Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242716.25 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 62.40km
  • Czas 02:09
  • VAVG 29.02km/h
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czośnik :)

Poniedziałek, 5 października 2020 · dodano: 05.10.2020 | Komentarze 12

Terapia czosnkowa chyba działa, bo z potencjalnego przeziębienia zostało tylko lekkie siąpienie nosem. Do tego z czuciem zapachów, więc póki co Covidzik odpada ;) Miałem też ukrytą moc w postaci oddechu bizona (czosnek rządzi!), ale jak na złość dziś żaden frustrat nie chciał się wyżyć za moją niechęć do niektórych śmieszek, więc nie miałem okazji jej przetestować.

Pogoda całkiem ładna, ale wciąż wietrznie i niestety niesprawiedliwie. Pomocy wiatru nie odnotowałem ani przez sekundę. Szkoda.

Trasa to wschodnia kombinacja: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Gądki - Robakowo - Gądki - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Babki - Czapury - Starołęka - Minikowo - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive.

Dzisiaj przynajmniej nie zmarzłem. Zimne słoneczko nawet sympatycznie podgrzewało niezbyt wysokie (przynajmniej rano) wartości na termometrze.
W okolicach poznańskiej Głuszyny
Pod poranne światło
Przy granicy Poznania
Byłem pewny, że odleciały już wszystkie żurawie. A tu proszę, gdzieś hen, hen, daleko na skraju lasu wypatrzyłem dwa małe punkciki, które ledwo złapał zoom w kompakce.
No i jeszcze jedna napotkana (baaaardzo daleko) w tym roku parka żurawi
Przy okazji odleciał mi kruk.
Startujący kruk
Reszta dystansu to dojazd do pracy. Oj, coś się boję, że będę wracał wieczorem w ulewie, bo się ostro chmurzy. Tego nie przewidziałem :/

Na koniec jeszcze fotka z wczorajszej Dębiny...
Las Dębiński w Poznaniu
...oraz pierwsza w życiu Kropy interakcja z niedźwiedziem. Takim XXXXS :)
Przyczajony kundel, ukryty smok (włochaty) :)
Ratuj się, niedźwiedź!!! :)




  • DST 52.80km
  • Czas 01:49
  • VAVG 29.06km/h
  • VMAX 52.50km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 189m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Absmak

Niedziela, 4 października 2020 · dodano: 04.10.2020 | Komentarze 11

Oj, dałem się dziś nabrać pogodzie. Wstyd.

Miało padać od rana, lecz o dziwo było sucho. Trochę zaczęło kropić koło dziesiątej, ale przestało, a ja ruszyłem za dwadzieścia jedenasta. Niebo się co prawda chmurzyło, mało niepokojąco. Na odcinku od Poznania przez Luboń, Wiry, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę i Krosinko do Dymaczewa było zaskakująco fajnie - prawie dwadzieścia stopni, dość spokojnie i niewymagająco. Aż nagle nastąpiła diametralna zmiana: zrobiło się szaro, zaczęło zacinać (na szczęście niezbyt mocno), lecz najgorszy był wiatr. Zmienił kierunek na zachodni i tam, gdzie miał pomagać, czyli na drodze przez Łódź do Stęszewa, walił mi centralnie w ryj, momentami prawie zatrzymując w miejscu.

Nie wiem jak to możliwe, ale w ciągu minut temperatura spadła o kilka stopni - licznik w pewnym momencie wskazywał już nawet trzynaście stopni. A ja na krótko - przecież wyjeżdżałem w prawie letnim klimacie :/ Oj, czułem już w kościach, czym to się może skończyć - w domu więc nafaszerowałem się czosnkiem. Mam nadzieję, że to wystarczy, bo chorowanie w tych czasach kosztuje zdecydowanie zbyt wiele zdrowia :)

Plus był taki, że gdy już minąłem Dębienko, Trzebaw, Rosnówko, Szreniawę i znalazłem się między Komornikami a Poznaniem, w końcu dmuchnęło w plecy. Wiele to nie dało, ale przynajmniej zmniejszyło absmak :)

Trasa to opisane już w poprzednich akapitach "kondominium".

Zatrzymałem się na chwilę w Łodzi przy Nepomucenie. A na nim przyuważyłem... krzyżaka. Właściwy pajęczak na właściwym miejscu :)
Nepomucen i (przypadek?) krzyżak
Oznakowany Nepomucen
Jak zwykle chwila nad Dymaczewskim
Śmieszki na szczęście jeszcze nie ukończono, już nie mówiąc o oznakowaniu, ale znów jakiś debil dał po klaksonie. Nie brakowało też kretynów korzystających z remontu drogi - wyścigi trwają w najlepsze.

Jesień już widać...
Jesień na śmieszce przed Puszczykowem
...a myszołowy wciąż niewyraźne.
Myszołów z daleka, w szarzyźnie
Przy okazji: wszystkiego najlepszego dla wszystkich zwierzaków z okazji ich święta! :)
Weź mi tego upierdliwego rasowca! :)




  • DST 57.10km
  • Czas 01:56
  • VAVG 29.53km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 161m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zbitka

Sobota, 3 października 2020 · dodano: 03.10.2020 | Komentarze 15

Wbrew obawom nie było dzisiaj najgorzej. Wiało, i to mocno, ale przynajmniej stabilnie. Sponiewierało przez pierwsze trzydzieści, lecz już nie przeszkadzało przez pozostałe dwadzieścia kilometrów. Oczywiście do jakiegoś dobrego wyniku sporo brakowało, ale raczej nastawiałem się na przeżycie.

Temperaturowo całkiem milusio - około dwudziestu stopni, słonecznie, acz nieupierdliwie.

Trasa to zmodyfikowany mumin: Dębiec - Las Dębiecki - Starołęcka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Mieczewo - Mościenica - Kórnik - Skrzynki - Zemsta Adolfa - Borówiec - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Klimatycznie było :)
Oświecenie
Znów rowerowa chwila na poznańskiej Dębinie
Warta na wysokości Wiórka
Znów oko w oko. A nawet trzy :)
Zahaczyłem nawet w Borówcu o autostradę :)
Różańcostrada w Borówcu :)
Niestety Nadleśnictwo Babki wciąż się rozwija jak papier toaletowy :/
Kolejna wycinka autorstwa Nadleśnictwa Babki :/
Z rzeczy (jeszcze) mniej sympatycznych: przed samym wyjazdem wypadł mi na kafelki jeden z dwóch telefonów, na szczęście nie ten najnowszy. Tak pechowo, że idealnie na kant, gdzie nie sięgało szkło hartowane. Efekt? Wyświetlacz pęknięty na całej długości:( Korzystać się da, ale oczy bolą jak się patrzy na taką demolkę. Czas się przeprosić ze starym Huaweiem i zacząć myśleć jak po kosztach naprawić Motkę.

Dystans zawiera dojazd do pracy. A od jutra ma lać :/




  • DST 62.50km
  • Czas 02:11
  • VAVG 28.63km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 158m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Aproposy

Piątek, 2 października 2020 · dodano: 02.10.2020 | Komentarze 14

Idzie weekend. Czyli pogoda się spieprzy. "Na szczęście" jutro siedzę w robocie. Juhu :)

Już dzisiaj wiało na tyle mocno, że chwilę po starcie wiedziałem, że nie mam się co spieszyć. Tak też zrobiłem.

Trasa to kombinacja alpejska, z masą zakrętasów: Dębiec - Hetmańska - Starołęka - Minikowo - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Gądki - Robakowo - Gądki - Szczodrzykowo - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Jakbym się nawet zgubił, to jedno miejsce w okolicach Gądek zawsze mnie skieruje na właściwe tory. Elewator gigant. See ya later, elevetor! :)
See ya later... elevator :), Gądki
A propos torów. We wspomnianych Gądkach trafiła mi się kumulacja: trzy składy pod rząd i dobre dziesięć minut czekania. Przynajmniej miałem okazję pofocić z nudów żelazne rumaki. Między innymi České dráhy...
České dráhy pędzą przez Gądki
...brudasa z PKP Cargo...
ET22 w łapkach państwowych, czyli brudas :)
...oraz spalinowego czyściocha-prywaciarza.
SU42, w rękach prywatnych, więc czyściutki :)
A propos koni :) Jednego przyłapałem, jak spał... na stojąco :)
Spanie na stojąco? Czemu nie :)
Trochę stracił, bo reszta oddawała się ostrej wyżerce.
Trochę siana i wszyscy szczęśliwi
A propos wyżerki :) Gawron, który "upolował" śniadanie trafił idealnie w okienko, gdy i ja już byłem głódny.
Gawron wyjadacz
A propos okienka :) Wciąż Windows stoi, wciąż zaorany. 
Pochmurny Win XP
A mi trochę aparat zaszalał z trybem "żywe kolory" :)
Telefon mi zaszalał z kolorami :)
A propos "żywe" - woda to życie, a więc zatrzymałem się na chwilę nad małą rzeczką na poznańskiej Głuszynie o nazwie (bez zaskoczenia) Głuszynka.
Nad rzeczką
Rzeczka Głuszynka, Poznań
Reszta to dojazd do pracy. Zdążyłem!

Na koniec temat.. rzeka. 2300 w PL + Covid u Donka. Ale spokojnie, wszystko jest pod kontrolą.




  • DST 56.20km
  • Czas 02:00
  • VAVG 28.10km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 154m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

(Nie)cichosza

Czwartek, 1 października 2020 · dodano: 01.10.2020 | Komentarze 9

Dostałem kolejny koronny dowód na to, że wiatr jest mendą. Nie żebym o tym wcześniej nie wiedział, ale... :) Ten dzisiejszy należał do gatunku "podstępny cichacz". Niby niespecjalnie silny, niby w mieście prawie nieodczuwalny. A na polach duł non stop, do tego z każdej możliwej strony. Wiem, bo sprawdziłem najbardziej wnikliwie jak mogłem, czyli jadąc i wracając dokładnie tym samym śladem. 

Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Gowarzewo - Siekierki - Paczkowo i z powrotem.

Sennie, pochmurnie, a jazda bez weny. Jedno podmuchy, a drugie moje podejście do walki. A a sumie jego brak :)

W nocy padało, ale nad ranem było już najpierw malowniczo, a potem już nawet słonecznie.
Pochmurność mad Wartą, Poznań
Póki jeszcze są liście...
Mijanka z Českimi dráhami przeszła bez draśnięcia :)
České dráhy minięte bez draśnięcia :)
Z ptaków tylko niewyraźne dwa kruki daleko na drzewie.
Cienie kruków daleko na drzewie
Przejeżdżałem przez Siekierki. Wieś jak wieś. Ale postanowiłem ją uwiecznić, bo ostatnio zasłynęła z jakiegoś debila, który zaatakował ratowników medyczych... siekierą. Nazwa zobowiązuje :)
Siekierki. Ostatnio miejsce znane z... ataku siekierą
No i na koniec: jakie czasy, takie graffiti. W sumie już nieaktualne, bo przecież te prawie dwa tysiące zakażonych, które dziś ujawniono, to dowód na to, że jak krzyczał Morawiecki: koronawirus jest w odwrocie :)
Jakie czasy, takie graffiti :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 62.60km
  • Czas 02:09
  • VAVG 29.12km/h
  • VMAX 52.50km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 205m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nicociekawsko

Środa, 30 września 2020 · dodano: 30.09.2020 | Komentarze 9

Wciąż wieje z północy, więc kolejna urocza wycieczka przez cały Poznań za mną. Światła głównie czerwone, samochodów jak zwykle nasr... to znaczy zbyt dużo, remonty kwitną na potęgę. Męczarnia.

Na szczęście już elementy pozamiejskie były łatwiejsze do ogarnięcia, choć straty spowodowanej setką pit-stopów nie dało się zredukować. No nic, nie po to się jeździ. Jeździ się po to, żeby, hm..., jeździć :)

Trasa dzisiejsza: Dębiec - Górczyn - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Rzeczy wart odnotowania: zero. Ciekawostek: zero. Czegoś, o czym można wspomnieć: zero. Chyba muszę wrócić do pisana o polityce :)

Chwila relaksu nastąpiła jedynie nad pochmurnym Jeziorem Strzezzyńskim.
Królicze łapy, Jezioro Strzeszyńskie, Poznań
Pomostówka, Jezioro Strzeszyńskie, Poznań
Spokói i niepokój, Jezioro Strzeszyńskie, Poznań
Kaczka-wyginaczka :)
Dalej nie pojadę, Jezioro Strzeszyńskie, Poznań
Niedźwiedzica z małymi. I rowerem, Jezioro Strzeszyńskie, Poznań
Reszta to dojazd do pracy.




  • DST 62.20km
  • Czas 02:13
  • VAVG 28.06km/h
  • VMAX 52.40km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 190m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stójka i sójka

Wtorek, 29 września 2020 · dodano: 29.09.2020 | Komentarze 13

O cholera. Dawno już nie widziałem tak zakorkowanego miasta jak dziś. Poznań stał. Ja stałem. Wszystko stało. Prawdopodobnie winna była przewrócona ciężarówka na A2, blokująca całkowicie autostradę. Policja kierowała objazdami przez centrum, co skończyło się tak, jak się skończyło. Jak ja się cieszyłem, że jadę najlepszym na świecie pojazdem i mogę wyprzedzać tak z lewa, jak i z prawa. Przydałoby się jeszcze górą :)

Korki to jedno. Inną masakrą były jakoś debilnie działające światła przy DDR-kach - na przykład na dwóch z nich przeczekałem trzy cykle, zanim ruszyłem. A wisienką na torcie było oczekiwanie na przejeździe kolejowym Poznań Wschód. Najpierw minęło dobre pięć minut zanim nadjechał pociąg Kolei Wielkopolskich, a potem kolejne trzy zanim... otworzył się szlaban. Bez pojawienia się kolejnego składu. Brawo.

Trasa "marchewkowo-pietruszkowa": Dębiec - Las Dębiński - Wartostrada - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Kliny - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Jerzykowo - Bogucin - Miłostowo - Główna - Malta - Piotrowo - Wartostrada - Dębiec.

Były koniki. Lekko apokaliptyczne :)
Lekko apokaliptyczny klimacik :)
Kucyk z drzewem na swój wymiar
W Dębogórze, obok kapliczki...
Przy Maryi o wielu obliczach, Dębogóra
...coś spadło mi na łeb. Jak się okazało, latała obok złośliwa sójka, która rzuciła we mnie żołędziem. Nie było łatwo, lecz udało mi się gnojka sfocić. Niewyraźnie, ale jest :)
Pewnie to ten - tu już trzymany w dziobie - egzemplarz spadł mi na łeb :)
Sójka - miłośniczka żołędzi
Sama jazda - tragedia. Poza miastem było jeszcze w miarę, choć wiało, ale Poznań mnie dziś pokonał. W każdym względzie. Tak by było pewnie codziennie, gdyby nie obwodnica.

Są jednak koszmary jeszcze większe. O nowej śmieszce w Koziegłowach już wspominałem - gdy kończy się część poznańska, asfaltowa, zaczyna się kostka. Dzisiaj specjalnie ją ominąłem, bo trzeba się szanować. Przy okazji odnalazłem kolejną tamtejszą abstrakcję. Więc zagadka: co to jest? Specjalnie zrobiłem zdjęcie przy wjeździe i wyjeździe. OK, kontrapas jest w miarę logiczny, bo przynajmniej oznaczony. Ale czym jest ta część z fazowanej kostuchy? Zapewne zwykłą drogą, na co wskazują znaki, w tym ograniczenie do trzydziestki. Tylko czemu toto w ogóle powstało? Wiem jedno: już się pojawił klaksoniarz, gdy jechałem główną, Oczywiście miałem i będę miał to w dupie, ale raz jeszcze wnioskuję a formalną zamianę nazwy tej miejscowości na Koziedupy. 


No i jeszcze klasyk.

Dystans zawiera dojazd do pracy. Prawie się spóźniłem.




  • DST 62.30km
  • Czas 02:12
  • VAVG 28.32km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 158m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bezpędowo

Poniedziałek, 28 września 2020 · dodano: 28.09.2020 | Komentarze 11

Wpis krótki, bo roboty po pachy. A nawet wyżej. Ledwo można znaleźć czas na rzeczy ważne, czyli BS-a :)

Wyjazd dziś na styk, bo ciężko mi się wstawało. Jakoś się udało. Temperatura już zaiste letnia - jakieś dwanaście stopni na starcie, a pod sam koniec całe czternaście. Upał :) Niestety wiatr pokazał swoje najgorsze jesienne oblicze i wmordewindował ostro z każdej możliwości strony, nie pomagając ani przez sekundę. Wymęczyłem się więc nieźle. A i tak wynik słabiutki.

Trasa to klasyczny "mumin": Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Światło na Dębinie było dziś miodzio. 
Poranek idealny, Las Dębiński, Poznań
Dżunglostrada na poznańskiej Dębinie
Rower jaśnie oświecony
Przy stawie na Dębinie
Tak poza tym to bez przygód. Kilku gazeciarzy, paru imbecyli wyprzedających na podwójnej.... Ot, polski standard.

A przede mną nawet ptaki uciekały. Konkretnie gawrony. Ale całkiem zgrabnie i w kupie.
Uciekające (nie)kurczaki, czyli gawrony
A - jak widać - pędu brakowało tylko mi.
Pęd uchwycony zza winkla
Dystans zawiera dojazd do pracy. Padam na ryj :)




  • DST 52.10km
  • Czas 02:00
  • VAVG 26.05km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 173m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyjazd w dychę :)

Niedziela, 27 września 2020 · dodano: 27.09.2020 | Komentarze 10

Dzisiaj było w najcieplejszym momencie dnia... dziesięć stopni :) Ale nie narzekam, bo to wartość jeszcze do przyjęcia, musiałem tylko poszukać jesiennych rowerowych ciuchów w szafie. Trudna sztuka. Mimo wszystko wolę robić to, niż zastanawiać się, czy dojadę do domu, gdy czacha mi paruje w upale.

Rano padało, dzięki czemu się wyspałem. Potem przestało, ale tak nie do końca, bo kilka razy lunęło, lecz na szczęście niegroźnie. Niestety, wiatr dokuczał, a przy takim "ciepełku" odczuwa się go bardziej. Jednak i tak nie jechało się najgorzej, tym bardziej, że bez spiny, na Czarnuchu.

Trasa to zachodni klasyk: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Testuję od niedawna nową oponkę, tylną. Kupiona w Deca, zwijana, fajnie się toczy i w terenie zdecydowanie daje radę. Pojawił się tylko jeden problem - jest delikatnie zbyt gruba i na "jedynce" z przodu bieżnik trze o mocowanie przerzutki. Ale póki po górach nim nie jeżdżę, da się z tym żyć, a pewnie i tak się szybko zetrze :)
Błotna aleja
Lokowanie nowej opony :)
Przy drodze do Dopiewa
Pauz było sporo, co oczywiście wpłynęło na średnią, którą miałem głęboko gdzieś :) No ale po to wziąłem ze sobą aparat, żeby coś "upolować". Łatwo nie było, bo co prawda gdzieś na niebie ruch spory, ale nic, co dałoby się godnie uwiecznić. Najbardziej zły jestem, że siedzący na drzewie jastrząb uciekł tak szybko, że nawet nie zdążyłem wyjąć komórki. Mimo wszystko wpadła dwójka drapieżników - pustułka, która pokazała mi tylko tyłek...
Prezentacja ogona pustułki
Pustułka podczas przeglądu pola
...oraz kania ruda.
Spojrzenie z daleka na kanię
Kania ruda była łaskawa się zaprezentować
Na deser ciekawskie koniki :)
Ciekawskie koniki
Tyle z tej bardziej szlachetnej części świata. Czas na ludzi. Oto "madka" z Komornik...

...a tu kolarka w wersji bez roweru. Ok, rozumiem, że wrotkarze nie mają gdzie jeździć, więc nie mam pretensji o korzystanie z asfaltowych części DDR-ek, jednak już człapanie ze słuchawkami w uszach, jakby świat nie istniał, już przekracza moje granice tolerancji. Gdy dzwonienie nie odniosło skutku, zdecydowałem się na ryk - podziałało. Będzie miała paniusia nauczkę, mam nadzieję.

No i smaczek okołokościelny. W Konarzewie była komunia. A z komunistami byli rodzice. A rodzice - jak widać - mózgów ze sobą nie wzięli. Byle zaparkować, gdziekolwiek. A że niebezpiecznie, na chama i bezmyślnie? Spokojnie. Bóg czuwa.

Mam też podejrzenie graniczące z pewnością, że to właśnie dwa z wielu aut zaparkowanych tutaj (tyle że kawałek dalej - było ich tam upchane kilkadziesiąt) wyprzedziły mnie na gazetę nieco później. BMW i Mercedes, czyli nic nowego.




  • DST 52.10km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.42km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 149m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Aplle-auz :)

Sobota, 26 września 2020 · dodano: 26.09.2020 | Komentarze 18

Spokojnie, nie ”nawróciłem” się na srajfony. Co to, to nie, swoje ugruntowane i dosadne zdanie wobec nich mam i nie zmieniam :)

Ale po kolei. Najpierw średnio przespana noc, bo Kropa zażyczyła sobie dwukrotnie (o trzeciej i szóstej) wykonać pewną czynność fizjologiczną. Znów czymś się zatruła. Na szczęście nad ranem już jej przeszło. Drugie ”na szczęście” było takie, że miałem dziś wolne, choć dzionek towarzysko zaplanowany. A trzecie było takie, że o dziwo udało się wykręcić pięć dych.

Miało padać (finalnie dopadły mnie dwa większe rzuty – na dwudziestym kilometrze i na pięciu-sześciu ostatnich), więc wyjazd Czarnuchem. Szaro, buro, ponuro, ale temperatura całkiem przyjemna, a wiatr, mimo że dość mocny, jakoś chciał współpracować, o dziwo. Średnia w związku z tym wyszła jak na mtb przyzwoita.

Trasa wschodnia, w tej wersji wykonywana dopiero drugi raz: Dębiec – Żegrze – Franowo – Szczepankowo – Spławie - Tulce – Garby – Zalasewo –Swarzędz – Rabowice - Kruszewnia – Gowarzewo – Tulce – Żerniki – Jaryszki – Krzesiny – Minikowo – Starołęka – Las Dębiński – dom. TUTAJ Relive.

No i dochodzimy do jabłuszek :) Znów nawiedziłem Jabłkomat w Rabowicach, tym razem przygotowany, z plecaczkiem. Choć nie do końca, bo rozmiary paczki mnie lekko zaskoczyły – za 9 PLN były trzy kilogramy, których nie miałem jak zmieścić. Cztery pyszne jabłuszka zżarłem na miejscu, z pięć dałem jakimś paniom, które akurat przechodziły, a i tak miałem problem z zamknięciem zamka. A jechałem niczym wielbłąd, bo jeszcze zafundowałem sobie sok.
Jabłkomat - wrota do pyszności :)
Lekko już opróżniony Jabłkomat
Trzy kilo do przewiezienia na plecach, ale było warto
Pyszny sok jabłkowy z Jabłkomatu
Nie ma co - to są prawdziwe jabłka i przetwory, nie jakieś badziewie z Biedry czy innego Lidla :)

Z innych motywów; sprawdziłem czy wycięli jeszcze więcej drzew, żeby rozbudować ścieżkę przyrodniczą w Tulcach. Chyba póki co przestali się bawić w rzeźników – uf.
Ścieżka edukacyjna w Tulcach. Wycięty las przy okazji gratis :/
Przyrodnicze koło fortuny, Tulce
No a w Zalasewie chwila pauzy pod drzewem. Wciąż mi ono imponuje :)
Czy to juz las? :), Zalasewo
Na koniec polska w pigułce. Nawet mi się nie chce komentować, ani też się nie zdziwiłem, jestem doświadczonym mieszkańcem tego kraju :)
Polskaaaaa, biało-czerwoniiii, czyli nawet się nie zdziwiłem na ten krawężnik :), Zalasewo
BS-a nadrobię dopiero wieczorem.