Względem wczorajszego dnia odnotowałem dziś dwa plusy - było cieplusio (nawet trzynaście stopni, normalnie szaleństwo) oraz słabiej wiało. A to, że magicznym zrządzeniem losu po tym, jak dmuchało w pysk, gdy zrobiłem nawrotkę znów dmuchało w pysk, jest już inną parą kaloszy. Średnia więc znów średnia.
Było dziwnie - raz słonecznie, raz pochmurno, grunt, że przed południem jeszcze nie padało, mimo że podobno miało. Dziękuję pogodzie za kolejne zwycięstwo nad meteorologami - które to już? :) Aha, no i miło, że widziałem coś przed i za sobą. Jednak bez mgieł kręci się ciut lepiej. Prócz tego, że jechało się dość ciężko, były też momenty, gdy ryj mi się uśmiechał. No bo zawsze fajnie jest zobaczyć starych znajomych, a nawet znajome, w radosnym, gorczycowym anturażu... :) ...oraz usiąść na chwilę nad Wartą w ulubionym rzecznym porcie, tym w Radzewicach oczywiście. A żeby nie było tak sielsko, na zakończenie widoczek na ulicę Starołęcką i pełznące w kierunku centrum Poznania tłumy PZ-tów. Chciało się mieć tańszy kredycik za mieszkanie poprzez zamieszkanie na osiedlach w podpoznańskich wiochach? No to się cierpi :) Dodam tylko, że około godziny piętnastej i szesnastej ten Sajgon jest oczywiście w drugą stronę, a puściutki robi się sąsiedni pas. Dystans poszerzony o dojazd do pracy.
Komentarze (11)
Lapec - a szkoda... :)
Yurek - śmiać się można, bo brzmi to faktycznie żałośnie z ludzkiej perspektywy, ale pewnie jakiś w tym spory element przymusu jest. Co nie zmienia faktu, że jeśli się chce coś przekazać podczas kampanii, to należy to robić z głową.
Gdyby nie europosłanka od Biedronia, nigdy byście się nie dowiedzieli, że [krowy są gwałcone! Brawa dla pani Sylwii Spurek! #murem_za_krowami !!! PS. Ja też bym się nie dowiedział.
Jesień trwa Rdzawych liści czas Kaloszy, peleryn i mgły Jesień trwa Szpetnej aury czas Pod płaszcze się pcha Wyziębia nam serca - wiatr (xDDDD) Nic innego niż Nosowska na myśl mi nie przychodzi ... Pffff. Aha, oddawać lato!!! :p
Rzeczywiście wróżbici się dziś nie spisali. Miało deszczu nie być praktycznie w ogóle, a tu proszę, jak zaczęło padać, nie przestaje do teraz. Tym sposobem zostałem zrobiony w konia i z powrotem Ania uratowała mi tyłek autem...
Poznałem kiedyś ogromną, w kolorze kawy z mlekiem krowę. Miała serbskie imię... Krava i mieszkała w Krav...znaczy: Kragujevacu. Gospodarze też byli mili i nas m.in. mlekiem podczas podróży autem przez Bałkany ugościli :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"