Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 50
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 63.60km
- Czas 02:07
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 61.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 246m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Skuping :)
Sobota, 5 września 2020 · dodano: 05.09.2020 | Komentarze 12
Dzisiaj skupiłem się na jeździe. Nie żebym szalał, ale starałem się nie zatrzymywać niepotrzebnie (oczywiście nie wyszło) i po prostu jechać. Tym bardziej, że obudziłem się zdeka za późno i czasu na zamulanie nie było.
Tempro wybrałem minimalno-szosowo-przyzwoite, ale bez mocniejszego ucisku na pedały. O dziwo pogoda była całkiem sympatyczna, jednym słowem idealny wrzesień: niecałe dwadzieścia stopni, wiatr do ogarnięcia, tylko ostatnie dziesięć kilometrów nie wiadomo skąd zaatakował mnie tryb "deszcz", przez chwilę na tyle mocny, że w Komornikach musiałem zatrzymać się pod wiatą.
No i trasa, moja wciąż ulubiona, czyli "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymavczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Niestety, cały czas demolka krajobrazu pod śmieszkę trwa.
Dobrze, że są jeszcze momenty, o których mogę napisać, że zielono mi.
Wpadłem sobie na chwilę na Osową Górę, zobaczyć, co tam nowego. Oczywiście nic, wciąż bez problemu można się tam rozpędzić po ponad 60 km/h. I niech się to nie zmienia :)
Raz się zatrzymać musiałem, bo czterech czapli na raz bym nie odpuścił :) Kompaktem o dziwo dało się je jakość uchwycić. 

Spoko było, muszę przyznać, nawet mimo opadów. Oby więcej takich dzionków.
Dystans zawiera dojazd do roboty.
- DST 56.10km
- Czas 01:56
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 54.00km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 174m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Aparatczyk
Piątek, 4 września 2020 · dodano: 04.09.2020 | Komentarze 12
Dwa dni bez szosy to jak na mnie dużo. Dzisiaj na szczęście nie lało, a jedynie co jakiś czas delikatnie mżyło, mogłem więc mtb-owy czołg zostawić w domu i pojechać najlepszym z możliwych sprzętów. Tęskniłem już :)
Wciąż wiało z zachodu, więc z wyborem trasy nie było kombinacji. Wpadła klasyczna pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań, tak jak na Relive.
Sama jazda była bez spiny, bardziej żeby sobie przypomnieć, co to ten rower szosowy :) Tym bardziej, że miałem inną misję - ostatnie kilka wypadów w te tereny zachwyciło mnie ilością przeróżnego ptactwa, które po sianokosach zaczęło penetrować pola, których akurat tam nie brakuje. Wziąłem więc ze sobą porządny aparat, naiwnie licząc na to, że uda mi się coś "upolować". Taka typowa antyteza pro-szoszona: zamiast ograniczać ciężar, specjalnie go zwiększyłem, a zamiast skupiać się na wyciąganiu średniej, jak debil rozglądałem się na boki szukając obiektów do sfocenia :) No ale co pro, to nie ja, i jestem z tego dumny :)
Finalnie kilka okazów wpadło, ale było tak fatalne światło, a i obiekty bardzo oddalone, że cudów nie ma, a raczej nieostrość zaawansowana. Weźmy na przykład takiego myszołowa, ptaka wybitnie płochliwego. Robiąc zdjęcia kompaktem, mam już swoją taktykę: wypatruję "ofiarę", podczas jazdy włączam sprzęt znajdujący się w kieszonce, nagle się zatrzymuję i staram uchwycić jakiegoś gnojka. Tu musiałem stanąć, zdjąć plecak, wyjąć sprzęt, odblokować, nie wiadomo czemu potwierdzić, że nie chcę formatować karty, skierować i... dupa. Sekundę później drapieżnika nie było. Tyle się udało zrobić.
Z żurawiami było łatwiej, choć też bez cudów.



Kruk też był mega daleko.
Za to zadowolony jestem z jednego. Na chwilę zatrzymałem się, żeby zdjąć niepotrzebną część odzieży, o tu, przed Dopiewem...
...i hen, hen, daleko, dokładnie na czubku drzewa rosnącego w kępie na horyzoncie, wypatrzyłem kanię rudą.
Trochę pikseloza, ale grunt, że cokolwiek widać. Przy okazji okazało się, że mam idealną ramę, od góry płaską, od biedy może służyć za statyw - bez tego nic by nie wyszło :)
Maiłem nadzieję na czarnego bociana, ale ten pokazał się tylko raz i zapewne wyemigrował. Szkoda.
Tyle kącika ornitologicznego. Na koniec powstająca dożynka z Dopiewa, dopiero druga w tym roku. Spodziewałem się, że będzie posucha, ale nie że aż taka.
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 57.70km
- Czas 02:13
- VAVG 26.03km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 75m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Okienkowo
Czwartek, 3 września 2020 · dodano: 03.09.2020 | Komentarze 8
Uff... Mało brakowało, a dzisiaj nie byłoby nawet gluta. Jednak jakoś się udało.
Od początku. Od rana - zgodnie z prognozami - lało. Nie padało, a lało. O wyjeździe nie było mowy. No ale czasem bywam człowiekiem wielkiej wiary, tej rowerowej oczywiście, postanowiłem więc wykorzystać swoje zachomikowane nadgodziny i zakomunikować, że jedną dziś odbiorę. Dzięki temu była jakaś nadzieja, że może jednak? Wiele nie ryzykowałem.
No i stał się cud. Zaczęło się przejaśniać, więc pojawiła się szansa chociaż na krótki kurs Czarnuchem. No to ruszyłem na najbardziej klasycznego z klasycznych południowo-zachodnich glutów: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Plewiska - Poznań. Jeszcze po mokrych szosach, które zaczęły schnąć dopiero gdzieś w Komornikach.
Potem do domu, ogarnąć psa i siebie, a także podjąć decyzję co robić dalej. Niebo pokazywało już swoje ładniejsze, niebieskie oblicze, ja dokonałem swych obliczeń i wyszło mi, że brakujące niecałe dwadzieścia kilosów ogarnę rowerem. Na styk, bo na styk, ale dam radę. Udało się - z Dębca przez Warostradę do Malty, tam jedno kółko dokoła, a potem klucząc po mieście i przy okazji wykonując jedną misję, dotarłem do centrum.
Fotki z dzisiaj to minimalizm minimalizmów. Już samo to, że znalazłem okienko pogodowe, mnie cieszyło.



TUTAJ Relive.
Motywu zwierzęcego brak, więc uzupełniam o kaczki. Kaczki (te prawdziwe) zawsze są fajne :)

- DST 52.10km
- Czas 02:01
- VAVG 25.83km/h
- VMAX 50.10km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 126m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Czarnowidztwo :)
Środa, 2 września 2020 · dodano: 02.09.2020 | Komentarze 5
Z dzisiejszymi opadami było jak z polskim rządem i Covidem - najpierw wirusik był, potem magicznie zniknął, by finalnie znów się pojawić, tylko mocniejszy. Wszystko zgodnie ze standardem, tylko wyborów u mnie po drodze zabrakło :)
Generalnie sądziłem, ze będzie gorzej, bo przynajmniej początkowo tylko kropiło. Gdyby nie ostatnie kilka kilometrów, mógłbym nawet uznać, że jechałem o suchym tyłku, tym bardziej, że Czarnuchem. Poza tym trochę wiało, ruch się zrobił już typowo jesienny, a korki w takich Plewiskach można było liczyć na kilometry. Ot, normalność.
Trasa: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Najważniejszym wydarzeniem dnia było przyuważenie czarnego bociana. Rzadki to widok, więc straciłem sporo czasu, żeby cokolwiek było widać na zdjęciach, bo zoom był już na wykończeniu. Niewyraźny, ale jest.

Trafiły się znów czaple, i to dwie.
Były też kruki, ewidentnie szukający dobrej miejscówki do zamieszkania. I to tu, a nie w jakimś Kraaaaaa-kowie :)
Poza tym szarość, burość. Jutro może być gorzej, bo od rana ma lać intensywnie - się zobaczy. 
Do pracy dziś rowerem nie jechałem, bo pływam średnio :)
- DST 53.50km
- Czas 01:53
- VAVG 28.41km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 155m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiosnosiennie
Wtorek, 1 września 2020 · dodano: 01.09.2020 | Komentarze 11
Po intensywnej zawodowo końcówce miesiąca w końcu udało się wyspać. Z okazji dnia wolnego, Co prawda nie ze długo, bo znów jakieś upady miały się koło południa pojawić (finalnie przyszły dopiero wieczorem), ale to zawsze coś.
Rano obudziły mnie jakieś bluzgi i wulgaryzmy, co jakiś czas słyszalne pod oknem. No tak, pierwszy września, bąbelki ruszyły do szkoły :) Przełożyło się to też na widocznie większy ruch na drogach oraz korki tam, gdzie występował korytarz między autami a budynkami szkolnymi.
Wiało z północy, ale po raz kolejny przez miasto pchać się nie zamierzałem. Wyjątkowo ruszyłem najpierw na wschód i południe, a dopiero potem odbiłem już wybitnie pod wiatr. Nie walczyłem, założyłem sobie tempo emeryckie, tak też cały wypad się skończył. Trasa: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Gowarzewo - Skałowo - Kostrzyn, gdzie zrobiłem nawrotkę i pokręciłem swoimi śladami.
Zerkając na pola... wiosna przyszła :) Ale nie, to nie rzepak, a gorczyca. Przynajmniej jak na moje.

Przejeżdżając przez Skałowo wyhaczyłem miejsce, skąd jabłuszka idą w świat, mniam...
...oraz uchwyciłem czworonogi "reklamujące" tamtejsze schronisko.


Obok krążyło kocie dziecko kukurydzy :)
Gdzieś tam ledwo uchwyciłem niewyraźnie myszołowa.
A po południu załatwianie kilku pierdół i spacer z Kropą. Spotkałem drzewo-monstrum, któremu najbliżej do raka czy kraba...
...oraz zgniłą (chyba) hubę. Taką widziałem po raz pierwszy.
Aha, należy pamiętać, że w okolicach jednego kościoła na Wildzie niemile widziane są sowy. Jawna dyskryminacja! :)
Jutro typowy pracujący dzień, do tego deszcze od samego rana. Może być kicha :/
- DST 52.00km
- Czas 02:03
- VAVG 25.37km/h
- VMAX 50.10km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 244m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Coś z niczego, czyli ostatni dzień sierpnia
Poniedziałek, 31 sierpnia 2020 · dodano: 31.08.2020 | Komentarze 9
Od rana, a w sumie to od wczorajszego wieczora, lało. Średnio widziałem więc szansę na jakąkolwiek jazdę w dniu dzisiejszym, tym bardziej, że dzionek miałem pracujący.
Jednak jakoś o dziewiątej opady lekko zelżały. Albo sobie to wmówiłem, żeby się zmotywować do wyjścia :) Stwierdziłem, że od gluta się nie roztopię, osiodłałem Czarnucha i ruszyłem. No nie była to najbardziej milusia z moich jazd, nie ma co ukrywać. Choć było i wiele gorszych. Najważniejsze jest to, że wiatr specjalnie nie dokuczał, wiał z północy i z północnego zachodu, co co prawda oznaczała miejskie atrakcje, ale przynajmniej na Wartostradzie były one do przeżycia. A tam właśnie najpierw skierowałem swoje koła - z Dębca na ten dukt, następnie Chemiczna, Gdyńska, Koziegłowy i Czerwonak. Powrót nastąpił praktycznie po swoich śladach.
A w domu zagwozdka, bo nagle wyszło słońce. Glut co prawda wykonany, ale w sumie te brakujące dwie dychy można by było wykonać w drodze do roboty. Hm. Jak pomyślałem, tak zrobiłem, Szybki prysznic, ciuchy do pralki, coś przegryźć i w drogę. Problem był tylko z wyborem szlaków, bo nie lubię kręcić dwa razy po tym samym. Skierowałem się więc najpierw na Grunwald, następnie Jeżyce, potem Sołacz, Piątkowo, Winogrady i przez Kaponierę co centrum. Już na sucho, ale w koszmarnych korkach. Tym samym powstało coś z niczego. A ja się cieszę, bo po południu się już całkowicie rozpogodziło, co oznacza, że bym klął na czym świat stoi (oczywiście na żółwiu i słoniach).
TUTAJ Relive.
Fotki z części "pierwszej" (tak, tak, ten ultra hiper płaski Poznań i okolice, hehe)...





...oraz drugiej. Tu się spieszyłem, więc tylko fragmenty Dzielnicy Cesarskiej: poznańska opera oraz Collegium Maius.



No i tak nietypowo minął ostatni dzień sierpnia. Zgodnie z tradycją, obowiązkowa coroczna (ta sama) piosenka z jego okazji.
- DST 55.60km
- Czas 01:57
- VAVG 28.51km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 186m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Al-pakino
Niedziela, 30 sierpnia 2020 · dodano: 30.08.2020 | Komentarze 20
Poranny kurs na północny wschód, niestety przez całe miasto i pod wiatr, a potem pod wiatr :) Choć po raz kolejny plusik dla temperatury za to, że dała żyć.
Jechało się ciężko, ale tempo założyłem rekreacyjne, więc w sumie tragedii nie było. Do tego nad ranem jeszcze padało, więc pierwsze pięć-sześć kilometrów to slalomik humanitarny, który miał na celu uratowanie jak największej ilości bytów. Tych ślimaczych. Chyba się udało.
Trasę stanowiła "pietruszko-marchewa": Dębiec - Wartostrada - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Kliny - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Bogucin - Miłostowo - Główna - Hlonda - Jana Pawła - Wartostrada - dom.

Ostatnio jak jechałem główną drogą przez Mielno, jednym okiem zauważyłem coś z alpakami w nazwie. Dziś znalazłem toto - nazywa się Jaśkowa Dolina, a gospodarstwo: Alpaki & Lawenda. Obejrzałem tylko z bardzo daleka, czworonogi faktycznie są. Potem wyczytałem, że od 20 PLN od łebka można przez godzinę je karmić i głaskać. Może kiedyś się skuszę :)


Reszta dzisiejszej fauny banalna. Dwa kotki i kuc :)...
...ko-ko-ko-koń...
...oraz jałówka,
No i jeszcze będzie o Kozich. Ale nie o ssakach, ale o Koziegłowach, w mojej osobistej nomenklaturze: Kozichdupach. Na więcej nie zasługują. Czemu? Ano w końcu, niestety, skończono remont okolic wjazdu do tej miejscówki, przy okazji robiąc śmieszkę. I tak jak część poznańska jeszcze ujdzie, to dokładnie na granicy przechodzi w typowo polski beznadziejny badziew. Dokładnie tu.
Dla osób o mocnych nerwach próbka. Podkreślam raz jeszcze, że większość tego było robione w tym samym czasie, co asfaltowy odcinek należący do Poznania. Jak widać, nie skorzystałem z możliwości tesowania.




Dystans zawiera czterokilometrowy kurs rowerem miejskim. O dziwo dzisiaj dało się go wypożyczyć, choć o jakości jazdy wolę nie wspominać.
- DST 63.60km
- Czas 02:16
- VAVG 28.06km/h
- VMAX 5.00km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 214m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Codziennościowo
Sobota, 29 sierpnia 2020 · dodano: 29.08.2020 | Komentarze 9
Wypad kompletnie bez historii, z sympatyczną temperaturą oraz mocnym wiatrem, kompletnie niechcącym mi pomóc. Czyli dzień jak co dzień :)
Do pracy mogłem dzisiaj wybrać się później, a co za tym idzie - wyspać się. Cenna rzecz. Dzięki temu udało się również przeczekać skromny deszczyk, który zdarzył się nad ranem.
Trasa to "odwrotne kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Lęczyca - Luboń - Poznań.
Wciąż masakrują mi i masakrują ulubioną trasę :( Niestety niedługo skończą, a co za tym idzie, skończy się też radość z jazdy drogami z minimalną ilością śmieszek :(
Znów trafiły się dwie czaple. Jedna ciut bliżej, choć i tak zbyt daleko do wyraźnej fory z kompaktu...
...druga dalej. Akurat złapała jakiegoś nieszczęsnego gryzonia. 
Kawałek dalej krowy pilnowały upadłego drzewa.
Ciekawym zjawiskiem socjologicznym jest to, co dzieje się na wiadukcie w okolicach Dębienka. "Od zawsze" zasyfia je tam swoimi hasłami poznańskie kibolstwo...
...natomiast od niedawna przysłonięte jest w samym środku urodzinami JPII, zresztą w jakości, której wstydziłby się ministrant po pierwszych przygodach z Paintem.
Po południu jeszcze krótki wypad z Kropą...
...co zaowocowało znalezieniem nowej miejscówki, gdzie ukrywa się co najmniej jeden z dębińskich żółwi. Poprzednia była chyba zbyt mało osłonięta, a tej na wszelki wypadek nie zdradzam :)
No i jeszcze urok dojazdu do pracy w sobotę po południu. Mój dzwonek zadziałał tak, że dzieciaki, zresztą kompletnie olane przez mamusię z przodu, prawie się ze sobą zderzyły: jedno skręciło w lewo, drugie w prawo. Kolejny dowód na to, że wszelkie śmieszki rowerowe, przynajmniej w Polsce, to miejsce bardziej niebezpieczne niż drogi publiczne.
- DST 58.50km
- Czas 02:03
- VAVG 28.54km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 168m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nie do końca elegancko
Piątek, 28 sierpnia 2020 · dodano: 28.08.2020 | Komentarze 7
Dzisiaj nie padało, więc znów szosą. Za to tak samo niewyspany, głodny i spieszący się do roboty. O czym jeszcze wspomnę pod koniec.
Wiatr w końcu odpuścił, przynajmniej jeśli chodzi o moc. Wiało już zdecydowanie lżej, ale zostałem zmasakrowany przez dwa czynniki: zmienność wyżej wspomnianego oraz miasto/wieś Luboń w całym swoim jestestwie. Czekałem tam na każdym świetle, a nawet jak miałem zielone, to okazywało się, że przede mną ktoś chce skręcić w lewo, sznur aut z naprzeciwka mu na to nie pozwala, a z prawej krawężnik. Jedna wielka masakra. Zaorać toto, raz jeszcze skieruję taki postulat.
Nie kończy się również remont w Mosinie, przy wyjeździe na Sowiniec. Dziś jedynie udało mi się znaleźć jedną alternatywną wersję objazdu drugiego objazdu przy dworcu PKP, który prowadzi do objazdu głównego: zamiast kręcić po bocznych uliczkach, można skorzystać z gościnności parkinu przy Netto i olać zakaz przejazdu przez tory.
Cała trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Mosina - Sowiniec - Baranowo - Żabno - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TUTAJ Relive.
Największy jej plus? Ano taki:
Uwielbiam tamtejsze lasy. Na polu trafił się daleko myszołów...

...Elegant z Mosiny wciąż nie wyciąga łap do roweru...
...a DDR-ka w Łęczycy powoli zaczyna wyglądać na jesienną.
Fajna temperatura była - na początku +14, w kumulacji +17. Jest dobrze :)
Reszta dystansu.. A nie, wróć. Zwykle w tym miejscu piszę o dojeździe do pracy, ale dziś, patrząc na prognozy i zapowiadane na wieczór opady, postanowiłem podjechać sobie rowerem miejskim. W stosownej aplikacji wyświetliło mi dwa czekające rowery na stacji pod domem. Popędziłem, z pewnym zapasem czasu. Na miejscu..jedna sztuka, w takim oto stanie:
No ale przecież niedaleko jest pętla Dębiec, a na niej - znów wróćmy do apki - jak widać dumnie się pręży dwukołowców pięć.
Tymczasem na miejscu...
Od razu odpowiadam na niezadane pytanie: ten jeden egzemplarz z tyłu to czyjś prywatny sprzęt, przypięty do stojaka. No cóż, znów Nextbike dał ciała. Oczywiście sprawa zgłoszona, info poszło do centrali, więc... kolejnym razem znów zapewne będzie to samo. A ja już do domu nie wracałem, tylko z pętli pojechałem do pracy. Tramwajem.
EDIT: wróciłem jednak rowerem miejskim. Prócz tego, że włączyła się automatyczna skrzynia biegów, czyli przerzutki myślały za mnie, po dwóch kilometrach siodło miałem na poziomie pięt, a żeby zwrócić mieszczucha musiałem dzwonić na infolinię... poszło sprawnie :)
- DST 64.00km
- Czas 02:22
- VAVG 27.04km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 124m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ciągnik stróż
Czwartek, 27 sierpnia 2020 · dodano: 27.08.2020 | Komentarze 9
Z pewną taką nieśmiałością myślałem o dzisiejszym wypadzie. Od wczoraj wiało fest, nocą było sporo interwencji strażaków w Wielkopolsce, a pogodowe wróżki ostrzegały przed srogimi podmuchami. No i miał dojść jeszcze deszcz.
Generalnie... Wszystko się niestety sprawdziło. Nawet opady. Z tym, że nie od samego rana (wtedy jeszcze dosypiałem), ale gdzieś między powrotem z Kropą z porannego siku a moim wyjazdem. Czasu na zastanawianie się nie miałem, osiodłałem Czarnucha i stwierdziłem, że jadę, najwyżej szybciej wrócę. Bowiem zacinało, ale przy odpowiedniej kurtce dało się żyć - mogło być gorzej.
Choć oczywiście różowo nie było. Raczej czarno i koszmarno. Jednoczesna walka z deszczem i wietrznym gnojkiem nie należy do zbytnich przyjemności, jak może ktoś tam na BS-ie wie :) Miałem jednak dwa szczęścia: jedno takie, że gdy przez Plewiska dotarłem do Gołusek, zaczęło się delikatnie przejaśniać.
Drugie - jeszcze lepsze - takie, że spotkałem swojego ciągnika stróża. Taki bowiem oto grubas wyprzedził mnie na kilometrze szesnastym, a ja postanowiłem się go trzymać ile się da.
Tym samym siedząc na dupie traktora minąłem Palędzie, Dopiewiec, Dopiewo i Fiałkowo, aż w końcu musiałem się poddać, bo kierowca owego błogosławieństwa skierował się bardziej na północ, a tu już zaczęło mną miotać z boku, niemal tak, że co chwilę znajdowałem się niebezpiecznie blisko pól. Wolałem odpuścić i wolnym kroczkiem dojechać do Więckowic, gdzie zawróciłem.
Podróż praktycznie swoimi śladami, już "ciut" lżejsza, choć wbrew pozorom bez cudów. Jednak z całości wyszła całkiem sympatyczna średnia jak na warunki i rower pod tyłkiem. Dzięki ci, o wielki traktorze! :)
Widok podczas powrotu. Jeszcze godzinę wcześniej lało.
Wciąż na trasie widuję pojedyncze żurawie...

...czaplę...
...oraz bociany. Tym pióra tańczyły niczym sukienki na wietrze.
Wszystko niewyraźne jak cholera. Odległość i koszmarne światło zrobiły swoje.
TUTAJ Relive. Reszta dystansu to dojazd do pracy.






