Wioooo!...sna?
Mimo wolnego dnia znów z konieczności wyruszyłem rano, gdy jeszcze nie do końca wyschły drogi po wczorajszych opadach. Byłem jednak już na tyle stęskniony za szosą, że bez zastanowienia osiodłałem T-rek(s)a, który dzięki temu poznał, co to życie: błocko na ddr-ce w Łęczycy pewnie do teraz zaciera ręce (czy co tam ono ma) z satysfakcji. A dziadygów mijałem dziś dwóch, do tego patrzących na siebie z ukosa - czyżby rosła tam konkurencja w utrudnianiu życia szoszonom? :)
Trasa to typowe w tę i z powrotem: z Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Żabinko i nawrotka na hopce za Żabnem. O tym, że wraca normalność świadczy również fakt, że miało wiać z południa, tymczasem do połowy drogi z grubsza faktycznie tak było, ale już gdy wracałem kierunek zmienił się na wschodni, z północnymi inklinacjami, a momentami nawalało mi centralnie w pysk (niezbyt mocno, ale irytująco). Witaj, o rzeczywistości! :)
Nie rozwinąłem się specjalnie, stawiałem raczej na czerpanie przyjemności z jazdy w lepszych warunkach niż ostatnio. Pozwoliłem sobie nawet na chwilę pauzy na leśnym parkingu. Co ciekawe - oznaczonym jako teren monitorowany przez Lasy Państwowe. Czyżby bali się, że ktoś im zrobi konkurencję i ukradnie to, co w lasach zostać powinno?









