Generalnie
dzisiejszy wyjazd to powtórka z rozrywki. Bardzo niskich lotów, ale
jednak jakiejś tam rozrywki. Wyruszyłem tak jak ostatnimi czasy z
musu przed pracą dość wcześnie, bo po ósmej rano (wiem, wiem,
dla niektórych to środek dnia, ale u mnie najlepsza pora na
spanie), co ma swoje plusy (w weekendy mały ruch), ale śliskie
drogi sponsorowane przez noce przymrozki to przyjemność
zdecydowanie średnia. Zresztą temat opisuję w tym roku dość
namiętnie, więc nie będę się powtarzał – grunt, że dzięki
dobrej koordynacji i ostrożnego kołowego stąpania po przeróżnych
atrakcjach typu ronda czy co ostrzejsze zakręty, nie musiałem
zaznajamiać swoich zębów z podłożem.
Trasa dzisiejsza to
z okazji północno-zachodniego wiatru najpierw kilkanaście
kilometrów po na czerwono świecącym Poznaniu (Dębiec – Górczyn –
Golęcin), potem już bardziej przejezdnymi opłotkami (Strzeszynek –
Psarskie – Kiekrz – Rogierówko), następnie odcinek-koszmarek z
Sadów przez Lusowo do granic Zakrzewa, a końcówka to całkiem
sympatyczne kręcenie z fragmentem powiewu w plecy między
Wysogotowem, Skórzewem, Plewiskami i domem. Finalnie wyszło
powolutku, ale z zaliczeniem najlepszego na świecie dystansu :)
Ścieżka przy
Koszalińskiej świeci. Nie tylko lekko już schnącym przymrozkiem,
ale i przykładem, jak powinno się robić DDR-ki.
Tu (czyli przed
Sadami) natomiast brutalny powrót do polskich realiów. Pół drogi
z górzystego szutru, pół to wciąż strasząca zemsta Adolfa, a na
horyzoncie droga dla rowerów nad trasą szybkiego ruchu, oczywiście
położona tylko po jednej stronie wiaduktu.
Na deser wiatrak w
Rogierówku. Sądząc po reakcjach czworonogów o rozmiarach XXL,
gdyby nie płoty oraz inne obwarowania, również mógłbym skończyć
jako smakowity kąsek :)
Komentarze (7)
Łącznie ma dwa, może trzy kilometry. Lub trochę mniej. A jak już musi być, to niech będzie taka, jak tam :)
Oj, było tu już kiedyś wyśmiewanie się z mojego wczesnego wyjeżdżania o ósmej, co prawda w dzień roboczy, ale w dzisiejszych czasach to żadna różnica :)
Huann - a to zawsze coś. Spanie to moja druga pasja :) Zdrówka raz jeszcze!
JPbike - też pewny nie jestem, ale od zawsze jak widzę betonowe płyty z łączeniami o wielkości kraterów, to czuję, że zafundował nam to idol współczesnych ONR-owców :)
No proszę, a u nas trzeci dzień z rzędu w miarę sucho i nieślisko... cóż z tego, skoro cherlania dzień także trzeci :( Jedyne, co z tego mam to spanie do południa :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"