No dobra, czas to przyznać wprost - są pewne granice, do których docieram, wyznaczających moment, gdy jazda przestaje być przyjemnością, a zaczyna być męczarnią. I właśnie te minus pięć stopni w chwili wyjazdu, a całe minus trzy pod jego koniec, to z grubsza ten moment. Sama temperatura byłaby jeszcze ewentualnie do przyjęcia, ale już przez koszmarnie zimny i mocny wiatr zostałem zmiażdżony psychicznie i fizycznie oraz zamieniony w sopelek.
Trasa leciała według schematu: dom - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo -Łęczyca - Luboń - Poznań. Czyli... klasyczny "muminek", tyle że dzisiaj była to raczej Buka :) Jak widać, po tym spotkaniu zamarzła nawet woda w Lasku Dębińskim :) A przy okazji - z całej ferajny w Muminkach to moja ulubiona postać, co sporo - jak sądzę - tłumaczy :)
Znów najprzyjemniejszym momentem był ten, gdy wylądowałem w domu. Co za czasy :)
Rozpisywać się dalej nie ma sensu, bo bym się namarudził o ciężkiej i bezsensownej jeździe, a i tak skończył z bluzgami na temat lubońskich korków. Więc jedynie Relive na koniec.
Komentarze (11)
Jest na to szansa - wtedy przecież będę chodził, a nie jeździł :)
Ania - ja Bukę uwielbiałem :) Nowy rower gdzieś tam czeka w kolejce, ale na razie nie mam argumentów, bo przecież ledwo co kupiłem szosę, no i wpadło przypadkiem kolejne niezbędne wyposażenie domu, czyli PlayStation :)
Lapec - te wiatrochrony były tylko pod domem, czyli w znanym Ci Lasku Dębińskim :) W tramwajach włączyli w końcu ogrzewanie, znaczy się? :)
Gizmo - cóż... cieszę się :) Jak mi się zachce górek, to jadę do rodzinnej Jeleniej, choć tam teraz cieplej niż w Poznaniu...
Grigor - ależ ja, prócz butów, bo mi się skarpety nie mieszczą :), mam odpowiedni strój. Dobra bluza, a nawet dwie, ciepłe spodnie, dobre rękawiczki. Różnica jest taka, że Ty jeździsz głównie lasami, a ja drogami, więc odczucie wiatru jest zupełnie inne. Raczej musiałbym zainwestować więc w nowy rower na teren :)
Zainwestuj w odpowiedni ubiór, a odzyskasz przyjemność z jazdy w takich warunkach. Powiem więcej - nie będziesz mógł doczekać się kolejnej jazdy w mrozie i śmiania się pod nosem z tego "pitu pitu" mroziku.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"