Zgłupieć można. Jak był mróz, to nie było śniegu. Lekko się ociepliło - zaczęło sypiać białym gów... puszkiem (BGP). Rano, gdy tylko spojrzałem za okno, wymsknęło mi się coś nieparlamentarnego (a może w sumie powinno się mówić: parlamentarnego, jeśli się weźmie pod uwagę poziom tych naszych osłów?) i zamiast szykować się na rower, wróciłem do łóżka. Czułem jednak podświadomie, że jednak dziś pokręcę.
I tak się stało. Krótko, bo krótko (w południe musiałem być w robocie), ale jednak udało się wykonać gluta, gdy tylko temperatura przekroczyła granicę zera (czyli po dziewiątej). Taktycznie najpierw nawiedziłem spacerkiem piekarnię, by pod przykrywką akcji o kryptonimie "poproszę jeden chleb z makiem oraz jeden razowy, obydwa proszę pokroić" ocenić stan dróg - wynik był umiarkowanie pozytywny, choć oczywiście wybrałem do jazdy crossa.
Sam glut to walka z chlapą i takim sobie wiatrem oraz korkami. Trasa nieskomplikowana: Dębiec - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. Nie zawiodła mnie śmieszka w Łęczycy (choć dziś ją jedynie "liznąłem") - nawet nie starano się jej odśnieżyć, a o usunięciu zakazy jazdy drogą oczywiście nawet nie zdążyłem się rozmarzyć. A podjazd ulicą Dworcową był pewnym wyzwaniem, nie powiem :) Dałem radę, ale wyjątkowo posługując się błogosławieństwem, jaki tym razem zapewnił chodnik. Jeszcze kilkaset takich wypadów, podczas których nastąpi dalsza degeneracja mej rowerowej duszy, i sobie koszyczek zamontuję, a może nawet polubię DDR-ki? :)
Komentarze (9)
Ja ją odkryłem niedawno (w sumie dzięki Twoim wpisom, bo wcześniej jej nie kojarzyłem). Jak wiesz jest tam jakieś 6%, więc w sumie cieszyłem się, że wjeżdżam, a nie zjeżdżam w tych warunkach :)
Katana - u nas tej piekarni nie ma, ale wokół domu mam kilka przyzwoitych do wyboru. Nawet jedną z pań w nich sprzedających nieświadomie zmotywowałem do rowerowania i teraz kręci zima czy lato, prawie codziennie do pracy i z powrotem te kilkanaście kilometrów łącznie :)
Mors - jak to jak? Mają takie sprytne samochodziki z piaskiem, kilka razy je tam widziałem. Ale ja nie mam pretensji jak nie jeżdżą, łatwiej się wyłgać od mandatu :) A to Twoje lubuskie robi się mekką morsów na bezrobociu :)
Mi też kroją na miejscu (na moich oczach) i chlebuś bardzo dobry (kupuję "rycerski" z piekarni "Putka" - może na waszych terenach też taka piekarnia jest.) A gumowy chleb krojony to z biedry jest ...ble
Lapec - raczej radiowozy :) Mandacik za niekorzystanie z DDR-ki plus ignorowanie zakazu może troszkę kosztować, a co najgorsze podreperować statystyki co niektórym :)
Katana - niby już większość tego badziewia się stopiła. Ale znając życie nocą napada kolejna warstwa :/
Michuss - a jakoś tak się przyzwyczaiłem. Kroją mi na miejscu, chleb idzie od razu do chlebaka i dwa dni da się go jeść. Inna sprawa, że nie chce mi się ostrzyć noża do chleba ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"