Średnioolewacz

Poniedziałek, 11 czerwca 2018 · Komentarze(4)
Nawet chciałbym zrobić jakieś kopiuj-wklej z wczorajszego wpisu, szczególnie pod względem pogodowym, no ale niestety. Nie żebym miał jakieś złudzenia… :)

Plus był jeden, podstawowy – wolny dzień, choć oczywiście nie do końca: jak zwykle miałem po południa do załatwienia jakiś miliard spraw. Nooo, może lekko przesadzam. Tysiąc :) Ale i tak rano się nie spieszyłem, bo coś mi śmierdziało deszczem. Jednak w końcu postanowiłem się zebrać, nawet zacząłem ubierać na rower i… wtedy zaczęło padać. Wniosek: nadgorliwość jest gorsza od tego, że kto rano wstaje, temu leje jak z cebra. Czy jakoś tak.

Przestało jakoś koło jedenastej, wtedy więc podszedłem do drugiej próby, taktycznie wybierając jednak crossa, w którym zamontowałem na szybko nowy zestaw błotników, w tym mały, mocowany rzepami na dole ramy. Jak się okazało – śmiało mogłem brać szosę, ale mądry mieszkaniec Unii Europejskiej po szkodzie :) Za to wiatr spowodował, że od samego początku postanowiłem olać ciśnięcie, bo denerwować jakoś mi się nie chciało. Poza tym i tak się zmienił po drodze według schematu "permanentny wmordewind czuwa".

Trasa dzisiejsza to kurs na północny zachód, jeden z klasyków: Dębiec – Górczyn – Jeżyce – Golęcin – Strzeszynek – Kiekrz – Rogierówko – Sady – Lusowo – Zakrzewo – Plewiska – Poznań. Na Wojska Polskiego prawie zostałem plackiem dzięki wybitnym umiejętnościom wyprzedzania kierowcy autobusu numer 60, którego zresztą potem dogoniłem, gdy stał na przystanku, zapukałem w okienko, wytłumaczyłem kulturalnie podstawy kodeksu drogowego, a po przeprosinach grzecznie rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę.

Jako że jechałem w klimacie średnioolewczym, to skręciłem też na chwilę na genialną leśną drogę do Jeziora Strzeszyńskiego, a i nad nim samym, w poniedziałek wyjątkowo pustym, spędziłem kilka spokojnych chwil, wydychając specyficzne nadwodne zapaszki.


Podczas powrotu prawie spod koła uciekł mi przepiękny, wielki ptak, na moje kania ruda. Spojrzeliśmy sobie w oczy, w moich był zachwyt, w jego - „co mi cholero przeszkadzasz w polowaniu”, starałem się jeszcze uchwycić go w locie, ale wyszło z tego zdjęcie z kalkulatora.

Komentarze (4)

Huann - mam nadzieję, że teren był czysty? :)

Jurek - to fakt. Ale poluje również na innych ptasich drapieżników. Jakby myśliwi zamiast polować na zwierzęta polowali na siebie - nawet bym ich lubił :)

Ania - raczej się nie udało upolować :) Strzeszynek bardzo wyładniał infrastrukturalnie, momentami nawet chyba aż za bardzo :)

Trollking 21:43 poniedziałek, 11 czerwca 2018

No proszę, tym razem Tobie udało upolować się małe co nieco :). Nad Strzeszynkiem już dawno nie byłam...

anka88 20:45 poniedziałek, 11 czerwca 2018

Przypominam
Kania i to na dodatek ruda to jeden z najbardziej bezwzględnych i metodycznych "zabujców" !
Co nie znaczy by go darzyć sympatią i kultem (jednostki) ! :)

Jurek57 20:01 poniedziałek, 11 czerwca 2018

Kiedyś, podczas wyjmowania z pralki uciekła mi przepiereczka :)

huann 19:48 poniedziałek, 11 czerwca 2018
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa wlrek

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]