Muminkowe bajlando
Pierwsze, co zauważyłem na dworze to to, że... niewiele widzę. Po powrocie wyczytałem, że to była nie mgła, a smog - Poznań pod tym względem znajdował się w czołówce światowej. Super :/ Dzięki wielkie, kopciarze i genetyczni wrogowie publicznego transportu.
Gdy minąłem A2 i wjechałem do Lubonia, nagle jakbym znalazł się w innym świecie, niestety jeszcze gorszym (w sumie najczęściej tam tak jest), bowiem na całym odcinku od ronda do Maka i okolic centrum handlowego sypał regularny śnieg. Jako że miałem pod tyłkiem szosę, to lekko zwątpiłem, ale postanowiłem jechać dalej i ewentualnie zawrócić jeśli sytuacja się utrzyma. Na szczęście ulicę dalej było już w normie, a im bliżej wyjazdu z tej miejscowości, tym lepiej. I jak tu nie uważać Lubonia za czyste zło? :)
Pierwotnie chciałem wykonać trasę w tę i z powrotem do Żabna, ale jak pomyślałem sobie o powtórce z powyższego i dwukrotnie jednego dnia zaliczanym kursie po solance na śmieszce w Łęczycy, po dojechaniu przez Puszczykowo do Mosiny zmieniłem zdanie, kierując się na Rogalinek. Tam chwila przerwy na spojrzenie na Wartę i śryż...


...a przy okazji na dwóch gówniaków (widać ich po lewej w tle), z których jeden zaczął się popisywać na oblodzonym moście jadąc na jednym kole, gdy z naprzeciwka toczył się tir. Co kto lubi :)
Finalnie wykonałem "muminka", kręcąc dalej przez Sasinowo, Wiórek, Czapury, Babki, Głuszynę, Sypniewo, Koninko, Krzesiny, Starołękę i Lasek Dębiński do domu. Jechałem powoli, ostrożnie i... anonimowo. Przez mróz pewnie bym sam siebie nie poznał podczas mijania :)

W poznańskich Krzesinach trafiło mi się prawdziwe bajlando :)

A i tak najbardziej podobały mi się dzisiaj drzewa, te, które jeszcze pozostały. Choć przez smog niestety mało wyraźne.


Jutro chyba - jeśli uda się w ogóle wyruszyć - skrócę dystans do gluta. Takie zamarzanie na żywca to średnia przyjemność, która niestety jeszcze ma trwać kilka dobrych dni :/








