Wczoraj zapowiadałem, że według prognoz już dziś na wiatr nie będzie się dało NIE narzekać. Cóż, nie pomyliłem się. niestety.
Ale, ale. Złagodzę przekaz, ha. Bowiem postanowiłem do tematu dzisiejszego rowerowania podejść z głową i nie kopać się z koniem, tylko przynajmniej częściowo ruszyć w las. gdzie jak wiadomo wieje mniej. Skoro w swej łaskawości mózgi u władzy pozwoliły nam pojawić się między drzewami, trzeba korzystać póki już/jeszcze można. Elementem wzmacniającym decyzję były lekkie poranne (a może i nocne?) opady, który trochę poprawiły sytuację przyrodniczą, a przy okazji lekko zmoczyły piaskowe paskudztwo.
Motywem przewodnim były poznańskie jeziora. Po przepchaniu się na Ogrody przekroczyłem moją ulubioną granicę, czyli... pandę... ...i zabrałem za kurs wzdłuż Rusałki do Jeziora Strzeszyńskiego. Trasa miła, łatwa i przyjemna, niestety wszystkie moje ulubione miejscówki były zajęte, więc relacja foto taka sobie. Ruch biegaczy i rowerzystów całkiem spory, czego można się było spodziewać. Na szczęście tylko kilku kompletnych imbecyli, w wersjach grupowych, się zdarzyło. Nie mogłem się nie zatrzymać przy klimatycznych rzeźbach: jedna to "Malum", zrobiona z kory i starych, zużytych mebli, a druga to klasyczny guzik z teorii widzenia. No i jak zwykle urzekło mnie uroczysko gdzieś przy ścieżce w kierunku Kiekrza. Powrót nastąpił już asfaltami - przez Kiekrz, Rogierówko, Sady, Dąbrówkę i Plewiska, Tak jak na Relive. Przy okazji cyknąłem jeszcze fotkę nieśmiertelnego wiatraka w Rogierówku... ...oraz chyba tak samo już nieśmiertelnych zbiorów przed Plewiskami :) Aha, na zjeździe z górki w Kiekrzu, przed hopką, dogonił mnie kolarz. Ale nie pozdrowił - błąd ;) Finalnie się zawziąłem i wyprzedziłem podczas wspinaczki, dopadł mnie przy kolejnym zjeździe, a odpadł znów na Podjazdowej w Rogierówku. Cholerni szoszoni! :)
I wszystko to po to, żeby nie narzekać na wiatr :) Więc zagryzam zęby i już nic więcej nie piszę :)
Komentarze (20)
To jest istotny plus w posiadaniu dziecka :) Ja swoje zasoby - niemałe - zostawiłem w domu rodzinnym, ale spora część dysku to właśnie komiksy. Tytusy, Thorgale, "Baranowskie", Yansy, nawet sporo starego TM-Semic czeka na swój lepszy czas :)
Nie wiem, czy bym teraz dooglądał do końca, do niektórych książek i filmów z czasów młodości nie powinno się wracać, żeby się nie rozczarować (wiem z doświadczenia)... za to można spróbować ponownie podejść do książek, które wtedy człowieka pokonały (albo się je zmęczyło bez zbytniej satysfakcji). Na wszystko jest odpowiedni czas.
U mnie też w nicku widać zamiłowanie do sf. Niby to moja ksywka z liceum, która pierwotnie nie miała nic wspólnego z moimi zainteresowaniami*... ale lubiłem ją i potem używałem jako nicka.
*) ja od biegania po klasie mam ksywkę meteor, Kluska za bieganie po klasie (w czasie przerwy) dostawała minusy z zachowania :-/
Ja naprawdę próbowałem, ale nie dawałem rady. Co do fantasy to fascynację widać nawet w moim loginie na BS :) Eh, to były czasy, gdy trolle były tylko tępe i ograniczone, a nie tak jak teraz - gorsze, bo utożsamiane z ludźmi przed kompem :)
A ja "Gwiezdne Wojny" oglądałem w młodości, nawet mi się podobały i mam pewien sentyment... mam na myśli starą trylogię, bo jak obejrzałem pierwszą część nowej trylogii, to kolejne odcinki omijałem szerokim łukiem.
No i mam odwrotnie - wolę sf od fantasy (mimo, że na Tolkienie się wychowywałem, "Hobbit" był pierwszą grubszą książką, którą przeczytałem).
Huann - ano była :) Nie trawię SF, za to uwielbiam fantasy. Jedyne z "gatunku", a i to tylko w wersji książkowej, które mi weszło, to "Gra Endera" Orsona Scotta Carda. Bo to dzieło bardziej filozoficzne :)
Lapec - witaj w klubie :) Kultowa tandeta - tyle mogę napisać :)
Marecki - nie powiem, dobrze mi się jechało :) Dzięki!
Roadrunner - oj, to już nie taka nowość, bo ma kilka lat, ale takich rzeźb akurat nad tym jeziorkiem jest więcej ;)
Widzę że nie tylko ja nie oglądałem Gwiezdnych Wojen :D. Kiedyś na zlocie OGame (gra internetowa) puścili jedną z części - klasycznie jednak usnąłem :D
Tak, wczoraj jak szedłem ze sklepu to prawie mnie zwiało do Ślepiotki xD
Ania - zapraszam, jak wiesz to fajne tereny :) Dzięki!
Grigor - a dziękuję, dziękuję, w sumie się nie dziwię :)
Huann - jak podasz chociaż inicjały kuzynki to jestem w stanie to sprawdzić :) Jakoś przefiltruję ten miliard ludzi. Ładny tytuł, przyznaję :)
Meteor - odpowiedziałbym na to pytanie, gdybym był w stanie obejrzeć do końca chociaż jedną część "Gwiezdnych wojen". Niestety, miałkość i beznadziejność tych "dzieł" mnie zawsze przerastały :) Więc niech będzie, że to jednak sztuka :)
Chińska pandemia bez chińskiej pandy byłaby niekompletna ;)
Nad Rusałką to nawet mogłeś się mijać z moją najdalszą z możliwych kuzynek-poznańskich biegaczek, bo to jej codzienna trasa jak tak patrzę na jej Endo :) Mam nadzieję, że Ci nie wbiegła pod koła!
Ostatnie zdjęcie tytułuję "Czarnuch zaprasza do walca!"
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"