Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 51
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 62.40km
- Czas 02:09
- VAVG 29.02km/h
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Czośnik :)
Poniedziałek, 5 października 2020 · dodano: 05.10.2020 | Komentarze 12
Terapia czosnkowa chyba działa, bo z potencjalnego przeziębienia zostało tylko lekkie siąpienie nosem. Do tego z czuciem zapachów, więc póki co Covidzik odpada ;) Miałem też ukrytą moc w postaci oddechu bizona (czosnek rządzi!), ale jak na złość dziś żaden frustrat nie chciał się wyżyć za moją niechęć do niektórych śmieszek, więc nie miałem okazji jej przetestować.
Pogoda całkiem ładna, ale wciąż wietrznie i niestety niesprawiedliwie. Pomocy wiatru nie odnotowałem ani przez sekundę. Szkoda.
Trasa to wschodnia kombinacja: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Gądki - Robakowo - Gądki - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Babki - Czapury - Starołęka - Minikowo - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive.
Dzisiaj przynajmniej nie zmarzłem. Zimne słoneczko nawet sympatycznie podgrzewało niezbyt wysokie (przynajmniej rano) wartości na termometrze.


Byłem pewny, że odleciały już wszystkie żurawie. A tu proszę, gdzieś hen, hen, daleko na skraju lasu wypatrzyłem dwa małe punkciki, które ledwo złapał zoom w kompakce.
Przy okazji odleciał mi kruk.
Reszta dystansu to dojazd do pracy. Oj, coś się boję, że będę wracał wieczorem w ulewie, bo się ostro chmurzy. Tego nie przewidziałem :/
Na koniec jeszcze fotka z wczorajszej Dębiny...
...oraz pierwsza w życiu Kropy interakcja z niedźwiedziem. Takim XXXXS :)

- DST 52.80km
- Czas 01:49
- VAVG 29.06km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 189m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Absmak
Niedziela, 4 października 2020 · dodano: 04.10.2020 | Komentarze 11
Oj, dałem się dziś nabrać pogodzie. Wstyd.
Miało padać od rana, lecz o dziwo było sucho. Trochę zaczęło kropić koło dziesiątej, ale przestało, a ja ruszyłem za dwadzieścia jedenasta. Niebo się co prawda chmurzyło, mało niepokojąco. Na odcinku od Poznania przez Luboń, Wiry, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę i Krosinko do Dymaczewa było zaskakująco fajnie - prawie dwadzieścia stopni, dość spokojnie i niewymagająco. Aż nagle nastąpiła diametralna zmiana: zrobiło się szaro, zaczęło zacinać (na szczęście niezbyt mocno), lecz najgorszy był wiatr. Zmienił kierunek na zachodni i tam, gdzie miał pomagać, czyli na drodze przez Łódź do Stęszewa, walił mi centralnie w ryj, momentami prawie zatrzymując w miejscu.
Nie wiem jak to możliwe, ale w ciągu minut temperatura spadła o kilka stopni - licznik w pewnym momencie wskazywał już nawet trzynaście stopni. A ja na krótko - przecież wyjeżdżałem w prawie letnim klimacie :/ Oj, czułem już w kościach, czym to się może skończyć - w domu więc nafaszerowałem się czosnkiem. Mam nadzieję, że to wystarczy, bo chorowanie w tych czasach kosztuje zdecydowanie zbyt wiele zdrowia :)
Plus był taki, że gdy już minąłem Dębienko, Trzebaw, Rosnówko, Szreniawę i znalazłem się między Komornikami a Poznaniem, w końcu dmuchnęło w plecy. Wiele to nie dało, ale przynajmniej zmniejszyło absmak :)
Trasa to opisane już w poprzednich akapitach "kondominium".
Zatrzymałem się na chwilę w Łodzi przy Nepomucenie. A na nim przyuważyłem... krzyżaka. Właściwy pajęczak na właściwym miejscu :)


Śmieszki na szczęście jeszcze nie ukończono, już nie mówiąc o oznakowaniu, ale znów jakiś debil dał po klaksonie. Nie brakowało też kretynów korzystających z remontu drogi - wyścigi trwają w najlepsze.
Jesień już widać...
...a myszołowy wciąż niewyraźne.
Przy okazji: wszystkiego najlepszego dla wszystkich zwierzaków z okazji ich święta! :)
- DST 57.10km
- Czas 01:56
- VAVG 29.53km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 161m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zbitka
Sobota, 3 października 2020 · dodano: 03.10.2020 | Komentarze 15
Wbrew obawom nie było dzisiaj najgorzej. Wiało, i to mocno, ale przynajmniej stabilnie. Sponiewierało przez pierwsze trzydzieści, lecz już nie przeszkadzało przez pozostałe dwadzieścia kilometrów. Oczywiście do jakiegoś dobrego wyniku sporo brakowało, ale raczej nastawiałem się na przeżycie.
Temperaturowo całkiem milusio - około dwudziestu stopni, słonecznie, acz nieupierdliwie.
Trasa to zmodyfikowany mumin: Dębiec - Las Dębiecki - Starołęcka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Mieczewo - Mościenica - Kórnik - Skrzynki - Zemsta Adolfa - Borówiec - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Klimatycznie było :)



Zahaczyłem nawet w Borówcu o autostradę :)
Niestety Nadleśnictwo Babki wciąż się rozwija jak papier toaletowy :/
Z rzeczy (jeszcze) mniej sympatycznych: przed samym wyjazdem wypadł mi na kafelki jeden z dwóch telefonów, na szczęście nie ten najnowszy. Tak pechowo, że idealnie na kant, gdzie nie sięgało szkło hartowane. Efekt? Wyświetlacz pęknięty na całej długości:( Korzystać się da, ale oczy bolą jak się patrzy na taką demolkę. Czas się przeprosić ze starym Huaweiem i zacząć myśleć jak po kosztach naprawić Motkę.
Dystans zawiera dojazd do pracy. A od jutra ma lać :/
- DST 62.50km
- Czas 02:11
- VAVG 28.63km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 158m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Aproposy
Piątek, 2 października 2020 · dodano: 02.10.2020 | Komentarze 14
Idzie weekend. Czyli pogoda się spieprzy. "Na szczęście" jutro siedzę w robocie. Juhu :)
Już dzisiaj wiało na tyle mocno, że chwilę po starcie wiedziałem, że nie mam się co spieszyć. Tak też zrobiłem.
Trasa to kombinacja alpejska, z masą zakrętasów: Dębiec - Hetmańska - Starołęka - Minikowo - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Gądki - Robakowo - Gądki - Szczodrzykowo - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Jakbym się nawet zgubił, to jedno miejsce w okolicach Gądek zawsze mnie skieruje na właściwe tory. Elewator gigant. See ya later, elevetor! :)
A propos torów. We wspomnianych Gądkach trafiła mi się kumulacja: trzy składy pod rząd i dobre dziesięć minut czekania. Przynajmniej miałem okazję pofocić z nudów żelazne rumaki. Między innymi České dráhy...
...brudasa z PKP Cargo...
...oraz spalinowego czyściocha-prywaciarza.
A propos koni :) Jednego przyłapałem, jak spał... na stojąco :)
Trochę stracił, bo reszta oddawała się ostrej wyżerce.
A propos wyżerki :) Gawron, który "upolował" śniadanie trafił idealnie w okienko, gdy i ja już byłem głódny.
A propos okienka :) Wciąż Windows stoi, wciąż zaorany. 
A mi trochę aparat zaszalał z trybem "żywe kolory" :)
A propos "żywe" - woda to życie, a więc zatrzymałem się na chwilę nad małą rzeczką na poznańskiej Głuszynie o nazwie (bez zaskoczenia) Głuszynka.

Reszta to dojazd do pracy. Zdążyłem!
Na koniec temat.. rzeka. 2300 w PL + Covid u Donka. Ale spokojnie, wszystko jest pod kontrolą.
- DST 56.20km
- Czas 02:00
- VAVG 28.10km/h
- VMAX 51.50km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 154m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
(Nie)cichosza
Czwartek, 1 października 2020 · dodano: 01.10.2020 | Komentarze 9
Dostałem kolejny koronny dowód na to, że wiatr jest mendą. Nie żebym o tym wcześniej nie wiedział, ale... :) Ten dzisiejszy należał do gatunku "podstępny cichacz". Niby niespecjalnie silny, niby w mieście prawie nieodczuwalny. A na polach duł non stop, do tego z każdej możliwej strony. Wiem, bo sprawdziłem najbardziej wnikliwie jak mogłem, czyli jadąc i wracając dokładnie tym samym śladem.
Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Gowarzewo - Siekierki - Paczkowo i z powrotem.
Sennie, pochmurnie, a jazda bez weny. Jedno podmuchy, a drugie moje podejście do walki. A a sumie jego brak :)
W nocy padało, ale nad ranem było już najpierw malowniczo, a potem już nawet słonecznie.

Mijanka z Českimi dráhami przeszła bez draśnięcia :)
Z ptaków tylko niewyraźne dwa kruki daleko na drzewie.
Przejeżdżałem przez Siekierki. Wieś jak wieś. Ale postanowiłem ją uwiecznić, bo ostatnio zasłynęła z jakiegoś debila, który zaatakował ratowników medyczych... siekierą. Nazwa zobowiązuje :)
No i na koniec: jakie czasy, takie graffiti. W sumie już nieaktualne, bo przecież te prawie dwa tysiące zakażonych, które dziś ujawniono, to dowód na to, że jak krzyczał Morawiecki: koronawirus jest w odwrocie :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 62.60km
- Czas 02:09
- VAVG 29.12km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 205m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nicociekawsko
Środa, 30 września 2020 · dodano: 30.09.2020 | Komentarze 9
Wciąż wieje z północy, więc kolejna urocza wycieczka przez cały Poznań za mną. Światła głównie czerwone, samochodów jak zwykle nasr... to znaczy zbyt dużo, remonty kwitną na potęgę. Męczarnia.
Na szczęście już elementy pozamiejskie były łatwiejsze do ogarnięcia, choć straty spowodowanej setką pit-stopów nie dało się zredukować. No nic, nie po to się jeździ. Jeździ się po to, żeby, hm..., jeździć :)
Trasa dzisiejsza: Dębiec - Górczyn - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Rzeczy wart odnotowania: zero. Ciekawostek: zero. Czegoś, o czym można wspomnieć: zero. Chyba muszę wrócić do pisana o polityce :)
Chwila relaksu nastąpiła jedynie nad pochmurnym Jeziorem Strzezzyńskim.





Reszta to dojazd do pracy.
- DST 62.20km
- Czas 02:13
- VAVG 28.06km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 190m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Stójka i sójka
Wtorek, 29 września 2020 · dodano: 29.09.2020 | Komentarze 13
O cholera. Dawno już nie widziałem tak zakorkowanego miasta jak dziś. Poznań stał. Ja stałem. Wszystko stało. Prawdopodobnie winna była przewrócona ciężarówka na A2, blokująca całkowicie autostradę. Policja kierowała objazdami przez centrum, co skończyło się tak, jak się skończyło. Jak ja się cieszyłem, że jadę najlepszym na świecie pojazdem i mogę wyprzedzać tak z lewa, jak i z prawa. Przydałoby się jeszcze górą :)
Korki to jedno. Inną masakrą były jakoś debilnie działające światła przy DDR-kach - na przykład na dwóch z nich przeczekałem trzy cykle, zanim ruszyłem. A wisienką na torcie było oczekiwanie na przejeździe kolejowym Poznań Wschód. Najpierw minęło dobre pięć minut zanim nadjechał pociąg Kolei Wielkopolskich, a potem kolejne trzy zanim... otworzył się szlaban. Bez pojawienia się kolejnego składu. Brawo.
Trasa "marchewkowo-pietruszkowa": Dębiec - Las Dębiński - Wartostrada - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Kliny - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Jerzykowo - Bogucin - Miłostowo - Główna - Malta - Piotrowo - Wartostrada - Dębiec.
Były koniki. Lekko apokaliptyczne :)

W Dębogórze, obok kapliczki...
...coś spadło mi na łeb. Jak się okazało, latała obok złośliwa sójka, która rzuciła we mnie żołędziem. Nie było łatwo, lecz udało mi się gnojka sfocić. Niewyraźnie, ale jest :)

Sama jazda - tragedia. Poza miastem było jeszcze w miarę, choć wiało, ale Poznań mnie dziś pokonał. W każdym względzie. Tak by było pewnie codziennie, gdyby nie obwodnica.
Są jednak koszmary jeszcze większe. O nowej śmieszce w Koziegłowach już wspominałem - gdy kończy się część poznańska, asfaltowa, zaczyna się kostka. Dzisiaj specjalnie ją ominąłem, bo trzeba się szanować. Przy okazji odnalazłem kolejną tamtejszą abstrakcję. Więc zagadka: co to jest? Specjalnie zrobiłem zdjęcie przy wjeździe i wyjeździe. OK, kontrapas jest w miarę logiczny, bo przynajmniej oznaczony. Ale czym jest ta część z fazowanej kostuchy? Zapewne zwykłą drogą, na co wskazują znaki, w tym ograniczenie do trzydziestki. Tylko czemu toto w ogóle powstało? Wiem jedno: już się pojawił klaksoniarz, gdy jechałem główną, Oczywiście miałem i będę miał to w dupie, ale raz jeszcze wnioskuję a formalną zamianę nazwy tej miejscowości na Koziedupy. 

No i jeszcze klasyk.
Dystans zawiera dojazd do pracy. Prawie się spóźniłem.
- DST 62.30km
- Czas 02:12
- VAVG 28.32km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 158m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bezpędowo
Poniedziałek, 28 września 2020 · dodano: 28.09.2020 | Komentarze 11
Wpis krótki, bo roboty po pachy. A nawet wyżej. Ledwo można znaleźć czas na rzeczy ważne, czyli BS-a :)
Wyjazd dziś na styk, bo ciężko mi się wstawało. Jakoś się udało. Temperatura już zaiste letnia - jakieś dwanaście stopni na starcie, a pod sam koniec całe czternaście. Upał :) Niestety wiatr pokazał swoje najgorsze jesienne oblicze i wmordewindował ostro z każdej możliwości strony, nie pomagając ani przez sekundę. Wymęczyłem się więc nieźle. A i tak wynik słabiutki.
Trasa to klasyczny "mumin": Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Światło na Dębinie było dziś miodzio. 



Tak poza tym to bez przygód. Kilku gazeciarzy, paru imbecyli wyprzedających na podwójnej.... Ot, polski standard.
A przede mną nawet ptaki uciekały. Konkretnie gawrony. Ale całkiem zgrabnie i w kupie.
A - jak widać - pędu brakowało tylko mi.
Dystans zawiera dojazd do pracy. Padam na ryj :)
- DST 52.10km
- Czas 02:00
- VAVG 26.05km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 173m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wyjazd w dychę :)
Niedziela, 27 września 2020 · dodano: 27.09.2020 | Komentarze 10
Dzisiaj było w najcieplejszym momencie dnia... dziesięć stopni :) Ale nie narzekam, bo to wartość jeszcze do przyjęcia, musiałem tylko poszukać jesiennych rowerowych ciuchów w szafie. Trudna sztuka. Mimo wszystko wolę robić to, niż zastanawiać się, czy dojadę do domu, gdy czacha mi paruje w upale.
Rano padało, dzięki czemu się wyspałem. Potem przestało, ale tak nie do końca, bo kilka razy lunęło, lecz na szczęście niegroźnie. Niestety, wiatr dokuczał, a przy takim "ciepełku" odczuwa się go bardziej. Jednak i tak nie jechało się najgorzej, tym bardziej, że bez spiny, na Czarnuchu.
Trasa to zachodni klasyk: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Testuję od niedawna nową oponkę, tylną. Kupiona w Deca, zwijana, fajnie się toczy i w terenie zdecydowanie daje radę. Pojawił się tylko jeden problem - jest delikatnie zbyt gruba i na "jedynce" z przodu bieżnik trze o mocowanie przerzutki. Ale póki po górach nim nie jeżdżę, da się z tym żyć, a pewnie i tak się szybko zetrze :)


Pauz było sporo, co oczywiście wpłynęło na średnią, którą miałem głęboko gdzieś :) No ale po to wziąłem ze sobą aparat, żeby coś "upolować". Łatwo nie było, bo co prawda gdzieś na niebie ruch spory, ale nic, co dałoby się godnie uwiecznić. Najbardziej zły jestem, że siedzący na drzewie jastrząb uciekł tak szybko, że nawet nie zdążyłem wyjąć komórki. Mimo wszystko wpadła dwójka drapieżników - pustułka, która pokazała mi tylko tyłek...

...oraz kania ruda.

Na deser ciekawskie koniki :)
Tyle z tej bardziej szlachetnej części świata. Czas na ludzi. Oto "madka" z Komornik...
...a tu kolarka w wersji bez roweru. Ok, rozumiem, że wrotkarze nie mają gdzie jeździć, więc nie mam pretensji o korzystanie z asfaltowych części DDR-ek, jednak już człapanie ze słuchawkami w uszach, jakby świat nie istniał, już przekracza moje granice tolerancji. Gdy dzwonienie nie odniosło skutku, zdecydowałem się na ryk - podziałało. Będzie miała paniusia nauczkę, mam nadzieję.
No i smaczek okołokościelny. W Konarzewie była komunia. A z komunistami byli rodzice. A rodzice - jak widać - mózgów ze sobą nie wzięli. Byle zaparkować, gdziekolwiek. A że niebezpiecznie, na chama i bezmyślnie? Spokojnie. Bóg czuwa.
Mam też podejrzenie graniczące z pewnością, że to właśnie dwa z wielu aut zaparkowanych tutaj (tyle że kawałek dalej - było ich tam upchane kilkadziesiąt) wyprzedziły mnie na gazetę nieco później. BMW i Mercedes, czyli nic nowego.
- DST 52.10km
- Czas 01:54
- VAVG 27.42km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 149m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Aplle-auz :)
Sobota, 26 września 2020 · dodano: 26.09.2020 | Komentarze 18
Spokojnie,
nie ”nawróciłem” się na srajfony. Co to, to nie, swoje
ugruntowane i dosadne zdanie wobec nich mam i nie zmieniam :)
Ale po
kolei. Najpierw średnio przespana noc, bo Kropa zażyczyła sobie
dwukrotnie (o trzeciej i szóstej) wykonać pewną czynność
fizjologiczną. Znów czymś się zatruła. Na szczęście nad ranem
już jej przeszło. Drugie ”na szczęście” było takie, że
miałem dziś wolne, choć dzionek towarzysko zaplanowany. A trzecie
było takie, że o dziwo udało się wykręcić pięć dych.
Miało
padać (finalnie dopadły mnie dwa większe rzuty – na dwudziestym
kilometrze i na pięciu-sześciu ostatnich), więc wyjazd Czarnuchem.
Szaro, buro, ponuro, ale temperatura całkiem przyjemna, a wiatr,
mimo że dość mocny, jakoś chciał współpracować, o dziwo.
Średnia w związku z tym wyszła jak na mtb przyzwoita.
Trasa
wschodnia, w tej wersji wykonywana dopiero drugi raz: Dębiec –
Żegrze – Franowo – Szczepankowo – Spławie - Tulce – Garby –
Zalasewo –Swarzędz – Rabowice - Kruszewnia – Gowarzewo –
Tulce – Żerniki – Jaryszki – Krzesiny – Minikowo –
Starołęka – Las Dębiński – dom. TUTAJ Relive.
No i
dochodzimy do jabłuszek :) Znów nawiedziłem Jabłkomat w
Rabowicach, tym razem przygotowany, z plecaczkiem. Choć nie do
końca, bo rozmiary paczki mnie lekko zaskoczyły – za 9 PLN były
trzy kilogramy, których nie miałem jak zmieścić. Cztery pyszne
jabłuszka zżarłem na miejscu, z pięć dałem jakimś paniom,
które akurat przechodziły, a i tak miałem problem z zamknięciem
zamka. A jechałem niczym wielbłąd, bo jeszcze zafundowałem sobie
sok.



Nie ma co - to są prawdziwe jabłka i przetwory, nie jakieś badziewie z Biedry czy innego Lidla :)
Z
innych motywów; sprawdziłem czy wycięli jeszcze więcej drzew,
żeby rozbudować ścieżkę przyrodniczą w Tulcach. Chyba póki co
przestali się bawić w rzeźników – uf.

No a w
Zalasewie chwila pauzy pod drzewem. Wciąż mi ono imponuje :)
Na koniec polska w pigułce. Nawet mi się nie chce komentować, ani też się nie zdziwiłem, jestem doświadczonym mieszkańcem tego kraju :)
BS-a nadrobię dopiero wieczorem.






