Ost(i)rożnie
W sumie dobrze zrobiłem, choć momentami żałowałem, że jednak nie zdecydowałem się na te grubsze kółka oraz stabilniejszą ramę. Były bowiem momenty. Do jednego z nich należała zamrożona kałuża na głównej drodze w Koziegłowach, która zajmowała dwie trzecie mojego pasa, ale dzięki udanej współpracy z kierowcą tira, który nie wyprzedzał mnie na siłę, a nawet się zatrzymał, żebym mógł pyknąć środkiem, pokonanie owej przeszkody poszło dość sprawnie. Raz jeszcze się przekonałem, że prowadzący te olbrzymie maszyny to w większości przypadków elita w tematyce samochodowej. Zresztą ja akurat dobrze się z nimi dogaduję - gdy tylko mogę zjeżdżam umożliwiając wykonywanie manewrów, daję znać ręką, że mogą je rozpocząć, etc.. Pozdrawiamy się światłami i łapkami, takie tam. Gorzej mi idzie współpraca z puszkowymi kurduplami, a w sumie najczęściej nie idzie, tak jak dziś, gdy znów (ile można?) jakiś troglo wcisnął mi się z podporządkowanej jakbym był powietrzem.
Generalnie mimo wszystko jechało mi się spoko, ale nad wyraz ostrożnie, przynajmniej w pierwszej połowie, bo podczas powrotu drogi już odtajały i obaw było mniej. Choć i tak nie ryzykowałem z rozpędzaniem się, bo jednak szlifowanie podłoża nie należy do moich ulubionych zajęć.
Trasa: Dębiec - centrum - Malta - Gdyńska - Koziegłowy - Czerwonak - Owińska - granica Murowanej Gośliny i nawrotka. Prócz niewątpliwych atrakcji, do których należy pokonanie Poznania z południa na północ i z powrotem (łącznie gdzieś połowa dystansu) oraz ślimaków na nowej Gdyńskiej (można sobie nieźle podszkolić technikę), wisienką na torcie były jak zwykle (i pewnie jeszcze długo i długo będą) dwie upiorne kostkowe DDR-ki, przed i za Owińskami, wzdłuż upstrzonej oczywiście zakazami normalnego rowerowego ruchu w obydwie strony ulicy (a śmieszka tylko po jednej). Czyli taki Luboń, tylko wersja mini :)








