Plus na minusie
Tymczasem przypiekać nie chciano, w sumie to wręcz przeciwnie – raczej zamrażać :) O ósmej rano, gdy ruszałem, temperatura na termometrze wywindowała się już co prawda na całe minus pięć (wiosna!), ale pierwszy odczuwalny podmuch zredukował odczucie do (na oko) minus osiemdziesięciu. A potem było tylko gorzej. Zapobiegliwie, jako rowerzysta doświadczony życiem, wybrałem dziś na drogę crossa, znów gratulując sobie wyboru, bo na szosie odleciałbym pewnie gdzieś w zaświaty, jak nie dalej. Ja natomiast, spokojnie jak na wojnie, mając pod tyłkiem czołg (ale model z gatunku tych lżejszych), walczyłem o przetrwanie.
Trasa to wschodnie rewiry – przez Lasek Dębiński i Hetmańską na Starołękę, potem Starołęcką w kierunku Głuszyny, następnie Koninko, Borówiec, Gądki, Robakowo, Szczodrzykowo, Krzyżowniki, Tulce, Żerniki. Jaryszki, Krzesiny, Starołęka i znów przez Dębinę do domu. O taka.
Kombinowałem na wszystkie sposoby, jak schować się przed wiatrem, a wciąż kręcić drogami – w Poznaniu jeszcze jakoś mnie chroniły budynki, niestety już poza miastem chwilami prędkości rzędu 12-16 km/h to był maks, do tego uzyskany sporym wysiłkiem. Miało być lepiej po nawrotce, ale jak zwykle nie było, bo - wiadomix - gnój tylko czeka na takie chwile, żeby zmodyfikować kierunek i w najlepszym wypadku gnoić z boku. Wyjściem było wybranie rejonów mocno zadrzewionych, nawet jeden odwiedziłem, z radością myśląc o odcinku między Koninkiem a Borówcem, lecz gdy weń wjechałem, wymsknęło mi się soczyste kur…! ...cze. Przecież jeszcze niedawno był tu las…


Aha, miałem szukać plusów... No przecież jeszcze tyle drzew zostało... do wycięcia :/
Podsumowując: czysta rzeź - zmarzłem, przewiało mnie, ledwo dojechałem. Nawet święty Florek z OSP w Szczytnikach był zdecydowanie śnięty i mało optymistyczny :)









