Zima chwilowo odpuściła, wróciła jesień. W sumie pasuje, choć mocniejszego wiatru oraz porannej mżawicy aura mogła sobie darować - przez nie wyjechałem dziś crossem, który w drodze powrotnej zaczął mi lekko wariować w okolicach napędu. W domu spojrzałem, obczaiłem i niestety - trzy najmniejsze zębatki w kasecie, blaty oraz kółka od przerzutek są w takim stanie, że śmiało mógłbym otworzyć zakład krawiecki. Dodam, że narzędzia byłyby niezwykle precyzyjnie. Łudziłem się, że dojadę na tym zestawie przynajmniej do końca "sezonu" zimowego, ale chyba nic z tego - szanuję swoje uzębienie i nie chciałbym go stracić podczas upadku pyskiem na kierę podczas nagłego przeskoczenia łańcucha, więc powoli muszę myśleć o serwisie. Znów koszty, więc wizja nowej szosy na razie znów się oddala :/
Trasa dzisiejsza to lekko zmodyfikowane "kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Stęszew - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Luboń - Poznań. Powolutku, spokojnie, skupiając się na zakończeniu drugiej części trylogii "Zagadka pochodzenia" A.G. Riddle (czyste wariactwo ta książka, ale słucha się dobrze), wykonałem swoje i dotarłem do domu. Oczywiście nie mogło zabraknąć wątku śmieszki w Łęczycy, która przypomniała dziś roztapiającego się bałwana - ale nie takiego klasycznego, sympatycznego, a bardziej śmiertelnie groźnego, np. jak z "Pierwszego śniegu" Nesbø - ilość lodowych pułapek spowodowała, że znów ignorując zakaz wybrałem więc jazdę zwykłą drogą :)
W przypadku mej Mery wygląda to tak, że na zimę oddaję do generalnego przeglądu i zakładam osprzęt z niskiej półki, licząc się z jego całkowitym unicestwieniem w 4-5 miesięcy solanko-brei. A na wiosnę trochę droższy na dłuższe przebiegi, by wystarczył do listopada. Łączne koszty obu serwisowań i części zazwyczaj zamykają się w kwocie, którą za moją rowerzycę dałem w 2001roku, gdy ją nówkę kupowałem. Reasumując: co pół roku mam (niemal) nowy rower za pół starej ceny ;)
Taki mam zamiar... Ten cross to rower wybitnie na złe warunki, więc samo to, że przez rok nic nie zmieniałem jest już sukcesem :) Problem tylko z czasem na odwiedzenie serwisu, bo teraz czeka mnie tydzień pracy non stop.
No niestety, na takie eksploatacyjne zużycie elementów napędu w rowerze wielofunkcyjnym nie ma rady - kupić nowe, najlepiej z niższych grup (np. Acera, Alivio)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"