Wczoraj zawitali do nas znajomi i tak byliśmy zdziwieni wynikiem meczu Polski z Hiszpanią, że zasiedzieliśmy się do trzeciej. W nocy.
Wszystko fajnie, ale ale dzisiaj była kontynuacja sagi-horroru o nazwie "parówa", nie mogłem więc za bardzo zwlekać ze wstawaniem. Spałem może ze cztery godziny i się ogarnąłem na tyle, żeby ruszyć na rower. I tak było już dość późno, bo żar masakrował. Niestety nie tylko on, bo najgorszy był wiatr - nie tylko silny, wiejący ciągłe w pysk, ale przede wszystkim gorący, powodujący, że czułem się jak w nagrzanym piekarniku. Do tego zamkniętym.
Nie miałem siły walczyć. Nawet nie próbowałem - pobawiłem się nowym napędem, ale skupiłem na przeżyciu. Jakoś się udało. Pewnie lepiej by było wyjechać po południu, ale na to czasu nie miałem.
Z atrakcji wymienić mogę zamknięte dwa razy rogatki. Super sprawa tak kwitnąć w pełnym słońcu przy temperaturze plus 35. Naprawdę, kupa zabawy, z przewagą kupy :)
Zdjęć z oczywistych względów ilość minimalna - każde zatrzymanie sporo mnie kosztowało. Zrobiłem tylko trzy wyjątki. Pierwszy w Borówcu, żeby uchwycić przesłanie sugerujące, iż najlepiej, żebym został... słonecznikiem... ...drugi przy znanym bocianim gnieździe w Szczytnikach. Akurat pani matka była w fazie "co to ja miałam...?"... ...a trzeci na Dębinie. Tam zresztą jeszcze na chwilę się pojawiłem po południu, ale na krótko, bo Kropa ma tak jak ja: upałów nienawidzi i każdy krok ją męczył. Nie miałem sumienia jej katować, odprowadziłem do domu i sam zrobiłem rundkę. Warto było, ale o tym szerzej chyba jutro. Pod domem uchwyciłem jeszcze Ciasteczkowego Potwora, czyli wronę siwą. Mam nadzieję, że taka dieta ptakom aż tak bardzo nie szkodzi.
Kolzwer - dokładnie podobne skojarzenie miałem w głowie, ale upał mnie zabił i zapomniałem o tym napisać. Dzięki za przypomnienie :) Wrona zapewne została słodziakiem :)
Lapec - dokładnie takiego skojarzenia jak Twoje nie miałem w głowie, hehe :) Impreza była delikatnie alkoholowa, ale mam zasadę, że po alkoholu nie jeżdżę, bo butelką można rozbić oponę :)
Marecki - dzięki w imieniu potwora :) Oj, dawno się nie widzieliśmy, sporo tematów do obgadania, jakoś zeszło... Wciąż w pozie zdziwienia :)
Gimnazjalistki (czy tam nastolatki) kiedyś były częścią słoneczka - zostać słonecznikiem jednak chyba poczciwiej ;))
4h snu to za mało? No, oki, może o pół godzinki :). A jak znajomi wyszli o 3:00 w nocy, to trzeba było nocny pyknąć i od 05:00 do 14:00 śpiochać ;)). Chyba że impreza była alkoholowa - to wtedy nie :P
Ciekawie się kojarzy takie przesłanie o słonecznikach w taki upał, wtedy w zasadzie nietrudno o wąchanie ich od spodu :)) Wrona pewnie miała radochę ze swojej zdobyczy.
Gizmo - na bluzę to może nie, ale przynajmniej nie chce się ściągać z siebie skóry :) 30 jako maks jeszcze bym jakoś przeżył, ale te 35 w cieniu to już przesada.
Roadrunner - tylko kawusi mu brakowało do ciasteczka :) Ci Twoi kumple to typowi Polacy za granicą.., dobrze, że chociaż Ty trzymasz poziom, a nawet zdecydowanie go zawyżasz.
Ptaszor ładną miał ucztę :P. Co od spania po kilka godzin to coś wiem o tym hehheh, a niestety koledzy nie potrafią uszanować ze ktoś chciałby pospać dłużej
Katowice pozdrawiają z temperaturą 30°C, tak więc u nas upałów brak, zarówno z definicji jak i odczucia ciepła. Gdyby betonowa dżungla miała drzewa to inaczej by było, bo tam gdzie drzewa są lub las to inne odczucie: aż ma się ochotę bluzę ubrać :P
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"