Od rana padał deszcz, potem doszedł do tego śnieg. Czy ja już kiedyś pisałem, że nienawidzę tego białego %$#*? Tysiąc razy? Aha, jeszcze jeden nie zaszkodzi :)
Dobrze, że była niedziela, pojawiła się więc nadzieja na wykonanie chociaż gluta. Najpierw jednak spacer z psem, połączony z wizytą u weterynarza, który specjalnie dziś podjechał do gabinetu, żeby dać Kropie drugi z czterech zastrzyków. Miło, tym bardziej, że pomagają, przynajmniej póki co.
Potem weekendowe lenistwo, a w końcu grubo po trzynastej opady ustały i można się było szykować. Oczywiście Czarnuchem, bo co prawda śnieg stopniał, ale syf pozostał. Czasu miałem jedynie na 30+, bo nie chciałem wracać w ciemnościach bez dobrej lampki. No i w sumie mi się nie chciało spędzać więcej czasu w tych warunkach :)
Trasa w większości po Poznaniu: Dębiec - Wartostrada - Ostrów Tumski - Śródka - Hlonda - Bałtycka - Bogucin - Janikowo - Bogucin - Miłostowo - Główna - Jana Pawła - Wartostrada - Dębiec.
Trochę ów Poznań pofociłem. Szarość paskudna, więc klimacik średni. Na początek Śródka, gdzie przy Bramie Poznania pojawiły się nowe instalacje. Przy Katedrze na Ostrowie Tumskim również straszą jakieś szkieletory :) Królowie to lub biskupi. Na jedno wychodzi - zaraza jakaś :) Przy Moście Jordana oraz na samej Śródce przyuważyłem po raz pierwszy Meleksa, nawet w czasach pandemii. Odwiedziłem też peryferyjną dzielnicę Główna. Dziwne to miejsce, zaniedbane, a szkoda, bo ma ona swój specyficzny, menelski sznyt. A jaka dzielnia, taki i Mikołaj :) Po liczbie na liczniku widać, że dzisiaj szału z rowerzystami na północno-zachodnim odcinku Wartostrady nie było. A ja znów miałem w bidonie tylko izotonika :) Widziałem też "Ptaki" w wersji PL :) Trochę tych szarych zdjęć dziś narobiłem, bo nie wiem, kiedy będę miał okazję na kolejne. Dzisiaj się udało, ale prognozy mówią nie tylko o mrozie, ale o śniegach, marznących opadach i takich tam atrakcjach. No nic, swoje w tamtym roku zrobiłem, być może przyjdzie teraz czas odpocząć od dwóch kółek.
Komentarze (13)
Chodziło mi o to, że pusty, bo alkoholu w nim nie było :)
Evita - dziękuję :) Też zacząłem "Sodomę", ale chwilowo odłożyłem na półkę, jakoś po stu stronach. Nienawidzę hipokryzji, a Kościół katolicki nim ocieka, co ta książka idealnie opisuje.
Roadrunner - to chyba jakiś patrioto-anioł :) Pamiętam zimy z dzieciństwa i... nie tęsknię :)
Marecki - ciekawe jak długo będą stać?
Kolzwer - opony mam dość solidne, ale nawet z nimi nie znasz dnia ani godziny :) Ja lubię skrzydlate stwory, więc są ok, choć mało mroczne :)
Mokry śnieg, który będzie zamarzał, już takie są prognozy, w razie czego przygotowałem już zimowe opony z kolcami :) Świąteczne instalacje ciekawe, Mikołaj na saniach faktycznie idealnie do okolicy dopasowany :) Te pierwsze skrzydlate rzeźby oryginalne...i jakoś wcale do mnie nie przemawiają.
Mix śniegu z deszczem rzeczywiście nie należy do najprzyjemniejszych zjawisk, ale i tak jesteś dzielny ;) A''propos biskupów - jestem w trakcie lektury "Sodomy".. Niby nic mnie już nie szokuje, ale skala tej podłości jest porażająca.
Dzięki i czekam na tę relację, bo póki lampka do mnie nie dojedzie, to nie ryzykuję wieczornych wypadów :)
Śnieg sam w sobie mi nie straszny, ale jednak wolę ową bestię pokonywać pieszo, bo chodzenie (szczególnie z psem) bardzo lubię, w przeciwieństwie do biegania, które uważam za nienaturalne dla homo sapiens :)
Rower nie ucieknie. I tak w Poznaniu przez ostanie dwa lata było wybitnie dobrze pod naszym względem.
Plus za ten wypad i foto-wpis masz - muszę skoczyć po zmierzchu na Wartostradę obejrzeć i sfocić tamte iluminacje :) No właśnie, miałem pisać jak zareagujesz na wieść o pogodowej "Bestii ze wschodu", straszą nas mrozami na poziomie -20°C, mnie, fana ciężkiego terenu tym nie nabiorą, jak będzie słonecznie i mrożnie to na pewno wyjdę pokręcić :)
Tak, racja Mikołaj pasuje do krajobrazu. Z twarzy podobny zupełnie do nikogo :) Lepiej odpuścić ślizgawce, niż się połamać i odpuszczać 3 miesiące ;) a i zwykły odpoczynek się należy po dwóch sezonach po 20k km rocznie!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"