Motywatory
Wróćmy na ziemię - ruszyłem, gdy dzionek się jeszcze nie rozpoczął na dobre, a co za tym idzie temperatura oscylowała na zaledwie małym plusie. Jednak i tak już było blisko tego, o co mi chodzi: nie za zimno, nie za ciepło, klimat po prostu umiarkowany. Pierwotnie planowałem wykonać trasę na wschód, bo taki kierunek wiatru pokazywały pogodynki, ale już podczas jazdy okazało się, że to ściema - duło jak chciało, a że chciało głównie w pysk (ale niespecjalnie mocno), to stwierdziłem, iż z koniem kopał się nie będę i wykonam "kondominium" (Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań) świadom, że cokolwiek zrobię i tak łatwo nie będzie. Sprawdziło się :)
W Łodzi (tej "naszej") chwilka zadumy przy świętym (a w sumie to dzisiaj - śniętym). Jakim? Pewny nie jestem - mijamy się dość często i wygląda mi na Nepomucena, ale daleko mi do eksperta w "tych" sprawach.


Gdzieś od tego momentu stwierdziłem, że jednak muszę lekko nadrobić średnią i zapodałem sobie sprawdzoną już w tym temacie Hańbę! :)...
...natomiast koło godziny dziesiątej (czyli dziewiątej, grr!) przełączyłem się na TOK, gdzie jak co niedzielę bywają politycy większości opcji - i to był strzał w (nomen omen) dziesiątkę. Nic mnie bowiem tak nie motywuje jak oni - bo choć już lekko osłuchała i opatrzyła mi się bezczelność oraz cynizm PiS-u, amatorszczyzna oraz samooranie się PO i Nowoczesnej, czy bezradność PSL-u, to do tępoty Kukizowców przyzwyczaić się nie mogę. Chyba muszę ich sobie ponagrywać na zaś :)
Fajnie mi się jechało - a, i nawet do pracy zdążyłem.








