Info
Suma podjazdów to 791284 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec24 - 50
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.30km
- Czas 02:05
- VAVG 25.10km/h
- VMAX 54.00km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 508m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ostatki na dzikim zachodzie
Piątek, 26 czerwca 2020 · dodano: 26.06.2020 | Komentarze 18
Będąc
świadom prognoz (czasem się sprawdzają), jak i ograniczeń
czasowych, wykonałem ponownie heroiczny wyczyn polegający na
wyjściu z łóżka w środku nocy. 6:30 rano zdecydowanie zasługuje
na to miano.
Ruszyłem
jakoś po siódmej, wyjątkowo najedzony, żeby mieć siłę na
szybką ucieczkę przed ewentualnymi piorunami. Uprzedzając fakty –
na szczęście nie miałem ku temu okazji. Choć kilka razy sądziłem,
że słońce, które co chwilę znikało za czarnymi chmurami, zrobi to
na dobre.
Taktyka
na wyjazd była jasna: brak taktyki :) Postanowiłem na kręcenie
dookoła Jeleniej Góry, tak, żeby w każdej chwili móc zawrócić.
Najpierw skierowałem się (przez Łomnicę oraz Miłków) na
Karpacz. Co prawda miałem chęć wjechania na samą górę, ale
widok na Karkonosze, a w szczególności na zamgloną Śnieżkę,
lekko mnie utemperował. Oczywiście z czasem się wypogodziło.




Finalnie
dojechałem do wysokości kościoła oraz deptaka (który jeszcze nie
tak dawno temu deptakiem nie był) i pofrunąłem w dół, odbijając
w pewnym momencie na Ścięgny. Przypomniałem sobie bowiem o jednym
z pierwszych w Polsce przybytków z gatunku Western City. Dawno mnie tam nie
było, ostatnio na specjalne zaproszenie jakoś w początkach
studiów. Oj, pozmieniało się. Czy na lepsze – nie wiem, na pewno
na bardziej obszerne :)




Zjechałem
do Miłkowa, a że sytuacja pogodowa zaczynała się chwilowo
klarować, to wybrałem się jeszcze do Sosnówki…

...oraz
Stawów Podgórzyńskich, gdzie prawie uciekł mi spod nóg perkoz :)



Końcówka
to Cieplice i dokrętka przez Czarne do centrum. Burzy oczywiście
nie było, a jedynie lekko pokropiło kilkanaście minut po moim
powrocie.
Koniec
tego krótkiego wypadu w rodzinne górki. Swoje zrobiłem, trochę
pokręciłem się po starych śmieciach, zaległości rodzinne
zostały nadrobione. Jelenia Góra pożegnała mnie dość zabawnie,
bo wiecem "do Dudy" na Placu Ratuszowym. Z ciekawości obszedłem go
dookoła – a że zapewne nie wyglądam jak typowy zwolennik partii rządzącej, to mam wrażenie, iż jeśli spojrzenia mogą kroić, to
aktualnie byłbym już kotletem mielonym :) W sumie szkoda, że
póki co idzie cisza wyborcza, bo pooglądałbym sobie jeszcze kilka
takich materiałów z ”Wiadomości” (jestem wiernym fanem tego kabaretu z marnymi aktorami i "dziennikarzami") jak ten, który - gdy oglądałem ”na żywo” - prawie skończyłby się interwencją
dentysty, tak nisko mi szczęka opadła. A sądziłem, że TVP już
dawno przekroczyła ostatnie granice oddzielające dziennikarstwo od
partyjniactwa. Jak widać są one szersze niż sądziłem :)
A żeby nie kończyć pesymistycznie, na sam koniec panorama Jeleniej Góry widziana z wieży widokowej na Wzgórzu Krzywoustego. Zawitałem tam wczoraj, po raz pierwszy po remoncie. Kiedyś w tym miejscu były: syf, kiła i mogiła, co nie przeszkadzało w bywaniu tam z różnymi ludźmi w różnych konfiguracjach. A ile osób się z niej rzuciło, kończąc żywot - nie zliczę. Osobiście znałem tylko (czyli aż) jedną taką personę. Eh, a miało nie być pesymistycznie :)


Tam, gdzieś na drugim tle, się wychowywałem. Nie, nie w kościele! :)
TUTAJ Relive.
- DST 55.10km
- Czas 02:09
- VAVG 25.63km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 557m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kapella, Sokolik oraz... fabryka trolli :)
Czwartek, 25 czerwca 2020 · dodano: 25.06.2020 | Komentarze 23
Drugi dzień pobytu w Sudetach i wreszcie przyzwoita pogoda. Co prawda w nocy jeszcze padało, ale obudziło mnie świecące słońce, które nawet momentami dało mi do wiwatu, bo z upływem czasu zaczęło mocno przygrzewać.
Wybór trasy - jak to u mnie - zależny był od wiatru. Ten był silniejszy niż wczoraj, ale nie jakoś specjalnie mocny. Odczuwalny i tyle. Gorzej z kierunkiem - raz dmuchał z północny, raz z południa, z grubsza jednak ze wschodu, tam więc się udałem. Jak zwykle z chęcią, bo tam właśnie znajdują się moje ulubione Rudawy Janowickie.
Najpierw jednak skierowałem się przez jeleniogórskie Zabobrze do Dziwiszowa, a następnie - co naturalne i logiczne - zacząłem wspinać się na Kapellę, a na jej szczycie - Łysą Górę. Czemu? Bo tak :) Chciałem sobie popatrzeć na góry (Karkonosze i Rudawy) z... góry, i to się udało. Widoczność w końcu jako taka, choć mogłoby być lepiej. Oto kilka zerknięć:






Napatrzyłem się i zjechałem, co jak wiadomo jest poezją (jakby ktoś chciał sobie obejrzeć, to proszę kiedyś nagrałem wjazd i zjazd).
Znalazłem się ponownie na Zabobrzu i oczywiście nie mogłem ominąć wspomnianych Rudaw. No to myk - do Maciejowej, potem obwodnicą (fajna jest, tylko to mikroskopijne pobocze...) do Radomierza, gdzie odwiedziłem ziomka... :)

...i spojrzałem sobie ciut bliżej na cyc... to znaczy Góry Sokole :) Najpierw z drogi do Janowic Wielkich...

...a potem już z Trzcińska. Widok Sokolika zawsze cieszy mnie oczy, w końcu mogłem zrobić mu zbliżenie.


Końcówka jazdy to Bobrów, Wojanów, Łomnica i do domu.
W samych Janowicach trafiło mi się czekanie na zamkniętym przejeździe kolejowym. Postanowiłem wykorzystać pauzę kreatywnie, po raz kolejny odwiedzając "swojegp" pobratymca, jak zwykle go lekko ulepszając :)
Zacząłem jednak przyglądać się spokojnie okolicy i trafiłem na... fabrykę trolli :) I nie tylko. Jak się okazało, te rzeźby to część pewnego malowniczego projektu, a w sumie firmy, które robi cuda z betonu. Kilka z nich uwieczniłem, bo udało mi się dostać do biura i na zaplecze firmy Betform Art.


Genialne to. Dowiedziałem się, że trolla można mieć za trzy stówy. Nie powiem, myślę, żeby powoli zacząć odkładać :) Miła pani dała mi katalog, oto jego fragmenty:
Aż chce się mieć ogród, żeby tak go upstrzyć :)
W temacie pokrewnym - po południu czekała mnie jeszcze ogólnororzwojówka, czyli koszenie działki (po to między innymi przyjechałem, w ramach pomocy) kosiarką ręczną :) Miałem wsparcie, tym razem nie Kropy, która została z Żoną w Poznaniu.
Tyle na dziś. Niestety znów zapowiadane są odpady i burze, więc nie wiem czy jutro jeszcze zdążę pojeździć. Mam nadzieję, że tak, a sytuacja nie będzie na tyle poważna, żeby trzeba było zakładać kalosze :)
TUTAJ Relive, w kształcie jelonka.
- DST 53.50km
- Czas 02:08
- VAVG 25.08km/h
- VMAX 60.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 851m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zapora Szybowcowa :)
Środa, 24 czerwca 2020 · dodano: 24.06.2020 | Komentarze 33
Krótki międzycovidowy urlop trwa. Udało się w końcu zajrzeć w rodzinne strony, czyli do Jeleniej Góry, ogarnąć kilka rzeczy, a i przy okazji pokręcić się po Sudetach. Dawno mnie tu nie było, więc głodek mielenia korbą był już całkiem mocny :)
Zapewne nie jest przypadkiem, że wczoraj pięknie świeciło słońce, a dziś... nie świeciło :) Po co miałbym sobie patrzeć na widoczki w komfortowych warunkach, skoro mogę robić to ze szczytami przysłoniętymi chmurami? No ale nie czepiajmy się szczegółów - mogło być gorzej. A w sumie pod sam koniec tak było :)
Dobrze, że wyjechałem dość wcześnie (najpierw musiałem odkurzyć zoMTBiaka), jakoś przed dziewiątą, bo coś tam się ze swoich miejscówek udało zobaczyć. Na pierwszy rzut wpadł Jeżów Sudecki i Góra Szybowcowa. Lubię ten sympatyczny wjazd i spojrzenie na miasto ze szczytu. 




Udało mi się wyzoomować centrum Jeleniej, skąd przyjechałem (7 kilometrów w dół, około 220 metrów różnicy w pionie)...
...oraz ukochane Rudawy Janowickie, wraz z ich symbolem :)
Gdy już się napatrzyłem, zjechałem z powrotem do Jeżowa i skierowałem swe rowerowe kroki do Siedlęcina i w końcu do Pilchowic. A skoro Pilchowice, to nie mogło się obyć bez tamtejszej zapory na Bobrze. Zanim jednak ona, najpierw sama wieś, położona malowniczo wzdłuż rzeki. Trochę straszy tam fabryka tektury, ale śluzy dają radę...

...tak samo jak wiadukt kolejowy na trasie do Lwówka Śląskiego.
Sama zapora oraz położona przy niej elektrownia jak zwykle dawały radę. Kawał dobrej roboty :)







Po zjeździe zabrakło jeszcze kilometrów, więc postanowiłem nawiedzić mało popularną miejscówkę, czyli położoną wśród Wzgórz Radzionowskich wieś Maciejowiec. 


Na górze jest kompleks interesujących zabytków (jest potencjał: kościół, dwór oraz pałac), niestety część albo niedostępna, albo w stanie rozkładu. Normalnie Polska w ruinie :)


Przytuliłem się też do upadłego olbrzyma. Może średnio widać, ale na zdjęciu jest też rower :)
Powrót do Siedlęcina nastąpił swoim śladem, skorygowałem tylko samą końcówkę, wspinając się przez wieś do krajówki. Gdzieś w połowie zaczęło kropić, a potem centralnie lać, więc do samej Jeleniej dotarłem mokry. Przecież nie mogło być inaczej :)
TUTAJ Relive.
- DST 52.30km
- Czas 01:48
- VAVG 29.06km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 137m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Porannie i horrorowo
Wtorek, 23 czerwca 2020 · dodano: 23.06.2020 | Komentarze 14
Wstałem dziś o godzinie, która nie istnieje. O 6:30. Rano!
Musiałem, bo dzionek należał do aktywnych i bym się nie wyrobił. Do tego miałem obawy, czy znów nie czeka mnie jakiś defekt, bo wczoraj założyłem ostatnią dostępną w domu oponę. Na szczęście obyło się bez niespodzianek. Uff.
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Dąbrowa - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive, a na nim to, co mnie dziś zmasakrowało, czyli wielgachne korki. Chciałem ich uniknąć, omijając Poznań, a tu niespodzianka: wsie były w tym aspekcie gorsze. I do tego śmieciarki wypuszczone w świat w godzinach porannego szczytu. No nie miałem okazji poszaleć :)
Jezioro Lusowskie i łabędzia ekwilibrystyka jednak złagodziły doznania.


Tyle z Wielkopolski. Miałem dzisiaj dodać resztę zdjęć a Radzewic, ale chyba jednak to musi poczekać na inną okazję, bo wylądowałem dziś kawałek pod Wrocławiem, we wsi Mieczków, na kompletnym zadupiu, gdzie nawet psy boją się szczekać wiadomo czym. Wizyta była gospodarczo-cmentarna (ale nic bieżącego), więc przy okazji miałem sposobność podpatrzenia resztek starego, poniemieckiego muru. Zapewne była tu nekropolia ewangelicka, mało co z niej zostało, lecz wciąż trzyma klimat.


Generalnie cała wieś mogłaby bez większych retuszów być areną dobrego horroru :) Nawet kot sprawiał wrażenie, że moje oczodoły i krtań to najlepszy możliwy przysmak pod słońcem :)
- DST 75.10km
- Czas 02:50
- VAVG 26.51km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 221m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Orkowo oraz powrót z agrotrollystyki :)
Poniedziałek, 22 czerwca 2020 · dodano: 22.06.2020 | Komentarze 15
Po
sympatycznie spędzonym wieczorze, oraz o dziwo w miarę przespanej
nocy (prócz jednego incydentu, gdy pani, która chyba lekko
przesadziła z domowymi naleweczkami, prawie wlazła nam do pokoju
– na szczęście przezornie je zakluczyliśmy) w radzewickiej
agroturystyce, rano przed wyjazdem postanowiłem się pokręcić po
okolicy. Niestety, asfalty w nich nie należą do tych najbardziej
wypasionych, więc na co dzień je omijam – dziś była okazja
pokręcić się po nich Czarnuchem.
Najpierw
jednak trzeba było wyjechać. Kropa nie ułatwiała zadania :) Po
dwudziestu rzutach kijkiem była gotowa na… kolejne tysiąc. Nie ze
mną te numery!

Początkowo skierowałem się na południe – miałem bowiem na trasie jeden
cel, który musiałem zaliczyć ze względów ideologicznych.
Chodziło o wieś Orkowo. Czemu? Bo wszyscy miłośnicy Tolkiena i
Śródziemia wiedzą, że trolle oraz orki to sojusznicy, którzy
ramię w ramię walczą z paskudztwami typu elfy czy ludzie :)
Byłem,
odwiedziłem, po drodze zobaczyłem coś, czego się nie odzobaczy…

...i
dojechałem do Śremu, gdzie zawróciłem. Bo jeszcze na łeb nie
upadłem, żeby dobrowolnie pchać się na tamtejsze - najbardziej
polskie z polskich - śmieszki, oczywiście połączone z zakazami
jazdy rowerem wzdłuż.
Znów
dotarłem do Radzewic....
...ale że brakowało mi jeszcze około
dwudziestu kilometrów do pięciu dych, to zaliczyłem jeszcze
odcinek przez Rogalin, Rogalinek i Sasinowo, za którym wróciłem do
agro. Tam
śniadanko, ostatnie zerknięcie z tarasu na wielkopolskie pola zalewowe…
...oraz asysta przy psich pożegnaniach...


...i do
domu, trasą przez Czapury i Starołękę.
Wczoraj miałem genialny wiatr w plecy, dziś… dokładnie odwrotnie
:) Jednak nie był aż tak mocny, jak w dalszej części dnia, więc
jakoś wielkiego wstydu ze średnią nie ma. TUTAJ Relive z części
pierwszej, TU z drugiej.
Więcej zdjęć z agroTROLLystyki być może jutro. Na razie muszę się ogarnąć.
- DST 23.05km
- Czas 00:46
- VAVG 30.07km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 74m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Agropech - część druga, bardziej MTB-owa
Niedziela, 21 czerwca 2020 · dodano: 21.06.2020 | Komentarze 13
Kontynuacja lekko pechowej misji z TEGO wpisu.
W skrócie: w planach była jedna noc w znajomej agroturystyce w Radzewicach, z mojej strony dojazd szosą, która miała defekt (przebita opona). Nastąpił powrót do Poznania i zmiana środka transportu na drugi jedyny słuszny, czyli... inny rower :)
I powiem tak: chyba pierwszy raz w życiu wiatr pomógł mi, gdy się spieszyłem (bo jak się umawiam, również z rodziną, lubię być w miarę punktualny). Tu się nie udało, ale opóźnienie duże nie było. Duło mi albo z boku, albo w plecy, no bajka. Średnia więc - jak na rower MTB - wyszła przyzwoita :)
Trasa: Dębiec - Las Dębiński - Starołęcka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice.
Jest późno, więc tylko fotki z drogi...

...oraz z samej genialnej miejscówki. Będzie więcej, ale zostawię sobie to na zwykłe relacje, nie te pisane na szybko na tablecie. To samo z nadrabianiem zaległości na BS - obiecuję, że to zrobię :)







TUTAJ Relive. Dobranoc :)
- DST 31.05km
- Czas 01:01
- VAVG 30.54km/h
- VMAX 52.80km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 131m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Agropech - część pierwsza, szosowa
Niedziela, 21 czerwca 2020 · dodano: 21.06.2020 | Komentarze 14
Oj, prawa Murphy'ego zdecydowanie nie są mitem, szczególnie gdy człowiek ustawia się na jakąś godzinę. Przekonałem się o tym kolejny (miliardowy?) raz.
Ale po kolei (i w skrócie, bo wpis powstaje na tablecie tylko z jednego powodu - nie lubię mieć zaległości). Jako że do Wielkopolski zjechał na kilka dni mój Ojciec, do sprawdzonej agroturystyki w Radzewicach, oczywistą oczywistością było spotkanie. Wykombinowaliśmy, że czemu nie zjechać na jeden dzionek do wspomnianej miejscówki i nie odpocząć od miasta? Czas był, wolne było, do dzieła.
Ja oczywiście rowerem. Żeby jutro móc się pokręcić po okolicy właśnie tym środkiem transportu. A jak najszybciej? Oczywiście szosą. Głosów oporu nie było, więc rano (po ustaniu opadów) w drogę.
Początkowo żarło dobrze - lekko naokoło (zgodnie z założeniami) wybrałem trasę przez Komorniki, Rosnowo...
...Szreniawę i... no właśnie. Za nią nastąpiło to:
Drugi dzień z rzędu :( Po zweryfikowaniu stanu opony znalazłem powód - coś, co przebiło antyprzebiciówkę. Wymiana nastąpiła szybko, ale decyzja co do tego, co robić dalej łatwa nie była. Wozu technicznego wzywać nie chciałem, odpuszczać rower również, wymyśliłem wiec, że dopompuję do kilku barów i wrócę najkrótszą drogą do domu, a do Radzewic dojadę Czarnuchem. Takoż zrobiłem, na szczęście bez kolejnej pany.
Relive TU. A część druga dzionka TUTAJ.
- DST 62.40km
- Czas 02:09
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 53.80km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 200m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Łyżkobrak
Sobota, 20 czerwca 2020 · dodano: 20.06.2020 | Komentarze 17
Znów miało padać, a jakoś nie padało. Super. Problem w tym, że chmury nie dawały żadnej gwarancji, że taki stan utrzyma się dłużej, zapobiegliwie więc wziąłem ze sobą plecak, w który zapakowałem między innymi rowerową kurtkę, przynajmniej częściowo wodoszczelną. Najczęściej jeżdżę z czymś mniejszym i bardziej sportowym na plecach, więc musiałem przepakować niezbędne klamoty, które wożę ze sobą. Wydawało mi się, że w pośpiechu (bo do roboty musiałem dotrzeć w samo południe) wszystko wziąłem, jak się okazało w praktyce - niekoniecznie.
Jak się o tym przekonałem? O tym za chwilę. Najpierw o samej trasie: wiało solidnie z północnego-zachodu, kierunek w związku z tym wybrałem pokrewny, w znacznej części miejski: Dębiec - Górecka - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Kobylniki - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Zakrzewo - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Okolice koźlaka w Rogierrówku wyglądają jak plac budowy. Nie wiem, co będzie się tam konstruowało, ale aktualnie przypomina to Woodstock. Abo Wiatrostock :)
Przygód nie było, bo przecież próba zabicia mnie przez troglodytkę próbującą wymusić pierwszeństwo w Kiekrzu niczym wyjątkowym nie jest. Jedyną "atrakcją" była pana, która trafiła mi się dokładnie przy wjeździe na rondo w okolicach Strzeszynka. Ok, wymiana dętki to żadna filozofia, ale jeśli dysponuje się tylko jedną łyżką, robi się malutki problem w przypadku kół szosowych. A właśnie tej drugiej - jak się okazało - nie przełożyłem. Jakoś jednak dałem radę, choć dziesięć minut cennego czasu uciekło.
Oczywiście pompka ręczna ma swój limit, więc przez większość drogi kręciłem na może sześciu barach. Odpuściłem walkę :)
Zdjęć - jak widać - dziś prawie nie ma. Jakoś weny nie miałem, a i chęci. W zastępstwie więc dwa spacerowe kadry z Dębiny, w tym jeden mało wyraźny, bo ruda była nie tylko zmęczona życiem, ale i strasznie ruchliwa :)

Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 54.30km
- Czas 01:55
- VAVG 28.33km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 170m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wcześniak
Piątek, 19 czerwca 2020 · dodano: 19.06.2020 | Komentarze 19
Oj, jak dobrze, że musiałem dzisiaj wcześnie wstać. Bo gdybym ruszył jakieś pół godziny później, wracałbym w ulewie. A tak - miło, sympatycznie i komfortowo spędziłem owe pięćdziesiąt kilometrów.
Nooo, bez przesady. Tak fajnie to nie było. Wmordewinidzik znów kręcił swoje, pomagać nie chciał, coś tam delikatnie pokropiło, nad głową miałem zaś ciemne chmury. Przejechałem więc to, co należało, bez ciśnienia, bez walki, ot, jedynie w poczuciu obowiązku :)
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Dąbrowa - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Uwiesić oka na czym za bardzo nie było, więc muszą wystarczyć gęgawy znad Jeziora Lusowskiego, jak i samo jezioro.




Aha, trafił się jeszcze jakiś kurdupel. Z ogona wygląda mi na młodą pliszkę siwą.

A na granicy Poznania i Plewisk ukazał mi się kulturalny, w końcu niezahaczający o wandalizm, przykład inteligentnej walki na sztandary :)
Jeszcze słówko o wczorajszym powrocie z pracy. Nad miastem nagle pojawiła się burza, która zalała ulice, parkingi, przejścia podziemne, torowiska, wywaliło też studzienki. Ja się oczywiście do roboty wybrałem rowerem, więc był problem. Pierwsza wersja: wrócę tramwajem, z dwoma kółkami w środku. Jednak okazało się, że z powodu awarii na Dębiec nie jechało nic. Nie miałem wyjścia - musiałem pokonać te pięć kilometrów w takich oto warunkach:

Sorry za jakość kadrowania, ale ledwo trzymałem telefon w łapie :) Nie powiem, były emocje, gdy zastanawiałem się, jak głębokie są dziury pod tymi hektolitrami wody na ulicach. Jakoś udało się dotrzeć do domu, momentami na nogach, więc w sumie triathlon mogę sobie wpisać w życiowe doświadczenie :)
- DST 60.40km
- Czas 02:14
- VAVG 27.04km/h
- VMAX 42.10km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 157m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
No i powidłowo
Czwartek, 18 czerwca 2020 · dodano: 18.06.2020 | Komentarze 21
Największy plus dzisiejszego dnia: jednak nie padało! A miało. Nawet grzmieć i straszyć. Tymczasem w nocy coś tak pokropiło, nad ranem trafiły się jeszcze jakieś ostatki, ale podczas jazdy nie spadła mi na łeb nawet kropla. Zapobiegliwie wziąłem dziś pod tyłek Czarnucha, jak się okazało, niepotrzebnie. Ale nie ma tego złego - mimo bowiem, że czas mnie gonił, miałem okazję zawitać w kilka ciekawych i dziwnych miejsc :)
Przede wszystkim, skoro już poruszałem się czołgiem, gdy już wyjechałem z Dębca i dotarłem do okolic Żegrza, postanowiłem przetestować stan infrastruktury rowerowej po remoncie. Ujdzie, ale bez cudów. Natomiast gdy znalazłem się na Spławiu i przypomniałem sobie, że tam jest dopiero koszmar, jednak ją doceniłem :) Potem kierunek Tulce, które zamierzałem szybko ominąć, ale coś przyciągnęło moją uwagę. Nie była tym czymś przydrożna wycinka sprzed kilku miesięcy, bo byłem na nią już przygotowany psychicznie. Tym razem znalazłem ścieżkę przyrodniczą "Skarby lasu". Tak się ona prezentuje:


Niby spoko, ale coś mi śmierdziało. A konkretnie masa świeżo wyglądających pieńków. Postanowiłem więc zagadać pewnego pana z pieskiem:
- Przepraszam, czy w tym miejscu nie było lasu?
- No był. I to jaki!
- Czyli rozumiem, że żeby powstała ta polanka, poleciało wiele drzew?
- I to ile! A w ogóle, był pan kawałek dalej? Tam dopiero wycięli wszystko, jak leci...
- Eh, widząc nazwę Nadleśnictwa, wcale mnie to nie dziwi... Co do tego miejsca: sprawdza się?
- Tak. Żuli i pijaków tutaj nie brakuje, syf tu robią, śmiecą. Trageda.
Podziękowałem. Sympatyczny miejscowy poszedł w swoją stronę (życzyliśmy sobie lepszych czasów), ja się jeszcze pokręciłem, poczytałem i dowiedziałem się między innymi, że "las wzbogaca rynek pracy, wzmacnia obronność kraju" oraz "dostarcza drewna oraz innych płodów leśnych, zapewnia powtarzalność produkcji, co umożliwia trwałe użytkowanie drewna i surowców nierdzewnych, w tym użytków gospodarki łowieckiej". Oczywiście nie miałem wątpliwości, iż ów bełkot pochodzi od kogoś z podleśnictwa Babki. 
Regulamin też jest inspirujący: teren rekreacyjny, czyli... zakaz wejścia z psem i obowiązek podporządkowania się (uwaga, uwaga) Straży Łowieckiej.
Zmasakrowany mentalnie ruszyłem dalej. Tym razem przez Garby do Swarzędza. 

Kolejnym etapem testów była droga do Gowarzewa przez Kruszewnię. Również wyremontowana, z przyzwoitą asfaltową śmieszką. Oczywiście kompletnie niepotrzebną, ale skoro ma być, to niech będzie taka. Ale mnie zatrzymało tam coś innego, na tyle, że aż zawróciłem. Jabłkomat :)

W środku akurat nie było już... jabłek. Ale za to soki i inne przetwory owszem. Niestety płatność tylko gotówką a ceny do najniższych nie należą, więc skusiłem się tylko na powidła śliwkowe za całe 9 PLN. Jestem już po testach - rewelacja!
W tym samym budynku była też maleńka kawiarnia, więc pozwoliłem sobie jeszcze na pączka. Genialny. Polecam miejscówkę!
Z Gowarzewa dokręciłem ponownie do Tulec, natykając się już na ostatnie resztki rzepaku...
...by we wspomnianej miejscówce po raz kolejny dać po hamulcach. Co tym razem? Ano z boku tamtejszego sanktuarium maryjnego natrafiłem na jakiś dziwny bunkier.

Jakieś muzeum? Schron? Zagadkowa sprawa. Z duszą na ramieniu wszedłem do środka, a tam... grób. Go tego na kółkach. I z wystającymi kablami. Oraz (chyba) całun. Hm. Tego się nie spodziewałem :)

W samym Poznaniu trafił się jeszcze... eeee... Roman Dmowski naszych czasów... :)

...a z motywów zwierzęcych dzisiaj tylko krówki. Szczęśliwe, jak sądzę. I uczuciowe.



Sporo dziś atrakcji było, nie powiem. Relive TUTAJ, a ja o dziwo nawet zdążyłem do pracy (dystans wliczony).






