Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 51
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 31.70km
- Czas 01:16
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 92m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut poopadowo-poznański
Niedziela, 3 stycznia 2021 · dodano: 03.01.2021 | Komentarze 13
Od rana padał deszcz, potem doszedł do tego śnieg. Czy ja już kiedyś pisałem, że nienawidzę tego białego %$#*? Tysiąc razy? Aha, jeszcze jeden nie zaszkodzi :)
Dobrze, że była niedziela, pojawiła się więc nadzieja na wykonanie chociaż gluta. Najpierw jednak spacer z psem, połączony z wizytą u weterynarza, który specjalnie dziś podjechał do gabinetu, żeby dać Kropie drugi z czterech zastrzyków. Miło, tym bardziej, że pomagają, przynajmniej póki co.
Potem weekendowe lenistwo, a w końcu grubo po trzynastej opady ustały i można się było szykować. Oczywiście Czarnuchem, bo co prawda śnieg stopniał, ale syf pozostał. Czasu miałem jedynie na 30+, bo nie chciałem wracać w ciemnościach bez dobrej lampki. No i w sumie mi się nie chciało spędzać więcej czasu w tych warunkach :)
Trasa w większości po Poznaniu: Dębiec - Wartostrada - Ostrów Tumski - Śródka - Hlonda - Bałtycka - Bogucin - Janikowo - Bogucin - Miłostowo - Główna - Jana Pawła - Wartostrada - Dębiec.
Trochę ów Poznań pofociłem. Szarość paskudna, więc klimacik średni. Na początek Śródka, gdzie przy Bramie Poznania pojawiły się nowe instalacje.


Przy Katedrze na Ostrowie Tumskim również straszą jakieś szkieletory :) Królowie to lub biskupi. Na jedno wychodzi - zaraza jakaś :)


Przy Moście Jordana oraz na samej Śródce przyuważyłem po raz pierwszy Meleksa, nawet w czasach pandemii.

Odwiedziłem też peryferyjną dzielnicę Główna. Dziwne to miejsce, zaniedbane, a szkoda, bo ma ona swój specyficzny, menelski sznyt. A jaka dzielnia, taki i Mikołaj :)

Po liczbie na liczniku widać, że dzisiaj szału z rowerzystami na północno-zachodnim odcinku Wartostrady nie było.
A ja znów miałem w bidonie tylko izotonika :)
Widziałem też "Ptaki" w wersji PL :)
Trochę tych szarych zdjęć dziś narobiłem, bo nie wiem, kiedy będę miał okazję na kolejne. Dzisiaj się udało, ale prognozy mówią nie tylko o mrozie, ale o śniegach, marznących opadach i takich tam atrakcjach. No nic, swoje w tamtym roku zrobiłem, być może przyjdzie teraz czas odpocząć od dwóch kółek.
- DST 62.50km
- Czas 02:27
- VAVG 25.51km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 125m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Czarne minus białe
Sobota, 2 stycznia 2021 · dodano: 02.01.2021 | Komentarze 11
Dzisiaj będzie jeden plus, a poza tym sporo minusów. Jak w życiu :)
Ów plus jest taki, że póki co w robocie wycofano się z pomysłu dwunastek. Na jak długo? Tego nie wiadomo, jednak sam fakt cieszy.
No i zaczynają się minusy. Ten podstawowy - że dzisiaj miałem również dzionek pracujący, taki pośrodku niczego. Do tego musiałem o czwartej nad ranem (!) wyjść z psem, bo zachciało się opróżnić jelita. To nie koniec jednak tematu Kropy, bo jeszcze zaliczyłem wizytę u weterynarza - od kilku dni bowiem pojawiał się dziwny kaszel. Okazało się, że to zapalenia gardła, więc kilka dni pod rząd czeka ją trauma w postaci zastrzyków. Same one są bezbolesne, ale już droga do weta (całkiem sympatycznego, ale sterylizacji się nie zapomina) w jej oczach jest jak na szafot :)
Co do jazdy - miałem ruszyć szosą, ale się powstrzymałem, znów widząc zmożone drogi i połacie szronu na drogach. Czarnuch za to zapiał z zachwytu, wiedząc, iż po raz kolejny przyszła na niego kolej :)
Trasa: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Daszewie - Kamionki - Boróowiec - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Starołęcka - Las Dębiński - dom.
Świat w tym 2021 ma tylko dwie barwy: czarną i białą. No, może jakieś szarości jeszcze się pojawiają oraz to, co zielonego się miejscami przebije.


A w takich oto warunkach jechałem. 
Równie dobrze mogę napisać, że byłem w górach lub nad morzem, nikt by mi nie udowodnił, że nie :) No i był lekki stresik - nowa tylna lampka do mnie jedzie dopiero, więc pod tyłkiem miałem tylko symbolicznego małego LED-a. Jak widać, o dziwo się sprawdził.
Aha, na Starołęckiej prawie bym został zabity przez jakiegoś bezmózga skręcającego na posesję. Mój błąd: byłem na śmieszce, bo jadąc MTB jakoś jestem je w stanie przeżyć, choć niełatwo. Jeleń ze mnie. Tym bardziej ucieszył mnie widoczek tamże, kawałek dalej. I jak tu nie lubić miasta Poznań? :)
- DST 51.40km
- Czas 01:52
- VAVG 27.54km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 159m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Szaro-bury start
Piątek, 1 stycznia 2021 · dodano: 01.01.2021 | Komentarze 23
Rok 2020 zakończył się całkiem ładnie, a 2021 zaczął dość paskudnie. Oby to były złe dobrego początki, tym bardziej, że chodziło tylko o pogodę :)
Wczoraj bowiem było kilka stopni na plusie i piękne słońce, dzisiaj za to lekko na minusie i paskudna szarówa. Jechało się mega ciężko, bo wiatr, mimo że niespecjalnie mocny, to skutecznie domrażał i zniechęcał do kręcenia. Do tego drogi wciąż zmrożone, dość śliskie, więc każdy zakręt brałem jak polityk łapówkę - upewniając się, że zagrożenie jest minimalne. Aha, przynajmniej nie padało. I nie było upału :)
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Widoków to dzisiaj nie będzie :)

Do tego okazało się, że zapomniałem karty do aparatu, przełożyłem więc z rezerwowego kompaktu, chyba o jeden raz za dużo, bo spieprzył się adapter. Uciekło mi przez to kilka myszołowów, jakiś inny drapieżnik oraz sporo drobnicy. Kicha. Jednak coś tam się uchwycić udało przed katastrofą. Przede wszystkim spore stadko żurawi koło Dopiewa.


No i jakieś tam sarenki.


Przy okazji pojawił się kolejny "smaczek" nowego szablonu BS-a: jeśli chce się zapisać na "brudno" pierwszy wpis z nowego roku, to... się go nie odnajdzie. Trzeba chociaż jeden najpierw opublikować, dopiero potem pojawia się lista, na przykład ta z 2021... Eh.
- DST 53.20km
- Czas 01:58
- VAVG 27.05km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bażancie zakończenie
Czwartek, 31 grudnia 2020 · dodano: 31.12.2020 | Komentarze 12
No to dojechałem do końca tego dziwnego roku. Na podsumowanie przyjdzie czas (znając siebie potrwa to jakieś dwa miechy), na razie skupmy się na jego zamknięciu.
Wyjątkowo zaprzęgłem dziś do roboty Czarnucha, bo rano drogi były zdecydowanie zbyt oszronione i śliskie na wybór szosy. Co prawda już po godzinie kręcenia znalazłem się w świecie odwilży, ale decyzję uznaję za jedyną słuszną.
Trasa - jak na ostatki przystało - musiała być jakaś fajna. A że najfajniejsze tu jest "kondominium", to wpadło :) Czyli za sobą miałem: Poznań, Luboń, Wiry, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko, Dymaczewo, Łódź, Witobel, Stęszew, Dębienko, Trzebaw, Rosnówko, Szreniawę i Komorniki.
Fajnie mi się jechało, bo ani mocno nie wiało, ani nie padało, a słońce ładnie ogrzewało. I nawet średnia jak na mtb wyszła przyzwoita. No i spotkałem bażanta, nawet specjalnie nie uciekał, tylko ładnie dał się sfocić.


Trafiły się też pojedyncze agro-sarenki :)

Poza tym... ładnie było. 

Chciało się do lasu, ale czasu na to dziś nie miałem, więc uwieczniłem jedynie nowe tablice do WPN-u.
Jeszcze motyw z lubońskiej sztuki ulicy. Widać, że stamtąd, bo z błędem :)
Wszystkim życzę normalnego nowego roku. Oczywiście rowerowego. No i bez zaraz, co najmniej dwóch :)
Aha, i jeszcze bez debili petardowych. Myślałem, że uda się ich uniknąć chociaż tym razem, ale niestety. Sraczka trwa od kilku godzin. Oj, marzy mi się impreza, podczas której bym takich bezmózgów zamknął na kilku metrach kwadratowych i odpalał te gówna nad uchem przez całą noc. Może wtedy zaczęliby myśleć, na przykład o czworonogach.
Żegnam też Endomondo. Taki komunikat mi się pojawił, gdy chciałem go odpalić. 
Myślałem, że choć do jutra się wstrzymają. A tak... niech się w tę apkę pocałują.
- DST 53.20km
- Czas 01:52
- VAVG 28.50km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 188m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dyskusyjnie
Środa, 30 grudnia 2020 · dodano: 30.12.2020 | Komentarze 10
Wolne, jak zwykle więc padam na ryj :) Ale sporo rzeczy pozałatwiałem, dzień spędzony konstruktywnie.
Udało się również pokręcić. I dobrze, bo po jednym dniu bez roweru zacząłem kaszleć i kichać. Nie, nie koronka, tylko syndrom odstawienia :)
Wyjazd po jedenastej, na trasę: z Dębca przez Las Dębiński, Minikowo, Starołękę, Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, Rogalin, Świątniki, Radzewice, tam nawrotka do Rogalinka, następnie Mosina, Puszczykowo, Łęczyca, Luboń i do domu.
Zapomniałem, że miałem nie jeździć przez Wiórek. Czemu? Ano bo temu... :/


Nie muszę chyba dodawać, że to świeża sprawa? Nie dalej jak dwa tygodnie temu widziałem tę masakrę na żywo. A w momencie robienia tych fotek nadjechał sympatyczny rowerzysta, ledwo kręcąc w tym powycinkowym błocie. Oj, ponarzekaliśmy sobie, nie da się ukryć. W końcu kolega stwierdził, że trzeba w końcu po pandemii pojechać w Bieszczady, żeby odpocząć od takich klimatów. Zmartwiłem go - tam też TO się dzieje...
Aha, jeszcze w temacie. Miłośnicy odcinka Rogalinek - Rogalin (w tym i ja) muszą się spieszyć, tam też już tną. Na razie jedzie się wahadłowo, bo ciachają przy drodze i niby tylko drzewa chore, ale pójdzie to dalej. Nie mogłem sobie odmówić i zapytałem jednego z leśników kierujących ruchem, ile jeszcze potrwa ta rzeź i czemu jest ona tak potężna? Początkowo usłyszałem typowe argumenty o gospodarce leśnej, użyteczności drzew, konieczności wymiany, takie tam. Jednak im bardziej drążyłem temat, ów urzędnik Nadleśnictwa (fuj!) Babki (przyznać trzeba, całkiem miły i otwarty na dyskusję) zaczął płynąć do brzegu i przyznał, iż z czegoś muszą się utrzymać, bo finansów z góry nie dostają, a za to od pięciu lat pojawia się coraz więcej danin do centrali. Ha, czyli tak jak myślałem - winni są i tu, i tu. Życzyłem panu więcej pracy przy nasadzeniach zamiast wycinkach, normalnych władz i pojechałem dalej. Ale już się boję tego, co zastanę tam za kilka tygodni.
W Radzewicach za to kicha. Ani jednego ptaka... Mam podejrzanego - jakiegoś cholernego wędkarza, który sobie podjechał autem na półwysep, na którym często gościły czaple, i wszystko wystraszył. Kiszka :/
Musiałem obejść się smakiem.

Sama jazda ok, choć jeszcze było dość ślisko po nocnych przymrozkach.
Na koniec ruch oporu z pogranicza Poznania i Lubonia :)
Nawet bez żalu - chomik #2
Wtorek, 29 grudnia 2020 · dodano: 29.12.2020 | Komentarze 10
Kompletnie niespodziewanie skończyło się dziś na godzinie chomikowania na rowerze stacjonarnym. Niespodziewanie, bo wszystko miałem przygotowane na poranny wyjazd, a tu kicha, czyli mocny deszcz połączony z silnym wiatrem. Spasowałem.
O tyle było mi łatwiej, że już raz w tym miesiącu zatrzymał mnie śnieg, więc deszcz pasował do pary. A mimo wszystko psychicznie lepiej się czuję ze świadomością, że nie tylko jeden dzionek zaważył nad ciągłością kręcenia przez cały rok :)
I tak - najpierw kurs piechotką do roboty. Mam idealne pięć kilometrów, czyli niecałe pięćdziesiąt minut i byłem na miejscu, nawet dotleniony. A po powrocie chomik - 31 kilometrów w nieco ponad godzinę, ze średnią 30,5 km/h. Czyli lajcik kompletny.
W związku z tym przesłanie, napotkane niedawno w Krośnie pod Mosiną. Cholera wie, do czego to przypiąć, ale załóżmy, że pasuje :)
A że w pracy się nudziłem wybitnie, pobawiłem w rysowanie na komórce. Obiekt nie mógł być inny :)
- DST 31.60km
- Czas 01:10
- VAVG 27.09km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 86m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kwiczołowato - glutem w mordę #23
Poniedziałek, 28 grudnia 2020 · dodano: 28.12.2020 | Komentarze 10
Na wolnym fajnie było, ale się skończyło. Dzisiaj powrócił klimat rzeźniczy, czyli dwanaście godzin w robocie, a przed nimi zaledwie glut.
Zanim ruszyłem trafił mi się mały zonk - okazało się, że nie działa tylna lampka (jak się okazało - już na amen), zresztą wczoraj ładowana. Jakby nie patrzeć element to dość istotny w zimowych porannych ciemnościach, więc wyszukałem na szybko malutkiego LED-a i z duszą na ramieniu wyjechałem. Jak widać żyję, więc chyba się sprawdził :)
Trasa: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Daszewice, tam nawrotka - Babki - Głuszyna - Minikowo - Starołęcka - Hemtańska - Dolna Wilda - centrum. TUTAJ Relive.
Zmarzłem, przewiało mnie (wciąż duło okrutnie), generalnie paskud. Wyjątkowo nie byłem obrażony o krótszy dystans. Nawet wschód trafił mi się w jakichś bezpłciowych Daszewicach :)


Z innej beczki: wczoraj odkryłem niedaleko domu, obok starego cmentarza przy ulicy Samotnej, istny raj dla kwiczołów. To takie ptaki, nie świnki :) Mało urodziwe, piegowate, ale z braku laku pofociłem kilka z nich.



- DST 61.20km
- Czas 02:13
- VAVG 27.61km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 161m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Obchodząc się smakiem
Niedziela, 27 grudnia 2020 · dodano: 27.12.2020 | Komentarze 9
Ostatni wolny dzionek przed kolejnymi dwunastkami w robocie. Trzeba było go wykorzystać.
Tak, przede wszystkim znów się wyspałem :) Połowa misji zrealizowana.
Druga polegała na wypadzie rowerowym. Z tym było ciężej, bo wiało jak cholera, a i upałów nie odnotowano :) Walka była nierówna i z góry przegrana, ale rękawicę podjąć należało. Nawet taką porządną, długopalczastą, bez której ani rusz.
Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Krosno - Drużyna - Nowinki - Konstantynowo - Pecna - Grzybno - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.
Specjalnie zrobiłem kilka kilometrów więcej, żeby sfocić jakieś ptactwo w Grzybnie, a tu kicha kompletna. Zero. Spotkałem nawet dwóch ornitologów, tak samo zasmuconych tym faktem jak ja. Pozostało mi tylko obejść się smakiem i w zamian sfocić z bliska piękny pałacyk, aktualnie będący we władaniu Zespołu Szkół Rolniczych.

Nad głową przeleciało mi jedynie stado dzikich gęsi.
Na pocieszenie mam opalające się przy temperaturze bliskiej zera sarenki :)

No i jak zwykle szlag mnie trafił, tym razem w okolicach Pecny. Polska, taka piękna i wciąż pięknieje... :/

No nic, póki co człowiek jeszcze nie zamieszkał na księżycu. Ku szczęściu tego satelity ziemi.
- DST 52.30km
- Czas 01:50
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 125m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
20 020 km (z lekkim plusem) na 2020 rok :)
Sobota, 26 grudnia 2020 · dodano: 26.12.2020 | Komentarze 19
No dobra, udało się. Sam nie wiem jak, bo ten rok był bardzo specyficzny, ale jednak. Mam to z głowy :)
Wyjazd znów po odespaniu i najedzeniu się, czyli między jedenastą a dwunastą. Wcześniej nie tylko mi się nie chciało ruszać, ale i za bardzo nie było jak, bo w godzinach porannych padał śnieg z deszczem. W sumie aż dziw bierze, że później zrobiło się tak ładnie.
Nieładny był za to wiatr, który nieźle mnie dzisiaj przeorał, tym bardziej, iż było dość zimno. Na szczęście należy mu przyznać, że podczas powrotu był dość łaskawy i jako tako pozwolił nadrobić straty. Oczywiście jak na zimę.
Trasa: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.
Kibice mi się trafili :) Miło z ich strony. W tym miejscu dziękuję pustułce, która ładnie mi się zaprezentowała...

...sporemu stadku saren...

...oraz lecącym gdzieś żurawiom.
Wizualnie prawie wiosna. Szkoda, że tylko tak.
Te 20 000 pyknęło mi gdzieś tutaj, w centrum Trzcielina. Z tej okazji zatrzymałem się obok pomnika upamiętniającego pułkownika Andrzeja Kopę, bohatera Powstania Wielkopolskiego, pod którego dowództwem zdobyto między innymi Ławicę. Z okazji nadchodzącej rocznicy wybuchu powstania wiszą już flagi używane przez powstańców.

Objechanie równika w dwa lata mogę uznać za odfajkowane. Mogę również odpocząć. Najlepiej na rowerze, o ile pogoda jeszcze pozwoli (a z tym może być różnie). Niestety czekają mnie jeszcze dopracowe gluty, czyli paskudztwo wybitne.
- DST 53.30km
- Czas 01:54
- VAVG 28.05km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 185m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Po(wolne)
Piątek, 25 grudnia 2020 · dodano: 25.12.2020 | Komentarze 9
Lubię wszelkie święta tylko za jedno - najczęściej oznaczają one wolne. A wolne oznacza (wy)spanko :)
Oczywiście dostosowałem się i skorzystałem. Jak dają to trzeba brać. Na rower zaś wyruszyłem wyjątkowo najedzony i niewyjątkowo nakawowany.
Był dylemat, który rower wybrać, w końcu wygrała opcja "szosa". Bowiem ciężkie chmury wydawały się oddalać na wschód, zgodnie ze wskazaniem paskudnego, zimnego wiatru, który mi towarzyszył. Finalnie wybór okazał się właściwy, bo tylko raz lekko mnie skropiło.
Trasa "sporomiejska": Dębiec - Górecka - Hetmańska - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Junikowo - Kopanina - Dębiec. TUTAJ Relive.
Miasto generalnie puste, ale jak zwykle światła głównie na czerwono. No i chyba rząd coś przeoczył i zapomniał zamknąć cmentarze - ten na Junikowie pękał w szwach.
Nad Jeziorem Strzeszyńskim (moim ulubionym poznańskim) może tłumów nie było, ale pustek również.


Nie zabrakło morsów.
A pogoda jak widać: pół na pół.
Rok temu nabrałem się (było pod słońce), że na podnośniku przy jednej z firm w Swadzimiu ktoś stoi. Dopiero na fotkach zauważyłem, że to pewien brodaty krasnal. Tym razem byłem przygotowany i na spokojnie uwieczniłem tę instalację :)

No i jeszcze zwierzaki. Udało się z daleka poobserwować sarenki...

...oraz parę żurawi.
Fajnie w końcu wypocząć. A w ramach świątecznych atrakcji polecam tym, którzy mają dostęp do HBO GO, obejrzenie "Jokera". Dziś nadrobiliśmy, bo wcześniej okazji nie było. Rewelacja, nie tylko dla miłośników uniwersum DC.






