Jako że mamy dość wyjątkowy poniedziałek, mała wstawka polityczna na
początek. Jesteśmy po wyborach, które były, ale ich nie było, a
Państwowa Komisja Wyborcza stwierdziła, że formalny powód to brak
kandydatów, mimo że było ich dziesięciu, a do tego kilka dni temu
spotkali się oni w komplecie w studiu telewizji rządowej na debacie.
Minister, który obiecywał, że jeśli wybory korespondencyjne się 10
maja nie odbędą poda się do dymisji, aktualnie nie widzi powodów, żeby
to robić. Przecież nic się nie stało – winna jest opozycja. O czymś
zapomniałem? Aha, o tym, że jeśli mieliśmy do tej pory państwo w
ruinie, to aktualnie w ogóle go nie ma. Co najlepsze, w wyniku działań
władzy wybranej legalnie, a niecały rok temu jeszcze otrzymującej
potwierdzenie, że jej się to należy. Jak zwykle podsumowanie w takiej
sytuacji może być tylko jedno: jakie społeczeństwo, taki rząd. Jako
całość na więcej widocznie nie zasługujemy.
A teraz do sedna, czyli rowerowania. Dziś wyjechałem ciut wcześniej niż
zazwyczaj, bo straszono opadami. Nie pomylono się – ostatnie 18
kilometrów kręciłem w mniejszym lub większym deszczu, jednak na
szczęście nie była to jakaś wielka ulewa. Ot, kilka kropel, później
coraz szybciej się mnożących. Trochę wiało, za to temperatura była
całkiem sympatyczna, rekompensująca mi miejskie niedogodności.
Trasa to jeden z północno-zachodnich klasyków: Dębiec – Górecka –
Grunwald – Jeżyce – Golęcin – Strzeszyn – Psarskie – Kiekrz –
Rogierówko – Kobylniki – Sady – Swadzim – Batorowo – Lusowo –
Zakrzewo – Plewiska – Poznań. TUTAJ Relive, dziś udane.
Zdjęcia z roweru tylko symbolicznie.
Ale jako uzupełnienie sporo fotek z wczorajszego wypadu. Byliśmy
wstępnie ugadani z dobrymi znajomymi na WPN, ale gdy zobaczyłem, ile
ludzi tam się kręciło (niedziela), a nie chcąc iść do pierdla za
próbę masowego mordu, wymyśliłem Rezerwat Krajkowo, który ma tę
przewagę, że jest bardzo, ale bardzo mało znany. Czyli cudowny kierunek
:) Finalnie wyszedł fajny spacer, na miejscu widzieliśmy mniej niż
dziesięć osób, do tego wiedzące, po co są w lesie. A psy (sztuk trzy,
w tym męski odpowiednik Kropy) zachwycone. Najbardziej ze znalezionego
błocka. My mniej :) Wody niestety mało, ale klimacik wciąż jest. No i na koniec zwierzaki. Wiem, wiem, zaspamowałem sam sobie bloga :)
Komentarze (15)
Aldo Dudson. Albo Don Dudalesko. Albo... nie wiem, nie znam się :)
Huann - no w sumie tak, pytanie tylko kto tu jest panem Sznukiem :) Oj, wybiegane i zadowolone bestie były :)
Lapec - DJ Duduś? :) Klimacik zbliżony do Radzewic, tylko jeszcze bardziej dziki - po drugiej stronie Warty. Kropa akurat lubi prysznic, dziwny z niej pies :)
Ekarol - polecam, tylko warto zabrać ze sobą opony ze sporym bieżnikiem - i najlepiej wiaderko do piasku :) Jakiś czas temu filmik zrobiłem z tej trasy:
Huann - no w sumie tak, pytanie tylko kto tu jest panem Sznukiem :) Oj, wybiegane i zadowolone bestie były :)
Lapec - DJ Duduś? :) Klimacik zbliżony do Radzewic, tylko jeszcze bardziej dziki - po drugiej stronie Warty. Kropa akurat lubi prysznic, dziwny z niej pies :)
Ekarol - polecam, tylko warto zabrać ze sobą opony ze sporym bieżnikiem - i najlepiej wiaderko do piasku :) Jakiś czas temu filmik zrobiłem z tej trasy:
Eeee tam, nie istnieje od razu. El Prezidente nagra płytę i za wszystko zapłaci :). Ja tam mu kibicuje - a jak będzie sławny, to z rozdawaniem autografów nie będzie miał najmniejszego problemu ;].
Ładny bajzel (drzewny) w tym rezerwacie - klimat mocno daje radę!!
BTW: Pies uwalony, pies szczęśliwy :D Ino później "szkoda" tych smutnych oczu jak trzeba pod prysznic wejść, a nie od razu wskoczyć na łóżko :D
Gucio - miło mi :) A Krajkowo zdecydowanie polecam - cisza, spokój, nad ranem masa ptactwa. Czego więcej chcieć? :)
Eliza - próbowaliśmy ją (bo to ona) doprowadzić do porządku w Warcie, ale średnio pomogło. W domu podobno długie skrobanie w wannie dało dopiero efekty :) Z Kropą było łatwiej, bo niskopodwoziowa jest, w trawce to co najgorsze zeszło :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"