Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239628.65 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 53.30km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.05km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura -1.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Znów jeden dzień wiosny

Piątek, 29 stycznia 2021 · dodano: 29.01.2021 | Komentarze 8

Tak jak w tytule - pogoda nie może się zdecydować. Wczoraj atak zimy, dziś jeden dzień wiosny, na jutro znów zapowiadany jest śnieg, co w połączeniu z moim dniem roboczym oznacza, że zapewne nie uda mi się pojeździć.

Wolny dzionek, więc mogłem wyruszyć dopiero koło jedenastej, gdy na termometrze widniało astronomicznie upalne minus jeden Ale człowiek się zahartował i nawet specjalnie to nie przeszkadzało.

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

O taka wiosna była:
Znów jeden dzień wiosny się zdarzył
Po drodze napotkałem "znajomego" myszołowa włochatego:
Kolejne spotkanie z myszołowem włochatym
A poza tym przygód brak. Cieszyłem się, że dane mi było pojeździć szosą.

Po południu wybrałem się z Kropą na Dębinę i nad Wartę...
Szaleństwo nad Wartą
...gdzie trafił mi się rzadki w Wielkopolsce widok - stadko nurogęsi. Takie kaczki zmiksowane z kormoranami :)
Parka nurogęsi
Nurogęś - rzadko spotykana w Wielkopolsce
Krzywe spojrzenie nurogęsi :)
Spoko dzionek. Niestety, tak jak już napisałem, weekend zapowiada się masakryczny - nie tylko pogodowo, ale i z powodu bytności w pracy :/




Chomik 2021, odcinek pierwszy

Czwartek, 28 stycznia 2021 · dodano: 28.01.2021 | Komentarze 10

No niestety. Dzisiaj pogoda mnie pokonała :/ W tamtym roku pierwszego chomika na stacjonarnym zaliczyłem dopiero w grudniu, w tym poszło zdecydowanie szybciej.

Gdy rano spojrzałem za okno, zobaczyłem biały świat. Znienawidzony przeze mnie. Miałem jeszcze ciutkę nadziei, że przyjdą szybko jakieś roztopy, ale nic z tego - wręcz przeciwnie, zaczęło sypać jeszcze bardziej. Osiedlowe ulice były istną ślizgawicą, główne w lepszym stanie, ale i tak przypominały jakiś miks błota, śniegu i wodnych strumieni. Ja pas.

Na chomika dałem sobie czas później, najpierw poszedłem na spacer. Dębina w śniegu jest widokiem rzadkim, choć ostatnio zbyt częstym, więc przynajmniej "pokorzystałem", bo udało mi się uwiecznić z dość bliska samicę dzięcioła dużego.
Samica dzięcioła dużego
Miała pewien problem, jak się zabrać za kolbę z żarciem, ale akurat dla tej głowy to nic trudnego :)
Jak się za to zabrać?
Główka pracuje :)
Wpadła jeszcze niewyraźna zięba-palaczka, z ptasim petem w dziobie...
Niewyraźna zięba, z ptasim petem w dziobie :)
...oraz nad wyraz zaokrąglona modraszka :)
Modraszka próbuje też być okrągła :)
Sama Dębina głównie w barwach szarości.
Zamarznięty staw na Dębinie, Poznań
Obalone drzewo, Dębina
Zamarznięte uroczysko, Dębina
Jeden ze schronów na Dębinie pod śniegiem
Cóż, najbardziej zadowolona za spacerowego bonusa była Kropa...
Większego dziś nie było :)
...tym bardziej, że znów nawiązała nowe znajomości.Zapoznanko :)
Potem sam cholerny chomik:

- dystans: 32 kilometry;
- czas: 1 godzina i 16 sekund, czyli prawie 32 km/h. Na stacjonarnym to nie sztuka.

Oczywiście gdy już nie miałem czasu na kręcenie, się rozpogodziło :/ Poczłapałem do pracy, tym samym robiąc dzisiaj łącznie lekko ponad 10 kilometrów piechotą, przy okazji uwieczniając nową siedzibę Allegro, wciąż w budowie:
Nowa główna siedziba Allegro wciąż się buduje, Poznań
No i od polityki po wczorajszym ogłoszeniu prawicowej rzezi mentalnej nie ucieknę. Miałem jeszcze złudzenie, że może nieśmieszny cyrk trwający od października nauczy kogoś, że narzucanie swoich wartości na siłę, zgodnie tylko ze swoim światopoglądem, jest chore. No ale niestety, staliśmy się już oficjalnie Klechistanem, zapyziałym grajdołkiem na wschodzie Europy. Chyba zawsze nim byliśmy, bo przecież barbarzyńcy u władzy sami się nie wybrali. Więcej, utrzymali władzę po czterech latach destrukcji. Reakcja z ulicy Półwiejskiej:
Głos ulicy. A w sumie to knajpy, Poznań




  • DST 61.50km
  • Czas 02:16
  • VAVG 27.13km/h
  • VMAX 52.60km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 130m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Postępowo

Środa, 27 stycznia 2021 · dodano: 27.01.2021 | Komentarze 9

Jest postęp. Udało mi się dzisiaj wstać jakieś dwadzieścia minut wcześniej niż wczoraj :)

Poza tym niewiele różnic. Na szczęście wciąż bez opadów (te zapowiadane są na jutro :/), ale chłodno i wciąż dominował przejmująco zimny wiatr, który demotywuje bardziej niż najbardziej srogi mróz sam w sobie. Brr.

Trasa: Poznań - Komorniki - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Reszta to dojazd do pracy.

Jedyną rzeczą wartą podziwiania w tej szarości była walka chmur ze słońcem.
Walka chmur ze słońcem
Natrafiłem na jakąś sporą sarnią imprezę. Bez maseczek i zachowania dystansu. Hmm :)
Jakaś grubsza sarnia impreza :)
Do tego trafił się nieproszony gość (z Sanepidu?), czyli pikujący myszołów.
Myszołów pikujący wśród saren
Potem go zresztą jeszcze lekko udramatyzowałem :)
Lekko udramatyzowany myszołów
Wpadła również jedna samotna czapla.
Samotna czapla na polu
A ja ciągle czekam na remont odcinka Konarzewo - Trzcielin, bo aktualnie wciąż wygląda on jak symbol Polski w ruinie. 
Trasa na Trzcielin, czyli generalnie Polska w ruinie :)
Na koniec natomiast dalszy ciąg "mojej" historii o uratowanym koziołku sarny (na blogu TU, na epoznan.pl TU). Zastanawiałem się, czy przeżył całą akcję, bo był bardzo wyziębiony i osłabiony. Jak się okazało - owszem! Dowód o TUTAJ - zmotywowały go do szybkiej regeneracji... dziki, te widziane kilka razy w moich wpisach, co nagrał kolejny przechodzień po Dębinie. Przestraszyły, dodały adrenaliny i odpuściły. Mówiłem, że to swojskie zwierzaki :)




  • DST 61.30km
  • Czas 02:16
  • VAVG 27.04km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 165m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szukając barw

Wtorek, 26 stycznia 2021 · dodano: 26.01.2021 | Komentarze 13

Z wstawaniem było dzisiaj wcale nie lepiej niż wczoraj. Zimą łózko ma o wiele więcej mocy niż wiosną czy latem, zdecydowanie :)

Jak już się zwlokłem, stanąłem przed dylematem: który rower wybrać. Grubymi oponami już rzyg... wymiotuję, na szosę pogoda niepewna... No dobra, argumenty za tą drugą są mocniejsze :)

Tak też zrobiłem. Chyba jednak nie przekonałem wyborem reszty elementów, bo zegarek nie chciał długo łapać GPS-a (ma tak raz na trzy-cztery miechy), przez co pierwsze kilometry jechałem z prędkością 0 km/h (potem co prawda sprzęt próbował nadrabiać, ale i tak zaniżył sporo średnią, zresztą samą w sobie tragiczną). A gdzieś na dziesiątym kilometrze dopadł mnie śnieg i towarzyszył do dwudziestego któregoś. Taaa... :)

Jadąc nad wyraz ostrożnie wykonałem zachodni klasyk: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Poznań.

Było wolno, wietrznie (wrócił mega mocny podmuch, niestety), smętnie, nudno. Kolorytu musiałem szukać trochę na siłę, zatrzymałem się więc, żeby sfotografować szynobus Kolei Wielkopolskich pędzący w kierunku Wolsztyna. Linia jest niezelektryfikowana, odbudowana jakiś czas temu, bardzo malownicza. A nasypy wciąż budzą emocje: spadnie pociąg przy jakimś mocniejszym wietrze czy nie spadnie? :)
Nasyp kolejowy w Wirach wciąż testowany przez szynobusy
Szynobus podążający w kierunku Wolsztyna
A generalnie było o tak. Błeee.
Smętne zdjęcie ze smętną pogodą
Tam z tyłu jedna sarenka szukała pcheł :)
Łapanie pcheł :)
Na pola znów wyszły żurawie...
Żurawie na pierwszym, sarny we mgle na drugim planie
...a pewien cwany myszołów sądził, że go nie widzę.
Cwaniak myszołów myśli, że go nie widzę
Ale nie ze mną te numery :) Zresztą obrodziło dzisiaj w te piękne ptaki.
Myszołów włochaty patroluje okolice lasu
Myszołów wietrzy skrzydła
Podejście do hamowania :)
Wiało :)
Wiało :)
Dokręciłem do domu, zmiana roweru i do pracy.




  • DST 62.60km
  • Czas 02:27
  • VAVG 25.55km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 110m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zaspane sapanie niezasypane :)

Poniedziałek, 25 stycznia 2021 · dodano: 25.01.2021 | Komentarze 11

Dzisiejsze wstawanie należało do tych najbardziej klasycznych: drzemka przechodziła w drzemkę, która przechodziła w drzemkę, która przechodziła w drzemkę, która... I tak by pewnie trwało w nieskończoność, ale odezwał się głos rozsądku i udało się w końcu jakoś zwlec. Heroiczny to wyczyn.

Oczywiście przez to nie miałem już czasu na marudzenie, bo czas dotarcia do pracy się skurczył. Przeszła mi nawet przez łeb myśl o tym, żeby pojechać szosą, ale w porę się w ów łeb puknąłem i wybrałem Czarnucha. Dobrze zrobiłem, bowiem prócz śliskich momentami dróg (te emocje na rondach!) zdarzyły się jeszcze jakieś nieśmiałe opady deszczu ze śniegiem.

Trasa zachodnia, z lekko północnym odchyłem: Poznań - Plewiska - serwiswóki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Wciąż zima
Kultowe miejsce w Fiałkowie od jakiegoś czasu cieszy oko prawie złożonym samolotem. Tylko śmigła brakuje.
Tylko śmigła jeszcze nie dołączono, Fiałkowo
Udało mi się uwiecznić grę w wyprzedzanie rowerzysty na levelu Polak.
Wyprzedzanie rowerzysty, LEVEL Polak
Niestety, brak cech charakterystycznych, dzięki którym mógłbym wykonać jakąś akcję porównywalną z Nikosiem. Szkoda.

No i jeszcze się stadko sarenek trafiło przy A2. Całkiem spore...
Spore stado saren przy A2
...i do tego ciekawskie.
Ciekawski dwugłów :)
Czworonożna ochrona punktu poboru opłat na A2 :)
Dystans zwiera dojazd do pracy.




  • DST 32.50km
  • Czas 01:14
  • VAVG 26.35km/h
  • VMAX 44.40km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 92m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut wy(sz)czekany

Niedziela, 24 stycznia 2021 · dodano: 24.01.2021 | Komentarze 7

Wszystko niestety wróciło do "normy". W piątek wiosna, wczoraj jesień, dzisiaj znów zima. Lata nie odnotowano, na szczęście :)

Od rana padał paskudny miks śniegu z deszczem. Nawet szans, a i chęci specjalnych, nie było na wyjście na rower. Postanowiłem odczekać i liczyć na to, że po południu wypogodzi się choć na chwilę. Nie trzeba być detektywem, żeby się domyślić, iż tak się stało, skoro jakiś tam dystans się pojawił w tym wpisie :)

O tym na końcu. Najpierw bowiem, żeby nie marnować czasu, poszedłem na spacer z psem. Gdyby tylko lało, za nic by się nie dał wyciągnąć, ale skoro jest śnieg, to inna bajka. Dębina jak zwykle malownicza...
Lekko zmrożona Dębina, Poznań
...Kropa poznała kilku kumpli...
Ministerstwo dziwnych min
...bogatki wiedziały, że świat stanął na głowie...
Tak, świat stanął na głowie
...a napotkany kos zrobił sobie śniegowy makijaż.
Kos w śnieżnej maseczce
Jednak atrakcją dnia były ponownie dziki. Ta sama parka, coraz bardziej wyluzowana, niegroźna, choć na psy patrząca wciąż z ukosa. Ale wystarczy spojrzeć na nie stanowczo i wracają na swoje dróżki. Chyba w sumie już się polubiliśmy :)
Państwo Dzikowscy :)
Z pewną taką nieśmiałością... :)
Podczas joggingu :)
Wspomniana chwila przerwy od opadów wypadła między czternastą a piętnastą. Oczywiście ją wykorzystałem, robiąc gluta na trasie z Poznania przez Plewiska, Skórzewo, serwisówki i znów Plewiska do domu. Nie było źle, choć gdzieś przez połowę drogi znów towarzyszyło mi to białe gówno. Ale że drogi przejezdne i wiatr znikomy, to było mokro, lecz nawet miło.
Najlepsze do jazdy warunki dzisiejszego dnia na obrazku




  • DST 31.10km
  • Czas 01:13
  • VAVG 25.56km/h
  • VMAX 41.20km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 94m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut trocinny

Sobota, 23 stycznia 2021 · dodano: 23.01.2021 | Komentarze 7

Niestety, zgodnie z zapowiedziami wiosna odeszła szybciej niż przyszła. Aktualnie panująca pora roku w Poznaniu to jesień, taka późna, z okolic listopada.

Po wczorajszym słońcu nie ma już śladu, za to rządzi deszcz i zimno. A ja chcąc nie chcąc (stawiając na to drugie) musiałem pojawić się w robocie, więc miałem do wyboru albo odpuścić dziś rower, albo wykonać chociaż gluta, licząc na to, że nie utonę. Wybrałem to ostatnie :)

Moją decyzję wzmocnił fakt, że opady co jakiś czas ustawały, dając złudną nadzieję, iż stanie się w końcu tak na stałe. Oczywiście na nadziejach się skończyło.

Trasą wykonałem w tę i z powrotem, przez miasto, bo wiało w północnego wschodu: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Baraniaka - Dymka - Kobylepole - Borówki - Zalasewo, gdzie nastąpiła nawrotka.

Dawno nie byłem w okolicach Zalasewa od tej strony, ale jedno jest niezmienne - Polska wciąż jest w trocinie :/
Polska w trocinie
A poza tym widoki klasyczne i nudne.
Warunki mocno średnie
Za zakredkiem :)
Między powrotem a wyjściem do pracy zdążyłem jeszcze nakarmić tak siebie, jak i pralkę :)

Kolejne dni do uroczych należeć również nie będą. No ale cóż, zima.

Aha, dzisiaj w końcu znalazłem chwilę czasu, żeby skrobnąć do portalu epoznan.pl i opisać sytuację z ratowaniem sarny sprzed tygodnia. Chciałem w ten sposób podziękować anonimowemu bohaterowi za to, co zrobił. Chyba się udało. Link do artykułu TUTAJ.




  • DST 62.30km
  • Czas 02:12
  • VAVG 28.32km/h
  • VMAX 52.10km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przeprosiny. Z wiosną również

Piątek, 22 stycznia 2021 · dodano: 22.01.2021 | Komentarze 18

Normalnie wiosna przyszła! Taka, że nawet mogłem dzisiaj - po raz pierwszy od ho, ho, ho, a może nawet dłużej - usadzić swój tyłek na wąskim szosowym siodełku. Oj, tęskniłem za tym, nie będę ukrywał :)

Skoro wiosna, to wiatr. Wrócił upierdliwiec-niesprawiedliwiec. Ale skoro otrzymałem coś w zamian, czyli kilka stopni na plusie oraz słońce, jestem jeszcze w stanie być dla niego w miare tolerancyjny. Pewnie szybko mi to przejdzie.

Wyjazd przed pracą, na lubianą bardzo pętelkę: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. A potem jeszcze odcinek do pracy.

Gdy tak sobie dzielnie kręciłem, na wysokości Mosiny zobaczyłem, że dzwoni jakiś nieznany mi numer. Odebrałem, a tu... pan prezes firmy, w której zatrudniony jest wspominany wczoraj Nikoś! Z podziękowaniami za informację o zachowaniu jego pracownika i z przeprosinami. Dodał jeszcze, że sam nienawidzi drogowego chamstwa, więc jest czuły na każdy taki sygnał i cała jego firma została pouczona na wszelki wypadek. Cóż, muszę przyznać - klasa. Tak więc brawo. A Nikoś? Podobno się tłumaczył, że tylko raz zaklaksonił, ale najwyraźniej - i całkiem słusznie - mu nie uwierzono. Ma nauczkę.

Fotki z dzisiaj zupełnie inne niż jeszcze ze dwa dni temu. Zielono, słonecznie... Inny świat. Szkoda, że istnieć będzie krótko, bo od jutra... opady deszczu, i to podobno niemałe.
Do tego lasu warto podjechać te 25 kilometrów w jedną stronę
W ulubionym lesie prześwitów
Walka wiosny z zimą
Udało się przyuważyć zamyśloną nad wyraz czaplę siwą...
Zamyślona czapla siwa
...oraz myszołowa włochatego. Najpierw zadowolonego z udanego polowania...
Schowany w trawie myszołów włochaty
...a potem uchwycić go w locie.
Myszołów włochaty w locie
Na koniec smutna informacja - odszedł dziś człowiek, który poniekąd mnie "wychował", bawiąc i ucząc: Papcio Chmiel, czyli Henryk Jerzy Chmielewski. Ojciec Tytusa, Romka i A'tomka, Nie dalej jak miesiąc temu kupiłem sobie jego autobiografię - "Żywot człowieka zmałpionego" - i zanim do niej usiadłem, nie ma już autora :/ I choć ostatnie "tytusy" to już nie bylo "to", to wydawało się, że będą one powstawać wiecznie. Wielka szkoda. A że wiem, iż co najmniej dwie osoby: kolega Huann oraz kolega Meteor (zapewne wraz z Lavinką i Kluską) też poczuły smutek, postanowiłem na szybko, na tablecie, skonstruować oficjalne pożegnanie na BS. Amatorsko i kanciasto, ale jest. 

Spoczywaj w pokoju na jednej z tych swoich Wysp Nonsensu (może takiej dla umarłych bezsensownie autorów komiksów?), Papciu!
Na szybko, na cześć zmarłego dziś Mistrza :(




  • DST 62.10km
  • Czas 02:24
  • VAVG 25.88km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 170m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bajeczka o Nikosiu

Czwartek, 21 stycznia 2021 · dodano: 21.01.2021 | Komentarze 20

W sumie nie bajeczka, a raczej nieśmieszna komedia lub może nawet horror. Jednak o tym później.

Najpierw o samym wyjeździe. Takim typowo przedpracowym, czyli połączonym z niewyspaniem i średnią ochotą na ciśnięcie. Wykonanym więc na ślimaczo, w czym oczywiście pomógł mi dobór sprzętu. Był nim znów Czarnuch, co okazało się wyborem trafnym - raz, że miejscami jeszcze wciąż na drogach syf w niektórych miejscach, a dwa - wjazd na polskie śmieszki to jedna wielka loteria.

Trasa - klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Czemu MTB było idealne? Bo wpadłem na głupi pomysł jazdy DDR-ką w Łęczycy. Proszę, taki oto smaczek na jej środku:
Polski standard DDR trzyma się mocno :)
Już nawet leśna droga w Puszczykowskich Górach wydawała się bardziej przejezdna :)
Zaśnieżony wjazd w Puszczykowskie Góry
A teraz do sedna. Jako że nowa, asfaltowa droga rowerowa z Dymaczewa do Witobla była w bardzo dobrym stanie, to bez oporu sobie nią pyknąłem te kilka kilometrów. W sumie nawet komfortowo - brawo dla zarządcy za ogarnięcie tematu. 
Za utrzymanie odcinka Dymaczewo Nowe - Witobel wielkie brawa
A w samym Witoblu, gdzie jak już kilka razy pisałem, nagle pojawia się kostka, do tego falująca śmieszka zjeżdża na lewą stronę, co nie jest połączone z zakazem jazdy rowerem, więc nawet nie muszę wiedzieć, iż takowa dalej istnieje, jak zwykle ten może kilometrowy odcinek pokonałem zwykłą drogą, karnie zjeżdżając pod sam koniec znów na DDR, gdy wyskakuje nakaz po prawej.

Ale dzisiaj, w samym środeczku tego etapu, nagle usłyszałem za sobą klakson. Nie taki krótki, pojedynczy, który bym po prostu olał, ale znany nam wszystkim sygnał, iż za kierownicą siedzi polski, klasyczny buraczany frustrat. Odczekałem jeszcze chwilę bez reakcji, a że łapa z klaksonu spaść nie chciała, to znanym na całym świecie gestem pozdrowiłem kierowcę. Ten zaczął trąbić jeszcze mocniej, a co gorsza najpierw wyprzedził mnie na gazetę, a potem zaczął hamować, prawie spychając na chodnik. Oczywiście wykorzystałem sytuację na zrobienie zdjęć w locie, mam więc delikwenta. Proszę Państwa, oto Nikoś. Z Nikosiem nie jest za dobrze. Nie bądźcie jak Nikoś.


Aż żałowałem, że się nie zatrzymał na chwilę, byśmy sobie porozmawiali :)

Zwierzaków dziś brak, był Nikoś. Jedynie myszołów włochaty gdzieś w oddali się trafił, bardzo niewyraźny.
Myszołów włochaty, ledwo uchwycony w oddali
Reszta dystansu to dojazd do pracy. Już bez przygód.




  • DST 61.60km
  • Czas 02:26
  • VAVG 25.32km/h
  • VMAX 41.60km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 165m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Cieplej!

Środa, 20 stycznia 2021 · dodano: 20.01.2021 | Komentarze 10

Spodziewałem się porannej masakry, a finalnie nie było tak źle. Do tego stopnia, że z pierwotnego gluta wyszedł nawet cały dystans, co sam przyjąłem z pewnym zdziwieniem :)

Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Czyli prawie kopia tego co wczoraj, tylko że wykonana dużo wcześniej, bo do roboty musiałem zdążyć. Ostatnie kilometry to właśnie droga do niej, ale już po ogarnięciu się w domu i zjedzeniu śniadania.

W końcu było lekko powyżej zera, co ucieszyło mnie wybitnie. Drogi w miarę przejezdne, przynajmniej te główne, na bocznych oczywiście zalegało jeszcze sporo błota pośniegowego, więc się tam nie zapuszczałem. Za to trafiłem na... South Park :) I od razu auto piękniejsze.
South Park! :)
A generalnie było o tak:
Chwila o poranku
W sumie nie wydarzyło się nic, niech więc ten wpis zamknie ten sam kowalik co wczoraj. Za to z jęzorem :)
Kowalik wywala jęzor