Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239634.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.70km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.23km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 120m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Klasyk po zmianach

Środa, 6 maja 2020 · dodano: 06.05.2020 | Komentarze 23

Najpierw kilka słów o nowym wyglądzie BS-owego edytora. Miałem tę przyjemność zostać zaproszonym do zabawy wersją testową (dzięki!), ale niewiele wniosłem do tematu. Poddałem się, jako humanista z krwi i kości, podczas dyskusji, bo mimo że było to wersja nieskończona, zawierająca trochę fixów w backendzie, a placeholdery oraz niektóre encje w kodzie były zapewne do poprawy (czy jakoś tak, hehe), to nie rozumiałem połowy tego, co chłopaki pisali :) Potem w ogóle zmieniło się miejsce dyskusji, więc również zostałem zaatakowany nagła zmianą :)

To, co dla mnie było ważne, to możliwość wklejania zdjęć z PBS-a (jest, a nie było, więc super). Odświeżony wygląd generalnie jest bardzo OK (szczególnie porządek na własnym koncie), choć trzeba będzie się przestawić, natomiast żałuję, że nie udało mi się przekonać do pozostawienia poprzedniego sposobu wyświetlania wycieczek znajomych i nieznajomych (góra-dół), według mnie o wiele bardziej przejrzystego. Nie rozumiem też, czemu jeśli klikam tylko na znajomych, mam po lewej pasek z wycieczkami innych. No i zdecydowanie brak wyraźnego napisu widocznego od razu, kto jest autorem wycieczki. Mała ikonka z avatarem na samym dole nie jest najbardziej fortunnym pomysłem. Jednym słowem: jest dobrze, ale jeszcze bym dopracował detale :)

Co do dzisiejszego dzionka - po dwóch dniach pracy miałem W KOŃCU wolne. Ile można robić? :) Wyspałem się, zjadłem (!) i ruszyłem, wiedząc, że cudów dziś nie wykonam - wiatr temu oczywiście winny, solidniejszy niż w ostatnich dniach. Kręciłem więc spokojnie i bez spiny. Emocje za to gwarantowane były z innej strony - najpierw wpieprzył mi się z podporządkowanej pod koła dziadek w Seicento (bałem się, że uszkodzę), któremu się do tego jeszcze coś zacięło i miałem przymusowe hamowanie. Potem wyprzedziło mnie kilku gazeciarzy, a pod wiaduktem na Górczynie dżentelmen w Porshe nagle sobie przypomniał, że jedzie nie w tę stronę, więc zawrócił na podwójnej ciągłej, nadrabiając stracony czas nagłym testowaniem przyspieszenia do setki, połączonym z paskudnym pierdzeniem silnika. A to był dopiero drugi kilometr. Na szczęście potem już się uspokoiło.

Trasa północno-zachodnia: Poznań - Plewiska - Junikowo - Skórzewo - Wysogotwo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Było Lusowo, są (już klasyczne) fotki znad jeziora. W końcu otworzyli część przy ośrodku wypoczynkowym, można było sobie pozwiedzać.
Wodny parking - Jezioro Lusowskie
Powalony mikroświat - Jezioro Lusowskie
Łódkowy łuk tryumfalny :) - Jezioro Lusowskie
Wciąż stoi - Jezioro Lusowskie
Cień fitness - Jezioro Lusowskie
Łodź na niespokojnych falach - Jezioro Lusowskie
Pochylona perspektywa - Jezioro Lusowskie
Panorama - Jezioro Lusowskie
Rozsypujący się pomost - Jezioro Lusowskie
Nawet rzepak się znalazł :)
Rzepak musi być - Jezioro Lusowskie
A jeśli komuś owego rzepaku i złomu mało, to proszę bardzo :)
Raz jeszcze barwy wielkopolskiej wiosny
Mijanka z emerytociągnikiem :)
A teraz czas na to, co psu zostało brutalnie zabrane (foch(, czyli spacer :)




  • DST 65.35km
  • Czas 02:18
  • VAVG 28.41km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 197m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Marzecomaj

Wtorek, 5 maja 2020 · dodano: 05.05.2020 | Komentarze 14

Mamy normalnie idealny marzec! Słonecznie, choć i mały deszczyk się trafił, lekko powyżej dziesięciu stopni na plusie, mocny wiatr. Nie jest źle.

A nie! Przecież to już maj :) No to tyłka pogoda dziś nie urywała, skoro tak.

Znów ruszyłem na czczo, czas się przyzwyczajać. Ponownie ubrany w kolekcję jesień-zima, ale bez długopalczastych rękawiczek. Zawsze to coś. Kierunek zachód, z północnymi wariacjami, czyli jeden ze standardów zawierających sporą (zbyt sporą) ilość miejskich atrakcji. Czyli: Dębiec - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Kobylniki - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Dąbrowa - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Jedno jest pewne: rzepak nie jest marcowy :)
Ciągle jest klimacik
Polska w pigułce:
Polska w pigułce :/Znów na wszelki wypadek uwiarygodnię wiatr...
Wiało, wiało, wiało...
...oraz zasunę klasykiem z Koszalińskiej :)
DDR-ka na Koszalińskiej w Poznaniu
Zatrzymałem się na chwilkę nad Jeziorem Strzeszyńskim. 
Jezioro Strzeszyńskie, Poznań
Pomost nad Strzeszynem, Poznań
Napotkane istoty: sympatyczny pływający pan (pytałem, nie morsuje, to "dopiero" pierwsze pływanie na powietrzu w tym roku. Brrr) oraz kaczka, która miała wszystko gdzieś.
W tle późny mors, z przodu kaczka mająca wszystko gdzieś :)
Jednak łaskawie podniosła na chwilę dziób. Po czym znów poszła spać. Zazdro :)
Kaczka krzyżówka, łaskawie racząca podnieść dziób :)
Za Swadzimiem odkryłem wiadukt pod "eską", pełen fascynujących bazgrołów. Jedne klasyczne...


...inne bardziej zastanawiające, niemal metafizyczne :)


Do pracy pojechałem dziś rowerem, dystans wliczony do całości.




  • DST 52.10km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.21km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 120m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szopka :)

Poniedziałek, 4 maja 2020 · dodano: 04.05.2020 | Komentarze 10

No i zaczęło się. Powrót do pracy miałem mieć w miarę łagodny, coby szoku nie przeżyć, a tu niespodzianka - okazało się, że muszę się pojawić ze względów logistycznych o dwie godziny wcześniej. Dowiedziałem się o tym na... kwadrans przed wyjazdem. No ale sorry, trzeba mieć priorytety, więc warunkowo się zgodziłem, pod warunkiem, że najpierw jednak załatwię swoje pięć dyszek.

Przez to wszystko wróciła nienormalność - wyjazdy na czczo. Cóż, czas sobie przypomnieć codzienność :)

Trasa południowo-zachodnia, lekko kombinowana: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosno - Drużyna Poznańska - Borkowice - Bolesławiec - Dymaczewo Stare - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.

W Luboniu zakwitłem za jakimś mobilnym żurawiem na kołach - niestety, moje paniczne sugestie, żeby przyspieszył choć o połowę, żeby jechał te 10 km/h, spełzły na niczym. Dziękuję więc za całkowite skopanie średniej :) Wiaterkowi (niezbyt silnemu) zmiennemu "pode mnie" również :)

Wpis na szybko, więc bez głębszych treści i jakichś cywilizowanych zdjęć. To też powrót do (nie)normalności :)
Widoczek na hopki Wielkopolskiego Parku Narodowego (daleko w tle)
DDR-ka w Łęczycy
Dawno mnie nie było w okolicach Drużyny Poznańskiej, ale miałem zamiar za lasem skręcić w prawo. Hmmm... lasem. No tak :/
Za lasem trzeba było skręcić w prawo. Hmmm, jakim lasem? :/ - Drużyna Poznańska
Fajna, klimatyczna stodoła. Rozklekotana, taka, jakie pamiętam z dzieciństwa. Cud, że jeszcze stoi.
Stara, rozklekotana szopa na wsi - jak z dzieciństwa
A, na łęczycką śmieszkę wrócić dziadyga. Ale nie ten pierwotny, tylko jakiś nowszy model - Dziadyga 2.0? :)

TUTAJ Relive, a ja lecę do roboty. Bez roweru jeszcze dziś.




  • DST 52.40km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.07km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 124m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pandemiczne ostatki

Niedziela, 3 maja 2020 · dodano: 03.05.2020 | Komentarze 15

Dzisiaj była jedna z ostatnich okazji, żeby się wyspać. Oczywiście skorzystałem, bo jak inaczej? :) Do tego ciężkie chmury widoczne za oknem średnio motywowały do działania, tak samo jak pogodynki, które solidarnie mówiły: w końcu lunie. Finalnie oczywiście nic takiego się nie zdarzyło, ale przecież prognozy nie są po to, żeby im ufać, tylko żeby meteorolodzy mogli zarobić troszkę pieniążków za wróżenie :)

Wiało (wiaaaaaaałoooo) mocno z zachodu, znów więc czekała mnie walka na tamtejszych pustyniach. Zresztą jaka walka? Odpuściłem na starcie, tak jak wczoraj, a w sumie nawet bardziej. Za to mogłem na luzie wykorzystać moją "jeziorną" pętelkę: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Junikowo - Kopanina - dom. TUTAJ Relive.

Jest okazja do kilku fotek, to wkleję. Póki jeszcze mam na to chwilę pandemicznego czasu :)
Aleja drzew za Plewiskami
Wiało :)

Jeden z klasycznych motywów - kanałek prowadzący do Jeziora Lusowskiego w Lusówku:
Bez roweru psującego widok :), Lusówko
Kanałek dopływowy do Jeziora Lusowskiego, Lusówko
Cumowanko, Lusówko
Obok ciekawa reklama "budy" z Tarnowa Podgórnego :)


Moja ulubiona droga Lusówko - Lusowo...
Ulubiona droga Lusówko - Lusowo
Barwy wiosny
A na horyzoncie fabryka śmierdzieli - Imperial Tobbaco...
Fabryka śmierdzieli - Imperial Tobacco
No i czas na jeziorko z pozycji plaży w Lusowie. O dziwo pustej.
Jezioro Lusowskie, plaża w Lusowie
Za to nie zabrakło kota na... smyczy :)
Kot na... smyczy
No i klasycznie łabędzia.
W pełnej krasie
Szyjoskręt :)
Który pokazał w końcu jedyne słuszne podejście do życia :)
I to jest prawidłowe podejście! :)
Tyle :) Od jutra czas na...

W związku z powyższym wpisy będą już o wiele skromniejsze.




  • DST 53.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 148m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Suchowiększość

Sobota, 2 maja 2020 · dodano: 02.05.2020 | Komentarze 16

Dzisiaj udało się przejechać suchym kołem. Nooo, prawie, bo gdzieś w połowie wypadu doznałem zaszczytu lekkiego pokropienia, ale wbrew obawom nie przerodziło się to w jakiś mocniejszy opad. Za to wiało konkretnie (przynajmniej tam, gdzie byłem, czyli na polach, polach oraz jeszcze polach), więc nawet nie starałem się walczyć – bo po co, skoro i tak stoi się na przegranej pozycji?

Trasa zachodnia: Poznań – Luboń – Wiry – Łęczyca – Luboń – Komorniki – Szreniawa – Rosnowo – Chomęcice – Konarzewo – Trzcielin – Dopiewo – Dopiewiec – Palędzie – Plewiska – Poznań. TUTAJ Relive.

Focić nie było za bardzo czego - nuuuuuda: rzepak oraz jakieś dziwne drzewka.
Klasyczny wiosenny, wielkopolski motyw kolorystyczny
Dziwne drzewka. Bardzo dziwne :)
Po drodze praktycznie bez żadnych przygód. Wyjątek był jeden, potwierdzający fakt, iż rodacy wracają do swojej drogowej (nie)normalności. Ich przedstawicielem był jakiś Szeryf Lubonia, który na ulicy Poznańskiej, bocznej, z małym ruchem, strąbił mnie, machając łapkami niczym jakiś domorosły hiphopowiec, sugerując zapewne, że po lewej mamy DDR-kę. Otóż nie mamy, bo to chodnik z dopuszczeniem rowerów, ale to zapewne zbyt skomplikowane dla niektórych istot niemyślących. Tym samym już wiem, że świat się wcale nie zmienił – debile tylko znów po miesiącu okupowania kanapy zaczęli wyłazić na powierzchnię. Niestety, nie byłem w stanie dogonić owego klaksoniarza, a szkoda, bo się nawet lekko stęskniłem za takimi akcjami. Pozdrowiłem tylko serdecznie werbalnie, sugerując, hmmm, oddalenie się w te pędy, motyla noga :)

Aha, jeszcze na Głogowskiej przyuważyłem pana Krzysia :) Wisi chłopak tam zapewne nielegalnie, bo prawo zakazuje umieszczania banerów na wiaduktach bez zgody administratora, a nie zakładam, żeby w tym przypadku taka wydana była – raczej zadziałali tu samowolnie ludzie ze sztabu B[x]saka lub jego miłośnicy. Mają przecież teraz sporo wolnego czasu, skoro szkoły zamknięte :)

Czas na podsumowanie kwietnia: w trudnych czasach spod znaku Krótkiej Higieny Życia Psychicznego (na razie wyciszonej) udało się wykręcić różnymi rowerami 1626 kilometrów, ze średnią niemal równą 28 km/h. Jednak zdecydowaną wygraną kwietnia jest Kropa, z którą udało się łącznie przejść grubo ponad 180 kilometrów. Aha, właśnie sobie uświadomiłem, że zapomniałem podsumować też marzec (ups) – tam rowerowania było trochę więcej (1774 ze średnią 27,7 km/h), ale spacerów trochę mniej – 160 kilometrów. Nie da się ukryć, że łażenie wymagało kreatywności, w związku z genialnymi działaniami niektórych, których logika boli...

...ale po włączeniu było już zdecydowanie łatwiej :) Dzisiaj też. Pies jeszcze korzysta, od przyszłego tygodnia będzie niestety to o wiele rzadsze.
Za kijkiem płynie Warta :)
Mobilna kosiarka :)




  • DST 55.10km
  • Czas 01:50
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 148m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Majówka deszczówka

Piątek, 1 maja 2020 · dodano: 01.05.2020 | Komentarze 16

Nie powiem, żebym został zaskoczony porannym deszczem. Miało padać i bardzo dobrze, że zaczęło. Przyroda odetchnie, a i my również, bo rządzący będą mieli jeden argument mniej w temacie zamykania lasów, tyle że tym razem zapewne rozsądnego.

Odespałem sobie, po raz kolejny. Oj, będzie mi tego brakowało. A że wciąż kropiło to miesiąc rozpocząłem od d...eszczu strony i wybrałem się na spacer, przy okazji odbierając od Teściowej zapas truchła dla psa :) Na Dębinie tłumów na szczęście nie było, za to natrafiłem na radiowóz. Policjanci bardzo mili (bez maseczek), powiedzieli "dzień dobry" i docenili kijek w pysku Kropy :)

Po powrocie, gdy na moje oko szosy już wyschły, mogłem zbierać się na rower. Oj, miałem nadzieję, że uda się to wykonać suchą stopą. Jak było? Hm :)

Początkowo aż za fajnie. Podejrzane :) Pod niezbyt mocny (!) południowo-zachodni wiatr zacząłem wykonywać "pandeminium" - z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Krosinko i Dymaczewo docierając do Będlewa.
Las przed Będlewem
Drzewa żywe, drzewa martwe

DDR-ka w Łęczycy
A za nim już wiedziałem, że będzie "ciekawie".
No to już wiedziałem, że na sucho nie dojadę
Przejaśnienia były, ale nie u mnie :)
Nie było wyjścia - trzeba było skorzystać z gościnności przydrożnej wiaty :)



Przy okazji zapoznając się z ludową mądrością :)

Po kilku minutach ruszyłem, bo przestało lać. Na chwilę. Potem znów zaczęło. Ale już byłem kompletnie przemoczony, więc w sumie było mi obojętne. A co się stało przy okazji? Ano wiatr się zmienił na... północno wschodni. Grrr. Ale jakoś udało się dokręcić, przez Zamysłowo, Stęszew, Trzebaw, Szreniawę i Komorniki do domu. Nawet udało się dogonić trójkę szoszonów.

No nie było lekko, ale ważne, że maj jakoś tam rowerowo rozpoczęty. Jedno muszę stwierdzić - wyjazd na krótko nie był najlepszym pomysłem :)

A na koniec szpaki...
Szpaki dwa
...i motywy z Dębiny.
Kret w lesie :) - Las Dębiński, Poznań
Na szerokości - Las Dębiński, Poznań
Mostek - Las Dębiński, Pozmań
Na te barwy  warto było czekać - Las Dębiński, Poznań




  • DST 53.20km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.02km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 129m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nie tylko czas ucieka :)

Czwartek, 30 kwietnia 2020 · dodano: 30.04.2020 | Komentarze 28

Ostatni dzień miesiąca, a zarówno ostatni dzień przyzwoitej pogody. Od jutra deszcze, wiatry, zimno, takie tam. Majówka :) No ale chyba w aktualnej sytuacji to najlepsze, co może być. Choć grillowce i tak na bank znajdą jakiś sposób i moment, żeby zasmrodzić parki i lasy. Przynajmniej te, przy których jest łatwo zaparkować.

Dzisiaj szosowałem, ale kompletnie bez spiny, celebrując ostatnie dni, gdy mogłem się wyspać i ruszyć bez pośpiechu. A że wiało niby ze wschodu, a de facto zewsząd, to tym bardziej mi się ambitnym być nie chciało :)

Trasa to południowa "pętelka szubieniczna": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Mosina - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Droga krzyżowa :)
Ruch już klasyczny, czyli masakryczny. Jakoś szybko ten koronawirus zniknął. Ale na jednych z miliarda lubońskich czerwonych świateł przyuważyłem tablicę tym bardziej pocieszającą:

Mam nadzieję, że to oznacza, iż są zaawansowane plany zakładające zrównanie Lubonia z ziemią i postawienie w jego miejscu czegoś przydatnego :) Na przykład lasu.

A właśnie - na odcinku pomiędzy Żabnem a Baranowem, gdy jechałem sobie spokojnie 30 km/h na godzinę, zauważyłem na bocznej ścieżynce, że kibicowały mi dwie dorodne łanie jelenia (a to kawał zwierza, nie sarenki). Oczywiście dałem po hamulcach, ale zanim wyjąłem aparat, już było dawno po zdjęciu - oczywiście płochliwe czworonogi przestraszyły się człowieka. I słusznie. Pozostało jedynie zrobić fotkę tego miejsca.
Leśne parkowanie
Droga ku lepszemuJeszcze kilka zdjęć ze spaceru - zaliczyliśmy dziś minimalny kawałek WPN-u w Łęczycy i lubońskie Żabie Doły. Choć na moje te doły są Kacze, ale chyba pierwsza wersja jest prawidłowa. Na początek tyłek uciekającego dzika. Niestety, tylko tyle się udało uwiecznić. No nie miałem dziś szczęścia ;)

Hop. hop, do lasu
Jeleń upolowany :)
Hotelik
Nawet przepisowe odległości z grubsza zachowane :)
W połowie ruina, czyli zakłady Lubanta w Luboniu
Kapitan Kropa czuwa! :)
Mewa śmieszka, lekko skołowana
Łabędź, pełen chill :)




  • DST 55.10km
  • Czas 02:09
  • VAVG 25.63km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 309m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dziewicza Góra na dziwny dzień

Środa, 29 kwietnia 2020 · dodano: 29.04.2020 | Komentarze 32

Gdy pies obudził mnie o 5:40 rano, sugerując, że chwilowo już sobie nie pośpię, bo czworonóg ma do załatwienia bardzo pilną potrzebę, wiedziałem już, że ten dzień normalny nie będzie. Się nie pomyliłem – bowiem po solidnym odespaniu, do kawy i śniadania dostałem mało apetyczny widok duetu ministerialno-premierowskiego. Dowiedziałem się od niego, że mamy codziennie trzy razy więcej zakażeń niż w momencie rozpoczęcia gospodarczej kwarantanny, ludziom na ulicach widać tylko oczy znad maseczek (i tak ma zostać jeszcze długo), więc od poniedziałku… prawdopodobnie w większości wracamy do pracy. Logika? A co tam, są ważniejsze rzeczy – wpływy do kasy państwa, żeby jakoś dalej ciułać z tym – podobno takim genialnym – budżetem. No nic, jak trzeba będzie to trzeba będzie, najbardziej ucierpi wspomniana na początku Kropa, bo skończą się codzienne spacerki (Żona też zapewne będzie musiała wrócić do biura). A u mnie istnieje nawet ryzyko dyżurów 10-12 godzinnych, a co za tym idzie może być ciężko z jakimkolwiek wyjściem na rower :/

Musiałem odreagować. Skorzystałem z ryzyka opadów (finalnie nie widziałem ani kropli deszczu) i wybrałem się dziś w drogę Czarnuchem. Wiało z północnego-wschodu, więc w głowie zrodził mi się pomysł odwiedzenia (w końcu) ”słynnej” Dziewiczej Góry, do której zabierałem się zawsze jak pies do jeża. W sumie była to jedna z ostatnich okazji w najbliższym czasie, żeby to zrobić – przy zwykłym cyklu dnia pewnie zabrałbym się za to może jakoś w grudniu. Przyszłego roku :)

Oto cel, z wysokości drogi między Koziegłowami a Czerwonakiem.
Dzisiejszy cel - Dziewicza Góra
Takie trasy to ja rozumiem :) - Czerwonak
Juhuuuu :) - Czerwonak
Co tu dużo pisać – podobało mi się, mimo że to kurdupel :) Dojazd do Dziewiczej Bazy miałem już opanowany z pozycji szosy (kiedyś oprowadził mnie po niej Kamil)...
Dziewicza Baza, wersja ofoliowana - Dziewicza Góra
...ale już sam wjazd na górę był lekką zagadką. Nie kombinowałem, tylko wybrałem najkrótszą wersję podjazdu, i chyba (choć pewny nie jestem) był to ”killer”. Fajny :)
Typowo polski widoczek - Dziewicza Góra
Prawie jak w górach - Dziewicza Góra
Killer (chyba) - Dziewicza Góra
Wieża robi wrażenie, ale oczywiście była zamknięta – sorry, takie mamy czasy. Ale przynajmniej hasło #zdrowiejwlesie ma sens :)
Wieża na Dziewiczej Górze w pełnej krasie
Też zamknięte na cztery spusty... - Dziewicza Góra
Szczyt wieży czekający na lepsze czasy - Dziewicza Góra

Pozwiedzałem sobie tylko jej podnóże i poczytałem tablice informacyjne.
Punkt informacyjny - Dziewicza Góra
Jeden ze szlaków - Dziewicza Góra


Zjazdu dokonałem (znów: chyba) głównym traktem – tu już nie było korzeni i piachu, ale miliard kamyków. Niefajnych. Pozdrowiłem jednego rowerzystę na mtb i wspinającą się, częściowo na piechotę, na czymś pomiędzy szosą a gravelem niewiastę (wyraziłem współczucie), po czym… lekko się pogubiłem w lesie :) Jakoś się udało wydostać na drogę dojazdową, raz jeszcze podjechałem do bazy i opuściłem okolicę. Z uśmiechem na ryju. Oczywiście już wtedy ponownie przykrytym kominem.

Cała trasa to: Dębiec – Wartostrada – Chemiczna – Gdyńska – Koziegłowy – Kicin – Czerwonak – Dziewicza Góra – Czerwonak – Owińska – próba skrętu ta Annowo, ale bruk mnie zniechęcił, więc nawrotka – Czerwonak – Koziegłowy – Gdyńska – Chemiczna – Wartostrada – dom. TUTAJ Relive.

Aktualnie jazda w stronę Poznania przez Koziegłowy to koszmar, ale sądziłem, że będzie gorzej. Nie ma jednak poszerzenia drogi bez ofiar, więc rozumiem :)

Ptaków dziś nie "upolowałem", więc jedynie zamiennik :)
Mural konkret - Koziegłowy
Sójka gigant :) - Koziegłowy


Kategoria Terenowo


  • DST 54.40km
  • Czas 01:47
  • VAVG 30.50km/h
  • VMAX 53.10km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 141m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pałacominium :)

Wtorek, 28 kwietnia 2020 · dodano: 28.04.2020 | Komentarze 11

Kolejny szosowy wypad, znów z (a w sumie to pod niego) wiatrem, którego miało generalnie nie być, a jednak był, do tego w nadmiarze :) Na szczęście jednak okazał się łaskaw na tyle, że chwilami (za mało, ale lepsze to niż nic) współpracował.

Gdyby nie remonty, byłoby klasyczne "kondominium". Ale że drogę od Dymaczewa do Stęszewa mam zamkniętą, wyszło znów "pandemonium max", czyli z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko, Dymaczewo, Będlewo, Zamysłowo, Stęszew, Dębienko, Trzebaw, Rosnówko, Szreniawę i Komorniki znów do domu.

Pierwszy raz w tym roku ruszyłem całkowicie na krótko. A już momentami było mi za ciepło. Jednak takie wartości na termometrze mogę jeszcze znieść, byle nie więcej.

Objazdy objazdami, prócz swej upierdliwości mają czasem plusy. Takie na przykład jak okazja - w końcu na spokojnie - do zatrzymania się przy pałacu w  Będlewie, który zawsze mi się podobał, a jego parkowo-leśne otoczenie to już w ogóle :) Obiekt pochodzi z połowy XIX wieku, a neogotyk aż bije po oczach :) Tak jak i inne walory :)
Zza dwóch kółek - Pałac w Będlewie
Dwa... koła. W tle :) - Pałac w Będlewie
Od d...ętki strony :) - Pałac w Będlewie
W całości, od frontu - Pałac w Będlewie
Brama wjazdowa - Pałac w Będlewie
Stróżówka - Pałac w Będlewie
Przypałacowy park, widok na stróżówkę - Pałac w Będlewie
W samej wsi Będlewo, na wieży/dzwonnicy starej, chyba nieużywanej kaplicy, zainstalował się znów bocian. Witamy :) Jak widać, i on już wie, że świat stanął na głowie.

On też wie, że świat staje na głowie ;)
Chwila zamyślenia
Kawałek dalej udało się jeszcze przyłapać startującego kruka.
Startujący kruk
No i jeszcze motyw z mini korka, który zrobił się za wlekącym się traktorem w Puszczykowie. Zauważyłem, że z tyłu Golfa ktoś mnie bacznie obserwuje :)

Po chwili była już interakcja, merdająca i szczekaja :)

TUTAJ Relive, a od jutra podobno znaczne ochłodzenie, a być może i jakiś symboliczny deszcz.




  • DST 51.60km
  • Czas 01:43
  • VAVG 30.06km/h
  • VMAX 61.30km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 135m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Niech żyje wolne... Czyli szosa i las :)

Poniedziałek, 27 kwietnia 2020 · dodano: 27.04.2020 | Komentarze 17

Ten hołmofis, mimo tego, że dostaję przez niego solidnie po kieszeni, ma swoje plusy. O wysypianiu się już kiedyś wspominałem. W marcu fajne również było to, że można było wyruszyć wtedy, gdy robiło się cieplej, a nie z samego rana. Teraz - póki nie ma upałów - też jest to istotne, ale najbardziej za pandemią jest Kropa, która praktycznie codziennie ma solidny spacer. Dziś nie było inaczej, o czym w drugiej części wpisu.

Sama jazda to zachodnia, pustynna pętelka. Przed wyruszeniem cieszyłem się, że prognozy zapowiadały słaby wiatr. Radość skończyła się praktycznie od razu, bo w praktyce wciąż wiało solidnie (co widać po fałmaksie), choć w porównaniu z ostatnimi dniami ciut słabiej. Raz trafiłem nawet na chmurę czegoś, co jeden z podmuchów skierował z pola na drogę - ciekawe doznanie :)

Trasa: Poznań - Luboń - Wiórek - Łęczyca - Wiórek - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Plewiska - Poznań. Relive dzisiaj działa, więc czai się TUTAJ :)
Ulubiony widok na zachodniej pustyni, już kwitnący
Widok na Wielkopolski Park Narodowy, jeszcze z szosy
A po południu wspomniany spacer. Zdecydowałem się w końcu wyruszyć do Wielkopolskiego Parku Narodowego, zaliczając między innymi piachy w Wirach, pagórki w Puszczykowskich Górach oraz... wodospad na granicy Łęczycy. Poniżej galeria. I niech ktoś mi jeszcze powie, że okolice Poznania są nudne! :) A, i niech mi ktoś znów wpadnie na debilizm z zamknięciem lasów - będę gryzł!
Przez pustynię do bram Wielkopolskiego Parku Narodowego :)
Radocha! - Wielkopolski Park Narodowy
Pola, pola, pola - Wielkopolski Park Narodowy
Ni pies, ni wydra... :) - Wiry
Zielono nam! - Wielkopolski Park Narodowy
Wąwóz w Puszczykowskich Górach - Wielkopolski Park Narodowy
Kosiarz :) - Wielkopolski Park Narodowy
Giganci i kurdupel - Wielkopolski Park Narodowy
Hopki w Puszczykowskich Górach - Wielkopolski Park Narodowy
Tylko usiąść i słuchać - Wielkopolski Park Narodowy
Oświecenie w Puszczykowskich Górach :) - Wielkopolski Park Narodowy
Wspinaczka - Wielkopolski Park Narodowy
Pan dzięcioł. Albo i pani :) - Wielkopolski Park Narodowy
Wodospad w Łęczycy w pełnej okazałości - Wielkopolski Park Narodowy
Lepiej z daleka - Wielkopolski Park Narodowy
Jak to ugryźć? :) - Wielkopolski Park Narodowy
Stado owiec - Łęczyca, Wielkopolski Park Narodowy
Co się lampisz, tej? ;) - Łęczyca, Wielkopolski Park Narodowy
Spadamy! - Łęczyca, Wielkopolski Park Narodowy
Sześcionóg :) - Łęczyca, Wielkopolski Park Narodowy