Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 51
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.30km
- Czas 01:54
- VAVG 28.05km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Trzeszcząc
Środa, 4 listopada 2020 · dodano: 04.11.2020 | Komentarze 19
Dzisiaj wolne, po dwóch dniach dwunastogodzinnej masakry w pracy. Można było się wyspać.
Oczywiście najważniejszym punktem dnia było - jak pół roku temu - oczekiwanie na konferencję premiera i przystawek. Ta w końcu nadeszła i na szczęście jeszcze będziemy mogli z domów wychodzić przez jakiś czas. Wreszcie też, oczywiście za późno, w pisowskim chaosie pojawił się jakiś plan, którego domagali się wszyscy, czyli zarysowanie z grubsza tego, co będzie, jeśli liczba zakażeń przekroczy kolejny punkt krytyczny. Oczywiście nie obeszło się bez szpili w kierunku ostatnio protestujących, niestety poniekąd słusznej. Bo wkurzenie było zasadne, pokazanie niezgody imponujące (choć forma mnie osłabiała, prymitywizmem się niczego nie zbuduje), ale już czas, żeby imprezująca jakby nic się nie działo gówniarzeria została w domu, bo w innym przypadku wszyscy skończymy tam, gdzie słońce nie dochodzi.
Co do rowerowania: pogoda była dziś całkiem fajna, choć wiało mocno. Jednak nie chciało mi się cisnąć, tym bardziej, iż po wczorajszym wyjeździe, gdy pogodynki nastawiły mnie na słońce, a trafiłem w środek ulewy, zalało mi bębenek w tylnym kole i prawdopodobnie w jakimś stopniu uszkodziło łożyska. Wstępnie umówiłem się na poniedziałek w serwisie na sprawdzenie. A póki co jeżdżę i trzeszczę. Muza w słuchawkach musi być na maksa, żeby to nie irytowało :)
A dzisiejsza trasa to zachodnia kombinacja: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TU Relive.
Wizualnie było dzisiaj prawie lato :)






Z ptactwa trafiła się kania ruda, ale bardzo daleko na niebie...
...oraz coś pikującego.
Jedynie kaczki dało się uchwycić wyraźnie. Jedna spała...
...a druga drapała się za uchem :)
- DST 36.20km
- Czas 01:18
- VAVG 27.85km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 103m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Paskud - glutem w mordę #2
Wtorek, 3 listopada 2020 · dodano: 03.11.2020 | Komentarze 14
Kolejny dzień pod kryptonimem "masakra w postaci dwunastu godzin w robocie". A co za tym idzie - konieczność wczesnego wstawania. Błeee...
Udało się również wykręcić gluta. Dzisiaj o dziwo bez niespodzianki w postaci pany. To zawsze jakiś sukces :)
Niestety, Sasiny od pogody znów dały ciała. W nocy miało kropić - ok, ale gdy rano odpaliłem trzy różne prognozy, wszystkie pokazywały słońce. No dobra, osiodłałem więc szosę. Efekt? W połowie drogi tak lunęło, że zrezygnowałem z jazdy naokoło i wróciłem swoimi śladami. Tym bardziej, że przy okazji zerwała się wichura. No nie ma lekko.
Trasa: Poznań - Plewiska - Komorniki - Głuchowo, tam nawrotka, a potem z Dębca do centrum. Ostrożnie, ostrożniutko, bo śmieszki są aktualne średnio bezpieczne. A jazda przez miasto jak zwykle urocza, więc średnia adekwatna do wyzwania.
Odwiedziłem T(t)-Kinga :)
Z racji małej ilości czasu na focenie, wciąż wklejam spacerowe zaległości. Wczoraj była Kropa urocza, dziś wampirza :)
Z tego samego spaceru zresztą. Dębina już zrobiła się strasznie senna i smętna.

Póki co żadne topielice ani dziwożony nie atakują :)
- DST 35.50km
- Czas 01:21
- VAVG 26.30km/h
- VMAX 40.60km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 103m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pech i dobroć - glutem w mordę #1
Poniedziałek, 2 listopada 2020 · dodano: 02.11.2020 | Komentarze 15
Zaczęła się gehenna. Dwunastki w pracy to coś, od czego zawsze uciekałem, ale tym razem nie mam jak, bo - a jakże inaczej ostatnimi czasy - Covid. Czyli praca w zespołach, które mają się nie wymieniać między sobą, więc międzyzmiany odpadają. Więc kiszka - poranne wstawanie w środku nocy, żeby nie tylko zdążyć, ale i może jeszcze wykręcić chociaż gluta. Stąd nazwa tego cyklu, lekko nawiązująca do "guten Morgen".
Kropa załatwiła swoje dość sprawnie, więc wyruszyłem zgodnie z planem. Super. Pogoda była średnia, bo w nocy padało, a w momencie startu jeszcze lekko kropiło, jednak bez jakiejś masakry. Oczywistym wyborem był więc Czarnuch, od jakiegoś czasu nieużywany. Wymyśliłem sobie krótką południową pętelkę, kierując się z Dębca na Luboń, następnie Wiry i Komorniki. Szło przyzwoicie, nawet wjechałem na sekundę do lasu...
...bo zapasu czasu miałem sporo. Więc luz, zdążę. A tu nagle... płynę. Pana, i to w tylnym kole. I jak tu nie wierzyć w prawa Murphy'ego? Tyle kilometrów przejechanych w wolne dni bez awarii, a gdy wyjątkowo muszę być w pracy, oczywiście klops :/ No nic, nie było czasu na rozkminy filozoficzne, szybko zjechałem na chodnik, zdjąłem koło i zabrałem się za wymianę, gdy nagle kątem oka zauważyłem, że ktoś parkuje obok i pyta, czy może pomóc. Odpowiedziałem, że nie, poradzę sobie, ale kierowca powiedział, że ma pompkę, do tego pasującego do zaworu Presta i może za chwilę z nią być, musi tylko podjechać do domu. I faktycznie, chwilę później miałem okazję pompować nie podręcznym badziewiem, a konkretnym sprzętem. Wyjaśniła się też zagadka - sympatyczny uczynny pan sam jest kolarzem, do tego głównie szosowym. Po raz kolejny okazało się, że rowerzyści to inny, lepszy gatunek, hehe :) W tym miejscu raz jeszcze wielkie dzięki: takie rzeczy się zapamiętuje, przywracają też wiarę w bezinteresowność. Chapeau bas! :)
Wymiana poszła szybko, ale i tak czas mi się nagle skurczył. Musiałem więc zredukować założenia - dojechałem do "piątki", następnie z niej odbiłem w okolice Kotowa, wzdłuż Szacht dotarłem na Dębiec, a potem już Dolną Wildą do centrum.
Generalnie zdążyłem. A w pracy przypomniałem sobie, jak bezsensowne jest siedzenie tu rano. Kawka, śniadanko, pierdółki. Normalnie jak w jakimś dziale księgowości, tylko pasjansa nie ma, bo nam nam odinstalowali :) No nic, trzeba to trzeba, choć czas można o wiele lepiej spożytkować, na przykład na dwóch kołach.
A że te poranne gluty nie dają szansy na uchwycenie czegokolwiek ciekawego, w zamian Kropa udająca muminka :)
- DST 56.30km
- Czas 01:56
- VAVG 29.12km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 134m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Misja "Kormoran"
Niedziela, 1 listopada 2020 · dodano: 01.11.2020 | Komentarze 11
Najpierw priorytet: wyspać się na zaś przed czekającymi mnie dwunastkami w robocie. Starałem się bardzo, ale obawiam się, że nawet gdybym spał cały dzień, i tak by to nie pomogło.
Fajnie było sobie pochrapać, ale miało to jeden minus: dość niespodziewanie pogoda zaczęła się psuć. Tego nie przewidziałem, a szkoda, bo sobie po pobudce wymyśliłem, że podjadę do Grzybna, gdzie dość niespodziewanie przyuważyłem podczas ostatniej setki kilka kormoranów. Wziąłem ze sobą tym razem aparat, niestety - gdy już dojechałem było całkowicie szaro, a po drodze nawet mnie zmoczyło. Foty wyszły więc bardzo średnio, choć biorąc pod uwagę warunki, jak i to, że sprytne ptaki pochowały się na samym środku stawu, więc przypominały bardziej pchełki, narzekać nie mam zamiaru :)
Cóż, oto to, udało mi się przyuważyć. Przede wszystkim wspomniane kormorany. Sztuk trzy. Nie było lekko, musiałem głęboko wleźć w szuwary, żeby je "upolować".




Tu wygrywa mistrz drugiego planu :)
Poza tym marzła gdzieś tam czapla siwa (bardzo daleko, więc pikseloza)...
...a odleciała biała.
Kaczki to już wiadomo :)
Tam musiałem wleźć:
No i resztka fotek z trasy (Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosno - Drużyna - Nowinki - Pecna - Grzybno - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań).


Tyle. Jutro - jeśli w ogóle się uda - tylko jakiś symboliczny dystans. Innego przed robotą nie zdążę :(
- DST 62.30km
- Czas 02:10
- VAVG 28.75km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 145m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Żaborczo
Sobota, 31 października 2020 · dodano: 31.10.2020 | Komentarze 15
Październik pożegnał mnie przyzwoicie. Co prawda było dość chłodno, a nad ranem pojawiły się jeszcze jakieś opady, ale chociaż nie wiało jakoś koszmarnie. A że niby z południowego wschodu, a w praktyce zewsząd, byle nie pomóc, to już inna bajka :)
Generalnie można się było pokusić o jakiś sympatyczny wynik, lecz po tym, jak w Luboniu zaliczyłem wszystkie czerwone, a w Mosinie wpadła kolejna paczka pit stopów, wiedziałem już, że nic z tego. Więc dalej już człapałem bezciśnieniowo :)
Ciekawostek brak, może prócz tępej paniusi, która chyba brała udział w akcji "moje rondo, mój wybór" i na chama, bez patrzenia w lewo, władowała mi się przed kierownicę. Nawet nie poczuła się, żeby przeprosić, gdzie tam. I to jest dowód na to, że niektórym przydałaby się jakaś późna aborcja :)
Trasa w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno, gdzie nastąpiła nawrotka. TUTAJ Relive.


Jeszcze pocztówka z Lubonia. Za mną - kilkaset metrów wcześniej - oczekiwanie na czerwonym. Przede mną - oczekiwanie na czerwonym. A jeśli ktoś sądzi, że to światło na horyzoncie zrobi się zielone, gdy do niego dojadę, to... oczywiście tak się nie stanie. Luboń - powinni tego zabronić :)
Dzisiaj udało się dojechać rowerem do pracy - dystans wliczony.
- DST 51.40km
- Czas 01:50
- VAVG 28.04km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 151m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Sasinowo ;)
Piątek, 30 października 2020 · dodano: 30.10.2020 | Komentarze 14
Jeden z ostatnich "klasycznych" wyjazdów przedpracowych za mną, przynajmniej do odwołania :( Ech, co człowiek pokorzystał, to jego. Szkoda, że się kończy, przynajmniej na jakiś czas.
Prognozy mówiły o opadach, ale po południu, tymczasem gdzieś od połowy mojego dzisiejszego wyjazdu jechałem w lekkiej mżawce, a potem już w regularnym deszczu. Mam wrażenie, że pogodynki są niczym minister Sasin, który jeszcze wczoraj twierdził, że rząd nie planuje zamykania cmentarzy :)
Trasa wietrzna, polna, powolna, zachodnia: Poznań - Plewiska - Komorniki - Głuchowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Z rzeczy istotnych dla świata: myszołów ładnie nawet dał się podejść przy A2.

Poza tym klasyczna szaroburość dni ostatnich:

Trafił mi się zamknięty na dłużej szlaban z Dopiewie, postanowiłem więc sprawdzić, jak się trzyma kostkowa śmieszka na obwodnicy tej miejscowości. Całkiem dobrze, przynajmniej z pozycji drogi :)
Normalnie koń by się uśmiał.
Do pracy rowerem nie pojechałem, bo już konkretnie lało.
- DST 62.20km
- Czas 02:13
- VAVG 28.06km/h
- VMAX 62.00km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 92m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Hiobowo
Czwartek, 29 października 2020 · dodano: 29.10.2020 | Komentarze 12
Fuj, jak dzisiaj było paskudnie... :/ Wiatr na polach prawie mnie zatrzymywał w miejscu, liśćmi po ryju smagał, a poza jednym momentem, gdy dmuchnął mi ładnie w plecy i na Głogowskiej pozwolił na rozpędzenie do sześciu dych, pomagać nie chciał. Do tego doszedł jeszcze niewielki deszczyk, więc w ogóle błe.
Trasę wykonałem zachodnią, czyli prawie w ogóle nieosłoniętą: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Poznań.
Jedno mogę napisać: dobrze, że czas na stówę miałem wczoraj, nie dziś. Bo by jej nie było :)
Reszta dystansu to dojazd do pracy, do centrum Poznania. Całkiem malowniczego w przed-podeszczowych barwach.
A na trasie było tylko ciut mniej szaro.
No właśnie, praca. Spadła dziś na mnie tytułowa hiobowa wieść - od listopada, żeby uniknąć kontaktów międzyludzkich, pracujemy z podziałem na zespoły, od rana do wieczora, bite dwanaście godzin. To tyle w temacie mojego porannego rowerowania. Ładnie żarło przez dziesięć miesięcy, ale się skończy :( No chyba że nas jednak zamkną, wtedy może uda mi się coś dokręcić do tegorocznego wyniku. Chlip.
- DST 103.40km
- Czas 03:36
- VAVG 28.72km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 282m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wyciągnąć kopyta
Środa, 28 października 2020 · dodano: 28.10.2020 | Komentarze 13
Pierwotnie miał być dzisiaj zaledwie standard. No ale gdy już ruszyłem w ten wyjątkowo wolny dzionek, gdy zostałem pochlastany przez dość silny wiatr, a potem skropiony przez deszczyk, stwierdziłem, iż... muszę w końcu zrobić stówę.
Pewnie to już ostatnia szansa w tym roku. Wczoraj bowiem generał Kaczyński ogłosił Stan Kościelny na terenie całego kraju, niedługo wysłani na ulice kibole zaczną naparzać się z bezmyślnymi nieśmiertelnymi krzykaczkami (niestety, przykro to pisać, bo choć sens walki jest słuszny, ale tak forma, czyli prymitywizm słowny, jak i masowość mnie przeraża w czasach, w których raczej powinniśmy unikać tłumów. A partyjni propagandyści z TVP mają co robić), więc zamkną nas na bank. Na własne życzenie. Trafiła się więc ostatnia szansa.
Jak to spontan - trasę kroiłem na bieżąco. Finalnie wyszło kilka nawrotek, a całość przedstawia się tak: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Grzybno - Rogaczewo - Szołdry - Chaławy - Grabianowo - powrót do Grzybna z zaliczeniem Kopyt - Konstantynowo - Pecna - Iłówiec - Stare Tarnowo - Nowe Tarnowo - Czempiń - Piechanin - Głuchowo - Zamysłowo - Stęszew - Krąplewo - Drogosławiec - Joanka - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Rosnowo - Plewiska - Poznań. Ufff :) Relive o żywo nawet odżyło.
Kilka miejscówek poznałem po raz pierwszy, szczególnie na odcinku za Grzybnem. Samo ono jest całkiem sympatyczne...

...i co najważniejsze: przyuważyłem w jego okolicy kormorany! Co prawda ciężko je sfocić, bo wszędzie szuwary, a przy sobie miałem tylko kompakt, jednak ważne, że cokolwiek widać.

Zresztą po drodze czułem się jak w jakimś zwierzęcym raju. Myszołowów widziałem z pięć...
...czaple ze trzy...
...również te białe...
...kanię rudą jedną...
...a saren nawet kilka.


Z innych motywów. Kopyta wyciągnąłem (tak, muszę wyprać buty)...

...nade łbem latały nie tylko ptaki...
...zieleń jeszcze póki co rządzi...

...a buractwo wylądowało pod krzyżem. Hmm :)
O dziwo nie było źle pod względem śmieszek. Było kilka debilizmów, ale na przykład okolice Czempinia w większości ładnie się ucywilizowały. Dwa dowody:

To powyższe jest zdecydowanie na czasie: mój rower, mój wybór! :) Oczywiście nie skorzystałem z zaproszenia.
Na koniec lokowanie produktu. Zawitałem za Stęszewem do Żabki na... hot-doga. Tak, tak, nie ma tu pomyłki. Bowiem od jakiegoś czasu jest wersja wege, z "parówką" roślinną. Co najważniejsze: te bezmięsne, zgodnie z wytycznymi, powinny się kręcić na oddzielonym od reszty fragmencie, a sprzedawca posługiwać osobnymi szczypcami. Oczywiście zawsze zerkam i dopytuję, czy tak jest, dopiero potem kupując. Brawo Żaba! :)
Tyle. Stówa niespodziewana, lekko przemarznięta dzięki zimnym porywom i przelotnym deszczykom, jednak bym się pogryzł, gdybym jej nie wykręcił. Nie żałuję - spoko było.
- DST 56.10km
- Czas 01:52
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 172m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
W skowronkach
Wtorek, 27 października 2020 · dodano: 27.10.2020 | Komentarze 12
Kurde. Spoko dziś było. Wiatr nawet do ogarnięcia, aura całkiem sympatyczna, mimo przelotnego lekkiego kapuśniaczka, który mnie dopadł w połowie drogi. Jak tak będzie przez całą jesień, a najlepiej zimę, będę bardzo kontent. No ale się nie łudzę.
Aha, przecież i tak nas zamkną.
Trasa to najlepsze z najlepszych "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
No jest ta nowa DDR-ka. Muszę przyznać, że tragedii nie ma i jedzie się w miarę komfortowo. Oczywiście za wyjątkiem kostkowego odcinka Witobel - Szęszew, który olałem prawie w całości. 

Przyrodniczo cisza. Uchwyciłem więc jedynie skowronka - sprytna bestia tak się wtapia w polne otoczenie, że ciężko ją uchwycyć.


Reszta to dojazd do pracy. Na razie w jedną stronę.
- DST 62.30km
- Czas 02:11
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 52.30km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 141m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kompaktowo
Poniedziałek, 26 października 2020 · dodano: 26.10.2020 | Komentarze 13
Pogodowo poniedziałek rano w porównaniu z niedzielą był jak niebo a ziemia. Wczoraj sympatycznie, słonecznie, dziś szaro i bardzo wietrznie. No ale kręcić trzeba, bo nie wiadomo jak długo będzie to możliwe bez ryzyka dostania mandatu. Coś czuję, że niedługo :/
Dzisiejsza trasa to wschodnia kombinacja: z Dębca przez Dębinę, Starołękę, Minikowo, Daszewice, Babki, Głuszynę, Sypniewo. Szczytniki, Koninko, Robakowo, Gądki, Borówiec, Kamionki, Szczodrzykowo, Koninko, Jaryszki, Minikowo, Starołękę i Dębinę do domu. Relive wciąż strajkuje.
Jazda smętna, w klimacie powłóczenia. Jednak mimo wszystko mogło być gorzej, więc... nie było najgorzej :)
Aura wydawało się początkowo tak ponura, że nie wziąłem konkretnego aparatu, tylko kompakt, bo po co? No i oczywiście, jak na złość trafił się myszołów, i to taki leniwy. Zrobiłem, co mogłem :)

Tu pokazał mi, gdzie mnie ma :)
No i poleciał.

W międzyczasie przeleciały jeszcze kaczki trzy...
...ale najbardziej zły byłem, gdy zobaczyłem odpoczywające stado saren, ale tak daleko, że nawet zoom cyfrowy miał problem. Szkoda.
Reszta kadrów:



Dystans zawiera dojazd do pracy, dzisiaj jako rezerwa, na krócej. Na razie w jedną stronę - jak wrócę, nie mam pojęcia, bo Poznań zablokowany z powodu protestów.






