Po wczorajszym kolejnym ataku zimy tej zimy (a już myślałem, że globalne ocieplenie załatwiło sprawię, jak widzę - jeszcze nie) i zaledwie 31 kilometrach na chomiku, był już głodek jazdy. Tym bardziej, że analizując poprzedni rok, przypomniało mi się, jak to ładnie i zielono jest wiosną, a kolorowo jesienią. Więc się chciało.
Szkopuł był tylko w jednym skromnym "ale" - nocnym przymrozku, który utrzymywał się do okolic dziewiątej rano. A mróz oraz nie wszędzie jeszcze rozjechane śniegowe drogi to połączenie mało komfortowe, więc marzenia z rzeczywistością się lekko - jak zwykle - rozeszły. Finalnie skończyło się na tym, na co pozwoliły mi zasoby czasowe przed pracą, czyli na glucie, zimnej i wietrznej gliździe w wersji: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Krzesiny - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęcka - Hemańska - Dębiec. Powyższy obrazek jest dla zmyły, bo to nie górki, to wciąż Poznań, a i drogi w większości były czarne, choć zawierające spore zasoby lodowych placków, jazda była więc nad wyraz ostrożna. Tym bardziej, że jak zwykle śmieszki nadawały się bardziej do trenowania dla Justyny Kowalczyk niż nałogowego rowerzysty :) Po przejechaniu tego dzisiejszego mikro dystansu mogę uznać się za szczęściarza - stałem zaledwie dwa razy na zamkniętych przejazdach. A mogłem co najmniej trzy! :)
Pisząc wczorajsze podsumowanie roku, zapomniałem o planach na 2019. Oto one w skrócie. A co z nich wyjdzie - zobaczymy, bo zaległości są spore :)
Komentarze (4)
No właśnie nie byłem. Ale dzięki za podpowiedź, jak tylko się ten biały szajs roztopi, to przy okazji wlecę. No chyba że nie warto :)
Hehe :) W sumie nie wiem do końca, o czym będzie ta książka, ale autorkę (zresztą z Poznania) lubię i wspieram. Mam nadzieję, że do końca roku będę w stanie napisać, o czym to było :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"