Jechało się dość średnio. Ale za to wizualnie było pięknie, bo wielki błękit nadszedł, w tym również nad zalew w Szczodrzykowie. Na ziemi wciąż suszyli czymś takim... ...a na niebie latali takim. A na wodzie bogato. Głównie łyski i perkozy. Były jeszcze żurawie, o dziwo na terenie Poznania... ...sarenki... ...oraz całkiem imponujący myszołów. Zaliczyłem jeszcze dwie pauzy. Przy kapliczce w Dachowej... ...oraz tę w celach konsumpcyjnych w Śródce. Kleiłem się jeszcze przez kilometr :) Na koniec nawiązanie do wojny. Wczoraj jakiś generał palnął, że Putin może walnąć atomówką w bazę na poznańskich Krzesinach. Miło. Sprawdziłem - w linii prostej mam do niej pięć kilometrów. Poproszę więc w zamian bombę skierować w łeb wspomnianego zbrodniarza. Świat na tym na pewno bardziej skorzysta :) A tymczasem na jednym z budynków gospodarczych bazy wiszą zjednoczone flagi.
Komentarze (8)
Ten paluch to widocznie kopia świętomarcińskiego rogala dystrybuowanego na wieś :)
Przed zielenią będzie rzepak :) To tak w temacie pasztecików :)
Kolzwer - słońce jest super. Tylko gorącym latem go nienawidzę :) Jakby ten gnój miał resztki honoru, to walnąłby sobie w łeb, żeby nie brudzić niewinnych rąk zabójstwem takiego czegoś...
Roadrunner - dzięki :) Oj, chyba lepiej się nie zastanawiać... :/
Marecki - dziękuję również :) Widziałem Twój wpis, faaaaaajnie mieć taki ogród.
Znów konkretnie przyrodniczo., Pochwale za łyskę i perkozy bo ostre jak spod igły. U mnie też w piątek było ładnie, ale wiosna, więc ruszyłem też z ogrodem.
Ze słońcem to aż miło popatrzeć na takie ujęcia :) Jeden człowiek z łysym łbem i takie problemy, miejmy nadzieję, że zanim całkiem mu odbije to zejdzie z tego świata.
O zestaw będzie ciężko, bo to zupełnie inne rejony :) Daniele widuję na południu, łyski na wschodzie, a dziki - póki nie wywieźli (chyba) - były moimi sąsiadami.
Kapliczka spoko, bo da się rower o te wspomniane schodki oprzeć :)
Borów zdecydowanie szkoda. Łysina Putina jest o wiele lepszym celem :)
A ja po cichu czekam na zestaw "Łyski Dzik Daniel(s)" ;)
Kapliczka bardzo fajna - schodkowe "piramidy" są najwygodniejsze do odpoczynku, miałem kiedyś taką, ale ją przebudowali i teraz można przed nią co najwyższej postać na baczność :/
Nim atomówka (zapewne w formie rakietowej) doleciałaby nad Poznań, zapewne spotkałaby się z rakietą z Rędzikowa koło Słupska, więc spoko luz. Szkoda tylko, że szeroko rozumiane Bory Tucholskie nie nadawałyby się wtedy już ani trochę na grzybobrania...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"