Dzisiaj jedynie glut, bo... tak :) Oficjalnie po to, żeby udowodnić sobie i innym, że aż tak z głową nie mam, żeby porywać się codziennie w takich mrozach na najlepszy na świecie dystans, a nieoficjalnie (ciiii....) - po prostu nie chciało mi się kolejny dzień przez kilka godzin odmrażać ryj i stopy. Te minus dziewięć na starcie skutecznie upewniło mnie w mniemaniu, że są jednak większe przyjemności w życiu. A wschodni, już konkretny wiaterek jedynie owe mniemanie spotęgował.
Trasa to niemal idealnie wyliczone czasowo przed pracą trzy dychy z plusem w wersji: dom - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Koninko - Głuszyna - Starołęka - Lasek Dębiński - dom. Czyli o takie cuś. W sumie było całkiem ładnie, słonecznie, nie padało, tylko... z chęcią przyjąłbym na klatę ze dwadzieścia stopni więcej. Byle bez przesady :)
Obowiązkowe rowelfie (czyżbym uknuł nową nazwę? Ewentualnie bikefie lub cycfie, choć takie coś już pewnie istnieje w innych branżach) na tle Dębinki. A, skoro mi jeszcze transfer został - śryż, jeszcze więcej śryżu :)
A ja właśnie przyuważyłem, że nie wiadomo kiedy napadało w Poznaniu białego gów... puszku. Drogi wyglądają jak szklanka. Jutro i pewnie przez najbliższe kilka dni czeka mnie randka z chomikiem :(
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"