Info
Suma podjazdów to 811121 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik15 - 10
- 2026, Wrzesień30 - 11
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.30km
- Czas 02:05
- VAVG 25.10km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 182m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zahaczając o Nową Holandię :)
Niedziela, 18 października 2020 · dodano: 18.10.2020 | Komentarze 9
Niby dzisiaj przed południem nie miało padać. Wiać owszem, ale nie padać.
Więc... przed południem padało :) No i wiało. Na szczęście opady nie były jakieś super wielkie (zresztą dość szybko przeszły), jeździć się dało, ale dla bezpieczeństwa Czarnuchem. Nie narzekałem - rower po delikatnym przeglądzie, można było przetestować.
Trasa zachodnia, pustynna: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Relive, zgodnie z tradycją ostatnich dni, brak.
Wiało konkretnie, ale muszę przyznać, że podczas powrotu podmuchy nawet pomagały, dzięki czemu udało mi się wyciągnąć na płaskim fałmaksa lekko ponad pięć dych.
Byłem obok Holandii, takiej nowej. Imponująca maszyna. Używana warta jakieś trzysta tysięcy. 

Obok działał potwór-wyjadacz.
O dziwo trafiły się i ptaki. Szkoda, że było tak szaro i ponuro, więc zdjęcia wyszły średnio, ale znów jako tako widać czaple białe. 



Jeszcze mniej wyraźnie, bo wysoko na niebie, ująłem pustułkę...
...oraz myszołowy w akcji.


A na Głogowskiej, na odcinku na wysokości Szacht, zostałem dziś po raz pierwszy obszczekany przez radiowóz. Pisałem o nim (odcinku, nie o suce) już wiele razy - jest tak po kilka pasów w każdym kierunku, pośrodku barierki, a pobocze szerokie. No i niektórym się wydaje, że to ekspresówka. Ale nie, o czym akurat policja wiedzieć powinna. Szkoda, że mnie nie zatrzymali, bo z chęcią bym podyskutował i wyedukował. Oraz poinformował, że ich koledzy wyprzedzali mnie tam już setki razy, a dopiero oni mieli jakieś ale. Eh, widocznie biorą już na służbę jakiś najgorszy sort. Może taki, który w ślad za radiowozem mnie strąbił - tu już nie miałem cierpliwości i puściłem wiązankę. Dość kreatywną :)
- DST 57.50km
- Czas 02:02
- VAVG 28.28km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 182m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pachołkowo
Sobota, 17 października 2020 · dodano: 17.10.2020 | Komentarze 21
Oj, ciężko się już jeździ przy tych dziewięciu stopniach. Każdy podmuch wiatru zniechęca, a łapy marzną, gdy się zapomni długopalczastych rękawiczek (to ja). Więc walki brak, a wynik słabiutki. Mimo wszystko jednak wolę to, co było dziś, od upałów. I póki mi się nagle coś nie zmieni, będę bronił tego podejścia :)
Trasa to pętelka wokół Jeziora Kowalskiego. Z Dębca kawałek Wartostradą, następnie Jana Pawła, Główna, Miłostowo, Bogucin, Janikowo, Kobylnica, Bugaj, Biskupice, Jerzykowo, Kowalskie, Karłowice, Wierzonka, Kobylnica, Janikowo, Bogucin i przez Poznań, z grubsza podobnie jak w pierwszą stronę. Relive? Chętnie. Ale brak, z przyczyn wciąż niewiadomych.
Nie wziąłem ze sobą konkretnego aparatu, bo była w momencie wyjazdu taka szarówa, że wydawało się, iż nie ma sensu. No i mam... Oczywiście obrodziło zwierzakami :) Więc jest tylko to, co się udało uchwycić kompaktem. Sarenki...

...lecący obok myszołów...
...oraz kruk...
.no i młody perkoz dwuczuby do kompletu.
Ten ostatni nad Jeziorem Kowalskim. Fajnym, całkiem uroczym akwenem, położonym w ciekawej okolicy.



Na niebie nie brakowało zresztą innych skrzydlatych wynalazków.
Miałem okazję ukazać w praktyce, jakim debilizmem są opisywane wielokrotnie pachołki za Kobylnicą. 

Aż zaśmiałem się w głos (choć ominięcie kolosa na łuku było średnio sympatyczne), bo lepszego dowodu wymarzyć sobie nie mogłem. Pobocze przecież jest po to, żeby ułatwić życie w przypadku awarii lub interwencji policji. A tu proszę...
No i na koniec człowiek, który chciał być rowerem, ale coś nie wyszło :)
Ufff. I jak tu walczyć o średnią przy takiej ilości atrakcji? :)
- DST 51.50km
- Czas 01:49
- VAVG 28.35km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 138m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Czaplokredki
Piątek, 16 października 2020 · dodano: 16.10.2020 | Komentarze 12
Dzionek rozpoczęty od zakupów, żeby zdążyć przed dwugodzinówką pustych sklepów. Tak jak sądziłem, po dziewiątej cały dyskont popularnej marki pełen... emerytów. A zagadana znajoma pani z piekarni, prócz tego, że uważa godziny dla seniorów za debilizm, bardzo je sobie chwali. Ma bowiem sto dwadzieścia minut płatnej przerwy :) Taaa, ma to sens...
Tyle wniosków z przedednia wpadnięcia Poznania do strefy czerwonej w związku z pandemią, którą już przecież przed wyborami zwyciężyliśmy. No i sobie przypomniałem, że co miesiąc płacę jakieś grosze za kartę Multisport, z której - oczywiście przez rower - nie mam czasu korzystać. Aż mam ochotę jutro pójść na siłownię lub basen, ale pozostaje mi wizyta w kościele. Hm, jednak nie skorzystam :)
Co do rowerowania - średnio atrakcyjna rundka na wschód, pod wiatr, który znów wrócił na swoje upierdliwe pozycje. Z Dębca Wartostradą i wzdłuż Malty do Browarnej i na Kobylepole, a potem przez Zalasewo, Garby, Tulce, Krzyżowniki, Śródkę, Szczodrzykowo, Dachowę, Robakowo, Gądki, Jaryszki, Krzesiny, Minikowo, Starołękę i Las Dębiński do domu.
Zalasewo szybko i prężnie się rozwija. Kiedyś tu było kretowisko, a teraz mamy... kredkowisko :)
Poza tym skończono już przyzwoity (ciężko to pisać) ciąg pieszo-rowerowy, szerokością zbliżony do drogi. Szkoda tylko drzew, które przy tej okazji poległy.
A najwięcej czasu spędziłem nad kałużą w Szczodrzykowie.
Nie żałuję. Bowiem najpierw byłem zmartwiony całkowitą ciszą i liczbą ptaków zbliżoną do zera. Ale po chwili już nastał inny świat. Najpierw skądś nadleciała wataha mew śmieszek...
...a potem przyuważyłem przykucnięte gdzieś razem dwie czaple: siwą (bardziej skrytą) oraz białą. Po chwili i one trochę wyluzowały :)





Z chęcią dodałbym filmik z Relive, ale jego możliwości twórcze skończyły się niespodziewanie we wtorek. Może apka się zainfekowała? :)
- DST 76.80km
- Czas 02:41
- VAVG 28.62km/h
- VMAX 52.30km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 225m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Aktywka
Czwartek, 15 października 2020 · dodano: 15.10.2020 | Komentarze 16
Aktywny dzionek, choć porządnej dawki wyspania nie mogłem sobie odpuścić. Trzeba korzystać, póki jeszcze można.
Najpierw wypad szosą na pięć dych. Niespiesznie, bo pogoda niezgorsza, ale średnio motywująca - szaro i ponuro. Przynajmniej już łba nie urywało.
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Chwilę spędziłem w okolicach Jeziora Lusowskiego. Tam, gdzie jeszcze niedawno była susza, dziś pojawił się górski strumyk.


Testowałem też nową DDR-kę z Sierosławia do Lusówka. W warunkach niemalże wiosennych. Muszę przyznać, że jest przyzwoicie, choć wciąż nie wiem, po co toto w ogóle powstało.

A skąd się wzięło dodatkowe ponad dwadzieścia kilometrów? Otóż na dziś miałem ustawiony roczny przegląd Czarmucha w CCR Sport na Ptasiej. Bowiem Kross zawarł obostrzenie, że żeby zachować pięcioletnią gwarancję na ramę, trzeba się dwukrotnie pojawić w autoryzowanym serwisie tej marki. Więc najpierw prysznic...
...a potem na miejsce. I z powrotem, bo dostałem info, że mogę odebrać sprzęt tego samego dnia. Bardziej cała procedura była pro forma, żeby mieć adnotację w systemie, ale oczywiście gdyby do tematu kompleksowej wymiany części podejść na maksa, zostawiłbym tam majątek. A tak poszło po kosztach, oczywiście wpadła regulacja wszystkiego, co możliwe, ale wymianę napędu zostawię na przyszły rok. Przy okazji z (po raz kolejny to się potwierdza) sympatyczną i kompetentną obsługą ponarzekaliśmy na wytrzymałość części - jak się okazało to kolejny głos potwierdzający, że co sezon, to z tym gorzej :/
A że byłem w okolicy, to nie mogłem się powstrzymać i obfociłem pieczarkę, czyli poznański Stadion Miejski...

...oraz parowóz Ty51, który jakiś czas temu stał się sympatycznym symbolem Kolejorza.

Wpadł również solidny spacer z Kropą, więc lekko padam na ryj. Wolne :)
- DST 51.40km
- Czas 02:03
- VAVG 25.07km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Poprawkowo
Środa, 14 października 2020 · dodano: 14.10.2020 | Komentarze 11
Urlop w czasach Covida trwa. Gdziekolwiek jechać strach, nad morzem sztorm, w górach byłem, więc można zająć się nadrabianiem książek i seriali. No i spacerów - Kropa w siódmym niebie :)
Pogoda... Hm. No nie powala. Dzisiaj - zgodnie z założeniami - od rana lało. Z rowerem pod pachą wybrałem się więc najpierw do pobliskiego serwisu, gdzie za kilka złotych wymieniłem łańcuch w szosie. Mi się z tym babrać nie chce, wolę dać zarobić nawet te grosze, a przy okazji przetestuję, czy regularna zmiana tego elementu (najpierw co 600-1000 kilometrów, potem już rzadziej) wpłynie na żywotność napędu. Oby.
Potem kawka, śniadanko, i... chwilowa poprawa pogody. Od razu więc osiodłałem Czarnucha, licząc, że luka w opadach utrzyma się dłużej. Oczywiście nic z tego. Dokładnie w połowie lunęło konkretnie, a ja dojechałem do domu z solidnym basenem w butach. Do tego wiatr mnie kilka razy prawie zmiótł z drogi. No ale pokręcone? Pokręcone.
Trasa to pietruszko-marchewa: Dębiec - Wartostrada - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Kliny - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Bogucin - Miłostowo - Główna - Śródka - Piotrowo - Wartostrada - dom. Relive zastrajkowało i nie ma.
Zdjęcia... Hm. Napiszę tak: dobrze, że mi aparatu nie zalało :) Więc tylko kilka symbolicznych. Wzdłuż brzegu Warty miasto zabrało się za wymianę starych, paskudnych betonowych płyt na coś, na co da się spojrzeć bez odruchu wymiotnego. Na razie ciężki sprzęt zajmuje się demolką,
A ja dziś byłem na Wartostradzie pięćdziesiątą pierwszą osobą. O jedenastej. No szału nie ma :)
Pod drodze - jak widać - bywało tak sobie.
Najmniej pewnie czułem się koło mostu Rocha. Śliskie skorupy kasztanów to niezła ślizgawica.
Ptaków dzisiaj brak. Trafił się jedynie zamglony, samotny kruk, imprezujący na balotach :)
- DST 51.40km
- Czas 01:50
- VAVG 28.04km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 193m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Mgiełkowanie
Wtorek, 13 października 2020 · dodano: 13.10.2020 | Komentarze 17
Od rana miała lać, ale na szczęście pogodynki źle wywróżyły. W zamian dostaliśmy mgłę, całkiem solidną, jak i urocze pięć stopni na termometrze. Lampki na tył i przód oraz długopalczaste rękawiczki na łapy, i dało się żyć.
Głównym elementem dzisiejszej jazdy było miasto. Jak zwykle zakorkowane, ale o tym napisałem już wiele słów, więc tematu rozwijał nie będę. Wspomnę tylko, że po pierwszych kilkunastu kilometrach byłem zmasakrowany, a strat oczywiście nie było jak nadrobić. Mimo że potem kręciło się już całkiem sympatycznie.
Trasa północno-zachodnia: Dębiec - Górecka - Hetmańska - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Dąbrowa - Wysogotowo - Plewiska - Poznań. TU Relive.
W całej tej smętnej szarówce udało mi się spotkać bażanta. Ledwo udało się zrobić zdjęcie w takich warunkach, więc dobrze, że w ogóle cokolwiek widać :)
A poza tym było... zajemgliście.

Z popołudniowych atrakcji: wizyta u Teściowej. Taaa... :) No i spacer po Dębinie. Bez szału, ale przynajmniej cokolwiek dało się zobaczyć :)





To ustrojstwo zwisające z drzewa mnie zainteresowało. Albo to karmnik dla małych ptaków, albo ptasia sala tortur :)
Pogodowo "ciekawie" ma być jutro. Nie tylko ulewy, ale i jakiś kosmiczny wiatr. Co z tego będzie - lub nie (rowerowo) - się okaże.
- DST 51.60km
- Czas 01:46
- VAVG 29.21km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 158m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ideolo :)
Poniedziałek, 12 października 2020 · dodano: 12.10.2020 | Komentarze 12
Dzisiaj kolejny wolny dzień, mający dwa etapy: wyspanie się (w końcu!) oraz pozałatwianie zaległych spraw. A pośrodku rower.
Wczoraj się obawiałem, że będzie padać, na szczęście przynajmniej o jeden dzień wyrok został odroczony. Jechało się nawet spoko, nie wiało mocno, ale ani razu w plecy, więc wynik taki sobie. Upału nie było - osiem stopni na starcie, dziesięć po nawrotce. Ale ważne, że pokręcone.
Trasa pustynna, zachodnia: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Górek już nie ma, więc jak zwykle trzeba ratować się widokiem WPN-u na horyzoncie :)
Spotkałem pociąg LGBT :) 
Jechał na zachód - przypadek? :) Żadnych rodzimych nazioli w jakimś tam PolRegio goniących ten skład nie stwierdzono :)
Wpadł też myszołów, ale bardzo wysoko.
A już koło domów spotkałem dziwną kawkę. Taką łaciatą.

Tyle, ciekawostek poza tym brak. A od jutra deszcz :/
Aha, jest ciekawostka, czyli burdel, jak zwykle ze strony gov.pl. Ci od FAQ widocznie wiedzą więcej, niż wynika z samego rozporządzenia:
Czy ja uprawiam sport wyczynowo czy rekreacyjnie? Oto jest pytanie! :)
- DST 53.80km
- Czas 01:52
- VAVG 28.82km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 161m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Apa(pu)ge! :)
Niedziela, 11 października 2020 · dodano: 11.10.2020 | Komentarze 19
Górski wypad minął ekspresowo, powrót jeszcze szybciej, dzisiaj nadszedł czas na rundkę po płaskim.
Nudno? Niekoniecznie. Można się zdziwić, o czym później :)
Najpierw o trasie. Wpadła jedna z moich ulubionych (zaraz po psutym przez powstającą śmieszkę "kondominium"), czyli południowa wisielcza pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabno - Żabinko - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. W końcu objazd trochę ucywilizowano i nie trzeba spacerować.
Nie spieszyłem się, bo mi się nie chciało. Pogoda nawet sympatyczna, choć na pierwszych kilometrach było jeszcze chłodno. Wiatr taki sobie.
Czas na wydarzenie dnia. Gdy wracałem, w Mosinie, niedaleko ronda obok rynku, musiałem dać ostro po hamulcach, bo na drucie siedziała... papuga. Żywa. Wręcz wyluzowana. Wyjąłem aparat i zacząłem cykać foty, zastanawiając się, jak w niedzielę dodzwonić się na Straż Gminną, czy co tam występuje.




Na szczęście nie musiałem tego robić. Usłyszałem bowiem, jak jedna pani rozmawia sobie radośnie z panem z kebaba, zerkając na arę. Jak się okazało, nikomu nie uciekła, a za chwilę miał się pojawić opiekun, czyli brat. Zagadka więc się wyjaśniła. Generalnie jestem przeciwnikiem przybytków typu papugarnie, gdzie w niewoli trzyma się wiele ptaków na małych przestrzeniach, ale ta tutaj ma zdecydowanie dobre życie. Dowiedziałem się, że Kukuś (jeśli dobrze zapamiętałem imię) wylatuje sobie kiedy chce, ale zawsze wraca, zjada wszystko, co mu się zaproponuje, a do tego usłyszałem jak mówi, całkiem składnie. Najwyraźniej słowo... kebab :) Do tego "dom", "jeść" i coś tam jeszcze. Właściciel kebabowni zdradził do tego, że uczy się pilnie mało pochlebnych słów na temat Ziobry (tych czteroliterowych). Swój człowiek. To znaczy ptak :)
Udało się zrobić fotkę z opiekunem i uzyskać zgodę na "publikację" :)
No i jeszcze pro forma fotki z samego rowerowania.

Grzybki znalazłem! :)
Całkiem miły dzionek. Chyba niestety ostatni taki na jakiś czas.
- DST 53.80km
- Czas 02:09
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 581m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Deszczowa Góra - ostatki
Sobota, 10 października 2020 · dodano: 10.10.2020 | Komentarze 21
Jak
zwykle podzielić się mogę plusem i minusem z wypadu. Zacznę od
plusa. Dość
istotnego zresztą – udało się zrobić pięć dyszek. Nie żadnego
gluta, tylko pełen dystans, mimo konieczności wstania w środku
nocy (siódma rano) i patrzenia z niepokojem w niebo.
Teraz
minus. Gó… to znacz gór (nie) było widać Jeszcze na samym
początku słońce nieśmiało przebijało się przez chmury, ale
gdzieś od połowy drogi był już tylko niewyraźny świat zamknięty
w szarości. A ostatnie dwadzieścia kilometrów kręciłem w
deszczu, który według prognoz miał się pojawić dwie godziny
później, Ot, niespodzianka. Dzięki.
Trasa
krojona na żywo. Z centrum Jeleniej Góry do Cieplic, stamtąd
wzdłuż stawów i wspinaczka na sam szczyt Zachełmia (miodzio!) i
zjazd do Przesieki oraz Podgórzyna, skąd skierowałem się na
Sosnówkę, Miłków, dolne rejony Karpacza, następnie Ścięgny,
znów Miłków, Sosnówka, Podgórzyn, Cieplice i do domu.
Marne
fotki to maks, co udało mi się z tego dnia wyciągnąć. No ale
pokręcone, więc plus wygrywa z minusem :)
Stawy
Podgórzyńskie, gdy jeszcze coś było widać…


...fragmenty
z odcinka przez Zachełmie do Przesieki oraz Podgórzyna…







...chwila
znad zalewu w Sosnówce…


...oraz
między innymi Śnieżka, którą ktoś zabrał z okolic Karpacza i
Ścięgien.



Tyle :) W Zachełmiu widziałem jeszcze tablicę informującą o referendum odwołującym wójta, czyli przejaw demokracji oddolnej, którą zdecydowanie popieram. Ale już logiki transparentu ogarnąć nie potrafię - co jest "odwrotnie"? :)
Jako że jutro będę znów w Poznaniu, jestem żywo zainteresowany tym, co nasze (a przynajmniej czyjeś) władze wymyślają. Było już - o dziwo - spoko, czyli wczorajszy wniosek z rozporządzenia: podczas uprawianie sportu, w tym oczywiście jazdy na rowerze, maseczka nie obowiązuje. Aż się zdziwiłem, że sami z siebie to napisali. Ale już dziś usłyszałem, gdy znów (i po cholerę?) jakiś nadgorliwy dziennikarzyna zapytał o to na konferencji, że na terenach miejskich ryj jednak będę musiał mieć zasłonięty. I znów miliard pytań: co oznacza "teren miejski"? Czy Dębina, jakby nie patrzeć też teren zielony, ale położony w mieście, oznacza, że jest mus czy go nie ma? Co z Luboniem - dla mnie to wieś nie miasto :) A co z położonymi przy granicy Poznania Komornikami, które mają jakieś 5 tysięcy mieszkańców, lecz formalnie są wsią, więc nie spełniają warunków? Eh :) Fajnie być takim koniem - jemu grozi (tak jak jednemu tutaj) ewentualnie zasłonięcie oczu na czas wypasu, a nie jakieś dylematy konio-widowe :)
TUTAJ Relive. A nadrabianie BS-a wieczorem.
- DST 53.40km
- Czas 02:08
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 609m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Szklarska Pochmurność
Piątek, 9 października 2020 · dodano: 09.10.2020 | Komentarze 16
Gdzieś tam w głębi ducha miałem nadzieję na jakieś przejaśnienia w dniu dzisiejszym, ale realia okazały się okrutne. Od rana chmury, chmury, a do tego chmury. Czasem pojawiały się jeszcze chmury. Ale te ostatnie już jakoś nie przeszkadzały w odbiorze całokształtu :)
Wyjazd nastąpił w momencie, gdy już przestałem mieć nadzieję na to, że cokolwiek zobaczę. Czyli grubo po dziesiątej. Ubrałem się ciepło, zapakowałem nawet do plecaka długopalczaste rękawiczki, bo wybrany przeze mnie kierunek zwierał w sobie ryzyko zamarznięcia paluchów podczas zjazdu wzdłuż rzeki.
Tym kierunkiem była Szklarska Poręba. Wczoraj, gdy wiało słabo, mogłem sobie pozwolić na powrót pod wiatr, dzisiaj już nie chciałem ryzykować i widząc solidne SW, pojechałem na SW. Z centrum skierowałem się na Cieplice, Wojcieszyce, Piechowice, z których zacząłem wspinaczkę właściwą. Postanowiłem bowiem nie być miękką bułą i odświeżyć sobie podjazd przez Szklarską Dolną i Średnią do Górnej. Krótszy o dwa kilometry od głównej drogi, ale za to z fajną ścianką z konkretnym "oprocentowaniem". No i przez tę jedną chwilę, gdy się wspinałem, pojawiło się słońce - hurra!
To zdjęcie zrobiłem nad trasą kolejową do Szklarskiej Poręby, genialną zresztą.
Chociaż wersja asfaltowa też daje radę :)
A jakby komuś brakowało chęci do zjazdu/podjazdu, to w okolicy grasował taki oto zastępczy niedźwiedź :)
Inne zwierzaki w tych rejonach też jakieś średnio proporcjonalne :)

Za to taaaaakich stojaków rowerowych nie ma nigdzie indziej :)

Postanowiłem wspiąć się na Zakręt Śmierci, ale tam zawód - znów nie było nic widać. Prócz wycinki lasu, zapewne robionej po to, żeby rowerzyści sobie wozili dupy po... lesie :/



Nie mogłem odpuścić sobie wizyty u rowerowego Don Kichota, który dumnie kręci kawałek niżej :)
Trochę burczało mi w brzuchu, więc zjechałem zaliczyć główny cel wypadu :) Jak zwykle pełen sukces.
Kolejne kilka kilosów to przyjemność zjazdu, więc rękawice się przydały. Objechałem sobie jeszcze Piechowice przez ich część zwaną Pakoszowem, żeby sprawdzić, czy może choć Rudawy się objawią. Uff, na nie zawsze mogę liczyć.
No i chwila dla Jeleniej Góry - najlepszego miasta Dolnego Śląska. Bo fajnych tu w sumie jest malutko.
Przy okazji zbliżenie na Zamek Chojnik, rzecz kosmiczną w sumie :) 

Na koniec dwa wątki. Jeden stary, czyli mamut i Nazgule z Wojcieszyc...

...drugi całkiem świeży - zielony przystanek z jeleniem w Jeleniej :) 
Tu nawet na chwilę zgłupiałem, bo gdy robiłem zdjęcie, usłyszałem radosne trele ptaków. Jak to? W październiku? Okazało się, że gdzieś tam zamontowany jest głośniczek wydający takie dźwięki, żeby uprzyjemnić czekanie. Super sprawa.
Od jutra na padać. Czas mam tylko rano, więc się zobaczy, czy cokolwiek wykręcę.
TUTAJ Relive.






