Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 249293.73 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.45 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 811121 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.30km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.06km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 205m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kumuflując :)

Poniedziałek, 26 kwietnia 2021 · dodano: 26.04.2021 | Komentarze 15

W końcu udało mi się wykonać coś na kształt wyspania. W przybliżeniu, bo do pełnego sukcesu sporo zabrakło :) Jednak wolny poniedziałek to wartość sama w sobie, dla niej warto nawet pracować w weekend.

Niby miało padać, więc mimo wszystko wyruszyłem dość wcześnie. Finalnie tylko postraszyło - chmury rządziły na niebie, ale ani razu nic z nich nie spadło. Czyli w sumie wypad optymistyczny, mimo że wiało i było bardzo chłodno.

Trasa (zieeeew) zachodnia: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

W Lisówkach pojechałem w "swoje" zakamuflowane miejsce :)
Kładka nad Jeziorem Tomickim
Zaprkować się jakoś dało
Jezioro Tomickie znad szuwar
Rollercoaster w wersji mini-PL :)
Może mało stabilne, ale póki co działa :)
Jak widać, stabilność konstrukcji gwarantuje brak tłumów :)

Samo Jezioro Tomickie może jakieś wypasione nie jest, ale lubię je.
Dojazd do Jeziora Tomickiego
Pochmurne Tomickie
Perkozy też :)
Wiało :)
Zawiane perkozy :)
Perkoz solo
No i jedna gęś.
Odlatująca gęś
We wsi odwiedziłem jeszcze stajnię (nie)widoczną z tyłu.
Przy granicy Lisówek
Akurat kręcił się jeden z właścicieli (wiem, bo zapytałem czy mogę cyknąć fotki), którego konie traktują zdecydowanie jak swojego. Udało mi się uchwycić, że jest tam widoczne uczucie do tych pięknych zwierząt.
Czułość to podstawa
Radość zdecydowanie widać
Taka była radocha na widok "swojego człowieka". I a jedzenia :)
Pędem! Jeść dają! :)
A ja się ewakuowałem, żeby konsumować można było bez stresu :)
Daj żreć, człowiek! :)
Odpoczywające koniki
W okolicy pozytywne były też kundelki. Ciekawskie, ale nieszczekliwe :)
Radosne wiejskie kundelki
Ciekawskie, ale nie szczekające kundelki
Odpocząłem. Również psychicznie. Od jutra niestety znów powrót do kieratu.




  • DST 51.40km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.04km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 136m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kuprowy wpis

Niedziela, 25 kwietnia 2021 · dodano: 25.04.2021 | Komentarze 11

Z musu wyjazd wczesny jak na niedzielę - dziewiąta rano. To nie było fajne :)

Za to okazało się całkiem rozsądne. Udało mi się bowiem zdążyć przed... deszczem ze śniegiem, który pojawił się przed południem. Ot, wiosny ciąg dalszy.

Trasa w tę i z powrotem. bo tak :) Z Dębca przez Górczyn, Plewiska, serwisówki, Zakrzewo, Lusowo i Batorowo do granic Swadzimia, gdzie zawróciłem.

Dzisiaj niestety znów mocno wiało :/ Szaleństw więc nie było. W sumie nie miało być :) No i wciąż dość zimno.

Żurawie w końcu dały się łaskawie podejść trochę bliżej. Dziękuję.
Parka żurawi podczas obchodu
Kuper to potwierdzenie, że wiało :)
Po kuprze widać, że wiało :)
Sarenki przy serwisówce między Plewiskami a Dąbrówką ewidentnie dobrze się czują niedaleko domów. Mądre to zwierzaki i zapewne wiedzą, że w pobliżu osiedli ambon się nie montuje.
Tym sarnom widocznie dobrze żyje się obok ludzi. Brak ambon jest plusem dodatnim :)
Prawie bym miał fajne zdjęcie kani rudej. Ale mi cholera jedna uciekła w ostatnim momencie i mam tylko jej tyłek podczas ataku na halę w Swadzimiu :) W ogóle ten wpis jakiś taki od niedzioba strony wyszedł.
Kania ruda podczas ataku na halę produkcyjną :)
No i wpadłem na chwilę szosą na Dębinę, przynajmniej tak ją odwiedzić, bo ostatnio czasu nie mam. Rano było jeszcze słonecznie i na szczęście bezludnie.
Dębina o poranku
Poranne słońce na poznańskiej Dębinie




  • DST 61.05km
  • Czas 02:06
  • VAVG 29.07km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 135m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Baleciarsko

Sobota, 24 kwietnia 2021 · dodano: 24.04.2021 | Komentarze 15

Po raz kolejny się nie wyspałem. Weekendy w pracy (a i sama praca) to jednak nie jest coś, za czym wybitnie przepadam :)

Plus dnia dzisiejszego jest taki, że co prawda znacznie się ochłodziło, lecz za to wiatr trochę zluzował. Cudów nie było, ale przynajmniej dawało się jechać, a nie stać w miejscu.

Trasa poranna, zachodnia (a jak!), pustynno-polna: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Bez przygód. A może jakieś się wydarzyły, tylko zaspany byłem :) Jedynie jeden gazeciarz mnie obudził, ale dziękuję za takie pobudki.

Ciekawą mamę porę roku, więc i kadry wychodzą specyficzne. Nie znam się, ale z kwietniem mi się baloty nie kojarzą, żurawie bardziej :) Żuraw na balotach
Kolejne okrążenie żurawia
Bez zooma dopiero widać walkę, jaką przyroda prowadzi sama ze sobą.
Nieśmiała wiosna, baloty oraz żurawie w postaci kropek
Innych motywów nie było, więc do rowerowej foty posłużył staw w Więckowicach.
Pochmurnie nad stawem w Więckowicach
A na nim domek dla kaczek, w końcu zamieszkany.
Domek dla kaczek, do tego zamieszkany, Więckowice
Tyle. Reszta to dojazd do roboty.




  • DST 61.50km
  • Czas 02:13
  • VAVG 27.74km/h
  • VMAX 50.10km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 154m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z lekką nieśmiałością

Piątek, 23 kwietnia 2021 · dodano: 23.04.2021 | Komentarze 10

Wyjazd z pewną taką nieśmiałością. Bo i po wczorajszym wciąż jakaś obawa o łańcuch w głowie siedziała, i chłodek wrócił, a i wiatr wciąż koszmarnie dokazywał. Więc po prostu wypad wykonany w wersji "ostrożny żółw", bez mocniejszego naciśnięcia na pedały. No bo po co?

Trasa (któryż to już raz ostatnio?) zachodnia, czyli polna: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Przygód nie było. Na szczęście tych serwisowych również :) Niestety nie obrodziło także w obiekty do focenia. Z braku laku przyłapałem wiejskiego sykacza z Trzcielina. Nie chciał współpracować :)
Sykacz wiejski :)
Pierwszeństwo w przejściu się należy
No i szpaki. Jest ich pełno, ale te najwyraźniej wygoniły z okolic autostrady myszołowy i zasiadły na ich miejscu :)
Szpaki druciaki
No i obowiązkowa rowerowa fota. Miało padać, ale na szczęście obeszło się bez.
Będzie deszcz czy nie będzie?
Jeszcze (ile można?) po raz enty mój budzik. Dzisiaj jakoś z okolic 7:50.
Kolejna pobudka, tym razem 7:50
No i zdjęcia z wczorajszego wypadu na Dębinę. Kropę jak zwykle ciężko było uchwycić w kadrze...
Próba zmieszczenia się w kadrze :)
...a o dziwo łatwiej było z samcem dzięcioła dużego. Twardziel, mimo opadów robił swoje bez mrugnięcia dziobem :)
Deszcz nie deszcz, robić trzeba :)
Dzięcioł zmoknięty, ale wytrwały
Lekko skrępowany samiec dzięcioła dużego
Wydziobywanko
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 61.70km
  • Czas 02:13
  • VAVG 27.83km/h
  • VMAX 52.40km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 278m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ale urwał... :/

Czwartek, 22 kwietnia 2021 · dodano: 22.04.2021 | Komentarze 25

Myślałem, że zaliczyłem już rowerowo prawie wszystko. Gleby, skręcenie stawu skokowego, salto na krawężniku (za dzieciaka), jazdę bez pedału i połowy kierownicy (na rowerach miejskich), powrót na pace samochodzika wożącego złom i takie tam, ale póki co jeszcze nigdy nie skończył mi się łańcuch. Do dziś.

Ale po kolei. Wolny dzionek, więc się wyspałem, potem zabrałem za czyszczenie dwóch kółek i regulację przerzutki, bo w tylnej nie właził mi najcięższy bieg. Bo tego coś mi dziwnie skakało podczas jazdy. Tę pierwszą część wykonałem, drugiego problemu wyeliminować się nie udało. No ale jeździłem tak kilka dni, więc pewnie coś, co wyeliminuje mi serwis podczas jakieś wizyty, raczej nic pilnego, myślałem.

Ruszyłem z Dębca przez Luboń, dojechałem do Komornik i zacząłem kręcić w kierunku Szreniawy. Nie dojechałem. Na jednym z lekkich podjazdów zmieniłem bieg na wyższy i... koniec jazdy. Łańcuch dostał się między koło a zębatkę. Wyjąłem, ciesząc się, że tylko tak się skończyło. Usiadłem ponownie, wystartowałem i... po łańcuchu. Tego jeszcze mi nie grali. Przynajmniej nie u mnie, choć ostatnio w komentarzach "chwalił się" czymś podobnym kolega BUS.
Łańcuch mi się skończył... :/
Koniec jazdy. Bez łańcucha się nie da
Do domu miałem osiem kilometrów. Szybka analiza możliwości powrotu dała kilka opcji, ale zacząłem od najbardziej oczywistej - może da się jakoś wrócić komunikacją publiczną? Poszukałem w telefonie rozkładu, który pokazał mi, że za kilkanaście minut mam autobus do granic Lubonia z Poznaniem. Supcio. Rozpocząłem spacer na przystanek, który jakoś znalazłem, ale na miejscu mina mi zrzedła. Jedyną czekającą była matka z wózkiem. Wiedząc, że ma ona pierwszeństwo, zapytałem czy się orientuje jak duże autobusy tędy jeżdżą. Stwierdziła, że spokojnie ze trzy wózki tam wchodzą, więc nie powinno być problemu. No to poczekałem.

Nadjechał autobus numer 702. Za kierownicą siedziała kobieta, więc tym bardziej sądziłem, że wejdę (jakoś tak mi się wydawało, że mniej problemu robią). Przepuściłem panią z dzieckiem, wpakowałem się do pojazdu, zobaczyłem dwa osobne miejsca na środku do przewozu wózków/rowerów, już miałem odbijać bilet, gdy nagle usłyszałem:

- Pan z rowerem, proszę wyjść!
- Słucham? Przecież jest sporo miejsca, zmieścimy się.
- Jak jest wózek, nie ma roweru.
- No ale zerwał mi się łańcuch, nie jestem w stanie kontynuować jazdy, to nie jest jakieś moje widzimisię!
- Nie ma mowy. Proszę wyjść.

Ręce mi opadły. Ok, rozumiem, gdyby to był środek Poznania, gdy komunikacja jeździ co kilka minut. Lecz ja na kolejny autobus śmiesznej firmy PUK Komorniki musiałbym czekać co najmniej pół godziny. A miejsce naprawdę było, tak wózek, jak i rower byłby zabezpieczony osobnymi pasami. I wiem, że pewnie przepisy to rzecz święta dla niektórych, ale wystarczyło trochę empatii. Jednak widocznie z tą cechą paniusi nie po drodze. Wyszedłem, życzyłem babsztylowi miłego dnia i podziękowałem za pomoc (myślę, że ironii nie skumała), natomiast jeśli weźmie sobie do serca to, co potem pod nosem leciało w jej kierunku, od jutra zmieni branżę i zajmie się umilaniem czasu miłym dżentelmenom na leśnych parkingach.

Cóż, czekał mnie spacerek. Wybrałem kierunek Luboń, bo kojarzyłem tam kilka sklepów rowerowych. Cztery kilometry później pojawiłem się na Żabikowskiej i nieśmiało zapukałem (pierwszy raz w życiu) do wrót serwisu Werbike. No i mega miłe zaskoczenie - panowie między klientami w mig załatwili pasującą spiknę, szybko spięli i znów mogłem jechać, uboższy o najniższy wymiar kary, czyli dwie dyszki. Wielkie dzięki za pomoc człowiekowi w potrzebie oraz empatię. Zapamiętam. A przy okazji znalazłem miejsce, gdzie części są jeszcze od ręki. I to w Luboniu :)
Pomocny serwis - dzięki!
Z duszą na ramieniu postanowiłem dokręcić do pełnego dystansu. Najpierw ostrożnie, potem jednak zacząłem się rozkręcać. Co ciekawe, zniknął wspomniany na początku defekt, co drogą dedukcji prowadzi mnie do wniosku, że łańcuch rozkuwał mi się powoli, ale że to o niego chodzi nie wpadłem. Mam nauczkę na przyszłość. Rowerzysta uczy się całe życie.

Lepszego testu jak dzisiejsza trasa (w całości: Poznań - Luboń - Komorniki - spacerek - Luboń - Poznań - Plewiska - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Komorniki - Plewiska - Poznań) nie mogłem sobie wyobrazić. Wiało tak mocno, że nawet na lżejszych biegach musiało ostro naciskać, żeby jechać do przodu. Póki co defekt się nie powtórzył - oby tak zostało.

Zdążyłem przed deszczem. Choć szanse były jak na zdjęciu - pół na pół.
Po lewej chmury, po prawej słońce
Na zwierzaki nie za bardzo miałem wenę. Ale jakieś tam sarenki wpadły.
Zrelaksowane stadko
Ciekawski koziołek sarny
Koziołek z profilu
Sarenki korzystające z kwitnących drzewek
Po południu jeszcze spacer z Kropą. Łącznie więc dzisiaj zrobiłem ponad 60 kilometrów na rowerze oraz prawie 11 piechotą. Częściowo podczas opadów, więc mogę to uznać za soft-triathlon :)




  • DST 58.10km
  • Czas 02:03
  • VAVG 28.34km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 146m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kropołabędź :)

Środa, 21 kwietnia 2021 · dodano: 21.04.2021 | Komentarze 9

Prawdopodobnie za mną ostatni póki co w miarę wiosenny wypad. Od jutra wracają deszcze, a może i śnieg. Najdziwniejsze jest to, że przestało mnie to dziwić :)

Wyjazd poranny, ale że w pracy mogłem zjawić się ciut później, to w stanie nawet wyspanym. Co oczywiście nie oznacza, że w pełni świadomym.

Trasa zachodnia z północnym odchyłem: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Pogoda nawet przyjemna, choć - a jak - wietrzna. Więc walki specjalnej nie było.

Lusowskie oczywiście nawiedziłem, a jak.
Klimatyczna część Jeziora Lusowskiego
Wciąż dzielnie rośnie
Wodne ptactwo dzisiaj nawet dopisało. Rozczochrany perkoz...
Rozczochrany perkoz
...samotna łyska..
Łyse spojrzenie łyski
...oraz kaczory na nią patrzące.
Kaczki obserwują łyskę
Jeden zresztą nie stronił od wygibasów :)
Kacze rozciąganie
Mieniący się kaczor
Kolejne kaczki spotkałem w Lusówku, przy kanałku prowadzącym do jeziora.
Dopływ Jeziora Lusowskiego z kaczkami gratis
Miały zacne towarzystwo, statecznego łabędzia.
Łabędź szukający sobie miejsca
Pozorowany atak. Do pogłaskania :)
...który posiadał coś z mojego psa :)
Nie tylko psy lubią kijki :)
A propos - obiecałem wkleić zdjęcie potwierdzające, że pod Poznaniem już kwitnie to i owo. Oto Kropa w mleczach.
Kijka rzuć!
Na samej trasie też widać oznaki wiosny.
Wiosna, przynajmniej wizualnie
Dystans zawiera dojazd do pracy.

Aha, to coś mnie dziś obudziło. Krążąc miliard razy. Nie polecam tego budzika :)
Taka tam pobudka przed ósmą rano...




  • DST 58.10km
  • Czas 02:01
  • VAVG 28.81km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 164m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jelenie oraz baran

Wtorek, 20 kwietnia 2021 · dodano: 20.04.2021 | Komentarze 23

Kolejny wypad przedpracowy. Kolejny bez jakiejkolwiek historii, ale coś napisać trzeba :)

Wjazd z grubsza tak jak wczoraj, nawet godzinowo. Tylko kierunek przeciwny, czyli zachodni.

Trasa: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Wiatr słaby. Fajnie? No nie, bo ciągle w ryj. Bez ściemy - znów ani sekundy odpoczynku od niego.

Lisówki mnie ostatnio zawodzą - nie ma czego focić. Nawet żurawie się pochowały. Pozostaje widok na koniec świata.
Koniec świata to Lisówki
Za to między Trzcielinem a Dopiewem wypatrzyłem jelenie szlachetne. Nie sarny, ale właśnie te bardziej konkretne kopytne. Szkoda, że były tak daleko, bo zdjęcia marne.
Przemykające między drzewami jelenie
Jelenie na tle zabudowań
Maksymalne zbliżenie na jelenie
No i jeszcze bocian z Dopiewa. Już nie jest sam. Miło.
Jest już dwójka!
No ale bądźmy szczerzy - kto by nie poleciał na takie wypasione gniazdo? :)
Gniazdo rośnie w siłę
Dystans zawiera dojazd do pracy. Postanowiłem przy okazji tych krótkich dystansów odkurzyć kamerkę i trafił się od razu strzał. Na szczęście symboliczny, choć mało brakowało. Dobrze, że jechałem wolno (26-27 km/h) i zdążyłem dać po hamulcach, bo inaczej kolega rowerowy morderca mógłby już się zastanawiać jak sfinansować mi zakup nowego roweru i rehabilitację. A być może i pieszych, których zdrowiem też ryzykował (to ciąg pieszo-rowerowy, więc oni mają tam największe prawa). Dodam, że on mnie widział z daleka, ale tak po polsku uznał, że się zmieści. Cóż, zmieścił, nie da się ukryć.




  • DST 61.30km
  • Czas 02:09
  • VAVG 28.51km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 186m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Żółwio

Poniedziałek, 19 kwietnia 2021 · dodano: 19.04.2021 | Komentarze 19

Dzisiaj krótko i treściwie, bo weny nie mam. Jak to podczas roboczych dni, których mam teraz od groma i ciut ciut.

Wyjazd w okolicach 8:45, po kawce i przeanalizowaniu, skąd może wiać wiatr. Każda pogodynka twierdziła co innego, co w sumie się potwierdziło: raz waliło z północny, a po chwili z południa. Potem z zachodu, żeby nagle ze wschodu. Zasada była jedna: nigdy w plecy :) Na szczęście nie były to jakieś mocne podmuchy, jednak upierdliwe i skutecznie uwalające średnią.

Trasa finalnie wyszła wschodnia. Z Dębca przez Las Dębiński, Minikowo, Starołękę, Czapury, Wiórek, Babki, Daszewice, Kamionki, Borówiec, Gądki, Robakowo do Dachowej, gdzie musiałem zawrócić, bowiem mimo że nawigacja pokazywała, iż jest przejezdnie, okazało się to g...uzik prawdą - remont trwa w najlepsze. I jeszcze potrwa, z tego co widzę, bo czołgi by miały problem tamtędy przejechać. Skierowałem się więc ponownie do Robakowa oraz Gądek, przed Borówcem odbiłem na Koninko i pojechałem do domu wzdłuż Sypniewa, Głuszyny, Starołęki i znów Lasu Dębińskiego do domu.

A na wspomnianej Dębinie... Dębinello, już obudzony, w towarzystwie :) Zastanawiałem się, czy te żółwie przetrzymają zimę, która była wyjątkowo ostra. Na szczęście dały radę, twarde sztuki. Miło je znów zobaczyć :)
Żółwie wylegujące się gęsiego, Dębina, Poznań
Prezentacja pazurków
Przynajmniej jest motywacja, żeby częściej tu na chwilę parkować.
Na powalone drzewo wróciły żółwie, Dębina, PoznańParkowanie na Dębinie
Odwiedziłem też Windowsa.
Rower na tle Win XP w wersji wiosennej
Poranne chłodne słońce
A pod sam koniec spotkałem koszykarko-rowerzystko-telefonistkę. Grzecznie minąłem chodnikiem, nawet się nie odezwałem, choć korciło puścić jakiś kąśliwy komentarzyk :)
Telefony w mojej głowie... Albo na DDR-ce
Dystans zawiera dojazd do roboty.




  • DST 56.60km
  • Czas 01:57
  • VAVG 29.03km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 163m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nawet żabawnie

Niedziela, 18 kwietnia 2021 · dodano: 18.04.2021 | Komentarze 15

No proszę. Miało lać (na to się nastawiałem), a tymczasem cały dzień minął pod znakiem suszy. No, może poza wczesnym porankiem, ale wtedy robiłem to, co robić powinno się w niedzielę - spałem :)

Gdy już ruszyłem, z jednej strony było fajnie, z drugiej jednak wiedziałem, że będzie ciężko. Nie przez wiatr, który był dzisiaj nawet do ogarnięcia, ale przez ilość ludzi, którzy ruszyli w świat czując jakiś tam zew wiosny. Było po prostu tłoczno, miałbym nawet czołówkę na Wartostradzie, bo jakaś nieogarnięta grupa kolarzy zamiast jechać gęsiego pasem dla rowerów, robiła to obok siebie. W piątkę. Pewnie gdyby nie mój ryk, aktualnie znajdowałbym się na wyciągu. Nie narciarskim, bynajmniej.

Trasa północno-wschodnia, sporo miejska: Dębiec - Wartostrada - Malta - Warszawska - Miłostowo - Antoninek - Swarzędz - Jasin - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - Dębiec.

Dawno nie było mnie nad Maltą. A gdy mi się zdarzyło, akurat spuszczono wodę. Dzisiaj więc nadrobiłem.
Nad poznańską Maltą
Trybuny poznańskiej Malty
Tablica wyników, Malta, Poznań
Widok na Poznań ze skraju Malty
Poznań znad wody
To nie jest łatwy sport :)
No i widok obowiązkowy. To się nigdy nie skończy. Aż zwolniłem, żeby wykonać to ujęcie na części tylko i wyłącznie dla rowerów. Jak widać :)
Nic nowego nad Maltą. Pismo obrazkowe wciąż niezrozumiałe
Szmat czasu nie odwiedzałem również Gowarzewa. Miłym zaskoczeniem było odnalezienie nowej paragórskiej miejscówki z owcami.
Paragórski klimacik w podpoznańskim Gowarzewie
Gatunki różne, cel ten sam - jeść :)
Włochata parka
Prawdziwy baran
Młody baranek
Źle nie było. Choć miło by było, gdyby choć przez chwilę wiało w plecy :)

A po południu spacer z Kropą. Tym razem Dębina odpadała, bo ilość luda, którą widziałem podczas przejazdu rowerem była nie na moje nerwy. Ruszyłem więc w inne rejony, również niedalekie, czyli okolice cmentarza przy Samotnej. Pies zachwycony.
Kijkowa bonanza :)
Napotkany na płocie kotek... cholera wie, czy również.
Kotek i płotek
Natomiast na pewno pełne emocji było spotkanie z żabą trawną. Dla Kropy także - nie wiadomo jak się z takim dziwnym czymś bawić :)

Pozwoliłem sobie na sesję tego grubasa. Lub tej.
Oko w oko z żabą trawną
Żaba trawna w wersji z profilu
Grubas w pełnej krasie
Żaba trawna w trawie
Z rzeczy mniej przyjemnych. Zgubiłem jedną słuchawkę "pchełkę". To była kwestia czasu, bo tak się dzieje w przypadku około 97,45% aktywnych (czyli ruszających się) użytkowników takowych, ale i tak smuteczek. Gdy dotarłem do domu wsiadłem jeszcze na rower i objechałem z grubsza trasę spacerową, ale nie znalazłem zguby. Jedyny z tego plus, że mogę sobie doliczyć poszukiwania do dystansu.




  • DST 54.25km
  • Czas 01:55
  • VAVG 28.30km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 202m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Widziałem nieba cień :)

Sobota, 17 kwietnia 2021 · dodano: 17.04.2021 | Komentarze 13

Dzisiaj zauważyłem coś dziwnego. Takie niebieskie coś na górze. Oraz żółte, dość jasne.

Musiałem bardzo się skupić, żeby przypomnieć sobie co to może być. W końcu bingo! To niebo. Oraz słońce. Tak dawno ich nie widziałem, że misja była niełatwa :)

Generalnie miło było znów pojeździć bez deszczu i szosą. Nie narzekałem nawet na wiatr, który był upierdliwy, ale jednak o wiele słabszy niż ostatnio. Nigdzie mi się nie spieszyło, nie cisnąłem, tempem emeryckim wykonałem zachodnią pętelkę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

W końcu dało się jakieś ptactwo uchwycić. Bez cudów, ale fajnie było spojrzeć ponownie na myszołowa w locie.
Szybujący myszołów
Myszołów wzbijający się do lotu
Nie zabrakło saren. Jeszcze na etapie luzu, mogły sobie bowiem zrobić zebranie pod amboną. Raz jeszcze przypominam, że już w maju grube gnoje, mendy i rzeźnicy (wszystko w jednym) będą mogli legalnie strzelać do kozłów, to więc ostatnia okazja, żeby na nie popatrzeć. Mam nadzieję, że szybko nauczą się uciekać na widok człowieka.
Stadko jeszcze bezpieczne. Niestety za niecały miesiąc na ambony wracają mendy :(
Uchwyciłem również sympatyczną dwójkę.
Sarenki w okolicach Lisówek
Albo pieszczoty, albo wyjadanie insektów
Zauważyły, że je zauważyłem :)
No i wiejski klimat w Trzcielinie.
Sielsko i wiejsko, Trzcielin
Mój punkt widokowy w słońcu. Znów.
Tp dziwne niebieskie z tyłu to niebo. Już prawie o nim zapomniałem :)
Jadę, pozdro! :)
Pozdro, jadę! :)
A po południu spacer po Dębinie i nad Wartę. Znów trafił się stały bywalec :) Ja tam już przyzwyczajony jestem, Żona mniej, musiałem więc chłodzić emocje, zdjęcie w związku z tym tylko jedno :)
Sobota nie sobota, dzik po lesie ma prawo chodzić :)
Kropa jak zwykle miała jeden cel :)
Wybiegana sobota = pies szczęśliwy
Na szczęście tłumów nie było. Uff.
Klimatyczne tereny między Dębiną a Wartą, Poznań
Las był pod ochroną. Sójki we własnej osobie :)
Sójka na drzewie
A to już spod domu. Chyba jednak jakaś tam wiosna jest...
Chyba jednak jakaś wiosna przyszła...
A jutro... deszcz.