Info
Suma podjazdów to 783546 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj1 - 0
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 56.60km
- Czas 02:00
- VAVG 28.30km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 193m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Końdominium :)
Sobota, 16 października 2021 · dodano: 16.10.2021 | Komentarze 9
Pracująca sobota. Skaranie nieboskie. No ale raz na jakiś czas zmierzyć się z nim trzeba.
Wyjazd poranny, w klimacie zdecydowanie zbyt wietrzno-chłodnym jak na październik. Na plus to, że nie padało.
Trasa to dawno nienawiedzane "kondominium" (Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań), do którego trochę straciłem serce. Powód? Ano niepotrzebna śmieszka, jak zwykle. To zabija zapał i chęci do kręcenia.
Przygód nie było, gazecairz "zaledwie" jeden. Czyli o jednego za dużo.
Fajnie było znów spojrzeć na WPN od strony Dymaczewskiego.
Zanurkowałem też na chwilę w kukurydzy.

W Luboniu jak zwykle stałem na światłach. Wielu światłach. Ale tym razem przede mną usadowił się emotikoń. Mechaniczny :)
Potem jeszcze dojazd do pracy, Przedtem jeszcze na chwilę na Dębinę, gdzie udało mi się upolować czaplę, która bawiła się ze mną w chowanego z daleka.
- DST 66.80km
- Czas 02:23
- VAVG 28.03km/h
- VMAX 63.00km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 239m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Chwała wahadłom :)
Piątek, 15 października 2021 · dodano: 15.10.2021 | Komentarze 10
Dziwny tytuł? No dziwny. Ale ma sens.
Najpierw o samym wyjeździe - oczywiście porannym, chłodnym i wietrznym. Przyjemności mało, ale jakaś tam była, więc nie ma co narzekać. Przynamniej nie aż tak bardzo :)
Trasa ponownie zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski (ten odcinek dwukrotnie, o czym za chwilę) - Plewiska - Poznań.
Wiało jak cholera na polach (fałmaks mówi sam za siebie). Ale to już norma, przyzwyczaiłem się. Gorzej z wahadłem, które jakiś czas temu zakwitło sobie za Gołuskami. Dobrych kilka minut trzeba tam spędzić, oczywiście zielone samo z siebie nie trafia. Do tego średnio traktują tam pieszych i sugerują im wyjazd ;)
Ale dzięki temu, że zrobiłem to zdjęcie (jak widać w ciekawym towarzystwie) zorientowałem się, że... nie mam ze sobą telefonu. Oczywiście nie tego, którym robiłem fotkę, a rezerwowego, służącego za służbówkę. Szybka analiza sytuacji i tego, co się mogło wydarzyć, a potem wniosek: chyba wiem, co się stało: musiał wypaść gdy próbowałem uchwycić myszołowa za Dopiewcem. To finalnie się nie udało, bo cwaniak uciekł zanim wyciągnąłem aparat, a smartfon w tym momencie zapewne wyskoczył z plecaka.
No to szybka nawrotka i swoimi śladami pięć kilosów wstecz. Wiedziałem, że gdzieś leży, bo był wciąż sygnał, czyli nikt sobie nie przywłaszczył godnego staruszka, jakim jest Huawei P20 lite, model, który bardzo lubiłem. Na szczęście moje podejrzenia okazały się zgodne z rzeczywistością, a zguba leżała sobie grzecznie w trawce. A gdyby nie wahadło, to bym się zorientował pewnie dopiero w Poznaniu i by mi się już wracać nie chciało. Wniosek - czasem to co złe, może być też dobre :)
No i wpadło dziesięć kilosów więcej niż zazwyczaj, a ja nawet zdążyłem o dziwo do pracy, zahaczając o Dębinę, gdzie trwała walka o to, jaka w sumie ma być pogoda.
Dystans zawiera dojazd do roboty.
- DST 56.60km
- Czas 02:00
- VAVG 28.30km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 171m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pracopowrotowo
Czwartek, 14 października 2021 · dodano: 14.10.2021 | Komentarze 12
Powroty do pracy po wolnym to zło. Bardzo wielkie zło.
Przede wszystkim wstawanie na dzwonek. A w sumie to na ten trzeci od drzemki. Masakra :)
Poranny wyjazd też do jakiejś specjalnej przyjemności nie należy. Na starcie stopni pięć, pod koniec siedem. No ale przynajmniej nie ma upałów :)
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
A, no i gazeciarze. Na zaledwie kilku kilometrach na styku Lubonia i Wirów chciało mnie zabić pięciu. Wszyscy w dostawczakach. Gardło mnie boli do teraz od wyzywania ich od... aaa, darujmy sobie tutaj.
Było szaro, buro i ponuro. A przez chwilę nawet deszczowo. Nawet WPN-owski klasyk dziś słabiutki, do tego z puszką w tle.
Sarenki również do współpracy nie były chętne...

Ot, wypad odbyty (odkuprzony?). Zobaczymy jak jutro, bo pogoda niepewna.
Przed pracą jeszcze na chwilę na Dębinę, gdzie pływało sobie brzydkie kaczątko XXL oraz to zwykłe :)
No i dojazd rowerem do roboty.
- DST 52.80km
- Czas 01:53
- VAVG 28.04km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 179m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pechówka
Środa, 13 października 2021 · dodano: 13.10.2021 | Komentarze 10
Ostatni dzień na wolności. Od jutra powrót do kieratu w robocie :(
Po raz ostatni na jakiś czas się wyspałem, miałem okazję do odczekania, aż temperatura stanie się bardziej przyjazna, takie tam. Będę tęsknił :)
Aha, no i mogłem jechać nie spiesząc się kompletnie. Genialna sprawa.
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.
Główna atrakcja dnia? Kontynuacja pecha, który towarzyszy mi od wczoraj. Pana. Do tego na wiadukcie, więc musiałem zjechać na flaku w dół zanim zabrałem się za wymianę. Poszło w miarę sprawnie, a że słońce świeciło, to potraktowałem to jako październikowe opalanko. Przy dyszce na plusie :)
Poza tym już bez przygód. Zwyczajowy postój w Trzcielinie...
Trafiły się w oddali dawno niewidziane sarenki.

Po południu jeszcze masa spraw do załatwienia, ale udało się jeszcze z Kropą pójść na Dębinę. Akurat zaczęły nadlatywać ciemne chmury, więc uchwyciłem moment, gdy mrok nadchodził.
Generalnie jednak przez większość dnia było pięknie, nawet na tym strasznym Dębcu :)
Od jutra szaro, buro, być może deszczowo. A na pewno już bardzo zimno.
- DST 55.60km
- Czas 02:03
- VAVG 27.12km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 159m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kiszka
Wtorek, 12 października 2021 · dodano: 12.10.2021 | Komentarze 7
Dzień pod kryptonimem "kiszka". I to ślepa.
Najpierw o samej jeździe. Będzie krótko. Było wietrznie i deszczowo. Na tyle, że miałem dobre dwadzieścia minut przerwy od jazdy pod wiatą w Dąbrówce.
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Wróciłem z mokrą dupą, pralka zadowolona.
No i w tym momencie powinny być zdjęcia, kilka nawet zrobiłem. Ale... nie będzie. Bowiem pod sam koniec telefon się wyłączył i już włączyć nie chce :( Nie ładuje, nie reaguje na nic, żaden hard reset nie pomaga. Trup. Podejrzewałbym deszcz, ale przecież ma certyfikat względnej odporności na wodę - co prawda dość niski (IP53), ale taki, który powinien wytrzymać konfrontację z umiarkowanym opadem, tym bardziej w kieszeni. Nie wytrzymał. No nic, posłużył mi kilka miesięcy, w czwartek poleci na serwis, pewnie w przyszłym tygodniu poznam diagnozę. Na szczęście mam zamiennik, tej samej firmy, bez certyfikatu, a jednak wytrzymał ze mną niejedną solidną ulewę. Najgorsze, że zgrywałem foty, ale nie wszystkie. A ich już pewnie nie odzyskam :(
O dziwo później się wypogodziło, a ja nawet na Dębinie trafiłem na kawałek słońca. Przy okazji znów pobawiłem się starym-nowym telefonem.
Musiałem jeszcze podjechać na myjkę. Podczas powrotu nie było sensu, bo wciąż padało. Postanowiłem, że podjadę po spacerze. Sekundę po tym, jak odłączyłem węża... lunęło.
No nie był to mój dzień, zdecydowanie.
- DST 52.10km
- Czas 01:50
- VAVG 28.42km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 172m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Misja "głask" :)
Poniedziałek, 11 października 2021 · dodano: 11.10.2021 | Komentarze 8
Końcówka wolnego. Genialna sprawa (wolne, nie końcówka), szczególnie w temacie możliwości wyspania się i wyjazdu później niż z samego rana. Szczególnie jeśli wtedy temperatura wynosi niewiele powyżej zera.
Dzisiaj wiało z zachodu, więc znów mogłem ruszyć w te rejony. Wykonałem klasyka: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Nigdzie się nie spieszyłem, człapałem sennie, nawet lekko marznąc. Trzeba się powoli hartować :)
Dzikich zwierzaków nie było, za to w Trzcielinie dobra znajoma - Czarka :) Najwyraźniej mnie poznała, bo już nie było problemu z przyjściem, a potem już mizianko weszło na całego. Szkoda tylko, że strasznie z niej ruchliwa bestia i ciężko jakieś wyraźne zdjęcie zrobić.








To lepsze niż ZOO, bo można głaskać :)
Żółwia tym razem brak. Chyba już powoli szykuje się do zimowego snu. 
Aha, komuś eee... dywan? 
- DST 102.50km
- Czas 03:39
- VAVG 28.08km/h
- VMAX 54.00km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 346m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Sto na czterdzieści
Niedziela, 10 października 2021 · dodano: 10.10.2021 | Komentarze 18
Mało stówek w tym roku wpadło. Do tej pory jedna, a że prognozy jakoś tak średnio pozwalają wierzyć na jakieś dobre warunki w kolejnych dniach, dzisiaj udało się wykonać drugą. Więcej pewnie w 2021 roku nie będzie.
Decyzję przyspieszył fakt, że akurat dzisiaj pyknęły mi cztery dychy. Średni to motyw do świętowania, ale lepszy niż żaden, a czterystu robić zamiaru nie miałem :)
Wyjazd przed dziesiątą. Najpierw jednak musiałem znaleźć... rękawiczki z długimi palcami, bo było niewiele powyżej zera. Udało się.
Planu nie miałem, postanowiłem, że będę rzeźbił na żywo. Założenie było jedno: pod wiatr i z powrotem. Oczywiście jak zwykle się nie udało, bo gdzie ruszyłem, tam było w pysk.
Finalnie zrobiłem taką kombinację: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dziećmierowo - Kórnik - Koszuty - Żabikowo - Środa Wielkopolska - Zaniemyśl - Łękno - Jeziory Małe - Jeziory Wielkie - Prusinowo - Bnin - Kórnik - Skrzynki - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Babki - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
W końcu miałem czas zatrzymać się na chwilę w Kórniku. To naprawdę fajne miejsce. Po raz pierwszy przyuważyłem "Tańczące", czyli rzeźby Agnieszki Ciszewskiej. Lepszej aury niż jesiennej chyba dla nich nie ma.


Zaraz obok stare rowery pomalowane na czerwono, dzięki czemu dostały nowe, już artystyczne życie.

Jest jeszcze "Melancholia"..

...oraz mój faworyt - "Polaków uśmiech własny" :)
Poza tym klasyki. Promenada...
...oraz zamek. Tym razem również z perspektywy pająka :)



W Dziećmierowicach wpadła zapomniana dożynka...
...a w Koszutach koźlaki. 
Na a skoro Środa Wielkopolska, to wąskie tory. Udało się trafić na manewry.


A wczoraj Żona mnie zaskoczyła (nie tylko zamówioną personalizowaną koszulką jako uzupełnienie giftu, który otrzymałem już wcześniej) organizując spotkanie wśród przyjaciół. Otrzymałem prezentowy zestaw marzeń, który starczy mi na dłuuuugo :)
Tyle - kolejna jesień pyknęła, po czterdziestce jednak się żyje i udaje zrobić stówę. Co prawda w tempie emeryckim, ale jednak :)
- DST 51.50km
- Czas 01:51
- VAVG 27.84km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 192m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
PoZOOrnie :)
Sobota, 9 października 2021 · dodano: 09.10.2021 | Komentarze 12
Pogodowo sytuacja praktycznie taka sama jak wczoraj - było ładnie i wiało. A nawet: było bardzo ładnie i bardzo wiało :) Odcinki polne mnie zmiażdżyły.
Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Wczoraj narzekałem na prace przy serwisówkach. O dziwo idą one sprawnie, przynajmniej w okolicach Żernik, i dzisiaj nawet nie musiałem stać na wahadle, a tarka jest już jedynie na samym wiadukcie. Oby dalej szło tak dobrze.
Niestety wyjątkowo po drodze nie było żadnych atrakcji, dosłownie nic. Nawet Szczodrzykowo zawiodło, jedynie gdzieś daleko na zalewie gęsi. Kiszka.
Jest więc okazja, żeby wkleić zaległe zdjęcia z czwartkowego ZOO. Było wtedy pochmurnie, więc jakość taka sobie, ale był tego plus - ogród był praktycznie pusty. No i jak to w tym poznańskim przybytku - teren do zwiedzania olbrzymi, a obiektów w sumie niedużo. I bardzo dobrze, bo aktualnie jest to raczej azyl dla ratowanych zwierząt niż miejsce do trzepania kasy. Największe wrażenie zrobiło na mnie spojrzenie (oczywiście przez zoom aparatu) Leosia, czyli lwa z genami tygrysa, który wraz z lwicą Kizią został odebrany jako maluch z nielegalnej hodowli. Na wielkim wybiegu akurat drzemał, ale miałem okazję spojrzeć w te mądre oczy.

Oczywiście były też uratowane tygrysy, ale spały. Miałem szczęście, że jeden na chwilę się obudził - ewidentnie miał jakiś dziwny sen - i była szansa uchwycić go między drzewami.

Wilki też spały, ale z jednym udało się utrzymać kontakt wzrokowy. Mimo że zza krat, to jest to magiczne odczucie.
Nie mogło zabraknąć niedźwiedzi. Jest tu już ich sporo, w większości odebranych z cyrków.




Słonie też mają nieźle. Słoniarnia jest chyba najlepsza w Polsce.

W lutym tego roku odeszła niestety Linda. Pozostały epitafia :(
Na szczęście reszta ma się dobrze. Choć ten chyba nagle sobie uświadomił, że żyje w PL :)
Ale potem sobie przypomniał, że jest słoniem, a nie człowiekiem, więc może to olać :)
Miałem czas, żeby podziwiać te piękne zwierzaki.

Niestety część ptaków ma jeszcze stare klatki, stopniowo poszerzane i przebudowywane. Zapewne w przyszłości już w ogóle nie będzie tu skrzydlatych, ale przecież nie można ich wypuścić. Przynajmniej jest okazja do spojrzenia im w oczy, choć zrobienie fotek przez małe dziurki drutów łatwe nie jest. Coś tam się udało. Nasz swojski bielik...

...bielik amerykański...
...sęp...
...oraz puchacz mają tak sobie.
Za to full wypas wolierę posiadają orłosępy.

A pelikany, czaple oraz pawie mają zupełny luz i poruszają się wolno.


A hitem są kormorany, które upodobały sobie jedno z drzew.

Jeszcze kadry z wyspy Ameryki Południowej. Tapiry...


...oraz kapibara.
Są również lisy, które miały zostać futrem. Na szczęście nie będą.
I foczka. Prawdziwa...
...oraz ku opamiętaniu, z plastiku.
Udało mi się zaskoczyć baktriana :)
Generalnie polecam, jak mało które ZOO. O ile można napisać, że gdzieś w tego typu miejscu zwierzaki mają dobrze, to właśnie tu. A przy okazji wpada spory spacer (ponad sześć kilometrów). Jeśli ktoś nie lubi łazić, ma za free fajną kolejkę.
Uff, tyle. Prawie cały limit wykorzystany, ale musi być jeszcze fota z rowerem, więc jest.
- DST 53.10km
- Czas 01:57
- VAVG 27.23km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 192m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Piękne zawianie
Piątek, 8 października 2021 · dodano: 08.10.2021 | Komentarze 6
Pogoda była dzisiaj piękna. Przynajmniej wizualnie, na zdjęciach. Odczucie realne za to zgoła inne - ze wschodu wiał mocny i zimny wiatr, który zrobił ze mnie miazgę. Nie pozdrawiam :)
Wyjazd poranny, choć niespecjalnie wczesny. Trasa: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Gądki - Robakowo - nawrotka do Gądek - Koninko - Borówiec - Skrzynki - Borówiec - Kamionki - Szczytniki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Do masakry sponsorowanej aurą doszła inna, bardziej przyziemna. Nawet dosłownie, bowiem drogowcy remontujący trasę S11 postanowili rozkopać wszystko dookoła niej - aktualnie chyba na każdej serwisówce i ślimaku jest albo tarka, albo wahadło. A najczęściej i jedno, i drugie. Dzisiaj ze dwa razy zawracałem, żeby nie czekać. Ostrzegam: jakakolwiek jazda na wschód od Poznania to teraz mordęga, a na przykład dostanie się z Borówca do Kórnika praktycznie niemożliwe bez jazdy naokoło lub... eską. Rowerem średnio :)
Dzięki temu zwiedziłem boczne dróżki we wspomnianym Borówcu i spotkałem sympatyczną parkę piesków, czyli po poznańsku kejtrów, które udało się namówić na krótkie głaskanko.

Jest też mega pozytyw z tych remontów - jest nadzieja, że zniknie w końcu zemsta Adolfa na styku ze Skrzynkami. Bo nie wyobrażam sobie, że będzie dookoła nowy asfalt, a to gówno pozostanie. 
Rowerowałoby się lepiej, gdyby było się gdzie schować. Ale po co, skoro można zamiast tego podziwiać szlaban prowadzący do wycinek?
No wiało, na co mam dowód, żeby nie było :)
Zdjęcia z ZOO może jednak jutro, dzisiaj w zamian jesień na TAK z poznańskiej Dębiny. Cieszmy się, że jeszcze wciąż taka się pojawia.
- DST 52.80km
- Czas 01:53
- VAVG 28.04km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 193m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Szczodrzykowo kolejne
Czwartek, 7 października 2021 · dodano: 07.10.2021 | Komentarze 9
Poranek był pochmurny, na szczęście nie padało, mogłem więc znów wsiąść na szosę. Jeden dzień na ciężkim sprzęcie i człowiek tęskni. A potem nawet się wypogodziło.
Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Ciężko się jechało. Duło chłodem i złem. I wiało. Życie :)
Szczodrzykowo nie zawiodło. Znów pod względem... czapli białych. Widuję je ostatnio częściej niż siwe, co jest pewnym ewenementem :)

Przeleciały mi też nad łbem żurawie.

O samej jeździe nie ma co pisać, po prostu odbyta i tyle.
Po południu wybrałem się jeszcze do ZOO, ale fotki z tego pewnie umieszczę jutro. Dzisiaj w zamian kadry z Dębiny - żagnica uchwycona w locie...
...oraz dowód na to, że nawet kaczkom się czasem odbija :)






