Larwalnie
W sumie pogoda była całkiem ładna, przynajmniej wizualnie, pod warunkiem, że analizowało ją się w ciepłym domu, zerkając za okno. W praktyce bezchmurne niebo przypłacone zostało lekkim mrozkiem, czyli pierdółką, ale co najgorsze - powiązaną z przejmującym arktycznym wiatrem. Tu dodam, że jeśli ktoś mi jeszcze coś napisze o bezwietrznej Wielkopolsce, to wezmę go na bezpłatny staż w celu poruszania się przede mną przez całe wyjazdy, wtedy pogadamy :) Dość powiedzieć, że w połowie dystansu miałem na liczniku średnią na poziomie nieco ponad 22 km/h (sic!), a ten marny wynik, który pojawił się finalnie, to pokłosie mojej naprawdę ostrej walki ze wszechobecnym wmordewindem. Musiałem nawet wyłączyć audiobooka, bo tak mi duło w uszach, że traciłem co chwilę wątek :)
Trasa dziś minimalnie dłuższa, bo tak :) Czyli: Poznań Dębiec - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Dziećmierowo - Kórnik - Mieczewo - Rogalin - Mosina - Puszczykowo - Luboń (tu jak zwykle to, co zwykle) - Poznań. Bez przygód, choć lekko się zawiodłem, bo w Dziećmierowicach ujrzałem na horyzoncie szoszona i zacząłęm go gonić, a gdy już siedziałem mu na plecach w okolicach zjazdu na S11 w Kórniku, ten skręcił w inną stronę, nawet mnie nie widząc. I z lansu nici :)
Aha, napęd jeszcze nowiutki. no i czyściutki. Choć to i tak tylko makijaż, bo w środku suportu wciąż rynsztok, więc zdjęcie nieprzypadkowe :) Ale przyznać trzeba, że działa całkiem płynnie po remoncie na bazie substytutów (z musu), martwi mnie tylko jak długo.

Cholera, miało być krótko, a wyszło jak zwykle :)








