Przełęcz Karkonoska

Niedziela, 30 czerwca 2019 · Komentarze(37)
Kategoria Góry
Jako że udało się w gorącym (dosłownie) urlopowym okresie wygenerować kilka marnych dni wolnego, postanowiliśmy jak zwykle wybrać się w moje rodzinne rejony. Tym samym wczoraj wieczorem zameldowaliśmy się w Jeleniej Górze.

Na dzisiejszy dzionek plan miałem jeden, za to zdecydowany: nie umrzeć. Zapowiadane temperatury bowiem znów miały przekraczać miliardy kresek na plusie, co przeraża mnie tak, jak preferencje wyborcze Polaków.

Żeby powyższy się udał, musiałem wstać w środku nocy (po szóstej) - udało się, choć trochę mi zeszło na wyprowadzeniu psów i wyjazd nastąpił "dopiero” po siódmej. Taki z tego plus, że było jeszcze w granicach dwudziestu stopni, czyli dało się oddychać. A kierunek? Opcje były dwie: albo pokręcę się gdzieś w upale po płaskich rejonach, albo – jeśli jednak tragedii pogodowej nie będzie - pyknę sobie na Przełęcz Karkonoską (od razu wiedząc, że psychicznie muszę nastawić się na koszmarną średnią). To taki – mitologizowany w "pewnych kręgach” podjazd, z nachyleniem faktycznie dochodzącym do 29%, najcięższy w Polsce, ale czy aż tak warty uwagi? Ja pamiętałem go sprzed dobrych kilkunastu lat (a może nawet ponad dwudziestu? Cholera wie) i szczerze mówiąc nie wrył mi się jakoś pozytywnie w pamięć, bo widokowo dupy od pewnego momentu nie rwał, a poza tym bardziej od samego (trzeba przyznać – godnego) przewyższenia na krótkim odcinku, męczyły mnie tam dziury, których momentami więcej było niż asfaltu.

Z centrum skierowałem się najpierw na Cieplice, następnie na chwilę przysiadłem przy Stawach Podgórzyńskich, okrutnie oszpeconych nowym budynkiem smażalni…
No i Stawy Podgórzyńskie raz jeszcze - na Przełęcz Karkonoską
Zza winkla - na Przelęcz Karkonoską
...bo po chwili znaleźć się w Podgórzynie, gdzie przywitałem się z sympatycznym muflonem.
Mufon kierunek Ci wskaże - na Przelęcz Karkonoską
Po pogłaskaniu czworonoga zacząłem wspinaczkę, bo słońce, choć coraz bardziej okrutne, dawało nadzieję, że nie zabije mnie w ciągu najbliższej godziny. A jeśli miałem jakiekolwiek wątpliwości co do dalszego kierunku, to nagle mi się one rozwiały. Czemu? Bo na horyzoncie zauważyłem pewną sylwetkę idącą z rowerem. W dół. Gdzie oczywiście można się było nieźle rozpędzić. Już wiedziałem – w końcu natknąłem się na… Morsa :)

Zaskoczenie – jak widziałem – było obustronne. Jednak po przedstawieniu się nastąpiło uroczyste cofnięcie "pod tramwaj”, w celu wykonaniu historycznej foty. Z wielu względów :)
Trupy trzy - na Przelęcz Karkonoską
Myślę, że do annałów przejedzie zaproponowane przeze mnie, porównywalne niemal do podania łapy przez Kaczyńskiego Tuskowi (lub odwrotnie), zbliżenie na stojące kolo siebie opony Dębicy i Schwalbe. Moja to ta po lewicy :)
Zły dotyk: Dębica (Mors) kontra Schwalbe (Trollking) - na Przelęcz Karkonoską
W sumie podczas powrotu zauważyłem, że byłaby jeszcze lepsza miejscówka, ale było już po ptakach :)
Keine Grenzen - na Przelęcz Karkonoską
Pogaworzyliśmy trochę o typowo rowerowych tematach: Ukraińcach, sytuacji na jeleniogórskim rynku czy chromach w BMW. Sam Mors wracał z jakiejś eskapady górskiej rozpoczętej o piątej rano. Szkoda, bo zaproponowałem wspólny wjazd na Przełęcz, jednak odmowę z tego powodu jestem w stanie nawet zrozumieć.

W międzyczasie dokręcił do nas sympatyczny kolarz, który jak się okazało już chyba 102 razy zdobywał Karkonoską. Nie powiem, podziwiam i nie rozumiem :) Dzisiaj jednak robił tylko okrętkę "dolnych rejonów”. Aha, jeździ też do córki do podpoznańskich Komornik, co było pewnym spoiwem porozumienia – wszystko fajnie, tylko za płasko :)

Czułem rosnącą temperaturę, więc trzeba było zakończyć spotkanie na szczycie. Na pożegnanie zostało mi jeszcze udowodnione, że zbieranie puszek i innych śmieci ze szlaków to nie ściema (to szanuję) i sprzedany patent z trzymaniem licznika w torbie przy ramie, żeby nie zarysować kiery (hmmm…), po czym każdy ruszył w swoją stronę. Mi los wylosował wspinaczkę.

Odcinek do końca Przesieki kręciłem już wiele razy, choć ostatnio nieczęsto, więc zatrzymałem się jedynie na fotę z cyklu klasyk...
Takie tam z trasy - na Przelęcz Karkonoską
...oraz przy… morsie. Obiecałem w końcu. Foczka poszła gratis :)
Chybotki dwa - na Przelęcz Karkonoską
Za szlabanem, cudownie zamkniętym dla ruchu samochodów, zaczął się konkrecik.

I teraz te emocje, pytania zadawane w przestrzeń: wjechał czy nie wjechał? Dal radę czy nie dał rady?

Oczywiście, że wjechałem! Czemu miałbym tego nie zrobić? :)

Małe podsumowanie "przyjemności” z tej jazdy, którą miałem okazję dziś sobie przypomnieć: po ostrzejszych kawałkach trzeba faktycznie momentami kursować „pijanym wężykiem”, bo kiera leci do góry. Jednak da się to ogarnąć. Ja musiałem zatrzymać się raz, przez swój głupi błąd, bo chciałem zrobić jednocześnie fotę widoczku z tyłu i kręcić dalej. Nie wyszło, bo wjechałem w muldę :) Poza tym był jeszcze jeden stop, na niemal płaskim, w celu wymiany baterii w kamerce – jednak z filmiku i tak raczej nic nie będzie, bo zapomniałem wziąć z Poznania mocowania na kask, który jako rezerwowy trzymam w Jeleniej. A nagrania "z cyca” w górach wychodzą tak, że widać tylko drogę. No ale w wolnej chwili sprawdzę, może coś się z tego uratuje.

Poza tym Przełęcz Karkonoska jest jak najbardziej do ogarnięcia dla osoby, która ma jako taką kondycję, bo tu od niej ważniejsza jest głowa. Sporo oczywiście pomagają motywujące napisy, szczególnie na końcowym odcinku, gdzie jest "najciekawiej”.
Motywator - na Przelęcz Karkonoską
Ufff............ :) - na Przelęcz Karkonoską
Największym minusem – i tu się nic nie zmienia od wieków – jest koszmarny stan asfaltu. Podczas jazdy w górę przeszkadza mniej, ale już podczas jazdy kilka razy miałem ciepło w pewnych strategicznych miejscach, bo dziury po zimie są jedynie zrównane piachem (czy co to tam jest), więc tylko jako taki refleks uratował mnie przed upadkiem, tym bardziej, że moje hamulce wzbudzają przerażenie nawet na płaskim. Zamiast rekompensaty za wspinaczkę jest więc mały koszmarek, który kończy się dopiero po kilku kilometrach.

Kilka zdjęć z góry, robionych na szybko, bo zeszło mi trochę na pogaduchach z Morsem, a gonił mnie czas (planowany wypad "póki jeszcze się da” na Perłę Zachodu) oraz temperatura. Z tych względów już odpuściłem sobie Odrodzenie. Wpadnie następnym razem, choć w sumie nie wiem po co miałbym się tam pojawiać, bo znam wiele ciekawszych, szczególnie widokowo, miejsc w Sudetach :)
Widoków nie ma, ale i tak jest... - na Przelęcz Karkonoską
Czasem warto spojrzeć za siebie - na Przelęcz Karkonoską
Czechy, dobry den - na Przelęcz Karkonoską
Warto było? - na Przelęcz Karkonoską
Patelnia 30+ - na Przelęcz Karkonoską
Wracałem przez Borowice, gdzie spotkałem wspomnianego sympatycznego "rekordowego” kolarza, który podał mi jeszcze rękę z gratulacjami (tylko za co? Przecież to tylko Karkonoska, hehe), Podgórzyn, Zachełmie, Sobieszów i Cieplice.

Karkonoska została zaliczona, po latach. Wniosek/retrospekcja - to jedno z niewielu miejsc, gdzie wolę podjazd od zjazdu, przynajmniej od/do granic "przełęczy właściwej". Czyli nic się nie zmieniło :) Przynajmniej przypomniałem sobie, czemu nie chciało mi się tu wracać :) No i ta średnia... :)

Największy sukces? To, że ten wpis powstał tego samego dnia :) Sorry za ewentualne błędy (tablet rządzi się swoimi prawami) - poprawię. Kiedyś. A zaległości na BS oczywiście nadrobię. Kiedyś. Na razie idę spać :)

Relive (niestety GPS trochę poszalał) TUTAJ.

Komentarze (37)

Fakt faktem - takie EWANGELICZNE „Przebaczam i proszę o przebaczenie” byłoby fajnym zwieńczeniem tej męczącej telenoweli. Bez Waszych dysput BS bardzo stracił. Mam tu na myśli Miłośnika Odgrzewania Retro Schabowych i Katanę... :D ;)

michuss 19:13 niedziela, 6 października 2019

Jeszcze go boli, parę miesięcy myślał i w końcu puścił ripostę ;))
Tutaj mamy Twój wjazd na mono, gdzie twierdziłeś, że wjechałeś Karkonoską, chociaż stawałeś dziesiątki razy.

No to ja się pytam jak to jest? Twój wjazd z dziesiątkami stawań jest wjazdem, a jak ktoś inny stanie lub kawałek wepcha to nie wjechał? Jak widać punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, bo w swojej relacji jednym słowem nie zająknąłeś się, że nie wjechałeś, albo jakie reguły uznajesz za wjechanie.

Napisałem Ci już wcześniej - bardzo słabo się zachowałeś wobec Katany. Dziewczyna przyjechała do Ciebie pół Polski, a Ty z niej kpiąc zachowałeś się jak zwykły burak. I nie ma tu żadnego znaczenia czy i jak wjechała, zwyczajnie po ludzku było to strasznie słabe. Jak ktoś specjalnie do Ciebie jedzie - to już to samo w sobie zobowiązuje do pewnej lojalności i pewnego poziomu zachowania. A Ty się ordynarnie wyśmiałeś z Katany i jeszcze się popisujesz, że Ty lepiej od niej jechałeś. Chcesz rywalizacji - to zmierz się z facetami, wrzuć swój podjazd na Stravę to zobaczysz jak daleko Ci do najlepszych, powyżej 1000 miejsca na Karkonoskiej z Twoim jeżdżeniem pewnie nie będziesz. Pojedź na dowolny wyścig i tam zobaczysz jak się ludzie ścigają. A nie popisujesz się, że dziewczynę jadącą na wycieczce objechałeś na jednym podjeździe - bo to jest cholernie słabe.

I powinieneś już sam zrozumieć po reakcjach ludzi, że nikogo takimi tłumaczeniami nie przekonasz. Fajnie by było jakbyś po prostu potrafił powiedzieć PRZEPRASZAM Katanie, to by było o niebo lepszym zakończeniem tej sprawy.

wilk 17:49 niedziela, 6 października 2019

"wjechała z Tobą większość mitologizowanej Karkonoskiej, ale weszła kawałek" - weszła dwa kawałki - tak się składa, że akurat te najbardziej strome. :)) Te prawie płaskie - fakt, wjechała. WIELKIE BRAWA, cóż za sukces! ;p Licząc trudności a nie metry, to wjechała tyle, co nic, a i tak wszyscy odtrąbili sukces. xDD

mors 23:19 sobota, 5 października 2019

A ja "uwielbiam" komentarze bezkontekstowe. ;)
Czyż różnica płci (no i doświadczenia) nie była jej znana w czasie, gdy upierała się, że do wjechania "wystarczy głowa"?? Powtarzam po raz n-ty: wszystkie okoliczności były znane od początku i dlatego nie mogą być wymówką ani jakimkolwiek argumentem.
A ignorowanie kontekstu jest zwyczajnie nieuczciwe. Bez kontekstu można chociażby zrobić zabójcę z każdego, kto zabił w życiu choć jednego komara...

Ja mam na tyle pokory, że nie pcham się w Tatry Wysokie, a co dopiero w wyższe góry, choć chciałbym w świecie marzeń. Nawet przed Przeł. kark. mam respekt, po wjechaniu ją 5 pełnych razy i kilku niepełnych (śnieg, "ogon"...). Natomiast pyszałkowie, którzy twierdzą, że wystarczy chcieć, umierają w górach wysokich, a w najlepszym razie wprowadzają na Przeł. Kark. Tylko że nikt tej niezdrowej pewności siebie jakoś nie zwalczał w zarodku...

mors 23:15 sobota, 5 października 2019

O cholera, myślałem, że wpis umarł śmiercią naturalną, a tu proszę - trup ożył...

"Uwielbiam" się odnosić do czegoś, co napisałem kilka miesięcy temu, a od tego czasu popełniłem dziesiątki, jak nie setki wpisów. Postaram się przypomnieć wątek - zapewne dla Ciebie bardzo istotny - ale nie o północy.

Jedno jest pewne - kobieta wjechała z Tobą większość mitologizowanej Karkonoskiej, ale weszła kawałek, więc Ty masz z tego powodu satysfakcję jako facet. Coś mi tu nie gra, ale przecież kibicowałem Katanie, więc pewnie coś przeinaczam :)

Trollking 22:26 sobota, 5 października 2019

Nawet na "głupim" Kilimandżaro umiera sporo ludzi rocznie - ba! w Tatrach i Karkonoszach również! A tymczasem kolejki ludzi mocnych tylko głową (a raczej "mocnych w gębie") pod Mt. Everest rokrocznie rosną. Jak to mawiają - każdy ma swój Mt. Everest (pychy). ;)

I jeszcze wyjaśnienie do mojego wjazdu na mono, choć tłumaczyłem to kilka razy: wjazd 100% dystansu, a zaliczam go sobie pomimo tego, że były przerwy i odpoczynek, ponieważ mimo owych przerw było to BEZ PORÓWNANIA trudniejsze niż wjazdy na konwencjonalnych rowerach. Wjechałem PK już 5x na 3 różnych rowerach, więc mam podstawy do takich stwierdzeń.
A polemizować mogę w tym temacie tylko z innymi zdobywcami Przeł. Kark. na jednym kole - jak jakichś znacie, to dawajcie ich tu śmiało. ;))

mors 21:58 sobota, 5 października 2019

Kłamczuchom nie odpowiem, bo nie ma to najmniejszego sensu - z definicji.

T-king: manipulujesz, ile wlezie.
"Generalnie według Twoich teorii w sumie to nie wjechałem, bo kilka razy się zatrzymałem"
- jak ktoś się będzie zatrzymywał co 20 m na łapanie oddechu i odpoczynek, to też mu uznamy, że wjechał?? Wóz albo przewóz - wjeżdżasz wszystko, albo nie wjechałeś nic. ;)

"nie mitologizuję czegoś, co łykają osoby od nas dwa razy starsze" - ile znasz takich osób?? Bo ja 1 i zdaje się, że Ty również...
Doskonale wiesz, że wiele ludzi młodych i w sile wieku tego nie wjeżdża, wiec faktycznie, nie ma o czym klikać...

"Wilk, jak sam zauważyłeś, miał sakwy" - robił już nie takie podjazdy z nie takimi obciążeniami...
"Robert1973 też chyba sakwy (?) i jeszcze jakieś 200 kilosów w perspektywie" - co za różnica, skoro i tak nie wjechał (z powodu śniegu)? Gwoli ścisłości, sakwy zostawił w hotelu, a 200km to dla niego całe nic.

"Podprowadzanie przez Katanę przez kilkaset metrów nie zmniejsza jej wyczynu - i tu możesz mieć inne zdanie, ale jeśli jechała całą noc, żeby tam się pojawić, zdobyła szczyt, zjechała (hehe) i jeszcze potem pokręciła się w okolicach Szklarskiej i wróciła do Jeleniej, to ja już nie wiem, czego się czepiasz." - to jeszcze gorzej, że nie wiesz, bo tłumaczyłem to już mnóstwo razy, ale do nikogo NIE CHCE to dotrzeć:
1) jeśli wprowadzała, to znaczy, że nie wjechała - po kilku miesiącach napinania się na BS, że wciągnie tę górkę nosem...
2) i co z tego, że miała sakwę, noc w pociągu itd.??? Nie zaszła ŻADNA okoliczność nadzwyczajna, jakiej nie mogła przewidzieć. Wszystko było z góry (w sensie, że z Warszawy ;) ) wiadome, a mimo tego była wielka pycha, cwaniaczkowanie i absurdalne przekonanie, że wystarczy odpowiednia "głowa" (nastawienie). Dowodzę, że to nieprawda, ale Was nawet "taśmy prawdy" nie przekonują, zamiast tego dowalacie się do mnie, że surowo ten występ oceniłem. Jaka akcja, taka reakcja - tyle w temacie. Ale owego kilkutygodniowego cwaniaczkowania na BS to już łaskawie nie widzieliście...

mors 21:50 sobota, 5 października 2019

Monikaaa - ależ zapraszam, u mnie można pisać bezstresowo i bez wystawiana czerwonego dywanu :) Co do "dostania mi się" to wiesz, odporny jestem... :P

Katana - oby nie skończył jak reszta "pasjonatów" Mount Everestu, którzy naczytali się teorii nad kawką late, mają za dużo kasy i nie wiedzą, co z nią zrobić. Szerpowie robią jedyną rozsądną rzecz z takimi - biorą kasę, pod szczytem namawiają na powrót, a jak się nie da ich przekonać, to wracają sami. Następnych naiwnych nie brakuje.

Trollking 21:41 poniedziałek, 15 lipca 2019

Brat mojej przyjaciółki (z ta co jeżdżę na rowerze) wybiera się na Mount Everest w przyszłym roku, a przygotowanie ma do tej góry, jak ja do Karkonoskiej. :(
Obie mamy nadzieję że mu ten wyjazd w góry nie wypali .... :/

Katana1978 14:34 poniedziałek, 15 lipca 2019

Do Morsa:
"Okazuje się, że wycieczka życia może mieć... 15 kilometrów. Treść i forma są adekwatne do wydarzeń, więc z góry ostrzegam wrażliwych na przechwałki. ;p To nie miało prawa się udać... ale się udało! " - kojarzysz tą swoją wypowiedź? I Ty masz czelność Morsie zarzucać komuś pychę i samouwielbienie? No to jest lepsze, niż niejedna komedia :)))))))))))

"A wjazd na mono, pomimo licznych przerw, był NIEPORÓWNYWALNIE trudniejszy niż czysty przejazd na zwykłym rowerze..." - i żadnych podprowadzeń tegoż mono? :) No jasne.

Do K78: luz i bez spiny :) Abyś Ty była zadowolona z siebie.

Troll: bo on już się czepia dla samego czepiania, aby tylko komuś dopiec. Taka mentalność :) Nawet Tobie się oberwało. Dziwne, że dopiero po kilkunastu dniach od dodania wpisu... ;)

p.s. Ja tu wpadłam tylko incydentalnie, zupełnie nieproszona, bo przecież do komentowania wpisów trzeba mieć zaproszenie :)

monikaaa 07:07 poniedziałek, 15 lipca 2019

Mors - pycha? Samouwielbienie? O czym Ty piszesz? Wjechałem na Przełęcz, bo to jest jakieś wyzwanie, ale też bez przesady - uważałem i wciąż uważam, że średnio wytrenowana osoba znająca w miarę trasę i wiedząca czego się spodziewać może tam wjechać.

Generalnie według Twoich teorii w sumie to nie wjechałem, bo kilka razy się zatrzymałem,w tym: żeby Ciebie przywitać, zrobić kilka zdjęć, raz wymienić baterię i raz się zagapiłem przed samym szczytem. Czy pisanie o tym to pycha? Nie, po prostu nie mitologizuję czegoś, co łykają osoby od nas dwa razy starsze :)

Wilk, jak sam zauważyłeś, miał sakwy. Katana "kokon" pod siodłem (gdybym wiedział, to bym odradził!). Robert1973 też chyba sakwy (?) i jeszcze jakieś 200 kilosów w perspektywie. Jak chcesz to porównywać z wjazdem bez żadnego obciążenia, jakie uskuteczniasz Ty czy ja?

Podprowadzanie przez Katanę przez kilkaset metrów nie zmniejsza jej wyczynu - i tu możesz mieć inne zdanie, ale jeśli jechała całą noc, żeby tam się pojawić, zdobyła szczyt, zjechała (hehe) i jeszcze potem pokręciła się w okolicach Szklarskiej i wróciła do Jeleniej, to ja już nie wiem, czego się czepiasz.

A porównania z Mount Everestem? Widziałeś, co tam się aktualnie dzieje?

https://eurosport.tvn24.pl/alpinizm,417/kolejka-na-mount-everest-wladze-nepalu-zmieniaja-przepisy,940127.html

Trollking 21:55 sobota, 13 lipca 2019

Yyy a ile tych liderów BS wjechało BEZ ZATRZYMYWANIA się ?

Katana1978 15:08 sobota, 13 lipca 2019

Jakiego supermena, o czym Ty klikasz?? Ja mam cały czas respekt przed tym wyzwaniem i mają go nawet liderzy BS.
To tylko dla Cb i T-kinga jest to banał, na który może wjechać każdy z łapanki. Udowadniam na zdjęciach i filmach, że nie każdy, a Ty i tak twierdzisz, że wprowadzenie połowy najtrudniejszych odcinków = wjechanie. Bez komentarza...

A wjazd na mono, pomimo licznych przerw, był NIEPORÓWNYWALNIE trudniejszy niż czysty przejazd na zwykłym rowerze...

mors 09:57 sobota, 13 lipca 2019

Wiesz co Ci powiem MOrsie.
Zgrywasz na tej Karkonoskiej przed nami jakiegoś supermena. A prawda jest taka że na tą górkę możesz sobie wjeżdżać codziennie co równa się z treningiem.
A potem przed taką niewiastą jak ja udajesz nie wiadomo kogo - i tu jest właśnie PYCHA.

Jak wyglądała twoje pierwsza w życiu wspinaczka na tą górkę ile miałeś przerw - pewnie nie zliczysz.
Z tego co się zorientowałam pierwszy raz podjechałeś tam mono, były przerwy ? - były.
Oczywiście twoje przerwy są dopuszczalne bo to inna technika jazdy itd - każdy twój powód do zatrzymania się wtedy był dopuszczalny.
Już wtedy miałeś okazję poznać bliżej teren i z czym się je.
Nie wiem jak ci poszło pierwszy raz na normalnym rowerze ....więc nic pisać nie będę.

Ale tak jak pisał Hipek można się śmiać ale trzeba zachować jakiś umiar.
Sama się z tego przecież śmiałam, ale teraz na dzień dzisiejszy, to ta cała karkonoska odbija mi się czkawką....
Myślę, że za drugim, góra trzecim razem też bym wjechała na ta górę normalnie.
Jest to kwestia znajomości terenu, i treningu.
To nie jest góra która zdobywają tylko "wybrańcy" - bo tak siebie w tym temacie przedstawiasz...

Katana1978 07:37 sobota, 13 lipca 2019

Niezła dawka pychy i sanouwielbienia jak na jeden wpis..
"Oczywiście, że wjechałem! Czemu miałbym tego nie zrobić? :)"
"to tylko Karkonoska, hehe"
- pomijam swoje opinie i zacytuję tylko liderów BS:
Wilk (z sakwami): "wjechałem na ostatnich nogach"
Robert1973: "niesamowity podjazd" - a wjechał tylko połowę (z powodu śniegu)
Do tego moja obserwacja: około połowy rowerzystów wprowadza.
No cóż, wychodzi, że nasz T-king to zupełnie inna liga... ;))

"Przełęcz Karkonoska jest jak najbardziej do ogarnięcia dla osoby, która ma jako taką kondycję, bo tu od niej ważniejsza jest głowa"
- weź tak jeszcze na Mt. Everest ludzi "wysyłaj"... Nie, nie jest do ogarnięcia samą głową, zwłaszcza, gdy "jako taką kondycję" robi się wyłącznie na nizinach...

"teraz już wiem, że łyknę tą karkonoską. brakowało mi takiego "normalnego" opisu do tego podjazdu :)" - normalny opis to taki, który trywializuje to wyzwanie (i to z pobudek "politycznych"), a nienormalny to pewnie ten, który podaje liczby (np. największe przewyższenie w kraju) i powołuje się na neutralne emocjonalnie relacje ultra-kolarzy?
Łyknij jeszcze Mt. Everest. Głowę masz, reszty nie potrzebujesz...

mors 22:45 piątek, 12 lipca 2019

Gizmo - no tak, ale Ty jak zrobisz mniej niż sto, jesteś chory, ja na to niestety nie mam ani czasu, ani w sumie zaparcia :) Z tymi przewyższeniami i drogą przez Okraj w sumie prawda.

Ania - wiem, wiem, już przebieram nóżkami czekając na wrażenia :)

Grigor - jest. Ale bywa i piękniej :)

Trollking 20:40 środa, 3 lipca 2019

Tam jest pięknie.

grigor86 19:01 środa, 3 lipca 2019

Ale bogata relacja, jakie spotkania, zdjęcia, przeżycia... fiu, fiu... My w połowie lipca zawitamy w Twoich rodzinnych stronach :)

anka88 18:22 środa, 3 lipca 2019

Ja jechałem na okraj i na około raz, sporo łatwego przewyższenia tak można zrobić. A i asfalt od Czech to inna bajka.

gizmo201 18:15 środa, 3 lipca 2019

Michuss - noooo, do szczytu jeszcze "ciut" brakowało :)

Gizmo - no tak, ten "płaski" odcinek faktycznie tu pomaga. Dobrze wiedzieć, że jest jeszcze jakaś wersja "hard" :) Wiem, od czeskiej strony asfalcik godny, tylko zamiast 22 kilosów robi się jakieś 80, a na to czasu nie miałem.

DaruS - miałem Stravę i Endo, ale na tej pierwszej nie pojawiło się to, o co pytasz. Ale to może też być kwestia tego, że telefon lekko "odleciał" :)

Trollking 18:04 środa, 3 lipca 2019

Powiedz mi jeszcze, czy włączoną miałeś również i strave, na którymś urządzeniu? Zastanawia mnie czy ten podjazd zalicza jako ''best climb'' czy nie jest kategoryzowany?

DaruS 10:53 środa, 3 lipca 2019

Porównywalny tylko ciut więcej zakrętów. Podjazd krótszy znacznie bo tylko 4km ma, ale jest co robić i nie ma jak na Karkonoskiej, że w połowie masz jazdę z odpoczynkiem tylko cały czas jak mrówka zasuwasz pod górkę. A jeśli chodzi o wjazd na Karkonoską to zdecydowanie polecam wjazd od Szpindlerowego Młyna.

gizmo201 04:01 środa, 3 lipca 2019

Super, super. Spotkanie niemal na szczycie :)

michuss 22:39 wtorek, 2 lipca 2019

PS. Oficjalnie informuję, że się poddaję z nadrabianiem zaległości i idę spać. Ale obiecuję, że przeczytam wszystko! :)

Trollking 21:57 wtorek, 2 lipca 2019

Uwaga, powoli się odgruzowuję! Trochę mi to pewnie zajmie :)

Mors - oj, Jelenia to małe miasto, Ja się co chwilę "potykam" o znajomych nawet w Poznaniu, więc z tym totkiem bym nie przesadzał :) Co do założeń to każdy ma swoje, mówiłem Ci, że się zatrzymam na fotki, choć i tak zrobiłem to w wersji minimalnej, a spokojnie wjechałbym bez żadnej pauzy, bo to tam bardziej rozsądne, gdyż wsiadanie jest bardziej męczące niż sama jazda :) Pewnie bym sobie jeszcze pokręcił w górę, ale wierz mi, że już łeb parował i czasu brakowało. Aha, wężyk - to było podejście taktyczne, żebym fikołka w tył nie zaliczył, dupę mam lekką, ale i tak za ciężką :) Ok, chyba faktycznie mówiłeś o wyjeździe o 3, coś mi się pokiełbasiło jak usłyszałem o nocnych internetach, a co do rekordzisty to tym bardziej mi miło, że zechciał się zatrzymać i mi osobiście "pogratulować" :)

Kamil - miałem na ostatnim odcinku pieszego kibica, co prawda bez plecaka, więc to chyba nie Ty :)

Roadrunner - dzięki, dzięki :) Tak, perspektywa opisania i ofocenia motywuje zdecydowanie :) Szosą bym się tam nie wybrał, chyba że tylko pod górę. Szkoda by mi było kół :) Aha, tramwaj dojeżdżał do tego miejsca jeszcze kilkadziesiąt lat temu, niestety komuna zrobiła swoje i stoi jedynie pomnik :/

Gizmo - zawsze na Stóg miałem za daleko jako bachor, bo było po czym kręcić obok domu. Kiedyś muszę nadrobić. Ta Magurka brzmi ciekawie, pytanie czy poziom "asfaltu" jest porównywalny? :)

Evita - jako "prawie" posłużyła spora skałka :) A co do Karkonoskiej to nie trzeba jej od razu atakować, ale przejechać "podnóża" warto :)

Ekarol - wybieraj się jak najszybciej, wtedy ja chętnie foty i filmiki obejrzę :)

Lapec - torpedowanie się już skończyło, ale zrobiłem co mogłem :) Wchodzenie jest upierdliwe, weź rower! :)

Katana - pewnie, że łykniesz :) Tym bardziej, że masz bojowe nastawienie, a tam to podstawa :)

Jurek - a czym to się tak zawiodłeś? :)

Huann - hehe, jak resztki pantografu tak nazwą, będzie sukces :P

DaruS - dzięki wielkie :) I spokojnie, tam wypluć można ewentualnie piasek, którym uzupełniono dziury :)

Devilek - no to... Daleko z Górnego na Dolny Śląsk nie jest :)

Trollking 20:33 wtorek, 2 lipca 2019

Tyle powiem, że jechałbym :) Nie koniecznie w dół z powodu spowalniaczy i dziur o których piszesz, ale w górę chętnie.

devilek 18:06 wtorek, 2 lipca 2019

Pięknie! Cóż... też bym kiedyś chciał się tam wczołgać... o ile nie wyplułbym płu, albo innego zawału nie dostał. Zazdro ''Ty Koniu'' !

DaruS 11:32 wtorek, 2 lipca 2019

Graty! A od tego spotkania to Przełęcz KarTrollMORSką powinni odtąd zwać ;)

huann 20:11 poniedziałek, 1 lipca 2019

Czekałem na to spotkanie. :-)
I muszę niestety stwierdzić że jestem rozczarowany ... . ;-))

Jurek57 17:15 poniedziałek, 1 lipca 2019

heheh własnie Mors mi napisał o tym spotkaniu :) Dzięki Troll teraz już wiem, że łyknę tą karkonoską. brakowało mi takiego "normalnego" opisu do tego podjazdu :)

Katana1978 16:31 poniedziałek, 1 lipca 2019

Miłego urlopu i fajnie bo znów będziesz torpedował widoczkami ;) BTW: też se może zobaczę Karkonoską, z buta (:P) w październiku przy okazji Słonecznika ^_^

Lapec 10:36 poniedziałek, 1 lipca 2019

Spoko relacja oraz foty - zachęcają do jak najszybszego powrotu z rowerem w te strony :)

ekarol 07:46 poniedziałek, 1 lipca 2019

Ciekawe spotkanie "prawie" na szczycie ;)
Będę znowu w Świeradowie pod koniec lipca po wypadzie do Czeskiego Raju, ale kompletnie nie mam mocy w nogach, więc i "tylko" Karkonoskiej "kąsać" nie spróbuję ;-))

Evita 06:17 poniedziałek, 1 lipca 2019

Wreszcie coś zacnego, a nie tylko te twoje codzienne nic nie wnoszące suche km. Dla takich widoków warto się trochę pomęczyć.

Polecam ci jeszcze Stóg Izerski też fajny podjazd. A co do trudności to ja uważam, że trudniejsza jest nasza Magurka Wilkowicka od Karkonoskiej.

gizmo201 04:41 poniedziałek, 1 lipca 2019

Szacun za tak obszerny wpis. U mnie to jedna z najcięższych rzeczy po powrocie. Najwazniejsze ze są ludzie ktorzy to czytają i po części to dla takich ludzi powstają takie wpisy.
Tramwaj w gorach ciekawa sprawa, i klasyczny góral do zdobycia szczytu. Myslalem że bedziesz.walczyl szosą ale to nie hanba takim sie wspinac i miec taką średnią. Wiadomo że im wyzsza tym robi sie bardziej PRO. Ale pamiętajmy ze są ludziska co nie przekraczaja 20tu i sa szczęśliwi że wspaniale spedzili dzień. Pozdroooo

Roadrunner1984 22:20 niedziela, 30 czerwca 2019

Też się kiedyś tam wdrapałem. Pieszo, z dwudziesto kilogramowym plecakiem.

kamilzeswaja 22:11 niedziela, 30 czerwca 2019

Przypadek na miarę trafienia 6 w lotka albo 2 piorunów w jedno miejsce - nie sądzę, by to się kiedyś powtórzyło. ;)

Muflon, Mors w Podgórzynie, widoczek, mors w Przesiece, mulda i bateria... A do tego pijany wężyk, redukujący nachylenie. Nie kąsasz fabułki - z przerwami co chwilę to i na Mt. Everest każdy by wlazł (gdyby była odpowiednia drabinka/schodki). Cały bajer polega na tym, żeby wjechać to na raz...
A powyżej Przełęczy jest jeszcze opcja na prawo ;) tzn. czeska Petrova Bouda (można szutrem ale i asfaltem też się da), która jest 52 m wyżej niż Odrodzenie (a 90 m wyżej od Przełęczy) no i daje lepsze widoki.

Sprostowania:
- wyjechałem o 3 a nie o 5. :)
- "nasz rekordzista" wjechał 102 razy nie ogólnie, a tylko w jednym konkretnym roku (2017).

mors 22:05 niedziela, 30 czerwca 2019
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa accza

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]