Gdy dziś po raz kolejny z musu obudzony zostałem lekko po szóstej rano, w perspektywie mając konieczność stawienia się w robocie w samo południe, a przedtem jeszcze spacer z psem, wypicie kawy, wizytę w piekarni, a nade wszystko - jeszcze chwilę na dospanie i oczywiście pięć dych na rowerze, stwierdziłem, że pierdo... pierdzielę, nie robię. To znaczy robię, ale w pracy pojawię się godzinę później, niech dziękują, że w ogóle, tym bardziej, że mam do odebrania masę nadgodzin. Taki ze mnie antysystemowiec-hardkorowiec, hehe :)
Finalnie Kropa i tak nie dała mi się wyspać, w zamian więc spędziłem sporo czasu przeznaczonego na spanie na spacerki i uczenie komend. W związku z tym półprzytomny ruszyłem na rower, spodziewając się rzezi podobnej do wczorajszej, jednak o dziwo tak źle nie było, głównie dzięki ciut słabszemu już wiatrowi. Dostałem się opłotkami do nowej części Wartostrady, która ponownie przez swoje istnienie oszczędziła mi tych kilku potencjalnych siwych włosów, a z niej trafiłem prosto nad Maltę, przed wjazdem na którą spojrzałem najpierw na kalendarz. Piątek - luz, można jechać. Od jutra, w związku z weekendem, polecam te rejony jedynie najgorszemu wrogowi, tylko pytanie, czy aż takiego mam :) Potem już klasyczna trasa w kształcie pojałtańskiej Polski: Antoninek, Swarzędz, Paczkowo, Siekierki, Gowarzewo (poopalałem się trochę na niekończącym swej bytności tu wahadle), Tulce, Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Starołęka, Lasek Dębiński i do domu. Relive tutaj, a ja się cieszę, że udało się, mimo kilku mocnych uszczypliwości wiatru oraz miejskich upojności, wyciągnąć te trzy dychy średniej.
Plus dzisiejszego dnia? "Siad" opanowany niemal do perfekcji :)
Komentarze (9)
Początkowo przeczytałem, że ogon Kropy dobry na grilla. Uff :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"