Głównym elementem dzisiejszego dzionka była wizyta na Targach, gdzie miałem przyjąć drugą dawkę szczepionki Pfizera. Przyjąłem, póki co żyję i nie odczuwam skutków ubocznych. Zobaczymy co będzie w nocy :)
W ogóle to mega zdziwko, bo przy pierwszej turze musiałem czekać w długiej kolejce, tym razem za to kompletne pustki. Kilkanaście osób na krzyż, szybka obsługa, choć i nie obyło się bez problemu, bo system mnie... skasował. Podobno nie tylko mnie. Ale pani szybko ogarnęła temat, wpisała ręcznie i mogłem dać sobie legalnie wszczepić mordkę Billa Gatesa, czipa kontrolującego moje myśli wraz z pinem do karty oraz wpuścić całe stado obcych. Czy jakoś tak :)
Rano zdążyłem jeszcze porowerować. Miało padać, ale trafiła się piękna pogoda momentami. Za to wiało jak cholera, czego dowodem niech będzie fałmaks w tym wyjątkowym momencie, gdy miałem podmuch w plecy. Poza tym jechało się koszmarnie, co widać po średniej.
Miejscówki znane, więc pojawiły się klasyki. W Lisówkach ambona... ...a w Trzcielinie pozdrowiłem Trzcielonardo :) A po południu jeszcze wybiegałem Kropę z okazji Dnia Psa (łącznie zrobiłem dzisiaj jeszcze 11 kilometrów piechotą). No i na Dębinie spora niespodzianka - prawdziwy, żywy i całkiem żwawy rak :) Widocznie woda w tutejszych stawach jest czystsza niż się wydaje.
Komentarze (7)
Evita - to właśnie zrobiłem w Lisówkach :) No to u mnie lepiej poszło, Gates przyjęty prawie bezobjawowo :)
Lapec - hehe, tak mi się coś wydawało, że lekko innego zwierzaka mi wszczepili :) Zgadzam się, tytuł wyszedł lekko niefortunnie :)
Roadrunner - baaardzo lubię ten widoczek, nawet robiony z tak paskudnego miejsca :) Do szczepienia czy nieszczepienia nikogo nie namawiam, ale dla mnie jeśli coś nie szkodzi, a może pomóc, do tego ułatwia życie, jednocześnie zmniejszając ryzyko zarażenia innych (a kilka znanym mi osób zmarło właśnie na Covid), to warto.
Widok z okienka jak obraz , pięknie. Raczka bie widziałem od dziecinstwa. Co do szczepionek moje stanowisko w tej sprawie jest takie ze nie ma przymusu to się nie szczepie. Moje cialo moj wybor , moga mnie szczepic ale solą fizjologiczną hahahhaha
Lisówki w ramie zawsze robią klimat, można siedzieć i się gapić :) Mój zeszły pochipowy weekend był przeleżany, z racji mega osłabienia, bez gorączki i jakichkolwiek sensacji. Ciao wodne zwierzeły!
Kolzwer - akurat idealnie słońce wyszło na moment lisówkowy, po drodze było różnie, ale raczej pozytywnie. Pamiętam, że jako dzieciak widywałem raki w Pilicy (stamtąd miałem dziadków), od tego czasu posucha. Do dzisiaj :)
Marecki - póki co wciąż nic prócz klasycznego bólu ręki. I niech tak zostanie, choć nigdy nie wiadomo. Ważne, że w końcu komplet i przynajmniej jeden potencjalny kłopot z głowy. Raczek dziękuje :)
Miło spojrzeć na słoneczne plenery, u mnie od rana niestety niebo spowite chmurami. Ekstra niespodzianka na koniec, sam jeszcze nie spotkałem takiego osobnika na żywo ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"