Przerabiałem już w tym tygodniu mgłę bez deszczu oraz deszcz bez mgły, dziś miałem to niezwykłe szczęście połączyć jedno z drugim. Suuuuper.
Co prawda nie były to jakieś wielkie opady, taka mżawica, raz mniejsza, raz większa. W każdym razie upierdliwa. Za to mgiełka słabiutka, nieśmiała, ale... upierdliwa. Do tego stopnia, że chwilę po starcie byłem zmuszony do powrotu do domu, bo zapomniałem lampek. A życie jednak jest mi jakoś tam miłe. Przy okazji dobrałem jeszcze tylni błotnik do zestawu.
Było... brzydko. Tak jak na zdjęciach. I mimo niezbyt silnego wiatru, nie chciało mi się cisnąć, więc niech będzie, że zrobiłem tę pętelkę w tlenie. Albo nawet w lekkim smogu, który pojawia się już powoli w moich okolicach... Swoje zrobiły też korki, w których zakwitł dziś znów Poznań. Smętny, nudny dzionek, który miał swoją kontynuację dalej w pracy (dystans oczywiście wliczony).
Komentarze (9)
No tak, ale wciąż szosowego na przód się nie dorobiłem. Za to... zgubiłem tylny :(
Co do zdjęć, to nauczyłem się robić podczas jazdy, więc jakoś idzie. Zimą - gdy samo zdejmowanie długopalczastych trwa - będzie mniej :)
Po raz kolejny polecam chlapak pod ramę :) Nie szpeci przodu, a jednak ryjek trochę chroni ;]
Brawo za minimum dziesięć zdjęć - ja bym może ze dwa w takich warunkach zrobił. Znaczy wróć, ja bym nawet nie wyjechał :D. Po raz kolejny zadziwiasz zawziętością :)
A na poważnie - też lubię taki klimat, ale gdy mam czas, spokój i takie tam. A jak muszę rano w tym czymś kręcić przed pracą, to... nie lubię jednak :)
A ja lubię taką pogodę ;), choć czasem mam ochotę się pociąć. Jednak bez silnego wiatru jest jakiś spokój i senność w takiej aurze. Nie nie, dziś jeszcze diler nie dojechał, spokojnie ;p
Ty przynajmniej pojeździłeś. Ja do pracy mokry zajechać bym nie chciał, więc dziś odpuściłem, a po robocie byłem już padnięty. Ale najważniejsze, że jestem zły z tego powodu, a to jest dowodem mojej wysokiej motywacji :-))) Jutro jadę rano do pracy, a po robocie pewnie będę potrzebował wsparcia, bo znów ma lać!!!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"