Info
Suma podjazdów to 791371 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec26 - 51
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 61.80km
- Czas 02:11
- VAVG 28.31km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 175m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nijakość
Czwartek, 25 marca 2021 · dodano: 25.03.2021 | Komentarze 18
Dzisiaj tylko w tę i z powrotem, bo dzień zalatany i czasu na kombinacje nie było.
Trasa południowo-wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice, gdzie jak zwykle nastąpiła nawrotka.
Pogoda dziwna - niby wiatr się uspokoił, ale ani przez sekundę pomóc nie chciał, niby słonecznie, a zalegała jakaś warstwa mgiełki albo smogu, która powodowała, że widoczność była taka sobie.
Nawet zwierzaki się gdzieś pochowały. A specjalnie, mając chrapkę na jakieś foty, jak zwykle zaparkowałem sobie w porcie w Radzewicach.

Tam jedynie bardzo wysoko na niebie latała sobie kania ruda, ale nie udało mi się wykonać żadnego dobrego zdjęcia. Złośliwa ustawiła się centralnie pod samym słońcem i nawet nie widziałem czy ją widzę :)

No i jeszcze obowiązkowe obrazki z wycinki. Szykują się gnoje na kolejne rzuty. Przy okazji znów zauważyłem, że walcząc z monokulturą, sadzą kolejne monokultury, kolejnych iglaków. Ma to sens.

No i jeszcze słówko o konferencji - póki co nie jest źle, bo nie zakazano nam oddychać. Można to wciąż robić, nawet w lasach. Jednak najbardziej mnie ujął nasz kochany jedyny na świcie premier, który wygrał z koronawirusem, zwracający się najpierw do opozycji, żeby nie toczyła walk politycznych, żeby po chwili jechać z nią równo podczas tego samego wystąpienia. Nie ma co, takich dyplomatów nam trzeba :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 61.50km
- Czas 02:05
- VAVG 29.52km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 158m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bezróżnicowo
Środa, 24 marca 2021 · dodano: 24.03.2021 | Komentarze 14
Czym się różnił dzisiejszy wypad przedpracowy od wczorajszego? Tylko jednym debilem, który w Rosnowie wjechał mi dostawczakiem pod koła. Dopiero moje głośne "motyla noga, co za prezydent RP!" go zatrzymała i w ostatniej chwili mnie przepuścił. Poza tym niczym. No dobra, słowa nie były dokładnie te, ale zadziałało :)
Różnicą był jeszcze środek transportu - T-rek(s), wciąż lekko poobijany, zamiast Czarnucha.
Trasa znów zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcoelin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Goluski - Plewiska - Poznań.
Skromnie ze zwierzakami. Zresztą wszechobecna szarość nie zachęcała i nie motywowała do specjalnego rozglądania się. Udało się wypatrzyć jedynie jednego samotnego żurawia.

No a tak brzydko było:
A rano podczas wyprowadzania psa udało mi się jeszcze znaleźć Kropie bratnią duszę :) Kawka wyszła niewyraźnie, ale uchwycić się jakoś dała.
Jutro mają być ogłoszone nowe obostrzenia. Najważniejsze już wiadomo - kościoły pozostaną otwarte. A reszta? Kto by się tym przejmował...
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 61.50km
- Czas 02:25
- VAVG 25.45km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 130m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ambonalnie
Wtorek, 23 marca 2021 · dodano: 23.03.2021 | Komentarze 9
Ranek przywitał mnie opadami. Wiosna, znaczy się, odsłona kolejna.
Na szczęście nie był to jakiś upierdliwy deszcz, a zaledwie mżawka zamienna z kapuśniaczkiem. Do ogarnięcia. Ale oczywiście na Czarnuchu.
Ruszyłem przed dziewiątą, wykonując jedną z klasycznych pętelek: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewo - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Prócz tego, że wiało mocno, nic nowego nie napiszę. Czyli w sumie nic nowego nie napiszę :) No więc fotki. Skromnie dziś było nawet ze zwierzakami, łącznie z sarenkami, których widziałem łącznie sztuk zero. Za to wypatrzyłem kruka na ambonie. Prawie jak człowiek wyglądał, też padlinożerca :)
Przy autostradzie trafił się myszołów. Cwaniak żeruje i czeka, aż coś wpadnie pod koła, dzięki czemu ma obiad gratis, bez wkładu własnego. Nie ruszają go nawet mknące tiry :)
Ładnie mi się zaprezentował z każdej strony. Zasada jest jedna: jeśli patrzysz na tył myszołowa, on i tak to widzi :)


Trafił się jakiś dluuugi sznur, tylko nawet nie wiem czego.
Jeszcze sympatyczny kanałek w Trzcielinie. 
No i na koniec kolejny odcinek walki na ideologicznym froncie. Znów w punkt, tylko ta literówka ("e" zamiast "ę")...
Reszta to dojazd do pracy.
- DST 63.10km
- Czas 02:13
- VAVG 28.47km/h
- VMAX 53.30km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 181m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Orzeł z Dębca
Poniedziałek, 22 marca 2021 · dodano: 22.03.2021 | Komentarze 17
Latał kiedyś orzeł z Wisły, dzisiaj ja osobiście poszedłem w jego ślady, dzięki czemu sam sobie nadałem tytuł orła z Dębca. Ale po kolei.
Na rower ruszyłem koło dziewiątej rano, gdy nocny przymrozek znikał, a pojawiała się normalna temperatura. Drogi jednak były czarne, więc bez obaw wybrałem szosę.
Początkowo wszystko szło nawet zgrabnie. Wiało solidnie z północy, więc ruszyłem przez Poznań, z Dębca przez Górecką, Grunwald, Jeżyce i Golęcin, o dziwo nawet kilka razy trafiając na zielone światła. W ten sposób dotarłem do Koszalińskiej, i wjechałem na tamtejszą DDR-kę, asfaltową i na tyle szeroką, że nie mam oporów moralnych, żeby z niej korzystać.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jej styk z Biskupińską. Przy prędkości na moim liczniku lekko ponad 30 km/h nagle ziemia postanowiła zmienić ustawienie wobec moich kół, czy jakoś tak. W nanosekundę, jaka pozostała mi do decyzji, co robić, postanowiłem wybrać upadek na prawy bok i jako tako bezpieczne lądowanie na zwiniętym intuicyjnie ramieniu. Po kolejnej mikrosekundzie leżałem już sobie grzecznie na ziemi, starając się zrozumieć, co się stało.
Szybko się wyjaśniło: nie zdążyłem zauważyć zamarzniętej kałuży, A nawet jakbym ją zauważył, nie miałbym jak jej ominąć. Ta gleba była mi pp prostu pisana. I jest to kolejny argument na to, że śmieszki, nawet najbardziej wypasione, są największym zagrożeniem dla rowerzysty. Bowiem gdybym jechał drogą, tej kałuży by już nie było, bo zostałaby rozjechana przez auta. A tak? Proszę bardzo, szkody w ciuchach...

...i tak niewielkie jak na to, co mogło się wydarzyć. Do tego lekko wykrzywiona kiera z prawej strony oraz szlify na przerzutce (już nie mam Shimano 105, tylko Shimano 1_5), która na szczęście wciąż działa. Do tego zryte kolano, łokieć i knykcie dłoni. Od razu podbiegła do mnie sympatyczna para, lekko przerażona moim lądowaniem bez telemarka. Podnieśli mi szosę, zasugerowali, żebym rozchodził i się porozciągał, generalnie mega miłe zaskoczenie w ludzkiej znieczulicy. Dziękuję. Uspokoiłem, że to już nie pierwsza moja sytuacja w życiu, kiedyś nawet przejechałem ponad 30 kilometrów z rozwalonym stawem skokowym i zorientowałem się dopiero, gdy zsiadłem i się okazało, że nie mogę chodzić. Ot, życie :) Aha, zapytałem czy bardzo malowniczo wyglądała cała sytuacja i podobno owszem, owszem.
Ruszyłem dalej, przez Psarskie do Kiekrza, gdzie zatrzymałem się przy aptece i nabyłem wodę utlenioną, żeby przemyć rany i nie zostawiać krwawego śladu. Dwa zeta, a czyni cuda.
Potem już powrót przez Rogierówko, Kobylniki, Sady, Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo, Dąbrowa, Wysogotowo, Skórzewo i Plewiska do domu. A potem do pracy.
Wyjątkowo weny na szukanie obiektów przyrodniczych nie miałem, więc jedynie dwa spore stadka sarenek.

Tyle pisania na dziś. Czas zmienić plaster :)
- DST 32.10km
- Czas 01:15
- VAVG 25.68km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 87m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut średniowiosenno-dziki
Niedziela, 21 marca 2021 · dodano: 21.03.2021 | Komentarze 15
Znając życie większość dzisiejszych wpisów będzie zaczynał się od słów, że piękny nam wypadł ten pierwszy dzień wiosny. Tak jesiennie. Albo zimowo.
Więc ja zacznę inaczej - pięknie nam wypadł ten pierwszy dzień wiosny: tak jesiennie i (a nie tylko albo) zimowo :)
Rano padał śnieg. Potem padał deszcz. I to nie przez chwilę, ale non stop. Prognozy stanowczo twierdziły, że około trzynastej będę się pławił w słońcu, więc postanowiłem najpierw pójść z psem na spacer.
Dębina w końcu w niedzielę była taka, jaka powinna - pusta. Deszcz ma swoje plusy. No i natrafiliśmy (nawet dwa razy) na właściwych mieszkańców tego miejsca. Ostatnio jakieś dwie paniusie spanikowane dzwoniły po Straż Miejską, bo podobno zaczęły je atakować, gdy wyczuły jedzenie. I teraz zagadka: co się zabiera ze sobą na spacer po lesie? Ano popcorn. Mam nadzieję, że owe miłośniczki natury dostały nauczkę, że jest delikatna różnica między terenem leśnym a salą kinową. Brawo dziki :)

Kropa już nauczyła się, że do tych dziwnych napakowanych piesków się nie podchodzi, więc ładnie się minęliśmy. Poza tym miała ciekawsze zajęcia :)

Warunki na focenie były takie sobie, ale wpadła na przykład średnio wyraźna zięba...
...a jedna z wielu modraszek w pozach tak klasycznych, jak i wyginających śmiało ciało :)

Oczywiście lać nie przestało ani o trzynastej, ani o czternastej, ani o piętnastej. W sumie tragedii nie było, pojawiła się bowiem okazja do nadrobienia zaległości na Netflixie - polecam rosyjski serial "Ku jezioru". Świetny, do tego o tyle ciekawy, że traktuje o pandemii, tylko że został nakręcony w roku... 2019. Pewnie miłośnicy teorii spiskowych zaraz udowodnią, że Covid został wypuszczony właśnie przez Rosjan, żeby zwiększyć oglądalność... :)
W końcu ruszyć się udało. Ale koło szesnastej, i tylko na gluta. Wykonałem Czarnuchem pętelkę: Poznań - Plewiska - Skórzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań. Wiało niestety mocno, więc w sumie się cieszyłem, że mam czas jedynie na krótki dystans.
Przejechałem obok stadionu Canarinhos. Nie, nie byłem przy Maracanie, a jedynie w Skórzewie :)
Tu dowód na to, że wynalazki projektantów-teoretyków nijak się mają do rzeczywistości. Ci bowiem założyli, że najlepszym wyjściem dojazdu do ronda jest jakiś abstrakcyjny ślimaczek, a tymczasem ludzie... :)
Po powrocie udało się jeszcze uchwycić zachód słońca na Dębcu. I przynajmniej wizualnie wieczorem pojawiła się wiosna.

Jutro znów normalnie do roboty... :/
PS. Aha, skoro było jednym słowem o piłce nożnej, jeszcze podziękuję Lechowi za to, że zawsze można na niego liczyć. Wczoraj postawiłem dla zabawy całe 2 złote na to, że przerżną z dołującą w lidze Jagiellonią. Nie zawiedli mnie i jestem dwie dychy do przodu :)
- DST 58.10km
- Czas 02:03
- VAVG 28.34km/h
- VMAX 70.60km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 107m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nieplanowany rekord prędkości po płaskim (70+)
Sobota, 20 marca 2021 · dodano: 20.03.2021 | Komentarze 22
Na szczęście nieprzyjemnych pogodowych niespodzianek już dziś nie było. To znaczy były - wstępnie miało padać, a nie padało. Takie zaskoczenia to ja rozumiem :)
Wyjazd o dziewiątej rano, przy pięknym słońcu, choć przy temperaturze bliskiej zera (w zależności od miejsca wahała się od pół do trzech stopni), na zachód. W południe musiałem być w pracy, więc z trasą nie kombinowałem i wykonałem sprawdzoną kombinację: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Fiałkowo - Więckowice - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Zatrzymałem się przy stacji kontroli pojazdów w Fiałkowie, gdzie w końcu jednym rządku ustawiono pełen zestaw atrakcji, z którego ona słynie, łącznie ze znakiem ostrzegającym przed nisko latającymi wiedźmami.


W Dopiewie widok, którego już się spodziewałem: prawie całkowicie zrównany z ziemią budynek, uwieczniony jeszcze dwa dni temu. Szkoda go, ja zresztą miałbym innego faworyta, zresztą sąsiadującego, do zburzenia, bo straszy swoją estetyką. Lub jej brakiem :)
Ze zwierzakami skromnie. Śpiące sarenki...
...oraz żurawie.
Te cztery na tle jakiejś firmy oraz wagonów towarowych mknących na zachód Polski.
Wiatr wciąż nie chciał współpracować. Zdecydowanie nie chciał - gdzie ja się zakręciłem, tam i on, oczywiście czule waląc mnie w pysk. Łatwo nie było. Ale był jeden pozytywny moment (niestety bardzo krótki, za Palędziem, bo motorka w tyłku nie mam), zresztą w sumie już opisany w tytule. Udało mi się na chwilę podłączyć pod ciężarówkę wyjeżdżającą z podporządkowanej i razem z nią kawałek pokręcić. Przy lekko ponad 70 km/h odpuściłem, co jest moim osobistym rekordem podczas jazdy po płaskim. Co prawda w górach na MTB zdarzało się grubo ponad 80 km/h, no ale to nie do porównania. Najciekawszy był moment, gdy straciłem "tunel" i nagle buchnął we mnie podmuch: prawie znalazłem się na drugim pasie :)
A oto dowód :)
Reszta dystansu to dojazd do pracy.
- DST 52.30km
- Czas 01:52
- VAVG 28.02km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 126m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Cztery w jednym
Piątek, 19 marca 2021 · dodano: 19.03.2021 | Komentarze 15
Zwariować można z tą pogodą.
Rano obudziło mnie piękne słońce. Oraz panowie bawiący się w wywóz dużych gabarytów o 6:45, robiących to z delikatnością pijanego słonia, którego ktoś ukłuł ostrym szpikulcem w d... No, w jakieś tam wrażliwe miejsce :) Ale to najmniejszy problem.
Spojrzałem na prognozy - spoko, jakieś tam zachmurzenie i niewielkie opady zapowiadano na wczesne popołudnie. Zdążę, spoko.
Ruszyłem dziarsko szosą, zadowolony, bo nawet fajnie mi się jechało. Oczywiście prócz tego, co wiązało się z walką z upierdliwym wiatrem. Z Poznania skierowałem się na Plewiska, na wysokości Junikowa wjechałem znów do stolicy Wielkopolski (ten objazd pozwala zgrabnie ominąć korki), następnie zaliczyłem Skórzewo, Wysogotowo, Batorowo i Lusowo, bez obaw spoglądając na delikatne chmurki.
Aż tu nagle - jak nie sypnęło! Momentalnie zrobił się inny świat - raz słabiej, raz mocniej, ale czułem się jak bałwan, momentami nawet dosłownie. Jedyny plus w całym nieszczęściu, że było minimalnie powyżej zera, więc biały syf roztapiał się zanim trafił na asfalt. Choć było i ślisko, i z widocznością średnio.
Już bardzo ostrożnie dopchałem się więc przez Lusówko, Sierosław, Zakrzewo, Dąbrowę, Wysogotowo i Plewiska do Poznania.


A tak, całkiem jeszcze miło, było trochę wcześniej, nad Jeziorem Lusowskim.
Do pracy już rowerem nie podjechałem, no bez przesady :) A w centrum tymczasem nawet spadł do kompletu grad. Zaliczyłem więc dziś cztery elementy pogodowe, bo śnieg wcześniej walczył z deszczem.
Z oczywistych względów zdjęć przyrodniczych dzisiaj brak. W zamian proponuję lusterko od tira zamontowane w oknie... domu :) Tak jest w Poznaniu na Fabianowie. Zauważyłem to dopiero dziś i aż się specjalnie cofnąłem (przy okazji widać, że słońce pięknie świeciło).

Ciekawy patent. Jakby ten budynek wyprzedzał, jakiś inny, będzie miał idealny widok na kończenie manewru :)
Pogoda na jutro? Niewiadoma.
- DST 62.50km
- Czas 02:11
- VAVG 28.63km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 109m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Polska w ruinie czy ruina w Polsce?
Czwartek, 18 marca 2021 · dodano: 18.03.2021 | Komentarze 14
Marzec wciąż się nie poddaje. Dzisiaj rano na przykład padał śnieg. W sumie to śnieżek, lekki i na szczęście nie osadzający się na ziemi, więc mogłem w miarę bezpiecznie poruszać się szosą.
Wyjazd znów przed pracą, z napędem na jedną kawę i jeden batonik wciągnięty po drodze. Czyli bez napędu :)
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Wiało już dużo słabiej, ale za to po nawrotce kierunek wiatru zmienił się z zachodniego na wschodni. Ot, taka promocja prosto w pysk. No trudno.
W Dopiewie natrafiłem na uroczy widok. Tak jak w tytule: Polska w ruinie czy ruina w Polsce, a może jeszcze dalej - ruina zwana Polską? Oczywiście alegorycznie i politycznie.
A tak realnie to jest klimat. W sumie szkoda tego budynku - jeśli mnie pamięć nie myli to niedawno była w nim albo OSP, albo szkoła. 

W Więckowicach jak zwykle wykonałem zdjęcie z motywem roweru nad stawem...
...a reszta to już motywy zwierzęce. Dzisiaj bez zaskoczeń - żurawie...

...oraz sarenki. Jakieś zestresowane :)



Dystans zawiera dojazd do roboty.
- DST 61.70km
- Czas 02:12
- VAVG 28.05km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 167m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Gospodarka obleśna i miejskie klimaty
Środa, 17 marca 2021 · dodano: 17.03.2021 | Komentarze 14
Typowy wyjazd przedpracowy - niewyspany, nienajedzony i w znacznym stopniu miejski, bo wiało w północy, całkiem solidnie.
O dziwo przez sam Poznań - głównie za sprawą Wartostrady - nie jechało mi się źle. najgorzej było w Koziegłowach, od czasów powstania kostkowej śmieszki przemianowanych przeze mnie autorsko na Koziedupy, bowiem nie miałem czasu na objazdy i przez widok nadjeżdżającego radiowozu musiałem skorzystać z tego abstrakcyjnego wynalazku. Nigdy więcej :)
Trasa dawno opatentowana: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Hlonda - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Kliny - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Miłostowo - Główna - Hlonda - Wartostrada - Debiec.
Pomachałem jak zwykle Dziewiczej Górze...

...na styku Kicina i Klinów znów poczułem, że żyję w Polsce - DDR-ka co prawda dość spoko, ale oczywiście upiększona zakazem jazdy rowerem, koniecznością zmiany pasa, wszystko po to, żeby za całe... 700 metrów wracać na prawą stronę.
Tu (odcinek Wierzonka - Kobylnica) oczywiście też Polska, świeżutki zapach żywicy jeszcze się unosił. Prawie jak w rzeźni odór krwi, tylko przyjemniejszy.
Nawet w Dębogórze już masakrują... :/
Tak się w ogóle zacząłem zastanawiać nad tą cholerną gospodarką leśną. Uknułem nawet własną nazwę: gospodarka obleśna. Leśnicy tłumaczą wycinki koniecznością usuwania monokultur, które pojawiły się po wojnie. Tymczasem teraz tną na potęgę, żeby ewentualnie sadzić... kolejne monokultury, bo wszędzie widuję jedynie szkółki z nowymi iglakami. To ma być nowe, lepsze? No ale przecież dobrze wiadomo, że nie o dobro lasu chodzi, a o zyski dla państwa...
Wrr. Na ukojenie nerwów stadko żurawi uchwycone z bardzo daleka...
...oraz znajome koniki, w tym jeden w wersji mini. Lubię na nie patrzeć, bo zawsze można natrafić na jakąś scenkę rodzajową typu ochrzan :)



Po południu się nawet wypogodziło, więc ja... do pracy :/ Po drodze znów udało mi się uchwycić motyw Moderusa Gamma na tle budynku Andersia Tower.
- DST 51.75km
- Czas 01:47
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 133m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Duszkiem, duszkiem...
Wtorek, 16 marca 2021 · dodano: 16.03.2021 | Komentarze 20
Zgodnie z zasadą, że raz do roku broń sama strzela, dzisiaj pogodynki trafiły z prognozą. Święto jakieś? Aż sprawdziłem. 16 marca to nie Dzień Wróżki, a mniej popularny Dzień Przemytnika Litewskiej Książki (autentyk, można sprawdzić). Więc po prostu łut szczęścia.
Rano nie padało, a jak lunęło, byłem już w domu. Nie w pracy, bo dopiero od jutra zaczynam maraton. Sprawdziło się niemal co do pół godziny. Nie można tak zawsze?
Wiało już przyjemniej, z północnego zachodu. Wykonałem więc pętelkę w tym kierunku: z Poznania przez Plewiska, poznańskie Junikowo, Wysogotowo, Batorowo, Lusowo, Lusówko, Sierosław, Zakrzewo, Dąbrowę, Wysogotowo, Skórzewo i Plewiska do Poznania.
Ani upału, nie bezchmurnego nieba nie odnotowano :)
Nad widocznym Jeziorem Lusowskim udało mi się poobserwować z bliska łyskę. Nawet mi się ukłoniła :)


Ten ciekawy wodny ptak na pewno miałby problem z zakupem kapci (po poznańsku - laczków), bo girę ma solidną. No i dźwięk wydaje niesamowity - jakby coś się głośno zacinało.
Śmieszka między Lusówkiem a Sierosławiem ma jeden plus - można się nagle zatrzymać bez ryzyka, że zostanie się skasowanym przez auto. Dzięki temu udało mi się uchwycić trznadla w barwie pół zimowej, pół wiosennej...


...oraz pustułkę, która łaskawie dała się uchwycić podczas lotu.



A nad "moim" martwym drzewem dziś latał duszek z chmur. Trochę podobny do tego z XI Księgi Tytusa, Romka i A'Tomka :)
Tyle dobrego i bogatych relacji. Od teraz rzeź w robocie, pogoda niepewna i takie tam. No ale co odpocząłem, to moje.






