Uffff. Dobrze, że zmieniły mi się lekko plany i miałem dziś wolne, bo bez tego pojawiłoby się u mnie kolejne puste okienko na BS. A tak? Coś tam wpadło, choć komfortowe to to na pewno nie było.
Od rana bowiem lało. Albo padało. Albo raz to, raz to :) Plus z tego taki, że się choć trochę wyspałem, najadłem, miałem też czas podejść z Kropą do weterynarza po tabletki na odrobaczanie. A po powrocie co chwilę zerkałem za okno, licząc na pogodowe okienko.
Coś w tym kształcie pojawiło się koło trzynastej. Kropli z nieba było już dużo mniej, przygotowałem więc Czarnucha (po cholerę go wczoraj myłem?) i ruszyłem. Na wschód, czyli pod wiatr, który znów zrobił się mocny i nieźle mnie wymęczył, a przy okazji wychłodził.
Wykonałem kółeczko o kształcie Polski, w wersji: Dębiec - Wartostrada - Malta - Miłostowo - Antoninek - Swarzędz - Jasin - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Oczywiście deszcz wcale nie odpuścił, tylko na chwilę przygasł, więc wróciłem usyfiony konkretnie. No ale ważne, że w ogóle zostało pokręcone. Wyjątkowo mi się nie spieszyło, miałem więc w końcu czas na przyjrzenie się drewnianym ruinom... No właśnie - czego? Zapewne wiatraka, który znajduje się pomiędzy Żernikami a Tulcami, zaraz przy wiadukcie nad A2. Stan jest opłakany, a szkoda, bo takie perełki powinno się pielęgnować. Jednak zanim wykonałem te fotki, lekko zdziwiony przeczytałem taką oto karteczkę: Cóż, ton dość pretensjonalny, do tego - mimo intensywnych poszukiwań - żaden "zarządca" się nie wyłonił, ale... Polakiem czuję się jedynie pod względem formalnym, nie mentalnym, więc... zapłaciłem (wiem, co za frajer), oddając wszystko, co przy sobie miałem, czyli cale 1 PLN, które miało być przeznaczone na myjkę :) Pewnie dałbym więcej, ale terminala na karty też jakoś nie przyuważyłem. A przy okazji nasunęło mi się pytanie, czy wisząca obok pani kandydatka też dała na "ofiarę"... Jeśli tak - chwała jej, byłby to jedyny przydatny baner wyborczy, jaki znam. Jeśli nie... A, wyrażał się nie będę :) Po południu wpadł jeszcze spacer po Dębinie, niestety już wyraźnie jesiennej. Relive ze spaceru TUTAJ, a z rowerowania - TU.
Nie mówiąc już o tym, że gdybym umytym rowerem uciekał przed opadem stąd tam - mógłbym go przywieźć ze sobą - i nawet, jakby swoją drogą już padało - to padałoby nadal? Wtedy nawet symboliczne jesienno-zimowe niemycie po myciu byłoby tylko przysłowiową kroplą przepełniającą brak braku opadu!
Ale ja już jej nie umyłem tutaj, to jakże miałbym jej nie umyć i tam? Przecież nie można nie umyć już nieumytego roweru, skoro już jest nieumyty? Musiałbym zatem go umyć tu, by go nie myć tam, a nim dotarłbym tam, tu by zaczęło padać - i całe mycie na nic!
Nawet nie wiem, od czego się odbiła, bo w sumie ciężko było tam znaleźć dziurę na wrzucenie tej złotówki :) Teoretycznie - na logikę - powinna być pomiędzy "puszka _ ofiary", ale nie :) W końcu stwierdziłem, że wrzucę w szparę między jedną a drugą deską.
Chlapa wszędzie. Cóż to za ruina nie mam pojęcia. Sądzę jednak, że datki bardziej na rozbiórkę, bo remontować nie bardzo jest co :p ewetualnie odtworzyć coś na wzór tego czegoś czym to było. Udokumentowany datek - nikt Ci bezprawnego fotkgrafowanka nke zarzuci. Ciekaw jestem tylko czy w piszce coś zabrzęczało czy Twoja moneta odbiła się z echem od dna. :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"