Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 249296.83 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.45 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 811121 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 61.30km
  • Czas 02:16
  • VAVG 27.04km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 165m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szukając barw

Wtorek, 26 stycznia 2021 · dodano: 26.01.2021 | Komentarze 13

Z wstawaniem było dzisiaj wcale nie lepiej niż wczoraj. Zimą łózko ma o wiele więcej mocy niż wiosną czy latem, zdecydowanie :)

Jak już się zwlokłem, stanąłem przed dylematem: który rower wybrać. Grubymi oponami już rzyg... wymiotuję, na szosę pogoda niepewna... No dobra, argumenty za tą drugą są mocniejsze :)

Tak też zrobiłem. Chyba jednak nie przekonałem wyborem reszty elementów, bo zegarek nie chciał długo łapać GPS-a (ma tak raz na trzy-cztery miechy), przez co pierwsze kilometry jechałem z prędkością 0 km/h (potem co prawda sprzęt próbował nadrabiać, ale i tak zaniżył sporo średnią, zresztą samą w sobie tragiczną). A gdzieś na dziesiątym kilometrze dopadł mnie śnieg i towarzyszył do dwudziestego któregoś. Taaa... :)

Jadąc nad wyraz ostrożnie wykonałem zachodni klasyk: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Poznań.

Było wolno, wietrznie (wrócił mega mocny podmuch, niestety), smętnie, nudno. Kolorytu musiałem szukać trochę na siłę, zatrzymałem się więc, żeby sfotografować szynobus Kolei Wielkopolskich pędzący w kierunku Wolsztyna. Linia jest niezelektryfikowana, odbudowana jakiś czas temu, bardzo malownicza. A nasypy wciąż budzą emocje: spadnie pociąg przy jakimś mocniejszym wietrze czy nie spadnie? :)
Nasyp kolejowy w Wirach wciąż testowany przez szynobusy
Szynobus podążający w kierunku Wolsztyna
A generalnie było o tak. Błeee.
Smętne zdjęcie ze smętną pogodą
Tam z tyłu jedna sarenka szukała pcheł :)
Łapanie pcheł :)
Na pola znów wyszły żurawie...
Żurawie na pierwszym, sarny we mgle na drugim planie
...a pewien cwany myszołów sądził, że go nie widzę.
Cwaniak myszołów myśli, że go nie widzę
Ale nie ze mną te numery :) Zresztą obrodziło dzisiaj w te piękne ptaki.
Myszołów włochaty patroluje okolice lasu
Myszołów wietrzy skrzydła
Podejście do hamowania :)
Wiało :)
Wiało :)
Dokręciłem do domu, zmiana roweru i do pracy.




  • DST 62.60km
  • Czas 02:27
  • VAVG 25.55km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 110m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zaspane sapanie niezasypane :)

Poniedziałek, 25 stycznia 2021 · dodano: 25.01.2021 | Komentarze 11

Dzisiejsze wstawanie należało do tych najbardziej klasycznych: drzemka przechodziła w drzemkę, która przechodziła w drzemkę, która przechodziła w drzemkę, która... I tak by pewnie trwało w nieskończoność, ale odezwał się głos rozsądku i udało się w końcu jakoś zwlec. Heroiczny to wyczyn.

Oczywiście przez to nie miałem już czasu na marudzenie, bo czas dotarcia do pracy się skurczył. Przeszła mi nawet przez łeb myśl o tym, żeby pojechać szosą, ale w porę się w ów łeb puknąłem i wybrałem Czarnucha. Dobrze zrobiłem, bowiem prócz śliskich momentami dróg (te emocje na rondach!) zdarzyły się jeszcze jakieś nieśmiałe opady deszczu ze śniegiem.

Trasa zachodnia, z lekko północnym odchyłem: Poznań - Plewiska - serwiswóki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Wciąż zima
Kultowe miejsce w Fiałkowie od jakiegoś czasu cieszy oko prawie złożonym samolotem. Tylko śmigła brakuje.
Tylko śmigła jeszcze nie dołączono, Fiałkowo
Udało mi się uwiecznić grę w wyprzedzanie rowerzysty na levelu Polak.
Wyprzedzanie rowerzysty, LEVEL Polak
Niestety, brak cech charakterystycznych, dzięki którym mógłbym wykonać jakąś akcję porównywalną z Nikosiem. Szkoda.

No i jeszcze się stadko sarenek trafiło przy A2. Całkiem spore...
Spore stado saren przy A2
...i do tego ciekawskie.
Ciekawski dwugłów :)
Czworonożna ochrona punktu poboru opłat na A2 :)
Dystans zwiera dojazd do pracy.




  • DST 32.50km
  • Czas 01:14
  • VAVG 26.35km/h
  • VMAX 44.40km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 92m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut wy(sz)czekany

Niedziela, 24 stycznia 2021 · dodano: 24.01.2021 | Komentarze 7

Wszystko niestety wróciło do "normy". W piątek wiosna, wczoraj jesień, dzisiaj znów zima. Lata nie odnotowano, na szczęście :)

Od rana padał paskudny miks śniegu z deszczem. Nawet szans, a i chęci specjalnych, nie było na wyjście na rower. Postanowiłem odczekać i liczyć na to, że po południu wypogodzi się choć na chwilę. Nie trzeba być detektywem, żeby się domyślić, iż tak się stało, skoro jakiś tam dystans się pojawił w tym wpisie :)

O tym na końcu. Najpierw bowiem, żeby nie marnować czasu, poszedłem na spacer z psem. Gdyby tylko lało, za nic by się nie dał wyciągnąć, ale skoro jest śnieg, to inna bajka. Dębina jak zwykle malownicza...
Lekko zmrożona Dębina, Poznań
...Kropa poznała kilku kumpli...
Ministerstwo dziwnych min
...bogatki wiedziały, że świat stanął na głowie...
Tak, świat stanął na głowie
...a napotkany kos zrobił sobie śniegowy makijaż.
Kos w śnieżnej maseczce
Jednak atrakcją dnia były ponownie dziki. Ta sama parka, coraz bardziej wyluzowana, niegroźna, choć na psy patrząca wciąż z ukosa. Ale wystarczy spojrzeć na nie stanowczo i wracają na swoje dróżki. Chyba w sumie już się polubiliśmy :)
Państwo Dzikowscy :)
Z pewną taką nieśmiałością... :)
Podczas joggingu :)
Wspomniana chwila przerwy od opadów wypadła między czternastą a piętnastą. Oczywiście ją wykorzystałem, robiąc gluta na trasie z Poznania przez Plewiska, Skórzewo, serwisówki i znów Plewiska do domu. Nie było źle, choć gdzieś przez połowę drogi znów towarzyszyło mi to białe gówno. Ale że drogi przejezdne i wiatr znikomy, to było mokro, lecz nawet miło.
Najlepsze do jazdy warunki dzisiejszego dnia na obrazku




  • DST 31.10km
  • Czas 01:13
  • VAVG 25.56km/h
  • VMAX 41.20km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 94m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut trocinny

Sobota, 23 stycznia 2021 · dodano: 23.01.2021 | Komentarze 7

Niestety, zgodnie z zapowiedziami wiosna odeszła szybciej niż przyszła. Aktualnie panująca pora roku w Poznaniu to jesień, taka późna, z okolic listopada.

Po wczorajszym słońcu nie ma już śladu, za to rządzi deszcz i zimno. A ja chcąc nie chcąc (stawiając na to drugie) musiałem pojawić się w robocie, więc miałem do wyboru albo odpuścić dziś rower, albo wykonać chociaż gluta, licząc na to, że nie utonę. Wybrałem to ostatnie :)

Moją decyzję wzmocnił fakt, że opady co jakiś czas ustawały, dając złudną nadzieję, iż stanie się w końcu tak na stałe. Oczywiście na nadziejach się skończyło.

Trasą wykonałem w tę i z powrotem, przez miasto, bo wiało w północnego wschodu: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Baraniaka - Dymka - Kobylepole - Borówki - Zalasewo, gdzie nastąpiła nawrotka.

Dawno nie byłem w okolicach Zalasewa od tej strony, ale jedno jest niezmienne - Polska wciąż jest w trocinie :/
Polska w trocinie
A poza tym widoki klasyczne i nudne.
Warunki mocno średnie
Za zakredkiem :)
Między powrotem a wyjściem do pracy zdążyłem jeszcze nakarmić tak siebie, jak i pralkę :)

Kolejne dni do uroczych należeć również nie będą. No ale cóż, zima.

Aha, dzisiaj w końcu znalazłem chwilę czasu, żeby skrobnąć do portalu epoznan.pl i opisać sytuację z ratowaniem sarny sprzed tygodnia. Chciałem w ten sposób podziękować anonimowemu bohaterowi za to, co zrobił. Chyba się udało. Link do artykułu TUTAJ.




  • DST 62.30km
  • Czas 02:12
  • VAVG 28.32km/h
  • VMAX 52.10km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przeprosiny. Z wiosną również

Piątek, 22 stycznia 2021 · dodano: 22.01.2021 | Komentarze 18

Normalnie wiosna przyszła! Taka, że nawet mogłem dzisiaj - po raz pierwszy od ho, ho, ho, a może nawet dłużej - usadzić swój tyłek na wąskim szosowym siodełku. Oj, tęskniłem za tym, nie będę ukrywał :)

Skoro wiosna, to wiatr. Wrócił upierdliwiec-niesprawiedliwiec. Ale skoro otrzymałem coś w zamian, czyli kilka stopni na plusie oraz słońce, jestem jeszcze w stanie być dla niego w miare tolerancyjny. Pewnie szybko mi to przejdzie.

Wyjazd przed pracą, na lubianą bardzo pętelkę: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. A potem jeszcze odcinek do pracy.

Gdy tak sobie dzielnie kręciłem, na wysokości Mosiny zobaczyłem, że dzwoni jakiś nieznany mi numer. Odebrałem, a tu... pan prezes firmy, w której zatrudniony jest wspominany wczoraj Nikoś! Z podziękowaniami za informację o zachowaniu jego pracownika i z przeprosinami. Dodał jeszcze, że sam nienawidzi drogowego chamstwa, więc jest czuły na każdy taki sygnał i cała jego firma została pouczona na wszelki wypadek. Cóż, muszę przyznać - klasa. Tak więc brawo. A Nikoś? Podobno się tłumaczył, że tylko raz zaklaksonił, ale najwyraźniej - i całkiem słusznie - mu nie uwierzono. Ma nauczkę.

Fotki z dzisiaj zupełnie inne niż jeszcze ze dwa dni temu. Zielono, słonecznie... Inny świat. Szkoda, że istnieć będzie krótko, bo od jutra... opady deszczu, i to podobno niemałe.
Do tego lasu warto podjechać te 25 kilometrów w jedną stronę
W ulubionym lesie prześwitów
Walka wiosny z zimą
Udało się przyuważyć zamyśloną nad wyraz czaplę siwą...
Zamyślona czapla siwa
...oraz myszołowa włochatego. Najpierw zadowolonego z udanego polowania...
Schowany w trawie myszołów włochaty
...a potem uchwycić go w locie.
Myszołów włochaty w locie
Na koniec smutna informacja - odszedł dziś człowiek, który poniekąd mnie "wychował", bawiąc i ucząc: Papcio Chmiel, czyli Henryk Jerzy Chmielewski. Ojciec Tytusa, Romka i A'tomka, Nie dalej jak miesiąc temu kupiłem sobie jego autobiografię - "Żywot człowieka zmałpionego" - i zanim do niej usiadłem, nie ma już autora :/ I choć ostatnie "tytusy" to już nie bylo "to", to wydawało się, że będą one powstawać wiecznie. Wielka szkoda. A że wiem, iż co najmniej dwie osoby: kolega Huann oraz kolega Meteor (zapewne wraz z Lavinką i Kluską) też poczuły smutek, postanowiłem na szybko, na tablecie, skonstruować oficjalne pożegnanie na BS. Amatorsko i kanciasto, ale jest. 

Spoczywaj w pokoju na jednej z tych swoich Wysp Nonsensu (może takiej dla umarłych bezsensownie autorów komiksów?), Papciu!
Na szybko, na cześć zmarłego dziś Mistrza :(




  • DST 62.10km
  • Czas 02:24
  • VAVG 25.88km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 170m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bajeczka o Nikosiu

Czwartek, 21 stycznia 2021 · dodano: 21.01.2021 | Komentarze 20

W sumie nie bajeczka, a raczej nieśmieszna komedia lub może nawet horror. Jednak o tym później.

Najpierw o samym wyjeździe. Takim typowo przedpracowym, czyli połączonym z niewyspaniem i średnią ochotą na ciśnięcie. Wykonanym więc na ślimaczo, w czym oczywiście pomógł mi dobór sprzętu. Był nim znów Czarnuch, co okazało się wyborem trafnym - raz, że miejscami jeszcze wciąż na drogach syf w niektórych miejscach, a dwa - wjazd na polskie śmieszki to jedna wielka loteria.

Trasa - klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Czemu MTB było idealne? Bo wpadłem na głupi pomysł jazdy DDR-ką w Łęczycy. Proszę, taki oto smaczek na jej środku:
Polski standard DDR trzyma się mocno :)
Już nawet leśna droga w Puszczykowskich Górach wydawała się bardziej przejezdna :)
Zaśnieżony wjazd w Puszczykowskie Góry
A teraz do sedna. Jako że nowa, asfaltowa droga rowerowa z Dymaczewa do Witobla była w bardzo dobrym stanie, to bez oporu sobie nią pyknąłem te kilka kilometrów. W sumie nawet komfortowo - brawo dla zarządcy za ogarnięcie tematu. 
Za utrzymanie odcinka Dymaczewo Nowe - Witobel wielkie brawa
A w samym Witoblu, gdzie jak już kilka razy pisałem, nagle pojawia się kostka, do tego falująca śmieszka zjeżdża na lewą stronę, co nie jest połączone z zakazem jazdy rowerem, więc nawet nie muszę wiedzieć, iż takowa dalej istnieje, jak zwykle ten może kilometrowy odcinek pokonałem zwykłą drogą, karnie zjeżdżając pod sam koniec znów na DDR, gdy wyskakuje nakaz po prawej.

Ale dzisiaj, w samym środeczku tego etapu, nagle usłyszałem za sobą klakson. Nie taki krótki, pojedynczy, który bym po prostu olał, ale znany nam wszystkim sygnał, iż za kierownicą siedzi polski, klasyczny buraczany frustrat. Odczekałem jeszcze chwilę bez reakcji, a że łapa z klaksonu spaść nie chciała, to znanym na całym świecie gestem pozdrowiłem kierowcę. Ten zaczął trąbić jeszcze mocniej, a co gorsza najpierw wyprzedził mnie na gazetę, a potem zaczął hamować, prawie spychając na chodnik. Oczywiście wykorzystałem sytuację na zrobienie zdjęć w locie, mam więc delikwenta. Proszę Państwa, oto Nikoś. Z Nikosiem nie jest za dobrze. Nie bądźcie jak Nikoś.


Aż żałowałem, że się nie zatrzymał na chwilę, byśmy sobie porozmawiali :)

Zwierzaków dziś brak, był Nikoś. Jedynie myszołów włochaty gdzieś w oddali się trafił, bardzo niewyraźny.
Myszołów włochaty, ledwo uchwycony w oddali
Reszta dystansu to dojazd do pracy. Już bez przygód.




  • DST 61.60km
  • Czas 02:26
  • VAVG 25.32km/h
  • VMAX 41.60km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 165m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Cieplej!

Środa, 20 stycznia 2021 · dodano: 20.01.2021 | Komentarze 10

Spodziewałem się porannej masakry, a finalnie nie było tak źle. Do tego stopnia, że z pierwotnego gluta wyszedł nawet cały dystans, co sam przyjąłem z pewnym zdziwieniem :)

Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Czyli prawie kopia tego co wczoraj, tylko że wykonana dużo wcześniej, bo do roboty musiałem zdążyć. Ostatnie kilometry to właśnie droga do niej, ale już po ogarnięciu się w domu i zjedzeniu śniadania.

W końcu było lekko powyżej zera, co ucieszyło mnie wybitnie. Drogi w miarę przejezdne, przynajmniej te główne, na bocznych oczywiście zalegało jeszcze sporo błota pośniegowego, więc się tam nie zapuszczałem. Za to trafiłem na... South Park :) I od razu auto piękniejsze.
South Park! :)
A generalnie było o tak:
Chwila o poranku
W sumie nie wydarzyło się nic, niech więc ten wpis zamknie ten sam kowalik co wczoraj. Za to z jęzorem :)
Kowalik wywala jęzor




  • DST 52.55km
  • Czas 02:06
  • VAVG 25.02km/h
  • VMAX 40.80km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Raniuszkowo

Wtorek, 19 stycznia 2021 · dodano: 19.01.2021 | Komentarze 15

Trafił się dzisiaj jeszcze jeden, ostatni póki co, wolny dzionek. Oj, przydał się.

Od rana bowiem świat przypominał coś między Syberią w wersji klasycznej a Australią w porze deszczowej. Dookoła śnieg, a na drogach plucha, z podejrzaną warstwą błota pośniegowego. Na rower tak dość średnio :)

Tak jak ostatnio postanowiłem więc najpierw pójść z Kropą na spacer. A w sumie poślizgać się w kierunku Dębiny. Tam świat wciąż piękny, i w sumie gdyby tam taki został, nie miałbym nic przeciw. Byle nie rozchodził się gdzieś dalej :)

Ptactwo szalało. Ale jak zwykle z kulturą. Tutaj na przykład raniuszek grzecznie czekał, aż się bogatka naje. Potem on, a w kolejce kolejna sikora.
Bogatka i raniuszek
Grzecznie czekamy na swoją kolejkę
Natomiast kowalik, jak tylko on potrafi, stawał na głowie, żeby coś skonsumować :)
Kowalik-akrobata
A gdy zobaczyłem te tropy, już wiedziałem, co znajdę kawałek dalej...
Tropy dzika
Oczywiście dziki. Ale schowane, spokojne, więc żeby ich nie niepokoić cyknąłem tylko szybką fotę komórką i się wycofałem.
No i same dziki, dziś nieśmiałe
Na rower ruszyłem dużo później, lekko przed trzynastą, gdy drogi były z grubsza czarne, za to mokre. Ale przynajmniej dość ciepło jak na ostatnie dni. Wykonałem trasę zachodnią: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Jeszcze w śniegu. Nie będę tęsknił :)
Z drogi uchwyciłem tylko kruki.
Niespokojne kruki
Jechało się dość ciężko, bo wiatr, mimo że słaby, to nie chciał pomagać. No i aura się skopała - ostatnie dwadzieścia kilometrów pokonywałem w deszczu, który utrzymał się do końca dnia. Najgorsze jest to, że w nocy ma być znów blisko zera, więc toto pozamarza i może być ślisko. Na jutro więc nastawiam się maksymalnie na gluta (jeśli w ogóle), bo czasu przed pracą będzie niewiele.




  • DST 32.55km
  • Czas 01:18
  • VAVG 25.04km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura -11.0°C
  • Podjazdy 118m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut arktyczny

Poniedziałek, 18 stycznia 2021 · dodano: 18.01.2021 | Komentarze 12

No dobra. Dzisiaj rano faktycznie było już to minus jedenaście. Potwierdzam :)

Zgodnie z założeniem oraz z faktem, że życie mi jednak miłe, wykonałem jedynie gluta, idąc na kompromis z samym sobą. Wystarczyło mi, że wczoraj wykonałem misję sopelek. Trzeba się oszczędzać, tym bardziej, że po południu czekała mnie jeszcze wizyta u dentysty oraz upojne godziny w pracy. Za dużo zła na jeden dzionek :)

Trasa znana i lubiana, opatentowana przez niezliczoną ilość glutów, które wykonałem przez ostatnie miesiące, czyli: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki -Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.

Widok na WPN dzisiaj w wersji zimowej:
Zimowy widok na WPN
Klasyczny widoczek w zimowym wydaniu
Drogi generalnie czarne, prócz kilku nawianych łat...
Czarna droga na krajówce zawsze cieszy (w aktualnych realiach)
W Łęczycy koło Lubonia jak zwykle wszystko w normie, czyli śmieszka trzymająca podmiejski poziom odśnieżania. Zerowy :)
Znów się nie zawiodłem, DDR-ka w Łęczycy trzyma typowy podmiejski poziom odśnieżenia. Zerowy :)
Tyle. Wykonałem jeszcze w ramach odświeżania mózgu spacer do pracy.

Jako że na spotkanie zwierzaków szans nie było, sięgam do zaległości sprzed weekendu. Proponuję pustułkę, która najpierw przyglądała mi się uważnie z jednej z latarni, a potem poleciała polować.
Pustułka odpoczywająca na latarnii
Zbliżenie na pustułkę
Polowanie w wykonaniu pustułki
A jutro? Ocieplenie, może być nawet około zera (!). Ale za to wróci śnieg z deszczem :/ Jak nie urok, to wiadomo co.




  • DST 51.70km
  • Czas 02:04
  • VAVG 25.02km/h
  • VMAX 41.10km/h
  • Temperatura -7.0°C
  • Podjazdy 132m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jadę! Albo nie jadę! :)

Niedziela, 17 stycznia 2021 · dodano: 17.01.2021 | Komentarze 17

No i nadeszła ta bestia, co nadejść miała. Zapowiadane na dziś było minus dwanaście w środku dnia, ale na moje lekko przesadzone. Termometr za oknem pokazywał minus siedem i tego się trzymam. Do tego świeciło słońce, a wiatr nie był mocny, choć jego zmienność mnie kilka razy zadziwiła. Oczywiście negatywnie. Czyli w gruncie źle nie było, przynajmniej dziś.

Wyruszyłem w biały świat lekko przed wpół do dwunastej. Na nogach trzy pary skarpet, na łbie kominiarka, do tego założone najgrubsze rowerowe rękawiczki. Dało się jechać. Muszę jednak przyznać, że ostatnie dwadzieścia kilometrów były już dość ciężkie, bo palce u nóg powoli krzyczały, że mają dość. Cóż, letnie adidasy, ostro styrane życiem, nie są ideałem przy mrozach :)

Trasa lekko kombinowana: z Dębca przez Hetmańską do Starołęckiej, potem Minikowo, Krzesiny, Jaryszki i... nawrotka. Bo w miejscu widocznym na fotce jeszcze walczyłem, ale kawałek dalej, na górce, oblodziło tak, że wolałem nie ryzykować.
Kawałek dalej się poddałem. Jednak wolę po drogach poruszać się w pionie :)
Cofnąłem się do wiaduktu na Krzesinach, a stamtąd skierowałem koła do Koninka, Jaryszek, Kamionek i Daszewic. Za nimi znów cofka, tym razem z lasu. Gdyby leżał tu śnieg, bym przejechał, ale z lodem nikt nie wygrał.
Tu również nastąpiła cofka. Łyżw nie wziąłem
W zamian skręciłem na poznańską Głuszynę, z której dokręciłem na Starołęcką, którą pokonałem w wersji idealnej, czyli z olaniem DDR-ki, a na Dębiec dostałem się wzdłuż Hetmańskiej i 28 Czerwca.

Te moje manewry jak nic przypomniały mi ten filmik:
Tyle że byłem w ciut lepszym stanie i zastanawiałem się czy jadę, a nie czy idę :)

Na Warcie już na dobre zagościł śryż.
Warta powoli pokrywa się śryżem
Warta - spojrzenie południowe
Przyznam, że zmarzłem. Jutro ma być gorzej, do tego pracuję, więc zapewne świadomie wykonam jedynie gluta, jeżeli w ogóle, bo znów ma śnieżyć :/ Poza tym przyjemność to dość średnia.

A po powrocie i reanimacji herbacianej wpadł jeszcze spacer z Kropą, jednak nie na Dębinę, gdzie widziałem tłumy, tylko w okolice cmentarza przy Samotnej. Pies wciąż zachwycony śniegiem :)
Syberia czy nie Syberia, kijek rzucić trzeba :)Cmentarne klimaty przy zachodzącym słońcu
Jest śnieg, jest radocha
Ośnieżony Jezus, cmentarz przy Samotnej, Poznań
Jezus bez nosa i bez ręki, za to ze śnieżkiem, cmentarz przy Samotnej, Poznań
Rękawiczek nie za bardzo chciało mi się ściągać, ale kwiczołowi odmówić nie mogłem :)
Odlatujący kwiczoł
Przeszkodziłem kwiczołowi podczas obiadu
Kwiczoł dosadnie pokazuje gdzie mnie ma :)