Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242775.05 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791371 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 55.20km
  • Czas 01:58
  • VAVG 28.07km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 167m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Myszołowiąc i szachtując

Poniedziałek, 15 marca 2021 · dodano: 15.03.2021 | Komentarze 16

Znów zacznę od pogodynek. No bo od czego? :)

Rano klasyczne spojrzenie na kilka z nich. Wniosek: spoko, deszcz od godziny trzynastej. Czyli śpię, bo dostałem bonusowy dzień wolny.

Około dziewiątej spojrzenie za okno. Leje. To ten, tego... :)

Na szczęście pogoda się ogarnęła i na rower mogłem ruszyć około jedenastej. Wiatr wciąż solidny, ale już o wiele słabszy niż ostatnio, na drogach syf, generalnie paskudnie. Ale do wytrzymania.

Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Kilka razy się zatrzymywałem z aparatem w łapie, ale jak to zwykle bywa, ptactwo było bardziej cwane ode mnie. No ale chociaż jednego myszołowa udało mi się cyknąć.
Myszołów wznoszący się do lotu
Zamyślony myszołów
Poza tym brzydko i szaro.
Rano było dziś paskudnie
A po południu, po kolejnym małym deszczyku, wyszło słońce. Skorzystałem więc i zabrałem psa na Szachty.
Radocha ze spaceru, Szachty, Poznań
Wieża widokowa na Szachtach, Poznań
Kropa wieżę już zna, ale zawsze była wnoszona, teraz sama poleciała na pewniaka, kilka pierwszych stopni pokonała z biegu. Potem spojrzała w dół i...
Konsternacja - kilka stopni o własnych siłach, potem niepotrzebne spojrzenie w dół :)
...zgodnie z tradycją reszta została pokonana na moich ramionach :)

Tłumów na szczęście nie było, ale akurat zaraz za mną weszła parka z psami. Takie zagęszczenie to ja rozumiem :)
Tłok się zrobił na wieży :)
Anonimowy piesek czeka na smaczka :)
Widoczki wciąż te same. Same Szachty...
Na górze, pod dachem, Szachty, Poznań
Poznańskie Szachty w słońcu
...kierunek Świerczewo i Dębiec...
Spojrzenie w kierunku Świerczewa i Dębca, Poznań
...kierunek Grunwald...
Spojrzenie na zachód Poznania
...a tamże Stadion Miejski ukryty za blokami.
Satdion Miejski za blokami, Poznań
No i kilka ujęć samej wieży.
Schody na wieżę, Szachty, Poznań
Róg wieży na Szachtach, Poznań
Wieża na Szchtach od dołu, Poznań
Gdy ostatnio tu byłem, panowała jedna wielka cisza. Teraz już wszystko wróciło do normy, śmieszki szaleją i wydzierają się w najlepsze. No i pięknie.
Śmieszki na wodzie
Śmieszka podchodzi do wodowania
Wrzeszczące śmieszki
Pies zadowolony, ja też, a pogodynki... Niech zmienią dilera :)




  • DST 52.85km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.10km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 124m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ruletki ciąg dalszy

Niedziela, 14 marca 2021 · dodano: 14.03.2021 | Komentarze 13

Pogodowej ruletki ciąg dalszy. Niby od rana miała być pogoda, więc zgodnie z obietnicą... padało. Potem wróżki zmieniły zdanie, sugerując, iż koło trzynastej będzie pełne słońce. Zgodnie z powyższym... znów padało.

Na szczęście plan główny był wykonany bez zarzutu - zjedzenie śniadania :) A potem, jak to w wolną niedzielę, można było na luzie podejść do tematu rowerowania.

Finalnie wyruszyłem, gdy wydawało mi się, że znalazłem lukę. Na pierwszym kilometrze dopadł mnie deszcz, a jak :) Postanowiłem jednak się nie cofać. Dobrze zrobiłem - opady pojawiały się i znikały, jednak dało się z nimi żyć. Gorzej z wiatrem, bo trzymał poziom ostatnich dni, jednak dzisiaj wybrałem kierunek południowy, więc choć trochę lasy WPN-u złagpdziły cierpienie.

Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Bolesławiec, gdzie nastąpiła nawrotka i powrót swoimi śladami.
Klimatyczność
Przy wielkopolskich polach. Chwilę później rower przewrócił się od wiatru
Te drzewa powyżej mnie ujęły swoją ascetycznością. A rower chwilę po zrobieniu zdjęcia leżał na drodze, pokonany przez silniejszy podmuch. Tak samo tu:
Tam z tyłu pasą się żurawie
Tylko że tu powód zatrzymania był inny: żurawie (nie)widoczne z tyłu, przy krzakach.
Parka przewianych żurawi
Miałem smaczki na fotkę danieli w zagrodzie w Bolesławcu, ale niestety, wciąż ich nie ma :/ Ciekawe czemu, mam nadzieję, że nikt nie zamienił ich na kotlety, jak to w polskiej tradycji bywa... Musiałem obejść się - nomen omen - smakiem oraz latającymi po polu królikami :)
Jest kryjówka? Jest :)
Czujny królik
Małe drapanko
Generalnie nie było najgorzej. Jak dobrze, że jeszcze są parki narodowe, gdzie drzewa póki co jeszcze stoją i można się schować.

A słońce wyszło dopiero po piętnastej. Na chwilę. Akurat podczas spaceru na Dębinie. Lepiej późno niż wcale.
Pojawiło się słońce nad poznańską Dębiną
Jedna z modraszek była zachwycona tym faktem :)
Modraszka łapie promienie
Ciekawska modraszka
Zerkał na mnie kolejny kos...
Kos wyglądający zza drzewa
...oraz dzięcioł. Tak, on jest na tym zdjęciu :)
Gdzieś tu jest dzięcioł :)
Na jutro pogodynki zapowiadają, że... A, cholera z nimi, się okaże :)




  • DST 52.50km
  • Czas 02:01
  • VAVG 26.03km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 148m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kto rano wstaje...

Sobota, 13 marca 2021 · dodano: 13.03.2021 | Komentarze 19

...temu na łeb nie pada. Ja niestety nie wstałem.

Sobotę miałem wolną, a po kilku dniach w robocie posiadałem deficyty snu. Nad ranem otworzyłem oczy, za oknem zobaczyłem piękne słońce, zerknąłem na prognozę AccuWeather w telefonie i spokojnie postanowiłem dospać. Bowiem tam wtedy nie było żadnej informacji o zmianie warunków.

Potem jeszcze zrobiłem zakupy, poszedłem z psem, zacząłem się zbierać, a tu za oknem... chmury. Hm. Miałem nadzieję, że szybko znikną. O ja naiwny... Gdzieś na piętnastym kilometrze bowiem jak zaczęło padać, tak nie przestało. Czasem mocniej, czasem słabiej, ale zdecydowanie było niekomfortowo.

Co gorsza, wiało mocniej niż wczoraj. A to niezły punkt odniesienia. Żeby się nie denerwować, napiszę jedynie, że tę masakryczną średnią uznaję na całkiem dobrą jak na zastane warunki :)

Trasa zachodnia, a jak: Poznań - Plewiska - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Tańczący żuraw się trafił.
Tańczący żuraw
Momentami wyglądał jakby brał udział w teście trzeźwości :)
Test na trzeźwość? :)
Na pochmurnym niebie przeleciał mi jeden myszołów...
Myszołów na zachmurzonym niebie
...a inny wypasał stado saren :)
Krzaczek dla myszołowa, pole dla saren
Myszołów wypasający sarny :)
No i dla kontrastu szpak.
Szpak w trawie
Fotki z rowerem być muszą, więc są. Takie nijakie :)
Odpoczynek pod drzewem
Chwilę przed deszczem
A, takiego Buicka Riviera na żółtych blachach przyuważyłem już w Poznaniu.
Buick Riviera na żółtych blachach
A po południu jeszcze spacer po Dębinie z psem, gdzie napatoczył się jedynie kos...
Kos zerkajacy z ukosa
...a potem przypomniałem sobie, że dziś sobota i kursują przez Dębiec parowozy z Wolsztyna. Więc na szybko poleciałem zobaczyć jeden, a konkretnie Ol49, polskiej produkcji zresztą. Kilka egzemplarzy pojechało kiedyś na eksport do... Korei Północnej. Pewnie jeżdżą tam do dziś jako regularne, nie jako weekendowa atrakcja :)
Parowóz z Wolsztyna do Poznania w zoomie
Praowóz Ol49 z Wolsztyna mknie przez poznański Dębiec
Zdjęcia średnio wyraźne, z telefonu i kompaktu, bo tylko to ze sobą wziąłem.

Ot, taki dzionek. A jutro ma być... tylko gorzej :/




  • DST 61.50km
  • Czas 02:19
  • VAVG 26.55km/h
  • VMAX 55.10km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 157m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wietrzny Jigsaw

Piątek, 12 marca 2021 · dodano: 12.03.2021 | Komentarze 6

Ostatnimi dniami poranne spojrzenie za okno przypomina grę w ruletkę. Czasem rosyjską :) Dzisiaj na szczęście obyło się bez ofiar.

Choć może nie do końca, bo zdarzył się jeden morderca. A przynajmniej kat. Wiatr, oczywiście. Oj, czego on dzisiaj ze mną nie robił... Sceny z kolejnych części "Piły" to przy tym pikuś, a mój Jigsaw tak samo okrutny i nieuchwytny.

Wiało z zachodu, a jak wiadomo oznacza to pod Poznaniem jazdę po polach. Skończyło się na tragicznej średniej, i tak w miarę wyciągniętej po nawrotce. Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

"Droga na WPN" znów w innym wydaniu - dzisiaj pochmurnym.
Dziś WPN w wersji pochmurnej
Ze zwierzakami skromnie - sarenki, jak zwykle w dziwnych pozach...
Sarenki jak zwykle w pozach swojskich :)
...oraz myszołów, przez chwilę nawet spokojny.
Myszołów zamyślony
Tak, przez chwilę :)
Odlatujący myszołów
Potem do pracy, Czarnuchem, ale za to z wiatrem :) Po drodze w końcu uwieczniłem kolejny odcinek walki religijnych zamordystów z softowymi wandalami. Tych drugich jak zwykle nie pochwalam, bo niszczenie do niczego nie prowadzi, ale argumentacji "martwa dziecka nie urodzę" nie da się odmówić logiki. Choć pewnie dla barbarzyńców typu Kaja Godek to ideał macierzyństwa.
Konfrontacja religijnych zamordystów z softowymi wandalami wciąż trwa




  • DST 51.40km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.05km/h
  • VMAX 52.50km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 133m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

PiŚ, czyli nagła masakra

Czwartek, 11 marca 2021 · dodano: 11.03.2021 | Komentarze 15

PiŚ, czyli... Piasek i Śnieg. Jednego dnia. Jeśli komuś się te słowa kojarzą z innym paskudztwem, to w sumie słusznie, ale dziś nie o tym :)

Ale od początku. Czyli od prognoz. Te, trzeba im przyznać, ostrzegały, że będzie padać. Lecz uwaga - deszcz. Miał przyjść jakoś z rana, ale ja, nauczony życiem, gdzieś w tyle głowy miałem ochotę sprawdzić. No i generalnie miałem rację - koło ósmej było suchutko, więc niewiele później ruszyłem pokręcić.

Początkowo było zadziwiająco dobrze. Skierowałem się na Dębinę, następnie przez most na Starołękę, Minikowo, Czapury, Babki, Kamionki i Borówiec, gdzie zacząłem szukać jakiejś alternatywy dla betonowych płyt spod znaku Zemst Adolfa. Wydawało mi się, że jakimiś osiedlowymi dróżkami ją znalazłem, ale finalnie wyjechałem na środku... Zemsty Adolfa. No nic, przynajmniej próbowałem :)

Poleciałem w kierunku Gądek i Robakowa, a tam zaczęło lekko prószyć. Przejdzie za chwilę, pomyślałem, bo przecież o śniegu mowy nie było. Taaa... Oto jak wyglądała droga w okolicach Głuszyny:
O, tak wesoło było. A ja na wąskich szosowych kołach
A ja szosą. Wesoło było. Na Dębinie jeszcze bardziej.
Idealne warunki na rower szosowy :)
Poznańska Dębina znów w śniegu
Zasyfiona śniegiem Warta
Choć nie wszędzie było aż tak źle.
Armagedon zaczął się rozkręcać i osiągnął granicę Poznania
Z zaproszenia na śmieszkę przy Starołęckiej nie skorzystałem :) O dziwo nikt tym razem nie zaklaksonił.
Z zaproszenia śmieszki na Starołęckiej nie skorzystałem :)
Teraz czas na tytułowy kontrast. Oto fotki ze z grubsza dwunastego kilometra, czyli kopalni w Daszewicach.
Lekko zmasakrowana tabliczka informująca o tym, że jest zakaz :)
Kopalnia może niewielka, ale jest, Daszewice
Kopalnia w Daszewicach
Tak, to ten sam wypad, różnica między piaskiem a śniegiem to około 40 minut. Marzec w pełni.

Z oczywistych względów fot przyrodniczych z trasy dziś brak. Więc żeby nie było smutno, dwie śmieszki spod domu. Miałem akurat podczas krótkiego spaceru z Kropą przy sobie kompakt, więc skorzystałem.
Parka śmieszek
Śmieszka z upiornym uśmieszkiem :)
A co jutro? Cholera wie. Prognozy masakrują, więc chomik całkiem możliwy :/




  • DST 62.30km
  • Czas 02:11
  • VAVG 28.53km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kajtek i mufloniaści przyjaciele

Środa, 10 marca 2021 · dodano: 10.03.2021 | Komentarze 14

Dzisiaj jeszcze słonecznie, od jutra pogoda ma się skopać, więc łapałem promieni ile się dało.

Wyjazd znów poranny, niewyspany i niedokawowany. Pomysłu na trasę nie miałem, bo każda prognoza pokazywała inny kierunek wiatru. Ruszyłem więc na zachód, na stałą pętelkę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Generalnie pogodynki się nie pomyliły, bo podmuchy były zmienne, lecz z jedną zasadą: zawsze mi w ryj.

Przygód, prócz oczywiście codziennych gazeciarzy, brak. 
Na polach koło WPN-u
Gdy się na chwilę zatrzymałem, żeby cyknąć fotę, nagle zaczęły uciekać sarny, których nie zauważyłem. Ujęcie więc zdeka dynamiczne :)
Wielka ucieczka
Ty, nie odwracaj się, on celuje w nas jakąś lunetą!
W Chomęcicach zaczął na mnie szczekać kundelek. Stanąłem więc, sądząc, iż uda mi się go pogłaskać, ale nic z tego, nie chciał mi zaufać. Za to zaczął wyć do księżyca. Czy tam słońca. Oto Kajtek (bo tak go z daleka wołano):
Wiejski Kajtek
Kajtek (tak go przynajmniej wołano) wyje do księżyca. Albo słońca
Po raz pierwszy w tym roku widziałem kanię rudą. Ledwo, bo latała bardzo wysoko na niebie.
Kania ruda wysoko na niebie
No i dzisiejsza niespodzianka. W Lisówkach przyuważyłem pod lasem kilka małych kropek. Tak małych, że zastanawiałem się co w ogóle widzę. Aparat poszedł w ruch, zoom maksymalny i oczom mym ukazały się leniwe, odpoczywające dzikie muflony, o których już kiedyś wspominałem :)
Dzikie muflony odpoczywające na skraju lasu
Cztery samice i jeden samiec, tyle mogłem stwierdzić. Nawet największe połączenie dało mizerny efekt.
Muflony w największym możliwym zoomie, więc jakość tragiczna
Ale przynajmniej mam dowód, że wciąż tu są. Górskie kozice pod Poznaniem, które w ubiegłym roku udało mi się nawet przyłapać na filmiku :)

Tyle atrakcji na dziś. Jeszcze dojazd rowerem do pracy, a od jutra, tak jak wspomniałem, deszcz i wiatr, co może oznaczać wszystko, nawet łącznie z przerwą :/




  • DST 61.70km
  • Czas 02:12
  • VAVG 28.05km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 175m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wycinkowo i odcinkowo

Wtorek, 9 marca 2021 · dodano: 09.03.2021 | Komentarze 15

Powrót do dziennoroboczej codzienności. Poranne wstawanie, rower, śniadanie i do pracy. Z czego nawet dwa środkowe elementy sobie cenię :)

Wyjazd po ustaniu przymrozków. Drogi na szczęście całkiem przejezdne, można było znów ruszyć szosą. Słońce pięknie świeciło, ptaszki śpiewały, tylko ten wiatr... Już sporo słabszy niż ostatnio, ale za to zimny i z każdej strony wiejący w pysk. Nie wiem w sumie co gorsze - taki masakrujący przez większość drogi, ale czasem pomagający, czy taki dzisiejszy snuj, upierdliwy po nawrotce bardziej niż na odcinku z podmuchami w ryj.

Trasa w tę i z powrotem: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice i nawrotka.

Port w Radzewicach w połowie zalany, całkiem malowniczo. No i generalnie ładnie tam dziś było.
W Porcie Radzewice
Przy ulubionej ławkołódeczce, Radzewice
Warta solidnie wylała w rzecznym porcie, Radzewice
Gdzieś wysoko nad głową świergoliły mi szpaki. Taką oto niewyraźną scenkę rodzajową udało mi się uchwycić: migdaląca się parka plus jeden na fochu :)
Dwa szpaki zakochane, jeden naburmuszony :)
Kawałek dalej na płocie przysiadł trznadel.
Trznadel na płocie
Śpiewający trznadel
No i najważniejsze: portowy kotek, którego dawno tu nie widziałem, jednak się odnalazł. Ale tak słodko drzemał w słońcu, że nie miałem sumienia go aktywizować :)
Śpiący strażnik portu w Radzewicach
Wpadła jeszcze zaskoczona para sarenek.
Zdziwiona para sarenek
Wystarczyło, że nie było mnie w okolicach rządzonych przez Nadleśnictwo Babki ze dwa tygodnie i znów nie poznaję moich terenów... Tam, gdzie na odcinku Wiórek - Sasinowo można było skryć się za drzewami przed wiatrem w gęstym lesie, pustynia się powiększa. Masakra jedna wielka po raz kolejny... Cóż, będzie piniądz na pińcet plus dla dzieci Kulczyków.
Świeżutkie dzieło Nadleśnictwa Babki :/
Tu był las aż po horyzont...
Dobrze, że chociaż na mojej Dębinie rządzi Poznań, a nie bezpośrednio rzeźnicy z Babek i ten poranny klimat jeszcze jest zachowany...
Poranek na Dębinie, Poznań
Resztki mrożonki na stawie, Las Dębiński, Poznań
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 52.10km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.42km/h
  • VMAX 54.00km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 206m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Plażowanie

Poniedziałek, 8 marca 2021 · dodano: 08.03.2021 | Komentarze 13

Nad ranem za oknem zobaczyłem śnieg. No nie tęskniłem :)

Na szczęście miałem ostatni na długi okres dzionek wolny, więc odespałem i ruszyłem na rower gdy drogi były już całkiem przejezdne. W sumie problemem był bardziej piasek, bo na zjeździe z DDR-ki na Koszalińskiej wpadłem w mały ślizg, na szczęście intuicyjnie opanowany. Wiało wciąż upierdliwie, ale zdecydowanie słabiej niż wczoraj.

Trasa północno-zachodnia, bardzo miejska: Dębiec - Górczyn - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Kobylniki - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań.

Spędziłem chwilę nad moim ulubionym (z tych poznańskich) Jeziorze Strzeszyńskim.
Prawie nie widac, że są zaledwie trzy stopne, Jezioro Lusowskie
Na pomoście, Jeziro Lusowskie
W okolicy zamontowano siłownię zewnętrzną z rowerkiem stacjonarnym. Sprawdziłem: obciążenie ma zerowe :)
Obalone drzewo i trenażer z obciążeniem zero, Jezioro Lusowskie
Koło sauny powstaje "centrum morsów". Brakuje jeszcze tylko kawiarni z sojowym latte oraz sprzedaży biletów na Zanzibar :)Brakuje jeszcze tylko kawiarni z sojowym latte oraz sprzedaży biletów na Zanzibar :)
Tropikalna plaża ze śniegiem na daszkach mówi jedno - mamy marzec.
Tropikalna plaża ze śniegiem na daszkach :), Jezioro Lusowskie
Z ptactwa tylko kaczki, w tym jedna czernica.
Samiec kaczki czernicy
Dalej na trasie zaledwie jedno stadko saren. Kiszka :)
Jak zwykle kilka sarenek na trasie
A po południu miły obowiązek, czyli dłuższe wybieganie Kropy. Ruszyłem do WPN-u i pokręciłem się na odcinku Łęczyca - Luboń (tak, ten o dziwo też ma swoją ładniejszą twarz, dokładnie tam, gdzie nie widać samego Lubonia). Pies w swoim żywiole :)
Witamy w WPN :)
Mały piesek i wielka wycinka :/, WPN
Większego kijka aktualnie nie było :)
Między drzewani Wielkopolskiego Parku Narodowego
Na jednej z wielu ścieżek WPN-u
Wzdłuż promyczka :)
Kaczka drapaczka
Zakole Warty na wysokości Lubonia
A od jutra kierat w robocie i poranne przymrozki. Jak ja się cieszę :/

Aha, przejeżdżałem przez Plewiska, a tam dziś złapano wilka, który kręcił się od wczoraj nawet po Poznaniu. Na szczęście dzięki poznańskiemu ZOO udało się go uśpić i zawieźć do tej placówki, a nie odstrzelić. Podobno ten akurat drapieżnik wychowany przez człowieka, bo w ogóle nie bał się ludzi oraz oczywiście nie był wobec nich agresywny, a wręcz przerażony.




  • DST 51.70km
  • Czas 01:57
  • VAVG 26.51km/h
  • VMAX 52.60km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 132m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zawiany do kwadratu

Niedziela, 7 marca 2021 · dodano: 07.03.2021 | Komentarze 18

Każdy, kto miał wątpliwą przyjemność ruszyć dziś rowerem, szczególnie poza teren zabudowany, zapewne wie, że wyjątkowo zamiast wyrażenia "sport to zdrowie" można śmiało napisać, że "sport to rzeźnia'. Winnym oczywiście wiatr, który pozwalał sobie dzisiaj na zdecydowanie zbyt dużo (porywy do około 60 km/h).

Do tego wiał z zachodu, a oznaczało to jedno: walkę z podmuchami prawie wyłącznie w polu. Więc niemal dosłownie poległem, bo takie średnie nie powinny się zdarzać. Choć w sumie nie mam do siebie pretensji - lepiej się raczej nie dało. Były bowiem momenty, gdy zwiewało mnie z drogi (szczególnie gdy trzymałem kierę jedną ręką), a i bywały zawrotne prędkości poniżej 20 km/h. Nawet ze zdziwieniem odnotowałem, że dogonił mnie człowiek na MTB. Ale spokojnie, takim na sterydach, czyli elektrykiem. Szkoda, że skręcił po kilkuset metrach, bo fajnie się za takim leciało :)

Trasa: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Między drzewami w okolicy Lisówek
Z życia polskich poboczy: jakby ktoś potrzebował słuchawki do prysznica, to... :)
Z polskich poboczy, czyli gdyby ktoś potrzebował słuchawkę, to... :)
Z ptactwem dziś skromnie. Jeden żuraw...
Samotny żuraw
...stadko szpaków, w tym jeden patrzący na mnie dziko z ukosa...
Stadko dziobiących szpaków
Szpak zerkający z ukosa
...oraz kwiczoł.
Zaniepokojony kwiczoł
Kwiczoł stoi na baczność
Jakiś dziwny ptaki mi za to latał nad głową w Dopiewie :)
Jakiś dziwny gatunek ptaka :)
A na osiedlu pojawił się Covidobus, czy jak tam to się nazywa. Pierwszy raz widziałem, że taki podjeżdża.
Covidobus?
Po południu wpadli do nas dobrzy znajomi, a że z psami, to oczywiście zrobiliśmy sobie spory, bo ponad siedmiokilometrowy spacer po Dębinie. Psiaki już się kiedyś u mnie na BS-ie pojawiły, więc tylko przypomnę, że Kropa ma swoje męskie alter ego - Pioruna. Ciężko je razem uchwycić w ruchu, więc tylko jedno niewyraźne zdjęcie podczas rywalizacji o kijek...
Rywalizacja o kijek. Nie do uchwycenia w przyzwoitej jakości
...i dwa statyczne, buziakowo-lustrzane :)
Akbi buzi, albo spojrzenie w lustro :)
Kropa i Piorun - wbrew pozorom zero wspólnych genów :)




  • DST 52.50km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.63km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Okazyjnie

Sobota, 6 marca 2021 · dodano: 06.03.2021 | Komentarze 14

Kolejny wolny, czyli zalatany dzień. I to mimo soboty.

Wyjazd rowerowy nastąpił przed jedenastą, gdy było słonecznie, ale wciąż chłodno. No i w dalszym ciągu wietrznie, chyba nawet bardziej niż wczoraj. Oj, dostałem po tyłku na polach, bo podmuchy swym zimnem robiły ze mną co chciały. Dobrze, że chociaż przez kilka kilometrów miałem je w plecy i wstyd za średnią jest taki sobie :)

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Moje ulubione miejsce wyglądało dziś prawie jak latem. Przynajmniej na zdjęciu, bo w realu było jak w zimie :)
Słoneczny, lecz wietrzny widok na WPN
Niedaleko wylegiwały się leniwe sarenki...
Leniwe stado saren
...a dalej na trasie towarzyszył mi myszołów.
Tym razem prezentacja skrzydeł :)
Myszołów prezentuje brzuch
Jazda była dziś jedynie mało ważnym elementem dnia. Bowiem musiałem skoordynować kilka akcji, gdyż Żona obchodziła urodziny. Między innymi odebrałem zamówiony tort, tu w wersji lekko ocenzurowanej :)
Lekko ocenzurowany tort urodzinowy dla żony :)
Podobał się :) A że wciąż mamy pandemię, to odpuściliśmy sobie jakieś większe celebrowanie i organizowanie imprezy, w zamian wpadł długi spacer na Dębinie. Ludzi sporo, ale spodziewałem się większych tłumów (wspominany wczoraj Śnieżycowy Jar widocznie wygrał, uff), poza tym trzeba wiedzieć, gdzie pójść odpocząć od człowieczeństwa.
Łąka na poznańskiej Dębinie
Na Warcie gościły nurogęsi. Niestety bardzo daleko, więc jedynie średnie fotki tych pseudokormoranów z zacięciem do punka :)
Płynące po Warcie nurogęsi
Niewyraźne, ale wyraźnie punkowe wydanie nurogęsi :)
Pan nurogęś wygląda jakby miał wodogłowie :)