Niespodziewanka
Uprzedzając fakty - cieszyłem się, że miałem wolny dzień i za punkt honoru postawiłem sobie wyspanie się, bo gdybym zamiast tego wyruszył, to ci, którzy nazwali mnie kiedykolwiek bałwanem, niewiele mijaliby się z prawdą :) Ale że nienawidzę siedzieć bezproduktywnie w domu, po śniadaniu i obowiązkowej kawce postanowiłem zrobić sobie pięciokilometrowy spacer po moim ulubionym Lasku Dębińskim. A gdyby ktoś nie wierzył, że to fajne miejsce w Poznaniu, to Relivik proszę. Choć - codzienność w tym kraju ostatnio - i tu towarzyszył mi dźwięk pił :/

Podczas dreptania zauważyłem, że prószyło coraz słabiej, więc zerknąłem tylko ile mam czasu (bo wolny dzień czasem ma swoje ograniczenia) i zdecydowałem, że jednak spróbuję pokręcić ile się da. Myślałem, że skończy się na glucie, ale jednak finalnie udało się wykonać pełne " kondominium" w wersji z Dębca przez Luboń, Komorniki, Szreniawę, Stęszew, Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo, znów Luboń i do domu. Wiało jak zwykle, czyli mocno, w drugiej części znów zaczęło sypać, ale gdy dostaje się niespodziewanego bonusa - nie ma co zbytnio narzekać.
Za Witobelem spotkałem solidne stado gęsi, wybitnie zagubionych. Szkoda, że nie zabrałem ze sobą porządnego aparatu.


Miałem za to ze sobą kamerkę, którą odkurzyłem po jakimś pół roku. Zamontowałem ją sobie głównie w celu przypomnienia sobie jak się nagrywa, ale też jako straszak wobec kierowców - sprawdziła się idealnie :) A ja przy okazji uwieczniłem polską myśl technologiczną w Dębienku...

...wyczyszczoną śmieszkę w Łęczycy...

...dobrą zmianę na niej... :/

...oraz dziadygę w naturalnym środowisku. Choć jego akurat lekko ocenzurowałem :)

Podsumowując: rano byłem pewien, że nie pokręcę. Miło się czasem pozytywnie zaskoczyć.
PS. Na szybko udało mi się skonstruować filmik ze słupkiem na głównym planie :)








