Ost(i)rożnie

Czwartek, 22 lutego 2018 · Komentarze(7)
Start nastąpił dziś lekko po ósmej trzydzieści, gdy temperatura wahała się jeszcze czy pozostać na poziomie minus cztery, czy może skoczyć do aż minus trzech. W związku z tym zasiał mi się we łbie dylemat dotyczący wyboru odpowiedniego roweru, gdyż pomimo, iż wydawało się sucho, to moje doświadczenie mówiło mi, że zmrożone drogi w zestawie z nową szosą mogą się nie zazębić. Jak już to mogę to zrobić ja, tyle że z podłożem :) Nie chciałem jednak również na słoneczny dzionek zabierać crossa, wymyśliłem więc osiodłanie Ventyla, który mimo, iż może być uznany jeszcze od biedy za kolarkę, to w przypadku gleby szkody moralno-finansowe będą mniejsze.

W sumie dobrze zrobiłem, choć momentami żałowałem, że jednak nie zdecydowałem się na te grubsze kółka oraz stabilniejszą ramę. Były bowiem momenty. Do jednego z nich należała zamrożona kałuża na głównej drodze w Koziegłowach, która zajmowała dwie trzecie mojego pasa, ale dzięki udanej współpracy z kierowcą tira, który nie wyprzedzał mnie na siłę, a nawet się zatrzymał, żebym mógł pyknąć środkiem, pokonanie owej przeszkody poszło dość sprawnie. Raz jeszcze się przekonałem, że prowadzący te olbrzymie maszyny to w większości przypadków elita w tematyce samochodowej. Zresztą ja akurat dobrze się z nimi dogaduję - gdy tylko mogę zjeżdżam umożliwiając wykonywanie manewrów, daję znać ręką, że mogą je rozpocząć, etc.. Pozdrawiamy się światłami i łapkami, takie tam. Gorzej mi idzie współpraca z puszkowymi kurduplami, a w sumie najczęściej nie idzie, tak jak dziś, gdy znów (ile można?) jakiś troglo wcisnął mi się z podporządkowanej jakbym był powietrzem.

Generalnie mimo wszystko jechało mi się spoko, ale nad wyraz ostrożnie, przynajmniej w pierwszej połowie, bo podczas powrotu drogi już odtajały i obaw było mniej. Choć i tak nie ryzykowałem z rozpędzaniem się, bo jednak szlifowanie podłoża nie należy do moich ulubionych zajęć.

Trasa: Dębiec - centrum - Malta - Gdyńska - Koziegłowy - Czerwonak - Owińska - granica Murowanej Gośliny i nawrotka. Prócz niewątpliwych atrakcji, do których należy pokonanie Poznania z południa na północ i z powrotem (łącznie gdzieś połowa dystansu) oraz ślimaków na nowej Gdyńskiej (można sobie nieźle podszkolić technikę), wisienką na torcie były jak zwykle (i pewnie jeszcze długo i długo będą) dwie upiorne kostkowe DDR-ki, przed i za Owińskami, wzdłuż upstrzonej oczywiście zakazami normalnego rowerowego ruchu w obydwie strony ulicy (a śmieszka tylko po jednej). Czyli taki Luboń, tylko wersja mini :) 

Komentarze (7)

Lapec - ostatnio wklejałem w stanie pół na pół... i na jeszcze pół :) Wkleję jak będzie jedna wersja w końcu :) O dziwo lepszy vmax wleciał mi dziś crossem :)

Huann - ten nasz Mors się ostatnio obija. Ale Wartostrada jest na tyle niedługa, że spokojnie może popłynąć nim na mono :)

Trollking 18:31 piątek, 23 lutego 2018

W sumie to taka Wartostrada byłaby obecnie chyba dobra dla Morsa? :)

huann 08:23 piątek, 23 lutego 2018

Liczę jeszcze na jakieś fotko z Wartostrady w stanie stałym ;)
Poza tym przy bezpiecznej i spokojnej jeździe całkiem owocny Vmax Ci wyszedł jak na zimowe warunki

Lapec 06:26 piątek, 23 lutego 2018

Zależy jak się patrzy. I czy spod, czy znad wody :)

Trollking 19:14 czwartek, 22 lutego 2018

Czyli jednak nieWarto-strata ;p

huann 18:57 czwartek, 22 lutego 2018

Wszystkim na raz ;) Aktualnie to wciąż idealne miejsce do triathlonu :)

Trollking 18:18 czwartek, 22 lutego 2018

A jak się miewa Wartostrada? Zatopiona, zamarznięta, przejezdna - rowerem, bojerem, kajakiem?

huann 16:36 czwartek, 22 lutego 2018
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa wodum

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]