Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239518.70 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.50 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783452 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

Rudawska objazdówka

Piątek, 3 czerwca 2022 · dodano: 03.06.2022 | Komentarze 14

Dzisiaj w końcu udało się wybrać w moje ukochane Rudawy. Nie ma wyjazdu bez nich.

Wyjazd oczywiście poranny, bo na popołudnie plany. Pogoda jeszcze ładna, a wręcz piękna. "Jeszcze", bo od jutra deszcze :(

Trasa wyćwiczona przez lata, choć z małymi modyfikacjami: Jelenia Góra - Łomnica - Wojanów - Radomierz - Janowice Wielkie - Trzcińsko - Przełęcz Karpnicka - Karpniki - Krogulec - Bukowiec - Kostrzyca - Mysłakowice - Łomnica - Jelenia Góra.

Nie wiało mocno. Jupi :)

Skoro Rudawy, to oczywiście zaczynamy od cycuchów :) Tak w ogóle, jak w szczególe.
Rudawskie cycuchy i Śnieżka gratis :)
Cycuchy z bliska :)
Rudawskie Sokoliki
Zbliżenie na Sokoliki
Śnieżka też wpadła w kadr, kilka razy nawet.
Śnieżka widziana z wysokości Rudaw
Śnieżka w pozycji górującej
Tutaj rzut okiem na górkę, którą podjeżdżałem do Radomierza. Nie lubię jej, bo asfalt to asfalt, ale ten ruch... Tu akurat chwila spokoju.
Zjazd z Radomierza
W Janowicach kurs na "mój" strumyk.
Rudawski Park Krajobrazowy
Nie ma lekko :)
Rudawski prześwit
Tam wyniuchał mnie... Benek :) Taki całkiem kropkowaty.
Benek węszy :)
Benek - napotkany żarłok :)
Było również mrowisko-gigant.
Mrowisko-gigant
A przy wjeździe do wsi znajomy troll :)
Janowicki znajomy troll
Szlag mnie trafił na Przełęczy Karpnickiej. Tu jeszcze w kwietniu stał las... Co oznacza, że barbarzyńcy cieli całe połacie w sezonie lęgowym. Pińcet, a nie, już podobno sidymsyt plus się tworzy...
Tu jeszcze w kwietniu stał gęsty las........ :(
Tak się robi 500, sorry, 700+...
Za to sama przełęcz jak zwykle sympatyczna. Lubię jej profil :)
Ulubiony profil trasy :) Po zjeździe z Przełęczy Karpnickiej
Jeszcze Bukowiec. Fajnie się w końcu rozwija, powstaje skansen i ciekawe miejsce.
Szczyt przed zjazdem do Bukowca
W komitywie z Don Kichotem
Corrida z Bukowca
Jako że zwierzaków zabrakło we wpisie, chociaż konik :)
Konik roboczy, ale całkiem radosny


Kategoria Góry


Zaporowy (W)leń :)

Czwartek, 2 czerwca 2022 · dodano: 02.06.2022 | Komentarze 10

Drugi dzionek w górach, zdecydowanie aktywny, wpis więc powstaje pod sam koniec dnia. Nie będzie w związku z tym rozległych dygresji i analiz filozoficznych. Na szczęście :)

Wyjazd około dziewiątej. Miał być wcześniej, ale musiałem wracać po bluzkę termo - słońce mnie zmyliło i ruszyłem wstępnie na krótko. Jednak zimny wiatr przywołał mnie do szeregu.

Trasa zachodnio-północna, wzdłuż Doliny Bobru. Znana, lubiana, ze stałymi atrakcjami, których nigdy dosyć :) Czyli: Jelenia Góra - Jeżów Sudecki - Siedlęcin - Strzyżowiec - Pilchowice - Nielestno - Wleń - Łupki - Wleń - Nielestno - Pilchowice (Zapora) - Strzyżowiec - Siedlęcin - Jeżów Sudecki - Jelenia Góra.

Oczywiście klu programu była zapora w Pilchowicach oraz Jezioro Pilchowickie. Ta budowla ma już 110 lat, a wygląda jak nowa. Nie ma co, solidna robota tych, których w Polsce się wciąż nie lubi :)
Łuk zapory w Pilchowicach

Zapora, która ma już 110 lat, Pilchowice
Widok z bezpiecznej strony zapory, Pilchowice
Rowerowo na zaporze w Pilchowicach
Panorama z Zapory Pilchowice
Widok z zapory na stateczek, Pilchowice
Półwysep na Jeziorze Pilchowickim
Wycieczka w ten magiczny rejon zawsze cieszy. Były jednak i mniej spektakularne klimaty. Sama Dolina Bobru zresztą obfituje w klimatyczne miejscówki. Oto mały przekrój:
Wiadukt w Pilchowicach
Dolina Bobru
Na jednym w mostków nad Bobrem
Spokój rzeki Bóbr
Górski Win XP :)
Zawitałem również do Wlenia. W końcu skończono remontować tamtejszy rynek. Niestety jest betonoza, a w sumie to kostkoza, jednak przyznać trzeba, że zawsze tam tak to miejsce wyglądało. No i dość ładnie komponuje się całość, łącznie z panią gołębiarką.
Parkowanie na rynku we Wleniu
Ratusz we Wleniu
Pomnik gołębiarki na tle ratusza we Wleniu
Nad miasteczkiem górują ruiny zamku Lenno, więc oczywiście tam się wspiąłem. Nie miałem czasu po raz kolejny spacerować po tym terenie, formalnie położonym we wsi Łupki, więc jedynie sfociłem na szybko zespół pałacowy oraz... trolle :)
Na samej górze ruiny zamku we Wleniu
Widok z Łupek
Zespół pałacowy w Łupkach
Śpiący troll :)
Troll niedosłyszący :)
Jeszcze coś dla miłośników kolei, czyli linia-pasażerski trup numer 283...
Nieczynna linia kolejowa numer 283 wzdłuż Doliny Bobru
Wiadukt kolejowy w Pilchowicach
...oraz duchów :)
Uwaga, duchy! :)
Na koniec mało wyraźne poranne widoki na Karkonosze. Później się ładnie rozpogodziło.
Kotły z krańca Karkonoszy
Niewidoczna Śnieżka
BS-a nadrobię jutro. Albo pojutrze. To zależy :)


Kategoria Góry


Dzień Karkonosza :)

Środa, 1 czerwca 2022 · dodano: 01.06.2022 | Komentarze 16

Maj zakończyłem na płaskim, czerwiec zacząłem w górach. A co, nie mogę? :) Nieistniejący (jeszcze?) Dzień Karkonosza należy święcić.

Musiałem powetować sobie ostatni kwietniowy wypad, kiedy to dokładnie podczas pobytu w Jeleniej Górze dopadło mnie jakieś choróbsko i ledwo powłócząc nogami wykręciłem minimalne minima. No bo jednak 38 stopni gorączki średnio motywowało.

Tym razem, mam nadzieję, będzie lepiej. Przynajmniej pierwszy dzień okazał się całkiem pozytywny, bo nawet udało mi się zdążyć przed deszczem. No i czas mamy taki, że w Sudetach jeszcze tłumów wielkich nie ma.

Urlop wzięty, więc można się było wyspać. Start po dziewiątej, z jednym jedynym planem: jak zwykle trasa sama się wykręci. Ja jej tylko mam pomóc :) Udało się - ostatecznie wyszło takie coś: Jelenia Góra - Cieplice - Wojcieszyce - Piechowice - Szklarska Poręba Górna - Szklarska Poręba Dolna - Piechowice - Sobieszów - Zachełmie - Podgórzyn - Cieplice - Jelenia Góra centrum.

Pogoda była różna. Ruszałem w słońcu, a finalnie ledwo zdążyłem przed deszczem. Fotki wyszły więc słabo, bo gdy już byłem w najlepszych widokowo miejscach, zaczynało się chmurzyć. No ale coś tam wyszło.

Więc, jak to w przypadku górskich wpisów, koniec pisania :) Na dobry początek Śnieżne Kotły.
Kotły wciąż śnieżne
Szczyt Śnieżnych Kotłów
Oraz obowiązkowo Chojnik i Śnieżka.
Chojnik i Śnieżka, wersja czerwcowa
Jak zwykle najwięcej czasu zajmował podjazd do Szklarskiej Poręby. Ale oczywiście warto było. Tym razem podjechałem sobie do samego Zakrętu Śmierci, pokonując go dwukrotnie i przeżywając, że przeżyłem :)
Rzeka Kamienna, wjazd do Szklarskiej Poręby
No nie mogłem się nie zatrzymać :)
Motyw obowiązkowy
Widok z platformy widokowej przy Szklarskiej Porębie Górnej
Będzie deszcz, albo nie będzie deszczu. Nie było. A potem był :)
Zakręt Śmierci - przeżyłem :)
Najwyższy punkt za Szklarską Porębą
Na skrzyżowaniu karkonoskich szlaków
Zahaczyłem również o Stawy Podgórzyńskie. W sumie po południu byliśmy tam już bezrowerowo, ale to w którymś z następnych wpisów. Był jeden miły zaskok - bardzo daleko na tle gór wypatrzyłem bielika.
Zachmurzone Stawy Podgórzyńskie
Bielik i mewy na tle gór
W samych Cieplicach wpadła jeszcze w kadr pustułka.
Pustułka na polowaniu
Na koniec rodzimy folklor. Chciałoby się napisać, że regionalny, ale nie. Miałem to "szczęście", że trafiłem na sztafetę okrążającą kraj z obrazem na przyczepie oraz hasłem "Jezus Chrystus Król Polski". Kij z tym, że brakuje mi w tym haśle interpunkcji, oczywiście mam do tego problem natury merytorycznej, bo przecież mamy ustrój parlamentarny, nie monarchię, a poza tym jeśli królową Polski jest Maryja, to królem nie powinien być Józef (tu znak zapytania), ale jak to się stało, że udało im się sforsować zakaz wjazdu, związany z remontem ulicy? To musiała być boska interwencja, ja musiałem prowadzić chodnikiem :)
Taki tam mobilny folklor w Piechowicach :)


Kategoria Góry


  • DST 51.50km
  • Czas 01:49
  • VAVG 28.35km/h
  • VMAX 52.10km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 126m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gazeta poranna

Wtorek, 31 maja 2022 · dodano: 31.05.2022 | Komentarze 10

Porannych wypadów ciąg dalszy. W sumie to u mnie jakieś 90% rowerowania, wiec chyba niepotrzebnie o tym wspominam :)

O dziwo zrobiło się całkiem ładnie, a nie o dziwo znów wiało ciągle w pysk. Za dobrze było kilka dni temu, należy przywrócić normę widocznie.

Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Przygód brak. Bo dwaj gazeciarze to przygoda żadna, a bardziej poczucie, że tak, to Polska właśnie. A, no i raz zdziwiłem się, że ktoś ładnie przepuścił mnie na na przejeździe rowerowym, chociaż spokojnie by zdążył. Z ciekawości spojrzałem na blachy - no tak, niemieckie. Eh, ten Tusk :)

Fotki znów z bagienka w Trzcielinie. Ale dzisiaj skromnie, bo tylko opalające się żaby.
Opalająca się żaba
Kolejna opalarka :)
Stanowisko do podziwiania bagna :)
Słoneczne bagno w Trzcielinie
Był jeszcze myszołów, ale wysoko na niebie.
Myszołów wysoko na niebie





  • DST 55.80km
  • Czas 01:57
  • VAVG 28.62km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Niewolnik :)

Poniedziałek, 30 maja 2022 · dodano: 30.05.2022 | Komentarze 12

Miałem "wolny" dzień. Cudzysłów nieprzypadkowy :)

Najpierw pobudka o czwartej rano, bo Kropie się zachciało. A to ja się śpię od zewnętrznej.

Potem rower. O nim później.

Potem spacer z psem, bo trzeba.

Potem do pracy na trzy nadgodziny, które wyjątkowo były w moim interesie, gdyż sporo zaległości mi się nazbierało i trzeba było je ogarnąć.

A na deser wizyta u dentysty. Dawno mnie tam nie było, co oczywiście prędzej czy później musiało mieć swoje konsekwencje. Głównie finansowe.

Wróćmy do roweru. Trasa zachodnia, klasyczna: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Niestety wiało zewsząd, a zawsze w ryj, więc wczorajszej średniej nie powtórzyłem. Ale przynajmniej nie padało, choć według wróżek było nawet ryzyko burz.
Magiczne chmury przy klasyku
Wszystkie przyrodnicze fotki wykonałem dzisiaj nad bagienkiem w Trzcielinie. Nie powiem, obrodziło jak nigdy. Kokoszkę widziałem już wcześniej, lecz nigdy w tylu pozach...
Kokoszka się melduje
Roztrzepana kokoszka :)
Rzygająca kurka wodna :)
Kokoszka prezentuje płetwy
...to samo z dymówką...
Dymówka profilowo
Dymówka prezentuje barwy
...ale samca głowienki się tam nie spodziewałem.
Dwie głowy głowienki :)
Głowienka z profilu
Tyle na dzisiaj. Padam na ryj.




  • DST 56.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 30.11km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 178m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kondominium plus

Niedziela, 29 maja 2022 · dodano: 29.05.2022 | Komentarze 11

Po dwóch dniach jazdy z ciężkim sprzętem pod tyłkiem, w końcu udało mi się znów wyruszyć szosą. Stęskniłem się :)

Wyjazd po odespaniu i śniadaniu, czyli przed jedenastą. Lubię, gdy nie muszę się spieszyć, wtedy jakoś paradoksalnie... jedzie mi się szybciej.

Trasa na dziś to kondominium, czyli rzadko już odwiedzany klasyk (Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Bolesławiec - Dymaczewo Stare - Dymaczewo Nowe - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań). Nawet z plusem, bo poszerzyłem go o dojazd do Bolesławca, żeby sprawdzić, czy daniele pasą się na swoim miejscu. No pasą się :)
Mistrz drugiego planu :)
Zasypiający samiec daniela
Danielowe pogaduchy
Rodzinka danieli
Oczy zastępcze :)
Przyjemne drapanko
Sympatyczne zwierzaki :) Poza tym utrafiłem po drodze jeszcze myszołowa...
Myszołów na balotach
Profilowy myszołów
Zaniepokojony myszołów
...oraz pokląskwę.
Pokląskwa na krzaku
Ta ostatnia wpadła mi w obiektyw, gdy zatrzymałem się, żeby sfocić zaporę na Kanale Mosińskim. Podczas jazdy oczywiście w życiu bym jej nie zauważył.
Na wiadukcie w Dymaczewie Starym
Kanałek Mosiński na wysokości Dymaczewa
Zapora na Kanale Mosińskim
Jak widać pogoda "taka se", nawet trafił mnie lekki deszczyk. Ale nie narzekam, bo nie wiało mocno (!!!), więc średnia wyszła w normie :)
Widok z wielkopolskiej Łodzi




  • DST 52.60km
  • Czas 02:06
  • VAVG 25.05km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 155m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wiatroszorcik

Sobota, 28 maja 2022 · dodano: 28.05.2022 | Komentarze 9

Dzisiaj krótko, bo sobota towarzysko zapełniona.

Kolejny wyjazd na Czarnuchu, z tych samych powodów, co wczoraj - obawa przed deszczem (tylko lekko popadał) oraz pewniejszy środek transportu niż szosa przy wietrze, który jednak pokazał swój najbrzydszy ryj.

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Wyjechałem ubrany na krótko, ale zabrałem ze sobą do plecaka wiatrówkę. Na piętnastym kilometrze byłem już w nią ubrany. Taki to maj. No ale przynajmniej nie było upałów :)

Fotek mało, bo zwierzaki znów wywiało.
Pochmurny klasyk
Taka tam perspektywa
Bardzo daleko pod lasem przyuważyłem muflony. Ale akurat uciekały :(
Uciekające muflony
Przynajmniej kruk raczył pozować :)
Węszący kruk
Kruk mnie obserwuje
Tyle. BS-a nadrobię wieczorem.




  • DST 63.10km
  • Czas 02:25
  • VAVG 26.11km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 134m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyblakle

Piątek, 27 maja 2022 · dodano: 27.05.2022 | Komentarze 12

Nie było dzisiaj - na szczęście - tak źle, jak zapowiadano.

Wiało, owszem. Ale myślałem, że nie da się jechać. Jakoś jednak się dawało.

Padało - owszem, ale w sumie tylko przez chwilę. Podczas niej cieszyłem się, że wybrałem sobie Czarnucha do jazdy. Tyłek bowiem nie ucierpiał :)

Trasa: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

O dziwo nawet średnia - jak na MTB i wietrzne warunki - zła nie wyszła. Nie wiem o co chodzi :) A wiem, nie musiałem się zatrzymywać, żeby robić zdjęcia, bo nie było komu i czemu. Znów posucha kompletna. 

Z nudów zatrzymałem się w Konarzewie przy sadzawce, która oblepiona jest jakimś kibolskim przesłaniem oraz... cytatem z pana papieża. Tego dwa wstecz. Tylko "lekko" wyblakł, co w sumie jest dość symboliczne, biorąc pod uwagę to, że coraz więcej informacji przeczy jego wspaniałości. Aktualnie więc mamy tam Jana Pawła Wyblakłego.
Jan Paweł wyblakły
Lisówki szare, choć troszkę i kolorowe.
Pochmurne Lisówki
A, są już pierwsze tegoroczne maki.
Pierwszy tegoroczny mak
Zwierzakowo wpis uratowała jedynie kaczka z Dębiny, której dziób się nie zamykał. Samica. Pani PysKaczka. Albo SzczeKaczka :)
Pani PysKaczka :)
Dojazd do pracy rowerem.




  • DST 56.30km
  • Czas 01:56
  • VAVG 29.12km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Obrodzenie :)

Czwartek, 26 maja 2022 · dodano: 26.05.2022 | Komentarze 10

Tak jak wczoraj pisałem - brak wiatru to ewenement, nie norma. Wczoraj zdarzył się więc jedynie wyjątek od reguły, bo podmuchy znów wróciły do klasyki. Co prawda jeszcze jakiejś tragedii nie było, ale jednak upierdliwość stała się wyczuwalna.

Miałem jechać bardziej na południe, ale jakoś tak się stało, że znów rzuciło mnie na zachód :) No i mało oryginalnie wykonałem tę samą pętelkę co wczoraj: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Oraz dodatkowo kurs do roboty.

Kij z podmuchami, ważne, że dzisiaj obrodziło w ptactwo. Widocznie musiała nastąpić kumulacja po dniach posuchy. W sumie gdybym na trasie spotkał wiele psów, mógłbym napisać, że karma wraca :)

I tak: najpierw zaprezentował mi się pięknie żuraw...
Żuraw w przyczajce :)
Wielbłądożuraw :)
Żuraw w pełnej prezentacji
...następnie dzwoniec...
Dzwoniec z prawego profilu
Dzwoniec chowający się za gałęzią
...potem myszołów...
Kołujący myszołów
Myszołów gotowy do ataku
...a pod sam koniec pustułka.
Pustułka bierze zakręt
Klasyczna poza pustułki
Jeszcze rowerowo-chmurkowy klimat z Lisówek..
Barwy wróciły!
Lisówki pozytywnie pochmurne
...oraz darmowy kawałek ciacha z zaprzyjaźnionej już piekarni z Dopiewa. Cena uczciwa :) A na poważnie - pycha :)
Darmowy kawałek ciasta z zaprzyjaźnionej piekarni




  • DST 56.10km
  • Czas 01:52
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 160m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Słabiutko :)

Środa, 25 maja 2022 · dodano: 25.05.2022 | Komentarze 11

Rzecz niespotykana - wiatr był dzisiaj... słaby. No jak to tak? :)

Oczywiście nie mam zamiaru narzekać, tylko się szczerze zdziwić. Bo wyrażać nadzieję, że to coś więcej niż wyjątek potwierdzający regułę, nie mam zamiaru. Aż tak naiwny to ja nie jestem.

Wyjazd poranny, na klasyczną zachodnią pętelkę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. A potem do pracy.

Fajnie się jechało, a jechałoby się jeszcze fajniej, gdyby nie Luboń i te ich miliardy świateł na kilometr oraz bezmózgowie części użytkowników ulic. Jak to na wsi...

Zwierzaków nie było, aura taka sobie, więc nawet specjalnie nie zatrzymywałem się po drodze. W sumie (prócz lubońskich stopów) tylko po to, żeby pozdrowić gadziego kumpla...
Żółw profilowo
Stary dobry znajomy na stanowisku :)
...oraz cyknąć fotę z rowerem.
Znów niewiele widać
Przed pracą jeszcze szybka wizyta na Dębinie. Obserwatorka gratis :)
Ciekawska wiewióra