszła więc chwila na sympatyczne pogaduchy na temat zaistniałej sytuacji gdzieś na parkingu, oczywiście przy zachowaniu wszelkich norm bezpieczeństwa - był odstęp, a u 50% osób nawet maseczka :)

Teraz czas na smętną informację - przed chwilą dowiedziałem się, że Lasy Państwowe zamknęły do co najmniej 11 kwietnia wszystkie lasy, co niestety kończy nasze dylematy jak rozumieć tereny zielone. Teraz nie ma bata - zakaz i... gnój. Jeszcze wcześniej przeczytałem, że sam z siebie zrobiła to dyrekcja Wielkopolskiego Parku Narodowego. A już byłem w połowie decyzji, żeby właśnie tam się dziś udać :/ W zamian zdążyłem jeszcze oprowadzić Kropę po Dębinie, z którą póki co pies musi się pożegnać... :(

OK, z jednej strony rozumiem skąd taki krok, bo znam ludzi i wiem, że mimo mandatów rzuciliby się na każdy kawałek zielonej przestrzeni, licząc na to, że "się uda". Ale boli mnie brak jakiejkolwiek tolerancji dla wyprowadzających pojedynczo swe czworonogi... Za to myśliwi - hulaj dusza, cały świat od teraz ich. Wczorajsze wyłączenie z zakazu tych gnoi nie było przypadkowe.

EDIT: Ale nie płaczmy! Lasy Państwowe mają dla nas alternatywę - pani prezydentowa może nam poczytać o przygodach leśniczego Piątka. Ja już w sumie nie potrzebuję wychodzić, skoro tak o mnie zadbano.




  • DST 52.80km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.08km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 175m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

KHŻP: po bułki i do kiosku

Czwartek, 2 kwietnia 2020 · dodano: 02.04.2020 | Komentarze 39

Zgodnie ze słowami pana ministra zdrowia, wciąż staram się dbać o moją Krótką Higienę Życia Psychicznego. Zgodnie z sugestiami kierowałem się zaleceniami umieszczonymi na stronie rządowej, tyczących się niezbędnych spraw życia codziennego, czyli po prostu pojechałem na zakupy.

Oj, niełatwo jest w tych ciężkich czasach coś dostać :) Najpierw pojechałem do kiosku, ale nie było tego, czego szukałem, więc chcąc nie chcąc musiałem pokręcić dalej. Tu kolejka, tam kolejka, tu ulica jednokierunkowa, tam zakaz wjazdu, no i jakoś tak poszukiwania się przedłużyły. Nawet nie wiem kiedy dookoła domu wyszło tyle kilometrów! Normalnie szok :)

Oczywiście, mogłem TEORETYCZNIE w tym czasie zrobić kółeczko przez m.in. Luboń, Komorniki, Więckowice, Trzebaw, Dopiewo, Palędzie czy Plewiska, ale byłem tak skupiony na znalezieniu otwartych przybytków, że nie mogę tego w żaden sposób potwierdzić :)

Dzisiejszą fotę mam jedną – w końcu udało mi się dostać prasę, której szukałem. Bułki i chlebek również. Niestety, na poczcie kolejka koszmarna. Może jutro uda mi się do niej dostać :)

A żeby nie było tak całkowicie bezrowerowo, to wklejam jeszcze jakąś przykładowe fotkę, którą znalazłem gdzieś na dysku :)

Relive dziś i w najbliższym czasie nie będzie. Bo nie :)

A co ze spacerami z psem? Wciąż nie mam pojęcia. Zaraz sprawdzę.




  • DST 53.10km
  • Czas 01:55
  • VAVG 27.70km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 206m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Krótka higiena życia psychicznego (KHŻP): praca i żurawie

Środa, 1 kwietnia 2020 · dodano: 01.04.2020 | Komentarze 21

Pierwszą czynnością po porannym wyprowadzeniu psa było zrobienie kawy i wejście na stronę gov.pl, by sprawdzić, czy może nasi łaskawcy z rządu zdążyli umieścić treść wczorajszego rozporządzenia JUŻ w dniu, w którym zaczyna obowiązywać. O dziwo było. Smakowity to kąsek, nie powiem.

I wczytałem to, co mnie interesowało najbardziej, czyli zamieszczony w rozdziale drugim, paragrafie piątym (”W okresie od dnia 1 kwietnia 2020 r. do dnia 11 kwietnia 2020 r. zakazuje się na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej przemieszczania się osób przebywających na tym obszarze, z wyjątkiem przemieszczania się danej osoby w celu...”) punkt drugi, który mówi o ”zaspokajaniu niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego”. Do kompletu wszedłem do ”najczęściej zadawanych pytań”, gdzie wciąż stoi to, co ostatnio, czyli: ”przepisy pozwalają wychodzić z domu m.in. w celu realizacji niezbędnych codziennych potrzeb. Do takiej kategorii można zaliczyć np. jednorazowe wyjście w celach sportowych”. Mamy to! Po to właśnie czekałem na samo rozporządzenie, żeby wiedzieć, iż formalnie zakazu wychodzenia, w tym rowerowania czy spacerowania nie ma, oczywiście za wyjątkiem aktywności grupowych i tych bez zachowania odległości dwóch metrów między sobą. Jakakolwiek próba wręczenia mandatu za jazdę byłaby niezgodna z prawem. Nie zmienia to faktu, że obostrzenie samo w sobie było potrzebne, ale to w części ograniczenia spotkań i większej sterylności w sklepach. Za to brawa.

Mogłem ruszać na rower :) Tak jak sugerował pan minister – na krótko, czyli zaledwie 50 kilometrów. Bo to pojęcie jest subiektywne – dla mnie długo to 200 czy 300 kilometrów, a ten mój dystans to przy tym pryszcz. Do tego przecież byłem w trakcie pełnienia obowiązków służbowych (miałem home office, ale polegający na odbieraniu telefonów, których jest zaledwie kilka na dzień), no i w planach były oczywiście zakupy (choć finalnie się rozmyśliłem): bo najlepsze bułki akurat (no kurczę, co za przypadek) są w odległości około 25 kilometrów od mojego domu. No co zrobić? :)

Trasa to higieniczne kondominium: Poznań – Luboń – Mosina – Dymaczewo – Łódź – Stęszew – Komorniki – Poznań.

Rano jeszcze zimno i wciąż urywało łeb. Choć dziś to był akurat najmniejszy problem :) Zresztą ani nie trenowałem, ani nie reperowałem kondycji fizycznej - co to, to nie :)

Drugi częściowo puste, ale zdarzyło się kilku dżentelmenów w niemieckich autach, którzy postanowili swoją higienę psychiczną pielęgnować przez zapieprzanie ile fabryka dała. Ot, rodzimy sposób.


Z tej kępy drzew z tyłu coś mi zaczęło klekotać. No to aparat w łapę, zoomik i sprawdzamy. Niewyraźne, ale są żurawie. Do tego w pełnej komitywie z gęsiami :)
Komitywa żurawi z gęsiami
Marsz, marsz, Żurawski! :)
A po południu Kropa poszła sprawdzić, czy Dębina jest w jakikolwiek sposób ogrodzona. Póki co nie i mam nadzieję, że nie zostanie, bo w sumie też nie kwalifikuje się do zakazu wstępu, gdyż jest to las oraz użytek ekologiczny, a nie zawarty w rozporządzeniu park. Podobno (ja tam nie wiem, hehe) chodziło się genialnie, ludzi mało, ptaki śpiewały, takie tam. Oczywiście wierzę jej na słowo, bo akurat pies może mieć to wszystko w kijku :)




Rowerowe podsumowanie 2019 roku

Wtorek, 31 marca 2020 · dodano: 31.03.2020 | Komentarze 14

OK, czas było w końcu wykonać podsumowanie roku poprzedniego. Nie da się ukryć, że mi się nie chciało. Sam sobie bowiem wymyśliłem format analizowania miesiąc po miesiącu, co tym razem mnie przerosło - za dużo tego, a i w pracy czasu brakowało. Jednak przylazł koronawirus i "pomógł", choć lekko nie było. Ale obiecałem, że powstanie do końca marca, więc jest :)

Proszę Państwa, oto mój rowerowy rok 2019. Rekordowy.

To po kolei.

STYCZEŃ

Zaczął się... deszczem. Jak to ostatnio w styczniu. Pierwszy wypad tego roku był miksem tonięcia, czekania i podziwiania tęczy. Kolejne nie lepsze Ot, klasyczna zima :)
Bajka po horrorze (deszczowym)Kolorowanka

Potem jednak zaczęło być bardziej konserwatywnie, co mnie kilka razy zaskoczyło na trasie. A potem w ogóle nie dało się kręcić. W związku z pogodą trafiły się więc wszystkie trzy bezrowerowe dni w roku (śnieg i znaczne oblodzenie - za duże ryzyko).



Do tego wiało.

Jednak generalnie sprawy rowerowe zeszły na plan dalszy w połowie miesiąca, bowiem serducho łopotało, gdy Kropa została poddana sterylizacji - tak dla zdrowia, jak i z rozsądku. Jak się okazało, nasz czworonożny hardkorowiec przeżył operację lepiej niż sądziliśmy :)


LUTY

Znów kilka ataków zimy.

Do tego miałem okazję się przekonać, że na drogach Polacy plus Ukraińcy to 200% najgorszego z najgorszych.

Zgubiłem telefon - "znalazł się" po kilku dniach u pewnego dziadka, po tym jak zgłosiłem jego lokalizację (ma się swoje sposoby) na policję oraz bombardując informacjami o grożących sankcjach. Pan wymyślił historię tak kreatywną (poślizgnął się na śniegu, spadł akurat na mój telefon, potem był prawie w śpiączce, więc nie mógł odebrać i poinformować o zgubie), że aż mu darowałem :) Z rzeczy duchowych: świętowałem tłusty czwartek :)


MARZEC

Miesiąc, w którym się działo. Kręciłem w sumie po czterech województwach. Początek to oczywiście Wielkopolska, następnie wypad w rodzinne strony, czyli atak na Sudety...



...a w końcu lekko szaleńcza misja pojechania do kuzynki na chrzest... rowerem :) Problem w tym, że impreza odbywała się w województwie łódzkim, w Sulejowie pod Piotrkowem Trybunalskim. Ale co to dla mnie - misterny plan polegał na dojechaniu do Sieradza pociągiem, a potem miało być już z górki, nawet z kokonem za czterema literami. Taaa, miało :) Jak zwykle anioł tkwił w szczegółach, a były nimi tym razem antystandardy rowerowe we wspomnianej miejscowości, a nade wszystko w Zduńskiej Woli, których powstydziłyby się kraje trzeciego świata. Jakoś się jednak udało :)







Pokręciłem się później jeszcze troszkę po okolicach...




...a podczas powrotu wpadłem jeszcze na chwilę do Warszawy.

Pod koniec miesiąca czuć już było wiosnę.
Trawka! Zielona! - WPN

KWIECIEŃ

W pełni zakwitł "sezon". Śmieszki się zakorkowały, nie tylko rowerzystami.



Pierwsza połowa miesiąca to jeszcze klimaty pozimowe - raziło łysymi drzewami, trzeba było więc częściej wpadać do lasu w wyczekiwaniu na zieleń.
Cel wyznaczony - WPN
Jak zaskroniec w wodzie - Dębina
Mleczna droga - Dębina

Za to gdzieś w połowie kwietnia jak się zażółciło rzepakiem, tak można się było cieszyć pięknymi barwami przez wcale niekrótki okres.

Nawiedziłem na dłużej Kórnik...

...oraz Radzewice, gdzie zainstalował się mój Ojciec, żeby spragnionego napoić i przywieźć jedyne piwo, jakie może pić, czyli bezglutenowe.

Przy okazji wpadł kurs (już z Żoną i Kropą) do Rezerwatu Krajkowo.
Warto puszczać kijek? :) - Rezerwat Krajkowo
Chodzenie po bagnach wciąga - Rezerwat Krajkowo

MAJ

Początek to miks mgieł, deszczu i wciąż eksplodującej zieleni. Przykładowo siódmego maja na termometrze były... cztery stopnie.
Mgielnie - Las Dębiński


Jednak wydarzeniem miesiąca było moje wyjście na chwilę z pracy do sklepu i powrót z... Czarnuchem pod pachą :) Decyzja spontaniczna, ale też wcześniej pożądana, gdyż mój cross już ledwo zipał. I jak najbardziej udana :) Testy trwały i trwały, udało się zdobyć m.in. K2 :)
Chwila na pop(i)as(ek)
Testów czołgu ciąg dalszy

Kropa również nie narzekała.
Krop(y) smiling :)

CZERWIEC

Zaczęły się upały :/ Piekarnik zdecydowanie przesadził.


Tak samo jak żyjący wtedy jeszcze minister Szyszko.

Uratowałem jeża...
Jeżu malusieńki... :)
...a w połowie miesiąca wpadła seta przez Czyściec :)

Razem z Kropą szukaliśmy ochłody w WPN-ie, nawet udanie.
Telemark - WPN
Zielono mi - WPN
Zając polny - Osowa Góra
Jezioro Kociołek z zawartością - WPN
W okolicy Puszczy Zielonka natrafiłem na ziomalkę...

...a Kropa na lustro :)
W krzywym zwierciadle :)
Był i kangur...

A pod koniec wpadła Przełęcz Karkonoska, jak zwykle paskudna i średnio warta uwagi, szczególnie gdy trzeba z niej zjeżdżać bez sprawnych hamulców :)
Motywator - na Przelęcz Karkonoską
Czechy, dobry den - na Przelęcz Karkonoską
Czasem warto spojrzeć za siebie - na Przelęcz Karkonoską
Za to przy okazji dokonane zostało historyczne styknięcie się Dębicy i Schwalbe, co oznacza, że spotkałem kolegę Morsa... schodzącego z górki :)
Zły dotyk: Dębica (Mors) kontra Schwalbe (Trollking) - na Przelęcz Karkonoską

LIPIEC

Zaczął się w górach, czyli zaczął się fajnie.
O, taka tam zaporka :) - Zapora Pilchowice
...i w góre - Perłą Zachodu
Potem wpadło trochę WPN-u, szachtowego terenu oraz poznańskich jezior, czyli wciąż trwało "fajnie".
Jezioro Jarosławieckie - WPNDrzwi do lasu - WPN
Świątynia dumania - WPN
Natomiast pod jednym z moich filmików na YT było już... rodzimie, czyli niefajnie :)

Poza tym - raz znalazłem opiekę koło Maryi, gdy lało :)

Przetestowałem też hulajnogę, pożyczoną od kumpla - spoko sprawa, bo samowolka kompletna, byle nie dawać Polakom :)

Pod koniec zakopałem się jeszcze w drodze do Rezerwatu Krajowo, a także eksplorowałem dalej poznańskie lasy.


Wieża widokowa w Szreniawie, zakaz wstępu gratis - Wielkopolski Park Narodowy
Podziwiałem też piaskową wystawę na Malcie.
Żółw olbrzymi - Poznań Sand Festival
A, i trafił się lisek.
Proszę państwa, oto liś :) - Golęcin, Poznań

SIERPIEŃ

Wpadła seta z BUS-em, do... kościoła :) Tego w Nekli, bardzo ciekawego. Oprowadzenie przez proboszcza załatwiłem na miejscu, na cuda potrzebuję więcej czasu :)
Elementy lekko obce :) - Kościół św. Andrzeja Apostoła w Nekli
Rozeta cud miód - Kościół w Nekli
Potem góry, bo już wypadało wpaść w rodzinne strony.
To proste - prosto! :)
Na lewo patrz! - Trasa Czeska
Bezgranicznie - Okraj

Po powrocie przekonałem się, że "sezon" wciąż trwa...

...a gdzieś na trasie dostałem prezent rowerowy od pana posła.

Zaczęły się dożynki!!!! :)

Zając wpadł gratis.

Pod koniec miesiąca trafił się solidny huragan.


WRZESIEŃ

Dożynek ciąg dalszy (nawet się okazało, że urzędnicy w Dopiewie znają z tego mojego bloga) :)

Łożyskowo, dożynkowo

WPN-u ciąg dalszy :)
Warta zawsze piękna - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Przewalone drzewa, czyli nowy mikroklimat - Wielkopolski Park Narodowy
A niby płasko - Wielkopolski Park Narodowy
Wiatru ciąg dalszy :)
A miało wiać w plecy... :/
Na tory wróciły parowozy do Wolsztyna...
Parowóz pędzący z Poznania do Wolsztyna
...a kierowcy BMW trzymali swój rodzimy poziom.

Gdzieś przy okazji udało się obejrzeć mecz Ligi Leszczów, czyli Luboński KS kontra Las Puszczykowo :)
Kibic roku :)Na wsiach otwarto nowe drogi rowerowe :/

A lasy się jesieniły.
Jesień przyszła - Las Dębiński, Poznań

PAŹDZIERNIK

Jesień. Wiało, padało. Mgliło.
Mroczność mglista
Potem pogoda zluzowała, co ucieszyło przyrodę.
Krowa spłoszona, kanguropodobna
Udało się w końcu odwiedzić Muzeum Rolnictwa w Szreniawie. O dziwo mega, mega ciekawe.
Lokomobil od Cegielskiego, Muzeum w Szreniawie
Pozwiedzało się poznańskie jeziora...
Zerknięcie na Rusałkę, Poznań
I jeszcze raz, z lekką korektą, Poznań Strzeszyn
No i odbyły się wspomniane wcześniej wybory.
Mądrość Ludzi Lasu :) - Wielkopolski Park Narodowy
Musiałem odreagować, jadąc w góry. A tam trafiła się... spóźniona dożynka :)

Pewnie by się dało prosto w dół - Łysa GóraPatataj i takie tam :) - Trzcińsko

A pod koniec miesiąca zamgliło, potem znów zafajniło, by finalnie przymrozić. Ale chill :)
Dzień kundelka, więc chill... :)

LISTOPAD

Zaczął się bardzo średnio - pogrzebem. Ale był też fajny motyw, czyli możliwość oprowadzenia kolegi Lapeca po Szachtach :)

Potem pogoda nie motywowała nikogo...

...choć trafiły się i prawdziwe morsy :)
Selfie z morsami :), Jezioro Niepruszewskie
Nadleśnictwo Babki robiło swoje.

A w Luboniu świat się skończył - powstał pierwszy (i jedyny) kontrapas! :)
Wjazd na kontrapas, świat się kończy - Luboń
Udało się w końcu zgrać na wspólny wypad z Kamilem.

Mimo obaw, że się nie uda, zaliczyłem również pozycję obowiązkową, czyli poznańską wystawę makiet kolejowych.
Scenka rodzajowa z parowozem na podwórku - Poznański Klub Modelarzy Kolejowych
Z zimą nie ma żartów - Poznański Klub Modelarzy Kolejowych
Szersza perspektywa - Poznański Klub Modelarzy Kolejowych

GRUDZIEŃ

O dziwo zaskoczył :)
Czy te oczy mogą kłamać? :) - Las Dębiński, Poznań
Nie, nie, to akurat w Luboniu nie dziwił :)
Luboń i drogi rowerowe z asfaltu - wciąż jak widać wyższa szkoła jazdy
Warunkami też niespecjalnie.
No warunki na szosę były średnie :)
W zimowym porannym słońcu, Las Dębiński, Poznań
Przynajmniej na początku, potem bowiem zaczęło się robić jakoś tak lepiej.

A ja, choć nie planowałem, ale będąc motywowanym przez głównego kibica, czyli BUS-a, z którym udało się nawet wykonać mglisty wypad...

...oraz mimo całkowitego skatowania T-rek(s)a, co skutkowało przesiadką na Ventyla...

...jak i kręcenia Czarnuchem w warunkach każdych...


Stadium Miejski w Poznaniu, widok na przód pieczarki..czy załamania rąk w temacie babkowych wycinek...
(Aktualne): teraz :(
...zakończyłem z sukcesem ten rok. Wpadł przy okazji rekord miesięczny - 1913 kilometrów.

Oficjalny wynik roczny: 20 067 rejestrowanych kilometrów. W tym tylko trzy sety :)

DZIĘKI WIELKIE WSZYSTKIM ZA MOTYWACJĘ! :)

Oto cała stajnia, którą zakatowałem:

Kropa też miała swoje eldorado. Łącznie rejestrowanej piechoty wyszło 1150 kilometrów. Plus oczywiście zapewne tyle samo nierejestrowanych :)

Motywator uszny: 158 przesłuchanych płyt muzycznych. Tu bez szału. Ale literacko jest lepiej ciut lepiej: 12 książek przeczytanych, 14 przesłuchanych. Jak na naprawdę ciężki rok, pod każdym względem, uważam to za wynik, który ujdzie :)

Wyrzut sumienia nie tyle się zmniejszył. ile powiększył :)

Czego zabrakło? Wypadów typowo wakacyjnych, rodzinnych, nierowerowych, oczywiście prócz tych w Sudety. Były nawet zaplanowane wakacje na jesień, ale czynniki zewnętrzne zrobiły swoje.

Ten rok, jak już wiemy, będzie ciężki. Rekordów nie przewiduję.




  • DST 52.80km
  • Czas 01:55
  • VAVG 27.55km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 175m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Znów nikt nic nie wie :/

Wtorek, 31 marca 2020 · dodano: 31.03.2020 | Komentarze 24

Od wczoraj z niecierpliwością oraz obawą czekałem na to, co rząd zrobi z zapowiedzianym zaostrzeniem praw obywatelskich związanych z walką z koronawirusem. Oczywiście głównie nurtował mnie temat spacerów i jazdy na rowerze.

Godzina "W" wybiła w samo południe (dokładanie kilkanaście minut po), gdy jeszcze kręciłem. Nie powiem, przemieszczałem się z duszą na ramieniu i słuchawkami nastawionymi na radio w uszach, bo można było spodziewać się wszystkiego. Początkowo odetchnąłem pełną piersią: usłyszałem bowiem o zakazie wypożyczania rowerów miejskich (jak dla mnie bomba, tylko dlaczego nikt nie pomyślał o hulajnogach?), dwumetrowych odstępach między spacerującymi (ufff, czyli wyjść będzie można, to był dobry znak. Problem w tym, że teraz nawet osoby bliskie muszą tak się zachowywać - abstrakcja, jeśli mieszkają razem. Polska drugą Arabią!), konieczności wychodzenia dzieciaków tylko pod opieką dorosłych (świetna sprawa) i wprowadzeniu limitów osób w sklepach. Zadziwiło mnie wprowadzenie "senioralnych godzin" (10-12), bo to oznacza tylko jedno - muszę przekazać Rodzicom i Teściowej, żeby w żadnym wypadku wtedy na zakupy nie chodzili, bo to jak samobójstwo. Parki będą pozamykane (co z "moją" Dębiną, która formalnie jest użytkiem ekologicznym?) - w sumie rozsądne, bo debili było ich tam w weekend od groma. Jednak o zakazie jazdy czy limicie odległości od domu cisza.

Radośnie jechałem dalej, słuchając pytań od dziennikarzy. No i niestety mina mi zrzedła. Zostało bowiem zadane kluczowe dla nas: co z bieganiem i jazdą rowerem? Oto odpowiedź Szumowskiego: "Ale to nie jest tak, że mamy prawo biegania czy uprawiania sportów. Traktujmy to uprawnienie jako niezbędny środek higieny zdrowia psychicznego. To nie chodzi o to, żebyśmy utrzymali formę. Żebyśmy biegali ileś kilometrów wokół domu. Możemy wyjść z psem czy pobiegać, ale krótko, przewietrzyć się i wrócić do domu. Nie traktujmy tego jako czas na sport, ale raczej jako zwykłe przewietrzenie się. Na to, by odetchnąć psychicznie niż ćwiczyć". Zaś na stronie gov.pl stoi takie coś: "Będziesz mógł się przemieszczać, aby zrobić niezbędne zakupy, wykupić lekarstwa, udać się do lekarza, opiekować się bliskimi, wyprowadzić psa". Tyle że to tyczy się jedynie pieszych.

Czyli co? Znów jeden wielki burdel. A interpretacja będzie zależała od policjanta, który ewentualnie nas zatrzyma. Co ciekawe, wciąż pięć osób może być na mszy, a jedna na rowerze już niekoniecznie.

Moja linia "obrony" jest taka: rower jest dla mnie sposobem na odetchnięcie psychiczne. Nie ćwiczę. Nie trenuję. Zaś wyrażenie "krótko" jest względne, poza tym nikt nie jest w stanie udowodnić, od jakiego czasu jestem poza domem.

"Sprzedaję" to wytłumaczenie gratis :) I w sumie jest zgodne z rzeczywistością. Nie mamy stanu wyjątkowego, nie ma precyzyjnego zakazu używania rowerów. Prawo jest po naszej stronie. To samo spacery z psem czy bieganie - oczywiście należy respektować zakazy wstępu tam, gdzie one się pojawią.

Dobra, tyle na tę chwilę. Szybko jeszcze pro forma o dzisiejszej jeździe. Zimno - w nocy przymrozek, a nawet śnieg! Do tego przejmujący wiatr. Fuj. Klasyczne w tę i z powrotem na trasie: Dębiec - Wartostrada - Gdyńska - Koziegłowy - Czerwonak - Bolechowo - Murowana Goślina, tam nawrotka. Pierwsze dwie foty symboliczne, ukazujące naszą skomplikowaną sytuację :)





A ja teraz szybko idę z psem, póki jeszcze mogę bezstresowo. I mam gdzie :)




  • DST 53.10km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.23km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 169m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

GłuPTAKowo

Poniedziałek, 30 marca 2020 · dodano: 30.03.2020 | Komentarze 24

Generalnie to wciąż stawiam veto zmianie czasu. Nie uznaję jej, biorąc przykład z politycznej "góry" - tak jak ona zamykam oczy i udaję, że świat, prawo oraz reguły nie istnieją :)

Ciężko się było zwlec, mimo powyższego założenia. Jednak jakoś się udało, później coś zjeść, wypić kawkę i ruszyć. I od razu wiedziałem, że nie będzie łatwo - niby zimno nie było, ale czynnik chłodzący, którego dziś nie wymienię z imienia (bo nie warto), robił swoje przez całą drogę, demotywując i nie chcąc pomóc.

Wykonałem pętelkę zachodnią z elementem północnym, czyli: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Wiosnę zdecydowanie czuć w powietrzu - kwitną bzy, krzaki robią się kolorowe, gdzieś tam puszczają pąki. Fajnie. Ja jednak cenię sobie jedno stare, łyse i smutne diabelskie drzewo przed Lusowem, niestety przeznaczone do wycinki. Zapewne (wyjątkowo) słusznej, ale póki ono stoi, będę je pozdrawiał.
Diableskie drzewo
Chwilę spędziłem nad ciekiem wodnym prowadzącym do Jeziora Lusowskiego w Lusówku...
Ciek wodny, malowniczość gratis
Kanałek z opcją parkowania
...oraz nad samym jeziorem, jak zwykle. Bałem się, że dojście na plaże będzie zamknięte, ale na szczęście nie.
Jezioro Lusowskie
Nie muszę chyba dodawać, że rower tylko krótko stał w pionie - podmuchy nie lubią takich ujęć :) Jak się okazało, nie byłem w okolicy sam, bo doczłapał do mnie pan o aparycji klasycznego ochroniarza z Biedronki, który kulturalnie i na odległość zapytał szczerze, czy nie wspomógłbym go złociszami, tylko nie wie co jest mu aktualnie bardziej do życia niezbędne: chleb czy browar. Dostał na obydwa za filozoficzne podejście do tematu :) Mamy kryzys, trzeba wspierać potrzebujących :)

Skoro jesteśmy "na wodzie". Mała ściąga ze spotkanego dziś ptactwa wodnego, niestety większość pływała sobie daleko, więc zdjęcia średnio wyraźne.

Łyska:
Łyska na wzburzonym jeziorze
Kaczki krzyżówki, w wersjach: dwa samce oraz samica plus samiec:
Dwa samce kaczki krzyżówki
Samica i samiec - krzyżówki
Gągoł:
Gągoł w pikselozie
Tutaj zaś osobisty czworonóg u stóp wielonoga :)
Czworonóg u stóp wielonoga :)
I jeszcze dwie scenki rodzajowe. Nie popieram, jak i... nie popieram :) Bo wandalizm świadczy o słabości.

A tu informacja na moim ulubionym osiedlowym sklepie zoologicznym. Pani lubi zwierzęta, do dzieci ma mniej cierpliwości. Jestem stałym klientem :)

PS. podobno Morawiecki na jutro zapowiada kolejne obostrzenia w temacie walki z koronawirusem. Już się boję. bo to może być wszystko. Mam nadzieję, że rowerzystów zostawią w spokoju, tak samo jak spacerujących solo lub z jedną osobą. Natomiast jeśli znajdą jakiś sposób na egzekwowanie prawa od debili, którzy wyruszyli grupami na podboje lasów i parków ostatniej soboty, tylko przyklasnę. Jeśli nie, a skończy się na uwaleniu nas, pozostanie mi solennie podziękować :/