Czyli dobijanie na amen napędu w crossie. Chciałem co prawda wyruszyć dziś szosą, ale rano drogi były ku temu średnio zachęcające, a obiecałem ile się da dbać o napęd, prawdopodobnie już ostatni w Vento, więc ponownie postawiłem na kurs czołgiem, co było dość emocjonującym przeżyciem. Każde mocniejsze stąpniecie na pedały było zagadką: przeskoczy czy nie przeskoczy? Odpowiedź niestety w większości przypadków była prosta :/
Wykonałem więc delikatne kółeczko o w takiej wersji: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Głuchowo - serwisówkami do Dąbrówki - Palędzie - Dopiewo - nawrotka na Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Bez rozpędzania się, bez przygód, bez historii. Na serwis znajdę czas dopiero w przyszłym tygodniu, więc jeśli w międzyczasie pogoda się zbiesi (a prognozy na to wskazują) to chyba wyprowadzę na dwór stacjonarnego chomika :)
Jeden plusik w ramach walki z wewnętrznym defetyzmem chciałem dodać - było sympatycznie ciepło (siedem stopni!).
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"