Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 249016.43 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.45 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 810596 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.50km
  • Czas 02:02
  • VAVG 25.82km/h
  • VMAX 47.00km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 144m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dywanowo

Sobota, 15 października 2022 · dodano: 15.10.2022 | Komentarze 8

Zgodnie z zapowiedziami, aura się zje...sieniła :)

To znaczy wciąż jest miodzio. Nie leje, aż tak bardzo nie wieje, da się żyć. Dzisiaj rano co prawda mocniej pokropiło, ale dzięki temu miałem okazję rozruszać trochę Czarnucha.

Sobota niestety w pracy (tak lekko ponadprogramowo, nagłe zastępstwo), ale się nie spieszyłem. No bo po co? 

Trasa to południowa pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Śmieszka w Łęczycy już z dywanem.
Śmieszki coraz bardziej zasypane
Na DDR-ce w Łęczycy
Na drodze z Sowińca do Mosiny jeszcze liście się trzymają.
Kolorowo na drodze z Sowińca
Odwiedziłem ulubiony las. Znalazłem kawałek bez grzybiarzy, co łatwe nie było. Aha, tego typu konstrukcje z obalonych drzew to mój pomysł, żeby brzuchaczom nie chciało się parkować w środku lasu :)
W ulubionym lesie, tym razem na MTB
Grzybnia była :)
Są grzybki? Są :)
I ogólnie mrocznie.
Kadr z trasy do Krajkowa
Ptaszków trochę wpadło, mimo szarzyzny. Potrzeszcz...
Potrzeszcz w szarości
...sójka...
Sójka z profilu
Sójka mi się przypatruje z daleka
...oraz rodzinka żurawi.
Trzy żurawie w szarości
Żurawi junior z rodzicem
Żuraw w końcu się zechciał zaprezentować
Żuraw wygina śmiało ciało
Żurawi młodziak
Odlatujące żurawie
Był też piesek latający samopas po polu. Ale wyjątkowo wolałem obserwować z daleka, patrząc na rozmiary :)
Wilczur biegający po polu
A w Baranowie zauważyłem świętego bez twarzy.
Święty bez twarzy
Potem już tylko dojazd do pracy.




  • DST 52.30km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 152m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pół na pół

Piątek, 14 października 2022 · dodano: 14.10.2022 | Komentarze 6

Miłej i słonecznej pogodzie mówimy "pa pa". Od jutra podobno opady.

Dzisiaj było jeszcze pół na pół. Na niebie chmury, ale sucho. W sumie nie najgorzej, choć widoczków to ja dzisiaj nie uświadczyłem.

Trasa to klasyk zachodni, choć lekko zmodyfikowany na samym początku: Poznań - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Podjechałem sobie nad Jezioro Tomickie w Lisówkach, na mój ulubiony pomost. Póki jeszcze JAKOŚ stoi :) Było wyzwanie.
Szlak między trawami
No nie ma lekko :)
Rozwalony pomost na Jeziorze Tomickim
Pochmurne Jezioro Tomickie
Pochmurna szkółka szukania jedzenia
Przy kładce w Lisówkach
Przed Dopiewem miałem chrapkę na myszołowa. No nie tym razem :)
Tyle było ze zdjęcia myszołowa :)
Klasyk w zimnym słońcu...
Na klasyku jak zwykle ładnie
...a w Gołuskach w końcu przyjrzałem się pomnikowi.
Głaz pamiątkowy w Gołuskach
Tablica upamiętniająca międzynarodowych więźniów z czasów II Wojny Światowej, Gołuski
Aha, położyli piękny asfalt na odcinku Komorniki - Szreniawa. No i... budują śmieszkę :/ Oczywiście tylko po jednej stronie drogi, czyli kolejny debilizm. A z czego? Zapytałem. Pan, który się uwijał nie wiedział (ach, ta ciekawość świata!), ale CHYBA z asfaltu.
Kolejna niepotrzebna rowerówka w budowie, Komorniki
Po południu nad Dębiną pojawiło się fajniutkie niebo.
Poszarpane niebo nad poznańską Dębiną




  • DST 53.20km
  • Czas 02:00
  • VAVG 26.60km/h
  • VMAX 50.10km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 166m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Żurawińcowo :)

Czwartek, 13 października 2022 · dodano: 13.10.2022 | Komentarze 6

Jeszcze jeden dzionek z całkiem spoko pogodą.

No, prócz wiatru, który dzisiaj znów dał do wiwatu, do tego ani przez chwilę mi nie pomagając. Średnia więc nie istnieje.

Korzystając z resztek wolnego, pospałem sobie. A wyjazd dość późny, bo po dziesiątej.

Trasa wschodnia: Poznań - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.

O, było tak ładnie, jak na poznańskim Sypniewie:
Aleja drzew na poznańskim Sypniewie
Kawałek dalej przyuważyłem sarenki, ale przestraszyły się nadlatującego śmigłowca.
Parka sarenek
Śmigłowiec na niebie
Sarenki przestraszyły się śmigłowca
Sarenka domowa :)
W Szczytnikach jak zwykle koniki, ale z daleka. Jednak nagle pojawił się skądś sympatyczny pan, który stwierdził, że mi je pokaże z bliska (wyjaśniłem, że już kilka razy głaskałem). Był tak z nimi zgrany, że obiecałem mu, iż będzie w internetach. I jest :)
Dumny oswajacz koników :)
Prezentacja koników :)
W Szczodrzykowie rura XXXXXXXXXXL...
Rura XXXXXXXXXXL :)
...oraz ptactwo. Czajki...
Stado czajek
Czajka w wersji solo
...i czapla biała.
Samotna czapla biała
Jeszcze Dębina oraz mijanka z pociągiem na kładce.
Na Dębinie wciąż słonecznie
Kładka nad Wartą i mijanka z pociągiem
A po południu wizyta w poznańskim Rezerwacie Żurawiniec. Na północy miasta, w lesie między osiedlami i blokami, znajduje się inny, lepszy świat. Fotki jako dowód :)
Łąkowe bagno, poznański rezerwat Żurawiniec
Prześwit słońca, poznański rezerwat Żurawiniec
Jedno z klimatycznych bagien, poznański Żurawiniec
Samo centrum rezewatu w Żurawińcu, Poznań
To, co najlepsze, poznański rezerwat Żurawiniec
Słoneczne spojrzenie na poznański rezerwat Żurawiniec
Magia zalanych drzew, rezerwat Żurawiniec
Magiczny klimat poznańskiego rezerwatu Żurawiniec
Ostatnie promienie między drzewami, poznański Żurawiniec
Spojrzenie z boku na zalane drzewa, poznański rezerwat Żurawiniec




  • DST 51.40km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.04km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

ZasKocenie :)

Środa, 12 października 2022 · dodano: 12.10.2022 | Komentarze 4

Muszę przyznać, że ładnie dzisiaj było. Październik niemal idealny.

To nie jest normalne :)

Aura tak sympatyczna, że nawet cisnąć się nie chciało. W zamian spokojne delektowanie się błękitnym niebem i kolorami.

Trasa zachodnia, najbardziej klasyczna z klasycznych: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Odwiedziłem emu :)
Dziób w dziób z emu
Profilowy emu
Spacerujące emu
Z daleka widziałem też żurawie. Ale okazji do pogłaskania nie miałem :)
Żurawie na tle hal
Ledwo widoczna rodzinka żurawi
Żurawie z daleka
Trafił się jeszcze szpak.
Szpak na drucie
No i najważniejsze, czyli tytułowe zaskocenie - w Trzcielinie jest nowy kotek. Trzcinka niestety gdzieś zniknęła (bu...), ale pojawił się młodziak. Początkowo nieufny, jednak się przemógł i w nagrodę dostał wiele głasków. Znów żal było odjeżdżać.
Zdziwiony kotek
Kotek postanawia się przemóc i podchodzi
Moja nagroda za odwagę :)
Komuś tu dobrze :)
Prezentacja kotka :)
Kotek podaje mi łapkę :)
Rowerówka standardowa :)
Klasyczny klasyk w klasycznej odsłonie :)




  • DST 51.50km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.11km/h
  • VMAX 51.90km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 147m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Odpoczynkowo

Wtorek, 11 października 2022 · dodano: 11.10.2022 | Komentarze 6

Kontynuacja wolnego. Teraz najważniejsze zadanie: po prostu odpocząć. Ciężka misja :)

Wyjazd po odespaniu wczorajszych urodzin. Dość późno, bo po dziesiątej. Pogoda piękna, choć wiatr dawał się we znaki.

Trasa północno-zachodnia: Poznań - Plewiska - Junikowo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań.

Zaczęło się po polsku: przy skrzyżowaniu Bohaterów Westerplatte z Ostatnią, gdzie śmieszka jest, a potem jej nie ma, a potem znów jest, jakiś dżentelmen zaczął mnie agresywnie wyprzedzać i coś tam werbalizować przez okno. Ciężko powiedzieć co, bo nie chciało mi się zdejmować słuchawek, ale wiem, jaki był przekaz: "jestem kierowcą-frustratem, a do tego nie znam przepisów, bo po co?". Usłyszał krótki i dosadny przekaz i się odczepił. Tak, kocham rodaków :)

Było Jezioro Lusowskie. I jak zwykle sesja :)
Podwodny świat Jeziora Lusowskiego
Klasyczny widok znad Jeziora Lusowskiego
Ulubiona łódeczka
Parkowanie nad Lusowskim
Pomost na Jeziorze Lusowskim w słońcu
Para kaczek na pomoście
Kaczor profilowo
Po drodze była jeszcze parka żurawi, ale tak daleko, że mogę zaproponować tylko pikselozę.
Ledwo widoczne żurawie
No i jeszcze Dębina :)
Oświecona poznańska Dębina




  • DST 52.20km
  • Czas 01:57
  • VAVG 26.77km/h
  • VMAX 52.70km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 153m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Płaskowietrz :)

Poniedziałek, 10 października 2022 · dodano: 10.10.2022 | Komentarze 2

Dzisiaj już po powrocie, a wpis z Poznania.

No i co? Wiało, i to solidnie. Przypadek? Nie sadzę :) W górach było aż za spokojnie w tym temacie.

Rano było jeszcze całkiem ładnie, po południu się zachmurzyło. Ale jak na październik jest miodzio.

Trasa wschodnia: Dębina - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Fotki jedynie symboliczne, bo ciągle czasu brak. Ale mam jeszcze zaległe z Jeleniej, być może powklejam na dniach :)

Znów na Dębinie!
Znów poranek na Dębinie
Szczodrzykowo słoneczne...
Słonecznie w Szczodrzykowie
...ale skromnie z ptactwem. Tylko czapla w oddali...
Samotna czapla w oddali
...na tle znaku autorstwa jakiegoś agromiłośnika SS...
Jakiś agromiłośnik SS? :)
No i jeszcze pustułka. Ale od tyłu.
Pustułka od tyłu




Zemsta :)

Niedziela, 9 października 2022 · dodano: 09.10.2022 | Komentarze 10

Nooo... Po tych pochmurnych dniach w końcu wyszło słońce. I przyszła pora na zemstę ;)

Wyjazd po dziewiątej rano, bo później nie mogłem. Skutkowało to tym, że musiałem założyć na siebie dodatkową lekką kurtkę, a podczas pierwszego (dłuuuugiego) zjazdu posiłkować się długopalczastymi rękawicami. No cóż, lato to już (na szczęście) nie jest.

Trasa dzisiaj kombinowana, ale przemyślana. Najpierw postanowiłem wjechać na Kapellę (tu stary filmik z tej drogi), czyli z Jeleniej Góry przez Dziwiszów do wsi Podgórki (ładna mi nazwa na coś, na co trzeba się wspinać ćwierć kilometra w górę), licząc na jakieś ładne widoki. Niestety, było za wcześnie. Więc podczas podjazdu zdjęcia mikre, jednak sam szczyt zawsze cieszy, na przykład spojrzeniem w kierunku Gór Kaczawskich. Szczególnie z uroczą górską ruinką na pierwszym planie.
Coś tam widać w tle
Zaczęło się przejaśniać
Oświetlone łąki zamiast gór
Podczas podjazdu na Kapellę
Prawie na szczycie Kapelli
Chwila odpoczynku na szczycie
Kolory jako nagroda za podjazd
Klimatyczna górska ruinka
Rzut oka na Góry Kaczawskie
Po wspomnianym zjeździe mały kursik po jeleniogórskim Zabobrzu i zdziwko - jest WOŚP-owe rondo. Fajno.
WOŚP-owe rondo w Jeleniej Górze
Przyszedł czas na kurs do góry przez Staniszów i to, na co czekałem. Góry, w tym oczywiście Śnieżka.
Śnieżka i zjazd do Staniszowa
W końcu widać Śnieżkę
Zielony podjazd do Staniszowa
Następnie zjazd do Sosnówki. A tam już fotki robiły się same, bo WYSZŁO SŁOŃCE i przegoniło chmury. Nawet cholerna inwestycja, niszcząca wolny dostęp do focenia zalewu jakoś mniej wkurzała.
Sosnówka - jedna z ulubionych miejscówek
Spojrzenie z góry na Sosnówkę
Śnieżne Kotły jeszcze bez śniegu
Najfajniejsze są motywy nieoczywiste :)
Jakieś paskudztwa pobudowano na stokach
Znad zalewu w Sosnówce
Jeszcze Podgórzyn...
Martwe drzewo za Sosnówką
Zjazd w kierunku Podgórzyna
Kontemplujące krówki
Krowi landszaft z Podgórzyna
...z tym zabawnym progiem na śmieszce (nie mogłem sobie odmówić przejazdu)...
Próg rowerowej głupoty w Podgórzynie
... i na Stawy Podgórzyńskie, gdzie już wiedziałem, że będzie dobrze. Oczywiście prócz potworka, który tam straszy, czyli nowej restauracji. No nie mam do niej serca, w przeciwieństwie do czapli białych i kormorana, wciąż niestety kryjących się daleko.
Aquakultura na Stawach Pogórzyńskich
Rdzawobusek :)
Tapetka znad Stawów Podgórzyńskich :)
Słońce nad Stawami Podgórzyńskimi
Chmurka nad stawem
Kormoran wciąż w tym samym miejscu
Czaple białe trzy
Jeszcze spojrzenie na Chojnik...
Jesienny Chojnik znad stawu
Góra Chojnik od zachodu
Chojnik w pełnej krasie
...i można kończyć. Udany to był wypad, można wracać. Zaległości później :)


Kategoria Góry


Niewidocznie

Sobota, 8 października 2022 · dodano: 08.10.2022 | Komentarze 5

Oj, znów się dzisiaj na góry nie napatrzyłem. Na co to komu? :)

Za to się wyspałem. O, to jakiś pozytyw. No i samo kręcenie w Sudetach zrobiło swoje, oczywiście.

Wyjazd nastąpił dopiero po wykonaniu tajnej misji. W sumie bez różnicy, bo jak paskudnie było rano, tak i przed południem.

Trasa mało skomplikowana, której celem było przejechanie Szklarskiej Poręby, od dołu po sam szczyt: Jelenia Góra - Wojcieszyce - Piechowice - Szklarska Poręba - Zakręt Śmierci - Szklarska Poręba Górna - Piechowice - Sobieszów - Zachełmie - Podgórzyn - Cieplice - Jelenia centrum.

Co tu dużo pisać. Wystarczy pokazać "zdjęcia" z samego początku.
Pochmurny poranek
Coś tam zaczyna prześwitywać
Spojrzenie z daleka na Rudawy
Jakiekolwiek kolorki widziałem tylko podczas samego wjazdu do Szklarskiej.
Kolorowy podjazd do Szklarskiej Poręby
Rzeka Kamienna
W samym miasteczku obowiązkowe oscypki. Podrożały oczywiście :/
Obowiązkowy oscypek w Szklarskiej Porębie
Aha, no i motyw, którego nigdy nie mogę sobie odmówić :)
Nie mogło się obyć bez :)
Na wysokości Zakrętu Śmierci widziałem jedynie... Zakręt Śmierci.
Przy Zakręcie Śmierci
Szklarska Poręba plus - jak widać: nic nie widać
Za Zakrętem Śmierci
Z "atrakcji" - wciąż nieśmiertelna trasa kolejowa z Jeleniej do Szklarskiej na wysokości Piechowic Dolnych...
Stacja Piechowice Dolne
Trasa kolejowa z Jeleniej Góry do Szklarskiej Poręby
...w nich samych Skrzat Czyścioch...
Skrzat Czyścioch z Piechowic
...zamek Chojnik od dołu...
Chmurki nad Chojnikiem
Widok z daleka na Chojnik
Zbliżenie na zamek Chojnik
I tyle. Musiałem więc się skupić na Stawach Podgórzyńskich, do których jechało się baaaaardzo jesiennie :)
Jesienny wyjazd z Podgórzyna
Tam widok na cokolwiek też był średni...
Czasem ładnie się odbija :)
Stawy Podgórzyńskie w chwili przeblysku
Kompletnie zachmurzone Stawy Podgórzyńskie
...jednak ptasio wybitnie. Żałowałem jedynie, że przez słońce fotki będą słabe. Bo gęsi (kazarki) egipskie to smaczek dla mnie wybitny.
Gęsi egipskie na podgórzyńskim brzegu
Gęsi egipskie na fochu :)
Gęś egipska od strony kupra
Dostojna gęś egipska
Wodujące gęsi egipskie
Całe stado gęsi egipskich
Gęsi egipskie na wodzie
Młodzież jak zwykle niewyraźna :)
Reszta z oddali też cieszyła. Łabędzie zadki, kormorany, czaple, w tym białe.
Kupry i dzioby młodych łabędzi
Niewyraźny kormoran i drapiący się łabędź
Bardzo odległe czaple białe
A pod wieczór... Wyszło słońce. Czyli zaszło :)
Zachód słońca nad Sudetami
Pod wieczór w końcu wyszło słońce. Czyli zaszło :)Aha, jeszcze rowerowy CwaniaKolarz. Najpierw minął mnie na światłach (grzecznie czekałem za autami) bez pozdrowienia, potem oparł się o puszkę, następnie wystartował w świat na dobre kilka sekund przed zielonym, a w końcu olał śmieszkę. Szanuję tylko za ostatnie, reszta fuj.
CwaniaKolarz. To przez takich mamy złą opinię
Uff. Zdążyłem z wpisem przed północą :)


Kategoria Góry


Góro(nie)widzenie :)

Piątek, 7 października 2022 · dodano: 07.10.2022 | Komentarze 6

Tak się jakoś dziwnie złożyło, że mam wolne :) Więc co by tu... A mam, górki :)

Zaskoczenia oczywiście nie było. Moje Sudety są obowiązkiem.

Przyjazd wczoraj wieczorem (tym razem solo, urlopów się zgrać nie udało), noc odespana wybitnie dobrze (nad Jelenią Górę jeszcze smog nie nadszedł), nawet aż za dobrze, bo wstawać się nie chciało. W sumie nie było po co, bo temperatury na poziomie plus trzech niespecjalnie zachęcały do aktywności.

Finalnie wyjechałem jakoś około dziesiątej. W warunkach chyba optymalnych, choć pod koniec było mi już za ciepło.

Zdjęcia będą zaraz, najpierw nudy, czyli trasa: Jelenia Góra - Łomnica - Wojanów - Jelenia Góra - Radomierz - Janowice Wielkie - Trzcińsko - Przełęcz Karpnicka - Karpniki - Krogulec - Bukowiec - Kostrzyca - Ścięgny - Karpacz - Miłków - Mysłakowice - Jelenia Góra.

No to fotki. Początek był mimo wszystko dość rześki, a słońce "zimne". Tu widok znad Wojanowa.
Jedno z pierwszych tego dnia spojrzeń na Sudety
Zimne niebo nad górami
Szeroka panorama z Wojanowa
Po podjeździe do Radomierza było już cieplej :) No i cycki, czyli Rudawy Janowickie, nie przeszkadzały specjalnie.
Rudawskie baloty
Nigdy nienudzący się widok na Rudawy Janowickie :)
Poniższe Janowice Wielkie (uwielbiam) to zerknięcie na rzekę Bóbr jesienią...
Szersze spojrzenie na Bóbr
Bóbr płynie przez Janowice Wielkie
Zbliżenie na Bóbr
...pozdro dla trollowego zioma...
Pozdrowienia dla ziomala :)
...ukochana linia kolejowa...
Kolejowe Janowice Wielkie
...oraz wizyta w Rudawskim Parku Krajobrazowym.
Wjazd do Rudawskiego Parku Krajobrazowego
Rudawski strumyk
Podjazd Przełęczą Karpnicą to jak zwykle miodzio, szczególnie teraz. Sokoliki gratis. Szkoda, że pod nimi buduje się jakaś kolejna pato-górsko-deweloperka... Wycięta ze zdjęć, bo aż żal patrzeć.
Jesienny podjazd pod Przełęcz Karpnicką
Sokoliki z daleka
Zbliżenie na Sokoliki
W Karpnikach wypatrzyłem lecącą czaplę...
Czapla lecąca nad stawem w Karpnikach
...którą chwilę obserwowałem. Akurat trafiło się późne śniadanko. Żabki szkoda, ale zwierzaki to nie ludzie, wyboru nie mają.
Czapla ukryta w trawie
Czapla ze śniadaniem
Im bliżej serca Karkonoszy, tym gorzej z widokami. Chmury zasłoniły niemal wszystko. Widzenie gór jest przereklamowane, więc się nie martwiłem :)
Widzenie gór w górach jest przereklamowane :)
Na koniec jeszcze więcej fauny. Ale tej bardziej udomowionej. Po raz pierwszy udało mi się pogłaskać konika widywanego zawsze z daleka, ewidentnie roboczego, z Radomierza. Koń się nawet uśmiał :)
Koń na tle Sudetów
Sprawdzony patent działa również w górach :)
Koń się uśmiał :)
Podrapane? Podrapane :)
Konik w wersji słonecznej
I jeszcze jeden landszaft z koniem
Następnie krówki gdzieś przed Bukowcem. Piękne stado, większość nieufna, ale że ja nie pogłaskam chociaż jednej? :) Udało się.
Sudeckie krówki
Krówka wyjątkowo współpracować nie chciała, ale dzięki temu widać góry :)
Krowa w pozie zdziwiinej
Krówki coraz śmielsze
Krowi portret
Przyjazna krówka
A, jeszcze kózka, lecz jedynie z daleka.
Kózka z oddali
Fajny dzionek. Jutro podobno ma padać :/


Kategoria Góry


  • DST 53.20km
  • Czas 01:58
  • VAVG 27.05km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 149m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Darowane :)

Czwartek, 6 października 2022 · dodano: 06.10.2022 | Komentarze 3

Jakoś tak dziwnie ładnie się zrobiło. Podejrzane :)

No ale darowanemu koniowi... Zresztą... dzisiaj w sumie znów zajrzałem :)

Wyjazd oczywiście poranny. Pogoda całkiem spoko, choć wiatr się nie mógł zdecydować co i jak. Tylko jednego był pewny: nie chciał mi pomagać.

Trasa to klasyczny zachodni klasyk: Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Początkowo było pochmurno, pod koniec nawet wyszło słońce. I tak zostało do teraz.

Upolowałem myszołowa. Dał mi ze dwie sekundy na działanie, ale coś tam się uchwycić udało.
Czujny myszołów na balocie
Pa po, pozdro tam! :)
Wspomniane koniki:
Koniki pilnują roweru
Nie da się odjechać bez drapania za uchem :)
Gdzieś tam na horyzoncie krążył żuraw.
Żuraw z oddali
Ze zwierzaków jeszcze... emu. No i pieski. Pogłaskane przez siatkę, oczywiście. Ale ze strusiem chyba się średnio lubią :)
Konfrontacja emu z wilczurem
Napuszone emu :)
Emu profilowo
Pieski też pogłaskane, choć nie od razu :)
Jeszcze jesienne drzewo...
Jesienne drzewo
...buraki...
Zaburaczony :)
...oraz Dębina.
Prawie wiosna na poznańskiej Dębinie
Tyle na dzisiaj.