Na spalonym
Za to karny k...oszyk (taki na bidon) za podawanie błędnie kierunku wiatru. Dziś, gdy już przepchałem się przez połowę Poznania, z Dębca przez Hetmańską, Grunwald, Jeżyce i Golęcin, zaliczając wszędzie czerwone fale, następnie przez Koszalińską dotarłem do Kiekrza, a tam zobaczyłem, że jednak ów kierunek się zmienił i teraz po tym, jak wiało mi w pysk (na szczęście nie aż tak mocno, jednak gdybym wiedział, nie zaliczałbym miejskich atrakcji), będzie wiało mi w pysk, straciłem wenę i postawiłem na rekreacyjne człapanie nóżka za nóżką, zaliczając klasyczny powrót przez Rogierówko, Kobylniki, Sady, Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo, Dąbrowę, Wysogotowo i Plewiska do domu.
Foty dwie, również klasyczne, bo wiele więcej z tych, głównie polnych szlaków nie wymodzę.


Ostatnio coś było o tym, że pod Poznaniem mamy sporo okazji do poodpoczywania sobie na zamkniętych rogatkach. Dzisiaj na Psarskim, mimo żem doświadczony życiem i dość odporny rowerzysta, skończył się mój limit wytrzymałości i musiałem puścić w powietrze wiązankę. Po tym bowiem, jak przed dobre dziesięć minut grzecznie czekałem przed szlabanem, aż łaskawie pojawił się towarowy, udało mi się ruszyć tylko po to, żeby po stu metrach stanąć przed... kolejnym przejazdem, tym razem podziwiając po jakimś czasie IC-ka... Widać to na Relive.
No i jeszcze taka oto sytuacja...

Jak wyszukałem później w necie, to trup ciężarówki, która przewoziła słomę, z niewiadomych przyczyn się zapaliła i przy okazji zjarała jakieś trzydzieści hektarów pola. Na szczęście kierowca się bezpiecznie katapultował. Cała sytuacja na drodze między Skórzewem a Plewiskami odbyła się w piątek, a smród spalenizny wyraźnie dało się czuć jeszcze dzisiaj, już nie mówiąc o dziurach w w asfalcie, które pozostaną tu pewnie jeszcze na długo.
Dziś już podjechałem w tej parówie do pracy. Starałem się nie wykonywać gwałtownych ruchów, żeby nie utonąć. Wyszło tak sobie.








