Zgodnie z zapowiedziami znów dwunastka. Cudu nie było, nie nastąpił jakiś kilkudniowy lockdown i - cholera jasna - trzeba było się pojawić w pracy. Czyli obudzić w środku nocy, wypić kawę, ogarnąć, ruszyć i dojechać do miejsca, gdzie spędzi się połowę doby. Same minusy. No, może prócz tej kawy :)
Wyjazd - jak to ostatnio - po ciemku. Dobrze, że przynajmniej jego druga połowa odbywała się przy świetle. Bo o słońcu nie ma co nawet marzyć- dominowała oczywiście szarość i burość.
Trasa: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Daszewice, nawrotka i kurs na Dębiec, a następnie do centrum.
Foty tylko takie, żeby były. Z drogi na Babki, ale po stronie Poznania. Czyli jeszcze z szansą na ujrzenie jakichś drzew. Jako że dzionki wyglądają ostatnio tak samo, kruki dwa z wczoraj. Rzadko je widuję na drzewach, głównie pojedynczo dziobią sobie coś na polach, więc tym bardziej musiałem cyknąć te niewyraźne zdjęcie z oddali. A teraz czekam na konferencję (niby o piętnastej) naszych magów od obostrzeń. A jak wiadomo, spodziewać się można wszystkiego. 100% dostępnych miejsc w kościołach, a w zamian zakaz wychodzenia z psem na tereny zielone w dni nieparzyste, za wyjątkiem pełni księżyca? Się zobaczy.
Komentarze (14)
Huann - w tej kwestii to jeden z najznakomitszych narodów, o wielowiekowej tradycji :)
Kolzwer - oby do wiosny, jestem za :) Nawet jak Cię zatrzymają to masz wytłumaczenie. Choć ja akurat wolałbym o 6 rano 1 stycznia jednak spać :)
Szaro i buro, nawet kruki w tym stylu, oby do wiosny :) Po tych obostrzeniach ciekawy jestem, czy w drodze do pracy przed godziną 6 w Nowy Rok zatrzyma mnie jakiś patrol :))
No, ale takie 11 godzin domówki to dopiero będzie wyzwanie dla Wątrób Narodowych! Oczekuję od rządu chociaż refundacji przeszczepów po nowym roku... :D
Huann - no pewnie nie będzie, ale może co bardziej hałaśliwych wyhaczy. Ja tam na tę (tylko na tę) decyzję nie narzekam: nienawidzę tłumów, fajerwerków "indywidualnych", ludzi w nadmiarze i zbiorówek, a do tego rodaków po zbyt dużej ilości alkoholu. Im tego mniej, tym lepiej. Pandemia może dla mnie być raz do roku na jeden dzień do końca świata :)
Meteor - słusznie. A taka akcja może mieć tylko zwycięzców :)
W sumie to gorzej może być 1.01. wieczorem, bo podejrzewam, że znaczna część imprez będzie miała jednodniową obsuwę ;) Z kolei upychanie ludzi w Sylwestra na domówkach między 19.00, a 6.00 (11 godzin), zamiast kilku też jest bardzo "logiczne-antypandemiczne". Niby spotkania w większym gronie są zabronione, ale już widzę, jak policja będzie chodzić po każdym mieszkaniu i sprawdzać...
Też się tego obawiam, ale na pewno skala będzie mniejsza niż zazwyczaj. Jednemu czy drugiemu urwie łapę lub inne członki jak nie zdąży wrócić z balkonu i będzie spokój :) Kropa też daje radę z petardami, ale już w pewnym momencie miała dość.
Obawiam się, że fajerwerki i tak będą lecieć - tyle, że z domówek - z okien i balkonów. Tego narodu nic nie nauczy. Może tylko tyle z tego dobrego, że jak będę musiał psa wcześniej wyprowadzić, to mniej będą strzelać. Co prawda na szczęście Tobi wcale się wystrzałami nie przejmuje.
Meteor - oj, boję się, że dowiesz się dopiero jak znajdziesz się 28 grudnia pod biblioteką. Bo o tym nic nie powiedziano. Nie tylko o tym zresztą - póki co wciąż więcej pytań niż odpowiedzi. Oczywiście rozporządzenia nie ma. Mimo wszystko i tak dobrze, że mówią o tym prawie dwa tygodnie wcześniej, może zdążą.
Huann - ja tam nie mam zamiaru Kropy nie wyprowadzać. Ona preferuje okolice godziny 21 i wtedy wyjdzie. I niech mi się jakiś pie... policjant tylko przyczepi! W sumie mi ten zakaz sylwestrowy się nawet podoba - raz, że nie lubię tego typu imprez, dwa, że nachalne bydło nie będzie się zarażać wzajemnie, a trzy - zwierzęta być może będą miały jeden jedyny rok bez fajerwerków. Jedyny raz muszę PiS pochwalić za jakąkolwiek decyzję :)
I już wszystko wiadomo: Tobik nie będzie miał w Sylwestra psaceru wieczornego o normalnej porze (czyli po 23.00, kiedy nie ma już co chwila psów do zjedzenia między kolejnymi sikami). Musi wyjść do 19.00, nie zeżreć wszystkich współgatunkowiczów, które wyjdą na raz oraz wysikać się na zapas tak, by mu wystarczyło do porannego wyjścia. Życzę władzy, by też nie sikała przez kilkanaście godzin, a samemu jej Najszczlnikowi - pampersa. Niech będzie, niech ma.
Też czekam na konferencję... problem w tym, że o tym co mnie w zasadzie najbardziej interesuje, czyli biblioteki to nigdy nie było w konferencjach (bo to jakieś tam popierdółki), więc mogę się dowiedzieć kilka godzin przed ich zamknięciem po opublikowaniu rozporządzenia.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"