Misja: pierdel :)
Ruszyłem przed dziesiątą, czyli jak na siebie dość późno, ale wstawanie to wciąż słaby punkt na moim jestestwie. Jednak dzięki temu udało się uniknąć porannych korków, więc jedyne, co mi przeszkadzało to woda lecąca spod kół. Ruszyłem z Dębca w kierunku Plewisk, a gdy znalazłem się na ulicy Wołczyńskiej, przypomniało mi się, że kiedyś pewne sympatyczne starsze małżeństwo zapytało mnie o ulicę Nowosolską, a po moim dociekaniu o jakiś jej orientacyjny punkt, usłyszałem, że jest nim ich cel, czyli... zakład karny :) Postanowiłem w końcu to zweryfikować - oby tylko tak :)
No i... jest. Uroczy, nie ma co :)


W sumie może właśnie odkryłem u siebie nową pasję: zalicz pierdel (rowerem oczywiście). Hm :)
Potem już kręciłem klasycznie na zachód, z północnym odchyłem, z Plewisk do Skórzewa, tam chwila na kontestację dwukołowej polskości (to też oddane zostało w ostatnim roku do "użytku")...

...następnie Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, gdzie z kolei coś mi przestało pasować na wysokości tamtejszego stawu, będącego z tego co zauważyłem również centrum kulturalnym wsi. W domu znalazłem zdjęcie, które robiłem w tym samym miejscu całkiem niedawno i... tu też zawitała zła zmiana. Na górze zdjęcie z grudnia 2017, na dole: z dziś. Zadanie: znajdź co najmniej dwie różnice w tle.

Trochę na siłę wyhaczyłem jednak jeden plus, na tabliczce widocznej zaraz za rowerem - znajduje się tam nakaz dla wędkarzy: używamy tylko haczyków bez zadziorów, a ryby wypuszczamy z powrotem do stawu.

Kolejne były: Fiałkowo, Dopiewo, Palędzie, Gołuski, Plewiska i dom. A tu moje rozwlekłe wynaturzenia w wersji short :)
Tym samym odfajkowuję wykonanie czterech tysiaków w 2018. I jeden zakład karny :)








