Jako że jazda rowerem jest uzależniona od wielu czynników, a najczęściej robią one wszystko, żeby życie utrudnić, a nie ułatwić, mój zapal wynikający ze wspomnienia wczorajszego przyjemnego kręcenia dziś się ulotnił się już zaraz po starcie, gdy wylądowałem w korku na Dolnej Wildzie, który następnie zamienił się w korek na Drodze Dębińskiej, by finalnie skierować mnie do korka na Królowej Jadwigi. Nie da się ukryć, jest w tym jakaś konsekwencja :)
Odetchnąłem po dotarciu do Wartostrady, którą w miarę sprawnie opuściłem i przez Gdyńską doczłapałem się do Koziegłów, oczywiście napotykając na styku tej miejscowości z Poznaniem puszkowy zator. I dopiero gdy znalazłem się na dukcie do Wierzonki i Karłowic, gdzie pięknie lasy zamieniają się w pola i odwrotnie, mogłem zacząć cisnąć. Oczywiście było już za późno na nadrabianie strat, ale żeby nie było, że nie próbuję, to na jakieś dwa czy trzy kilometry podłączyłem się pod traktor, z tych, co mają na nalepce, iż rozpadają się przy prędkości 25 km/h, ale realnie potrafią wyciągnąć NAWET dychę więcej. Niestety skręcił, a ja po zaliczeniu hopek przed Puszczą Zielonka wykonałem nawrotkę na pętli autobusowej i skierowałem się ku Kobylnicy. Powrót Gnieźnieńską i miastem to powtórka z rozrywki, choć znów Wartostrada, tym razem na nowym odcinku, ulżyła cierpieniom. Wciąż jest tylko jedno "ale" - brak równego dojazdu z niej do Drogi Dębińskiej, co oznacza, że albo telepać się muszę naokoło, wzdłuż starych DDR-ek na Dolnej Wildzie (brrrr...) lub z duszą na ramieniu zaliczyć to coś: Jest jednak nadzieja - kontaktowałem się ze stowarzyszeniem Rowerowy Poznań i podobno dostali oni zapewnienie, że do końca roku będzie tu ładniutki, równiutki asfalt. Trzymam kciuki, a póki co - mocno kierownicę, dla własnego bezpieczeństwa :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"