Prezesi kukurydzy :)
Z tego, co pamiętam, to najpierw skupiałem się na asfalcie przed i pod przednim kołem, bo tak było bardziej aerodynamicznie i udawało się przy schowaniu za barankiem wycisnąć jakieś kosmiczne wartości typu 25, a nawet 26 km/h (choć standardem było 23), a potem, gdy po dotarciu do Dopiewa przez Wysogotowo, Sierosław i Więckowice zaczęło nawet fragmentami lekko mnie popychać, znów gapiłem się w podłoże do samego domu, żeby choć trochę nadrobić wynik. Po dzisiejszym wyjeździe mogę rysować górne elementy ramy z pamięci, tak samo jak każdy detal swoich butów :)
Kukurydza ostatnimi czasy zaczyna uzyskiwać wysokość kilku prezesów stojących na stołku podczas miesięcznicy, czym stwarza zagrożenie dla otoczenia, zresztą tak samo jak pierwowzór :) Tu na przykład na końcu drogi czekało mnie rozwidlenie, które musiałem pokonać na czuja, bo nic nie widziałem - tak też było jeszcze kilka razy. A niby to drzewa mordują...

Wymęczyły mnie dzisiejsze warunki, bo te 16 stopni były co prawda całkiem spoko, jednak przewiało mnie do cna. No ale jak się wczoraj można było dowiedzieć z komentarza pod wpisem, to wcale nie wiatr, a zjawisko wywoływane przez przejeżdżające TIR-y, nawet tam, gdzie ich nie ma. Ja bym poszedł dalej i nie zapomniał o trotylu, który wciąż zalega w powietrzu po pewnym pamiętnym zamachu o świcie i już wszystko jest na swoim miejscu. Tym miejscem jest świat teorii spiskowych :)
W załączeniu wiatr, którego nie ma, bo są TIR-y, których nie ma, z dziś: :)










